Dlaczego tak ciężko schudnąć (nie tylko po 40-tce)?

jak schudnąć po 40-tce

Tyle już się nagadałam na podstawach, że wreszcie nadchodzi czas, by… nadal nie chcieć wejść na wyższy stopień wtajemniczenia, który uważam za nieprzydatny dla większości z Was.

Nie piszę dla zawodniczek sportów sylwetkowych, nie kieruję swoich treści do osób potrzebujących optymalizacji diety pod start w triathlonie. Piszę do zwykłych-niezwykłych kobiet, które chciałyby schudnąć, ale mają mętlik w głowie. Często wiedzą bardzo dużo na temat zdrowego odżywiania, ale nie do końca wiedzą, co z tą wiedzą zrobić. Wszystko wydaje się trudne, a efekty nieadekwatne do starań.

Podobnie było z 42-letnią Izą. Dostałam dziś od niej długą wiadomość, opowiedziała mi jak zmieniało się jej podejście za sprawą krótkich rad. Pozwoliła na publikację, a ja odniosę się do kilku mitów i błędnych przekonań, które utrudniały albo wręcz uniemożliwiały jej redukcję masy ciała.

Dieta od trenera

Na Twój profil trafiłam z polecenia koleżanki, zniechęcona i nastawiona na anty do siebie, do diety. Z głową przepełnioną fit wiedzą do granic możliwości. Z przekonaniem, że jestem tym przypadkiem, który i tak nie schudnie, ale zamęczy się żarciem tego kurczaka z ryżem na okrągło, na zmianę z serkiem wiejskim.

Od kilku lat ćwiczę z małym depresyjnym epizodem. Na początku dostałam plan od trenera, w skrócie: jajka, twaróg, kurczak + ryż, owsianka. Szybko doszłam do wniosku ze to nie dla mnie… Z zawodu jestem kucharką, mam własną restaurację i tryb dieta kulturysty sprawiała, że chciało mi się płakać.

Trener zna się na treningu. Dietetyk na diecie. Zdarzają się superzdolni ludzie łączący obie te umiejętności, ale Iza nie miała tyle szczęścia. Dietetyk wiedziałby, że kluczowym elementem skutecznej diety jest dopasowanie jej do możliwości pacjentki.

Oczywiście zmuszałam się do tego okresowo… Czekając aż się odchudzę i już nie będę musiała tego „lekarstwa stosować”.

Jeśli dieta redukcyjna jest oderwana od rzeczywistości i nie buduje realnych do wdrożenia w życie nawyków, efekt jojo jest niemalże gwarantowany.

Wbiło mi to do głowy, że muszę jeść odpowiednie produkty, o odpowiednich godzinach… Ni jak nie wpisało mi się to w mój charakter.

Częstotliwość i pory posiłków możesz dostosować do swojego trybu życia i upodobań.

Rok epizodu depresyjnego mimo, iż zaowocował +5kg to nauczył mnie milszego traktowania siebie. W tym roku znów postanowiłam wrócić do treningów. Znów zarzucilam tryb ryż +kurczak czekając, aż to się skończy, aż przejdę etap tych 5kilo i znów będę mogła gotować. Dodam ze jestem mistrzem zarzucania różnych trybów Dąbrowska, Chodakowska, Dukan, Keto…

Nie próbuj naginać swojej codzienności do zasad „Jedynej Słusznej Metody”.

Jedyna Słuszna Metoda to taka, na którą jesteś w stanie sobie pozwolić przez dłuższy czas. Wytrwałość w odchudzaniu ma większe znaczenie, niż intensywność działań.

I tu dochodzimy do kwarantanny. Wstyd mi, ale pierwsze co to ucieszyłam się, że koniec trybu ryż + kurczak. Znów się nie udało. Koniec treningu, koniec efektu = 2 wieczorki wino + chips.

Zero-jedynkowe podejście do diety

Im bardziej jadłam pod linijkę, tym więcej myślałam o rzeczach spod linijki. Szukałam okazji, urodziny, święta, zły humor, albo że już dawno nie było okazji. I że skoro tyle trenuje, tyle daje z siebie to bez przesady, jeden wieczór z chipsami nic nie zmieni… A zmieniał i powodował utwierdzanie teorii, że mnie to tuczy każda paczka chipsów.

Ucztowanie po restrykcyjnej diecie nie świadczy o słabej silnej woli i braku motywacji. Świadczy o potrzebie odskoczni po tygodniach na dupościsku. To normalniejsze, niż jedzenie tylko ryżu, kurczaka i brokułów.

Nie wiedziałam też ile mam jeść, bo jak trenowałam ostro to jadłam około 1900 i waga szła w dół bardzo powoli. Dostawałam też często komunikaty „zajechałaś metabolizm”, „jesz za mało”, „tyle ćwiczysz – musisz jeść”. Uwierzyłam, że nie chudnę, bo za mało jem.

Jem za mało i dlatego nie chudnę – czyżby?

Wróżbita Maciej nie mógłby oszacować czy ktoś je za mało nie znając wieku, wagi, wzrostu, opisu aktywności.

A Ciocie Dobra Rada wiedzą. „Nie chudniesz? Pewnie jesz za mało!”. Spójrzcie poniżej, jak bardzo na Całkowitą Przemianę Materii wpływa wiek.

Obliczone moim kalkulatorem: https://www.drlifestyle.pl/kalkulatory-ppm-cpm-kcal/

Iza spala 150 kcal mniej tylko dlatego, że ma 42 a nie 22 lata.

A co z intensywnością treningów? Poziomem aktywności spontanicznej? Co z kalorycznością diety w dni, gdy wybiera chipsy i winko zamiast kolejnej porcji kurczaka z ryżem?

Odważne rady w stylu „skoro nie chudniesz, to musisz jeść więcej” mogą doprowadzić do… tycia. A nie szybszej redukcji.

Na kwarantannie waga podskoczyła około kilograma. Szybko wróciłam na trening on line, poużalałam się nad sobą, nad wagą, zaczełam obmyślać nowe diety i plany.

Zaczęłam słuchać tego, co mówisz, mając wrażenie „mówi o mnie”. Przestałam myśleć „ze mną jest coś nie tak”.

Ale do brzegu… Ponad 2 tygodnie temu napisałam post na Twojej grupie. Skomentowałaś „dopracuj weekendy”.

Deficyt kaloryczny z tygodnia łatwo wyzerować w weekendy

Zamiast szukać nowych metod, warto przyjrzeć się starym, dobrym, powtarzanym od miesięcy błędom.

Cały czas czytam i słucham tego co mówisz. To co wyciągnęłam dla siebie i to co zrobiłam przez te kilka tygodni:

1. Przestałam myśleć w kategorii albo kurczak albo nic. W efekcie przestałam myśleć obsesyjnie o produktach typu sernik, pizza, chipsy i kiedy w końcu będę mogła je zjeść, jak już się ten koszmar odchudzania skończy.

Zamiast patrzeć na redukcję przez pryzmat okresowych wyrzeczeń z datą końca, spróbuj postawić na rozwiązania, które zostaną z Tobą po redukcji. Zwiększysz jedynie porcje lub częstotliwość wysokokalorycznych urozmaiceń zdrowej diety.

2. Skupiłam się mocno na idealnym doważaniu wysokokalorycznych produktów np. olej, masło, orzechy. To chyba mnie gubiło „przecież orzechy są zdrowe to dodam kilka do sałatki” .

Zdrowe nadal może być tuczące. Nadwyżka kaloryczna (nawet ze zdrowych produktów) skutkuje tyciem. Gdyby to nie działało w ten sposób, żaden kulturysta nie mógłby zbudować masy mięśniowej, ciągle by chudły chłopaki 😉

3. Od pierwszego postu na grupie to już był etap gdzie liczyłam dokładnie więc zwiększyłam też trochę aktywność, orbiterek zamieniłam na skakankę, doszedł rower i trening w plenerze, z chęcią sprzątam i wieszam pranie, a jem podobnie czyli średnio 1550 kcal.

27.04 waga 69.5 dziś 14.05 68 kg.

…a ja nigdy na diecie nie jadłam tak smacznie. Czuję że jestem na dobrej drodze, że przestaję walczyć sama ze sobą, że jeżeli tak może wyglądać proces redukcji to nie jest to nic strasznego, skoro mogę tam wyliczyć ukochaną pizzę.

Odchudzanie staje się prostsze, gdy przestajesz je sobie utrudniać.

Pałlo Kołelo FITNESSU

Myślę że ewidentnie u mnie problem polegał na tym że za wysoko miałam ustawiane kalorie. Do tej pory z tej ogólnej wiedzy wydawało mi się, że kobieta średnio spala 2000 kcal, ale nie kumałam że taka co leży plackiem to 1500 ;).

Łatwo przeszacować wydatek energetyczny

Wydawało mi się, że skoro biegam, jeżdżę na deskorolce , trenuję, to spalam ze 3000, potwierdzałam to sobie kalkulatorami gdzie wpisywałam 7 treningów w tygodniu i praca fizyczna. Wydawało mi się, że mam duży deficyt, a chudnę powoli.

Deficyt kaloryczny nie jest różnicą pomiędzy kaloriami wyliczonymi przez posiłki zapisane w fitatu, a CPM obliczonym przez kalkulator dietetyczny/zegarek.

Deficyt kaloryczny to różnica pomiędzy tym, ile naprawdę zjadasz (nawet wtedy, kiedy wstyd się przyznać aplikacji do liczenia kalorii czy dietetykowi), a tym, ile w praktyce spalasz (w dniu super treningów i w dni leniwej buły).

Nie chudniesz = nie jesteś w prawdziwym deficycie (nawet jeśli tabelki twierdzą inaczej).

Najgorzej, że dużo z tych rad dostawałam od trenerów, raczej szukałam porady u osób w moim mniemaniu odpowiednich. I pewnie wiele z tego rozumiałam na opak, albo gdzieś to wynikało z komunikacji. Ale zapędzało mnie to w ślepy zaułek. Przeładowanie informacjami powoduje, że zanika nam zaufanie nawet do samej siebie. Ja na siłę robiłam dużo. Zmuszałam się do śniadań po wstaniu, po nich mi było tak niedobrze po czym jak robiłam się głodna wychodziło mi, że powinnam zjeść jogurcik z owocami. Najpierw jadłam na siłę potem już na sama myśl byłam głodna do obiadu… błędne koło.

Śniadanie nie jest najważniejszym posiłkiem dnia. Jest tak samo ważne, jak wszystkie pozostałe posiłki.

Teraz po tym co mówisz staram się mocno dopracować pod siebie. Posiłki syte jem wtedy kiedy potrzebuję. Jak mam ochotę na słodko to robię naleśniki, albo gofry. Weekend jest taki wyluzowany, bardziej rodzinny to planuję pieczenie pizzy. Ograniczam trochę posiłki dookoła żeby wyliczyć te pizzę.

Zdrowe odżywianie nie powinno być karą za błędy przeszłości, które doprowadziły do tycia. Powinno być przejawem troski.

Podstawą okazało się słuchać siebie i być dla siebie miłym ?. Jak Ciebie słucham to tak jakbym wypuszczała na wolność cząstkę siebie, która ostatnio była zamknięta w komórce „??diet?? or die??

Podsumowując DZIEKUJĘ za tę dawkę wiedzy, za to że wyjaśniasz, że chudnięcie jest jak konstrukcja cepa, że pokazujesz smaczną drogę, że zapalasz światełko, że dajesz spokój, że powtarzasz aż się w głowę wbije, że budzisz zaufanie, a zaufanie przynosi efekt…

Ściskam, tulę, całuję.

Zasady odchudzania są łatwe, ale trudno je wdrożyć w życie. Dlatego tym bardziej nie warto stawiać na restrykcyjne, obciążające metody, w których nie da się wytrwać.

Pozwól ułatwić sobie życie.


Ciekawa jestem jak Wam się podoba taka forma wpisu? Dajcie znać w komentarzach!