Jak schudnąć ostatnie 5kg (i dlaczego to takie trudne?)

jak schudnac ostatnie kilogramy

Początki odchudzania bywają trudne, ale jazda bez trzymanki zaczyna się? na finiszu. Sprawdzone strategie przestają działać! Takie są niestety fakty – żeby schudnąć ostatnie kilogramy nie wystarczy ponowienie strategii, która była skuteczna na starcie.

O redukcji ostatnich kilku kilogramów w praktyce opowie Wam Marta – kursantka Korepetycji z odchudzania . Starczy już wstępów, rozsiądźcie się wygodnie na tej karuzeli śmiechu!


Teoretycznie jesteś już szczupła. Sylwetka Ci w niczym istotnym nie wadzi. Jesteś zdrowa, masz ogarnięte dobre nawyki żywieniowe i ruszasz się regularnie.


Wszystko spoko, nie? No nie, bo jesteś babą, więc wymyślisz sobie, że te 5 kilo mniej to by zrobiło różnicę, ło ja pierdziu. Prosto na wybieg Victoria’s Secret. Skąd wzięłaś te 5 kilo? Generalnie z dupy. Brzmi lepiej niż 4 albo 6, więc Twoim Świętym Graalem staje się zrzucić równo 5 kilo. Ale nie, że 4,9 kg.

Wtedy porażka, klęska żywiołowa i w ogóle OSZUKUJESZ!


Ja bujałam się z taką myślą mniej więcej od kwietnia do września 2019. Wymyśliłam sobie cel, by ważyć równe 63 kilo, a wszyscy wiemy skąd tę wartość wzięłam :D. Napisałam posta na naszej Facebookowej grupie z Korepetycji z Odchudzania, że teraz to już kurwa SERIO.

Mądre kobiety na naszej grupie napisały mi, że super i w ogóle powodzenia, ale co ja zamierzam zrobić inaczej, żeby tym razem efekt był inny, niż wszystkie moje próby od kwietnia do września. Czyli co se schudnę, to se przytyję. Kurwa, wiedziałam, że o czymś zapomniałam! Mam coś zmienić, żeby coś się zmieniło!

Rozwiązanie podsunęła Monika, sugerując regularne raportowanie na naszej Facebookowej grupie. Zawsze najskuteczniej działałam pod presją (Jak ja się przyznam dziewczynom, że rzuciłam cały misterny plan w pizdu…?? Przecież spłonę ze wstydu…), więc na pomysł radośnie przystałam i tak powstał Pamiętnik Fit Obżartucha.


Jaki był plan na redukcję ostatnich 5 kilogramów?

Październik i listopad 2019 podporządkowany w 100% redukcji. Znalazłam moment, w którym w pracy i życiu osobistym był spokój, a ja czułam się wypoczęta i szczęśliwa. To strasznie ważne. Na grupie często rozmawiamy o przyczynach, które doprowadziły nas do nadwagi, bądź szeroko rozumianych problemów z jedzeniem.

Zajadanie stresów jest jedną z najczęstszych odpowiedzi. Sama to robiłam i przestałam dopiero, gdy wyleczyłam u psychiatry zaburzenia lękowe, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Myślałam, że taki mam po prostu charakter. Warto więc sobie przemyśleć czemu się obżeramy, jeśli mamy z tym problem. Bez rozwiązania przyczyny problemu, ciężko będzie przełamać ten destrukcyjny nawyk. No i koniecznie trzeba wybrać dobry moment na redukcję. Gdy w życiu walą i palą się rzeczy, no kurde ustalmy, że ważniejsze niż to, czy ważysz 66 czy 65 kilo, odchudzanie po prostu nie ma z nimi szans. Nie wystarczy Ci zasobów – sił lub czasu, by trzymać ostrą dyscyplinę.

To moja rada ogólna nr 1 – wybierz swój czas mądrze i przygotuj się jak na Bitwę o Helmowy Jar. Bo to będzie bitwa. Bitwa o Ostanie Fałdki.

Mój plan zakładał 2000 kcal dziennie i treningi wg planu, czyli 4-5 tygodniowo. A więc dokładnie to, co pozwoliło mi schudnąć 10 kilo pomiędzy majem 2018, a kwietniem 2019. I w tym momencie wchodzi Monika, cała na biało, przelicza moje CPM i wylewa mi wiadro zimnej wody na głowę.

To, że 10 kilo temu jakaś kaloryka działała, nie znaczy, że zadziała minus 10 kilo później.

I to jest główna przyczyna, dla której redukcja staje się tym trudniejsza, im niżej z tkanką tłuszczową wymarzymy sobie zejść. PPM i CPM nieubłaganie spadają wraz z każdym kolejnym kilogramem, a nasz apetyt… no jakby nie.

Monika dała mi dwa wyjścia:

  1. Zmniejszam kalorykę
  2. Ruszam się więcej

Mniej jeść czy więcej się ruszać?

Ta redukcja była w 100% podporządkowana jej zaleceniom, postanowiłam bowiem sprawdzić co się stanie, gdy posłucham jej bez dyskusji i oszukiwania, więc jak szef każde, tak wyrobnik robi. Wybór był prosty – kocham jeść, mogłabym jeść non stop, mój żołądek nie ma dna, a ponadto mam jeszcze zapasowy na słodycze, ale za to z ruchem już od dłuższego czasu nie mam problemów.

Nikt mnie nie musi wyganiać z domu widłami na trening, lubię wiele rodzajów sportu – siłowy, bieganie, spacery, rower, basen, treningi fitness, dywanówki, no generalnie lubię się ruszać. Tu więc wchodzi rada ogólna nr 2 – zagraj swoimi atutami. Obcinanie kaloryki budzi mój głęboki bunt, wolałam więc ruszać się dwa razy dziennie, niż jeść mniej.

Wiem, dla niektórych niewyobrażalne, żeby przed pracą dylać na spacer albo fikać po dywanie w razie deszczu, a po pracy zasuwać na siłownię, ale ja jestem dziwakiem i tak właśnie robiłam przez 2 miesiące. Trzeba sobie powiedzieć uczciwie, że to nie jest opcja dla każdego. Nie mam dzieci, nadgodzin w pracy, żadnego mocno angażującego hobby poza sportem, a te 2 miesiące mojego życia były podporządkowane w 100% mojej redukcji.

Zagrałam swoim atutem, uwielbieniem dla ruchu i Ty zrób tak samo – znajdź swój kompromis.

Skuteczna redukcja = uproszczona redukcja

Łatwiej Ci jeść z rozpiski? Kup sobie dietę i trzymaj się jej. Wolisz wszystko zliczać codziennie jak ja – na zdrowie. Motywują Cię efekty, chcesz zobaczyć rezultat w ciągu miesiąca, dwóch – zagryź zęby na kilka tygodni i wygeneruj optymalny deficyt.

Wolisz odchudzać się wolniej? Zajebiście, to w sumie nawet zdrowiej, tylko uzbrój się w cierpliwość i nie lamentuj, jak waga po tygodniu pokazuje to samo. Albo dwa kilo więcej, bo masz okres. Bądź zaparcie. Zjadłaś większą kolację i nie opuściła ona jeszcze bramki nr 2. Może trzymasz wodę, bo jesteś zestresowana. Ewentualnie Jowisz i Saturn są w koniunkcji. Generalnie waga lubi kantować i warto do jej wyroków podchodzić z dystansem i obserwować je w dłuższej perspektywie

Jak zatem schudłam te „ostatnie 5 kilo”?

Normalnie, jak wszyscy ludzie, którzy schudli kiedykolwiek w historii ludzkości.

Wygenerowałam deficyt kaloryczny.

Mniej więcej 500 kcal dziennie.

To nie tak, że jak jesteśmy relatywnie szczupłe, to ten cały deficyt nie działa.

On zawsze działa, tylko w takiej sytuacji ciężej go wygenerować, bo lżejsze ciało zużywa mniej kalorii na wszystko. I lubi nam stawać okoniem. Wciskać kit, że jesteśmy bardziej głodne, niż jesteśmy. Ograniczać naszą spontaniczną ruchliwość, zamieniać nas w bezsilną dętkę leżącą bez życia na kanapie.

Po prostu redukcja masy ciała, która jest w normie, jest nieco wbrew naturze, więc nic dziwnego, że natura nie jest zachwycona. Ale nie zrozum mnie źle, nie oznacza to, że to niemożliwe albo niezdrowe. Generalnie do zrobienia, tylko przygotuj się na to, że będzie trudniej, niż przy pierwszych kilogramach. Prawdopodobnie będziesz bardziej głodna. Być może zaliczysz jakąś wtopę. Będą dni trudne i łatwe i ciężko Ci będzie zrozumieć, dlaczego czasem ze stoickim spokojem znosisz wieczorne ssanie w żołądku, a czasem teoretycznie nie jesteś nawet głodna, ale zjadłabyś wszystko.

Pamiętaj, że nie musisz narzucać sobie tak wymagającego planu jak ja. Albo możesz zmienić podejście w trakcie. To tylko redukcja 😉


Druga część historii Marty już jutro na blogu! Opowie ze szczegółami o założeniach diety, treningów i odstępach. Przeczytasz?