Dieta z Biedronki, dieta z Lidla – czy zdrowa dieta może być normalna?

Przyszedł moment, w którym zaczęłam się wstydzić swoich poglądów na temat zdrowego stylu życia. Słuchając innych (o bardziej ugruntowanej pozycji w branży czy popularniejszych) zastanawiałam się czy aby na pewno nie idę na łatwiznę. A musicie wiedzieć, że ambitnej Moniczce, która całe życie wmawiała sobie, że MUSI dawać z siebie zawsze to, co najlepsze, nie było to na rękę. Bo skąd mieć pewność, że to, co chcę dać, jest najlepsze, skoro nie jest tak idealne, jak w wykonaniu innych?

Po czasie pojawiło się pytanie. Czy trawa u sąsiada naprawdę jest bardziej zielona? A może to, co widzę, nie jest “idealne” tylko “wyidealizowane”?

Nie musi być idealnie, żeby było wystarczająco dobrze

Pamiętam jak dziś sytuację przy kasie w Biedronce. Kto bywa tam w piątkowe popołudnie, ten wie, że w kolejce można spędzić kilkanaście minut. Można też przyjrzeć się zawartości koszyków współczekającyh. I zobaczyć w nich, co jedzą ludzie. Chleb tostowy pomiędzy serem żółtym, paszetową schowaną pod parówkami przykrytymi paczką chipsów i zestawem dań gotowych na cały tydzień. A na końcu taśmy brzęczą buteleczki wypełnione złocistym trunkiem.

Czy wymienione produkty są tak fatalne, że nie można zjeść ich nigdy w życiu? Ależ skąd! Grunt, żeby proporcje bardziej wartościowych i mniej wartościowych produktów się zgadzały. Fajnie byłoby zobaczyć na taśmie również trochę świeżych warzyw, owoców, gruboziarnistą kaszę, rybę zamiast kiełbasy, wartościowy nabiał i dobry chleb.

Więc nie będę do jasnej ciasnej strugać wariata i udawać, że największym dylematem moich czytelników jest dokonanie wyboru między siemieniem lnianym a nasionami chia, jako dodatku do owsianki na bezglutenowych płatkach, zalanych samodzielnie wyciśniętym z migdałów mlekiem.

Chcę pokazać, że jest COŚ pomiędzy

I jestem skłonna uciszyć w tym celu swoje ego podpowiadające mi, że powinnam być “bardziej profesjonalna i rzetelna”. Robić to, co może nie spotka się z aprobatą “branży”, ale może przydać się i realnie pomóc ludziom. Normalnym, zwykłym ludziom, dla których jedzenie to nie tylko sposób na dostarczenie organizmowi potrzebnych witamin, składników mineralnych, białka, węglowodanów, tłuszczów i błonnika.

Dla których jedzenie, to także przyjemność. Tło do spędzania czasu z bliskimi. Forma rozrywki. A czasami jeden z wielu obowiązków, który ich przytłacza i zabiera cenny czas, który chcieliby poświęcić na coś innego.

Ale jeść trzeba. I można to robić nie tylko na dwa sposoby:

  • albo byle co, byle jak i w bylejakich ilościach
  • albo tak prawilnie, że jadłospis namaściłaby sama Lewandowska, a Ty musiałbyś wstawać 30 minut wcześniej, żeby przygotować instafriendly śniadanie

Zdrowa dieta może być N O R M A L N A

dieta z biedronki

I właśnie takie są nowe produkty w moim sklepie:

Tworzeniu tych jadłospisów przyświecały dwie myśli:

  • mają ułatwiać życie użytkownikom
  • moja w tym (jakby nie patrzeć – magistra dietetyki) głowa, żeby dostarczały wszystkiego, co potrzebne, by poprawić zdrowie, samopoczucie i sylwetkę

Ale jak to “dieta może ułatwić życie”?

  • na zakupy idziesz do jednego sklepu z precyzyjną listą zakupów (podzieloną na różne grupy produktów)
  • nic się nie marnuje – produkty świeże zużywasz na bieżąco (jeśli gdzieś jest “łyżka jogurtu”, to reszta jogurtu zostanie wykorzystana w innym posiłku)
  • w dni robocze gotujesz obiad raz na dwa dni
  • weekendowe menu jest bardziej urozmaicone
  • korzystasz ze sprawdzonych przepisów, które ktoś opracował tak, żeby:
    • smakowały – nawet członkom rodziny, którzy nie muszą się odchudzać
    • nie zajmowały dużo czasu
    • były możliwie najbardziej sycące
    • mieściły się w założonej kaloryczności, rozkładzie makroskładników
    • było w nich dużo kwasów omega 3, dzięki którym zmniejszy się potencjał zapalny diety (to ważne szczególnie dla osób z chorobami układu krążenia lub autoimmunizacyjnymi)
    • każdy miał podaną kaloryczność, liczbę gramów białka, tłuszczu i węglowodanów oraz wymienniki węglowodanowe (ukłon w stronę cukrzyków)

Może by tak ostatni raz zacząć od poniedziałku?

-> JADŁOSPIS Z BIEDRY <-

-> DIETA LIDLOWA <-

Nie kupuj obu opcji. “Jadłospis z Biedry i Dieta Lidlowa są do siebie bardzo podobne – różnią się tylko konkretnymi składnikami dostępnymi w danym sklepie”. Nie kupuj obu diet, nie opłaca się.

Gratisy

Oprócz jadłospisów i list zakupów, otrzymasz narzędzia, które pomogą w zmianie nawyków i realizacji sylwetkowego celu:

  • Nawykownik w dwóch wersjach graficznych – pomoże Ci wytrwać w postanowieniach
  • Metoda Motywacji Błyskawicznej – instrukcja + karta ćwiczeń
  • Skuteczne budowanie nawyków + Nowy początek – tekst + karta ćwiczeń
  • Instrukcja obsługi diety – jak dobierać zamienniki?

PS. Polecam zakup wariantu na 4 tygodnie – to nie tylko szansa na poznanie większej ilości nowych, zdrowych przepisów. Tydzień IV to opcja “na lenia/na szybko/dla pracusia” – wykorzystujemy zdrowe gotowce i ultraproste rozwiązania, które można zastosować nawet w niesprzyjających warunkach.

Zostaw komentarz

23 komentarze w “Dieta z Biedronki, dieta z Lidla – czy zdrowa dieta może być normalna?

  1. Agnieszka

    Świetny pomysł, dla wieku to będzie mega ulatwieniem. Nie trzeba biegać po kilku sklepach bo nasiona chia akurat w tym są niedostępne.

    1. Monika Ciesielska

      Nie liczyłam tego – wariantów pojedynczych tygodni jest 400, to niewykonalne. Ale spróbuję odpowiedzieć tak: pierwszy tydzień może wyjść drogawo, jeśli nie będziesz miała niektórych produktów, które są zużywane przez kilka tygodni np. oliwa z oliwek, ocet balsamiczny czy jakieś przyprawy. I wtedy ten I tydzień może być droższy, niż standardowe zakupy, ale te produkty będą wykorzystywane w kolejnych tygodniach, które wyjdą już tanio :). Nie ma mnóstwa jakichś ekstrawaganckich produktów, a jeśli jakiś przekraczałby Twój budżet, to możesz stosować zamienniki zgodnie z plikiem INSTRUKCJA OBSŁUGI DIETY (jest dołączany do zakupów).

    1. Monika Ciesielska

      Ustal Całkowitą Przemianę Materii np. korzystając z mojego kalkulatora CPM (to tenhttps://www.drlifestyle.pl/kalkulatory-ppm-cpm-kcal/)
      Pomnóż powyższy wynik * 0,8, aby obliczyć 80% z Całkowitej Przemiany Materii
      Sprawdź wysokość deficytu – od CPM odejmij wynik z powyższego punktu
      Upewnij się czy Twój deficyt jest wyższy, niż 500 kcal – dopiero wtedy możemy mówić o skutecznej diecie
      Jeśli Twój deficyt jest mniejszy niż 500 kcal-> zwiększ aktywność*, nie ucinaj kalorii z jedzenia poniżej granicy PPM (Podstawowej Przemiany Materii)

      Wynik z kalkulatora potraktuj jako podpowiedź, nie da się zaprogramować go tak, żeby trafiał z odpowiedzią idealnie 🙂

  2. Gosia Górecka

    A ja kupiłam miesięczna dietę z Biedronki! Nie mam problemu z układaniem sobie jadłospisu, ale pomyślałam, że czemu by sobie tego jeszcze bardziej nie ułatwić. A poza tym to chciałam w ten sposób podziękować Ci za Twoją pracę i wszystkie te bezpłatne diety, które nam wcześniej udostępniałaś. Lubię Twoje podejście do diety i treningu. Za każdym razem jak mi się nie chce iść na siłkę, to sobie przypominam Twoje insta snapy o tym, że Tobie też się nie chciało, ale jednak dałaś radę i teraz jesteś dumna. Moja motywacja! Pozdrawiam. 🙂

  3. Modestvagabond

    Hej! Mega zastanawiam się nad zakupem i zastanawia mnie tylko jedna rzecz bo owsianki są dla mnie czymś nie do przeskoczenia jeżeli chodzi o sniadania. Rownie dobrze mogłabym jeść slimaki. Czydę musiała wyrzucić całe dni z jadłospisu czy bez problemu będę mogła zostawić pozostałe posiłki z danego dnia a wymienic tylko śniadanie na inne o podobnej wartości kalorycznej z podobnym makro?

    1. Monika Ciesielska

      Dokładnie tak jak napisałaś – będziesz mogła wymienić tylko śniadanie. Powiem więcej – większość posiłków danego rodzaju (np. śniadanie) starałam się układać tak, żeby miały zbliżoną kaloryczność w różnych tygodniach. Oczywiście nie zawsze się to udało (żeby nie doprowadzić do absurdów typu 2,5 kromki chleba), ale wymienianie posiłków nie powinno sprawić Ci dużych trudności.

      Kaloryczność i makro każdego posiłku jest dokładnie opisane 🙂

  4. Kasia

    Kiedyś podchodziłam sceptycznie do Lidla (chyba dlatego, że go nie znałam), ale towarzysząc w zakupach mojej siostrze byłam pod wrażeniem świeżości owoców i warzyw jakie oferują. Teraz stanowi mój numer jeden, nie wspominając o cenach, które wypadają o wiele korzystniej w porównaniu do innych sklepów.

    1. Monika Ciesielska

      Ja kiedyś korzystałam głównie z Biedronki.
      Później pomyślałam “a może by tak do Lidla?”
      Poszłam po pietruszkę. Wróciłam z kołdrą.

      Ale i tak się polubiliśmy 😀

  5. Kamila

    Genialny pomysł, postanowiłam kupić taką dietę mojej mamie na święta 🙂 i tutaj pytanie – jaka wersja byłaby najlepsza dla osoby chorującej na dnę moczanową?

    1. Monika Ciesielska

      Prosze o więcej szczegółów: kiedy był ostatni atak? aktualnie faza remisji? po jakich produktach nasilają się objawy?

      U pacjentów z dną są bardzo istotne indywidualne obserwacje, więc nie wiem czy którakolwiek będzie się nadawać, ale postaram się doradzić.

  6. Beata

    Bardzo ciekawy pomysł na taką dietę. Najbardziej interesowała mnie oczywiście dieta z Biedronki i chętnie z takiej bym skorzystała 🙂 Co do tygodniowych zakupów to sama chętnie bym sobie wyliczyła 😉

  7. Ania

    Uwielbiam Cię. Powiedziałam to już chyba z milion razy, ale taka jest prawdaaaa!!!! 🙂

  8. Mateusz

    Na artykuł trafiłem przypadkiem. Nie mam formalnego wykształcenia dietetycznego, za to dużo czytam, i w niejednej firmie związanej z produkcją żywności pracowałem (od kuchni, tj. na produkcji, nie za biurkiem na telefonie, niczego tak naprawdę nieświadom).
    Wiem, że pisanie o zdrowej diecie w kontekście żywności kupowanej w supermarketach jest pewnym przekłamaniem, niestety pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da. W czasach, kiedy producenci żywności prześcigają się w zyskach i oszczędnościach (kosztem klienta, a jakże), nie MOŻNA się żywić zdrowiej, a jedynie racjonalniej. Pomijam wąski segment produktów ekologicznych, choć i tu nie jest idealnie (trafiają się nieuczciwi producenci). Jedzenie, które kupujemy w supermarketach jest zwyczajnie niezdrowe, bo pełne chemii (wyłączając EKO). Wszystkie warzywa i owoce otrzymały więc swoją dawkę pestycydów, aby się nie psuły, były większe i wizualnie apetyczniejsze. Pestycydów, które wpływają na metylację naszego DNA, warto o tym poczytać, zanim się napisze, że z Lidla można jeść zdrowo. Wszystkie produkty mięsne z kolei produkowane były metodą przemysłową ze wszystkimi tego konsekwencjami (chemiczne przyspieszanie wzrostu zwierząt, niehumanitarne warunki, niska jakość karmy, która też jest pełna chemii itd.). Do firmy raczej Pani nie wpuszczą, chyba że się Pani zatrudni w ramach zdobywania “wiedzy tajemnej”, której nie da się znaleźć w żadnym z poradników żywieniowych. Proponuję też przejechać się gdzieś na wieś, zobaczyć jaką chemią rolnicy pryskają uprawy, w jaki sposób uprawia się i hoduje „dla siebie” i „na sprzedaż”. Wiedza taka poszerzy horyzonty niejednego dietetyka wyedukowanego na popularnych poradnikach „o tym, i owym”.
    W gruncie rzeczy, gdybyśmy chcieli kupić naprawdę zdrowy produkt w supermarkecie, mało kogo byłoby na niego stać. Jemy śmieciowe jedzenie, choć często naprawdę ładnie ono wygląda.
    Jak słusznie twierdzi dr. Danuta Myłek, w dzisiejszych czasach jeśli chcemy naprawdę odżywiać się ZDROWO, pozostaje nam jedynie założenie własnego ogródka w jakimś czystym zakątku i hodowla zwierząt gospodarskich, dzięki czemu mamy pełną kontrolę nad jakością produktów.

    Pozdrawiam

    1. Monika Ciesielska

      Odwołując się do puenty dr Myłek, podtrzymuję stanowisko przytoczone we wpisie. Właśnie przez takie radykalizowanie wiele osób nie czuje się W OGÓLE gotowe na podjęcie jakichkolwiek zmian w swoim menu “bo po co, skoro i tak nie mogę założyć własnego ogródka i hodować zwierząt gospodarskich”. Tymczasem jest ogromna różnica czy pakujemy w siebie furę tłuszczów trans, cukru i soli czy może jednak błonnik z warzyw i składniki odżywcze, który pozostają w nich niezależnie czym były pryskane i jak uprawiane.

      Powiem więcej. Własny ogródek to kolejny pięknie brzmiący frazes, który nie rozwiązuje faktyczneog problemu niskiej jakości spożywanych produktów. Nasz ogródek bowiem zasilają te same wody gruntowe, spadają na niego te same kwaśne deszcze, a rośliny wzrastają oddychając tak samo zanieczyszczonym powietrzem, jak każde inne.

      Idea piękna, ale totalnie bezużyteczna.

      1. Anna

        Witam.Posiadam własne stadko kurek ,gęsi i indyków.Mam ich po kilka sztuk.W taki sposób mam jajka no i mięsko.W ogródku wysiewam na wiosnę trochę zieleniny oraz sałatę i inne warzywa.Mieszkam na wsi z dala od wielkich miast.Wydaje mi się,że moje “jedzenie” własnoręcznie wyhodowane będzie o niebo lepsze niż te z supermarketu naszpikowane antybiotykami i innymi takimi.Nie wyklucza to jednak faktu,że nie będzie ono już tak zdrowe jak powiedzmy 100 lat temu.
        Pozdrawiam ,Pani portal jest bardzo ciekawy i planuję wykorzystać diety przesłane przez DR lifestyle na e-maila.