Czy można być szczęśliwą, będąc otyłą?

Nie. Nie można być szczęśliwą z powodu bycia otyłą. Ale można być otyłą i szczęśliwą.

Porozmawiamy dzisiaj o kontrowersyjnym temacie, od którego w mediach aż huczy – o otyłości i jej promowaniu (lub niepromowaniu).
*zdjęcie tytułowe autorstwa katiesoze

Weźmy na warsztat osobę publiczną, która głośno mówi o tym, że jest gruba i szczęśliwa. Szczerze kocha swoje ciało i akceptuje je. Udziela wywiadów, wypowiada się jako ekspert w telewizji śniadaniowej, pisze w Internecie o tym, że nie chciałaby zmienić zmienić swojej wagi. Gromadzi wokół siebie grono licznych obserwatorów, którzy są jej wdzięczni za odczarowanie skojarzenia gruba=nieszczęśliwa. Komunikat jest jasny: jestem gruba, szczęśliwa i piękna, akceptuję siebie i świetnie się czuję.

źródło: www.iwoman.pl
źródło: www.iwoman.pl

Po kilkunastu miesiącach dowiadujemy się, że wszystko było bujdą, a kobieta, wracając do domu ściągała maskę i płakała w poduszkę. Nienawidziła swoich ocierających się o siebie ud, chronicznego zmęczenia, fałd tłuszczu wylewających się ze spodni i tego, że uciekał jej każdy autobus, nim zdążyła do niego podbiec. Kłamała, bo dzięki temu, co mówiła, czuła się silna. Została ikoną, była chwalona i doceniana. A później schudła kilkadziesiąt kilogramów, zaczęła zajmować się poradnictwem dietetycznym. Twierdzi, że dopiero teraz jest naprawdę zadowolona z tego jak wygląda i jakim jest człowiekiem.

Zastanówmy się nad tym skąd tak duża potrzeba akceptacji ze strony innych? Wszystko zaczyna się we wczesnym dzieciństwie. Najpierw zostajesz jako ostatni przy kompletowaniu drużyny do gry w piłkę, dostajesz słabe oceny za kiepskie wyniki z biegu, a gdy inni zgarniają medale w lekkoatletyce, Ty siedzisz w domu. Przez w-f znienawidziłeś sport na tyle, że nie dajesz sobie szansy na odkrycie, że byłbyś świetny w pchnięciu kulą. Rodzice załatwiają Ci zwolnienie z wychowania fizycznego. Tyjesz jeszcze bardziej. W pewnym momencie odkrywasz, że nie możesz kupić spodni w ulubionej sieciówce. Klient ZARY kończy się na rozmiarze 42. Na imprezy nie chodzisz, bo po co, skoro wszyscy i tak podchodzą do chudszych znajomych. Przez media lansowany jest określony typ sylwetki.  Czasami, gdy siedzisz w tramwaju słyszysz, jak dwie kobitki siedzące obok mówią o Tobie. Nie zastanawiają się czemu tak wyglądasz – nie pomyślą, ze otyłość może być wynikiem choroby, terapii, ciąży, genów. Jest w nas za mało empatii, ale fakty są jasne: otyłość to wypadkowa licznych zaniedbań.

2013-02-12 15.04.07
Tak też bywało. Luty 2013.

Zła dieta, szybkie życie bez czasu na pomyślenie o sobie, niechęć do sportu, niedopilnowania w diagnostyce układu hormonalnego.

Nieważne czy jesteś zadowolona z tego, że ważysz 150 kilogramów, czy chciałabyś schudnąć. To, że tyle ważysz jest efektem Twoich licznych wyborów. Choroba nie powoduje otyłości, a predyspozycje do niej. Po rodzicach dziedziczysz złe nawyki żywieniowe, bądź ponosisz konsekwencje za złą dietę mamy w okresie ciąży, ale genetyka, którą często chętnie się zasłaniamy ma znaczenie marginalne. Kiedyś już rozwiałam wątpliwości co do związku genów z otyłością w tekście: Nie jesteś gruby po rodzicach.

why-are-you-so-fat-its-genetics188

Jednak czy to daje prawo innym ludziom do oceniania Cię, krytykowania, obrażania i atakowania? Atak nie jest tu słowem na wyrost – wystarczy poczytać komentarze pod losowym zdjęciem otyłej kobiety w bikini.

Wróćmy do przykładu osoby otyłej, mówiącą o swoim szczęśliwym życiu. Nieważne, że nie masz intencji promowania otyłości. Pokazując na blogu/facebooku/instagramie/w telewizji siebie, swój styl życia, swoje zadowolenie dajesz jasny przekaz: jestem gruba i szczęśliwa.

Nie każdy obserwator będzie miał ochotę zagłębiać się w przyczyny szczęśliwego stanu, a znajdzie w tym przyzwolenie na dalsze pogłębienie stanu swojej choroby. Na nierobienie z nią nic, bo przecież można być grubym i szczęśliwym.

Nie każdy obserwator pomyśli, że byłabys szczesliwa będąc chuda, biedna czy bogata, zdrowa czy chora, na urlopie czy w okresie przepracowania.

Nie każdy obserwator będzie chciał przyznać przed samym sobą, że to nie Twoja otyłość czyni Cię szczęśliwą – bo bądźmy ze soba szczerzy to nie bycie otyłym sprawia, że wstajesz rano z uśmiechem. Dokładnie tak, jak nie robi tego bycie chudym. Powiem więcej: nawet jeśli schudniesz 50 kg, nikt nie może Ci zagwarantować, że obudzisz się z uśmiechem na twarzy, motywacją do realizacji celów, determinacją do treningu czy pomysłem na super biznes.

Masa ciała tego nie determinuje.

Żeby lepiej przygotować się do tego posta, porozmawiałam z Kasią Ogórek, znaną w internetach jako autorka bloga Twoje DIY czy jako najpopularniejsza polska veinerka. Jest gruba. I szczęśliwa. A przy okazji  a jest babką tak mądrą, że przytoczę Wam fragment naszej rozmowy:

Najbardziej przeszkadza mi brak tolerancji. Wielu szczupłym osobom wydaje się, że tak łatwo jest stale schudnąć. Tymczasem jest to często jaka wejście na Mont Everest. Jednemu się uda dojść na szczyt, a inny będzie podchodził do tematu kilka razy, a na górę nie dojdzie, bo nie ma fizycznych możliwości. Szczupłe osoby powinny się cieszyć, że mają predyspozycje do smukłej figury. Wbijanie szpilki puszystym – nie pomaga. Wręcz przeciwnie podcina skrzydła.Zastanawia mnie skąd bierze się fala krytyki osób otyłych. Czemu inne osoby interesują się wyglądem obcej osoby? Ja absolutnie nie przywiązuje do tego uwagi. Czy to, że ktoś jest grubszy czy niższy, ma krzywe zęby zmienia coś w moim życiu? Czy otyłość innej osoby mnie obraża? Nie, więc po co ta krytyka? Może tak nie którzy leczą sobie własne kompleksy, ośmieszając innych? Jestem bliska takiej myśli, że obgadując grubych, niektórzy czują się lepiej we własnej skórze, bo nadal siebie samych nie akceptują.Co przeszkadza mi w mojej otyłości? Tylko i wyłącznie to, że ciężko  kupić fajne ubrania. Chciałbym, aby kolekcje ubrań dla szczupłych były takie same dla nas, gubszych. Czuję zawód jak rozmiarówka fajnej bluzki czy spodni kończy się na 46. Nie mam żadnych innym problemów ze swoją nadwagą. W lato zakładam strój kąpielowy i idę na plażę, lubię spotkania towarzyskie, niczego nie unikam w związku z tym, że jestem otyła. Wręcz przeciwnie, wszędzie mnie pełno.Nie wiem czy będę próbowała schudnąć. Kilka razy już to robiłam –  po 25- 35 kilogramów i zawsze kończyło się powrotem do wagi z nawiązką. Leczylam się nie tylko u dietetyków, ale także u lekarzy specjalistów. Miałam założony balon i opaskę na żołądku. Przeszłam chyba wszystkie możliwe w Polsce terapie. Ciągle żyłam wieczna dietą i wizją szczupłej sylwetki.Przeżyłam ciężkie chwile kiedy opaska zacisnęła się na żołądku i o mały włos nie straciłam zdrowia na zawsze. Wtedy mój mąż powiedział, że nieważne jaka jestem, ważne żebym żyła. Odpuscilam diety i od 5 lat mam ten sam rozmiar. Zaakceptowałam siebie w 100 %. Zaczęłam myśleć o innych rzeczach i w końcu się realizować. Obecnie szkoda mi czasu na dietę i tego typu samodyscyplinę. Jestem zdrowa, wesoła i puszysta. To mój atut, a nie wada.

A jeśli nazwalibyśmy rzeczy po imieniu?

www.huffpost.com
www.huffpost.com

Możesz lubić swoje ciało i szczerze je akceptować. I bardzo dobrze! Absolutną głupotą byłoby pozbawienie się radości życia przez wagę! Zapewne masz śliczne oczy, uśmiech, opowiadasz super żarty, jesteś elokwentna, inteligentna, oczytana, łatwo nawiązujesz kontakty. Jest mnóstwo ważniejszych rzeczy niż to, ile ważysz. Ale nie możesz zapomnieć o jednym.

Otyłość to choroba.

Ma nawet swoje miejsce w klasyfikacji ICD-10 – znajdziemy ja pod identyfikatorem E66. Według WHO

Otyłość to nieprawidłowe lub nadmierne nagromadzenie tłuszczu w tkance tłuszczowej prowadzące do pogorszenia stanu zdrowia.

W praktyce otyłość w wieku dorosłym definiowana jest jako BMI większe od 30, a nadwaga jako BMI większe od 25. BMI powyżej 40 wskazuje na otyłość z bezpośrednim zagrożeniem życia, charakteryzującą się podwyższonym ryzykiem zgonu.

Przerażających faktów na temat otyłości jest więcej

Źródło: who.un.org.pl

1. W Europie otyłość osiągnęła rozmiary epidemii. W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci częstość występowania otyłości potroiła się. W Europejskim Regionie WHO około 150 milionów dorosłych (20% populacji) i 15 milionów dzieci i nastolatków (10% populacji) jest otyłych. Obecnie, w większości krajów, 30% – 80% dorosłych ma nadwagę.

2. Otyłość grozi szczególnie dzieciom. W Europejskim Regionie WHO nadwaga jest najpowszechniej występującym problemem zdrowotnym wieku dziecięcego. Przynajmniej 1 na 10 dzieci jest otyłe. U dzieci otyłych występuje znacznie wyższe ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2, nadciśnienia tętniczego, problemów ze snem, jak również problemów psychospołecznych. Otyłe dziecko będzie otyłym dorosłym, co zwiększy ryzyko zachorowania na choroby prowadzące do obniżenia jakości i długości ich życia. Ministerstwo Zdrowia Wielkiej Brytanii prognozuje, że jeśli aktualny trend utrzyma się, to do roku 2050 średnia długość życia mężczyzn zmniejszy się o pięć lat.

3. Otyłość jest rezultatem przyrostu masy ciała, spowodowanego dodatnim bilansem energetycznym ? spożywaniem większej ilości kalorii, niż wynosi zapotrzebowanie konkretnej osoby przy określonym stylu życia. Powtórzcie ten punkt wiele razy. Leki, choroby, genetyka w nie doprowadzą Cię do otyłości przy odpowiednio zbilansowanej diecie i aktywnym stylu życia.

4. Ludzie otyli mają zwiększone ryzyko rozwoju wielu poważnych schorzeń, takich jak cukrzyca insulinoniezależna (typu 2), choroba wieńcowa, nadciśnienie tętnicze i udary mózgu, choroby pęcherzyka żółciowego, niektóre rodzaje raka (raka endometrium, jajników, piersi, szyjki macicy, prostaty, jelita grubego, pęcherzyka żółciowego, trzustki, wątroby i nerek) oraz pojawienia się problemów psychospołecznych.

4. Za otyłość przyjdzie nam słono zapłacić. Roczne wydatki na opiekę zdrowotną na opiekę zdrowotną osób otyłych są o 36% wyższe niż u osób szczupłych (są to dane sprzed kilku lat, ten stan stale się pogłębia).

źródło:
źródło:

5. Otyłość jest z jednej strony wyrazem nierówności, a z drugiej strony dodatkowo ją pogłębia. Wybory dotyczące racjonalnego odżywiania się i aktywności fizycznej dokonywane przez ludzi (w szczególności tych, którzy znajdują się w niekorzystnej sytuacji życiowej) podlegają ograniczeniom strukturalnym, społecznym, organizacyjnym, finansowym i innym. Na przykład we Francji porcja owoców i warzyw dostarczająca 100 kilokalorii, ma około pięć razy wyższą wartość odżywczą niż równoważna pod względem energetycznym ilość innej żywności, ale jest także pięć razy droższa. Ludzie posiadający niskie dochody mają zwykle ograniczony dostęp do obiektów sportowych i klubów fitness, a okolice, w których mieszkają nie zawsze sprzyjają podejmowaniu aktywności fizycznej. Badania wskazują, że w szybko rozwijających się uboższych krajach występuje gwałtowny wzrost liczby przypadków otyłości. Najwięcej otyłych żyje natomiast w krajach zamożniejszych, które charakteryzują się większą przepaścią pomiędzy dochodami bogatych i biednych. Na szczęście istnieje wiele pomysłów a to, jak obejść przeszkodę finansów – darmowe treningi grupowe, sport niewymagający inwestycji w sprzęt, wybieranie co jakiś czas produktów roślinnych zamiast mięsa itd.

6. Przyczyny epidemii otyłości są złożone. Wiele zjawisk składa się na pojęcie tzw. “środowiska sprzyjającego otyłości”. Jeździmy samochodami, w galeriach czekają na nas ruchome schody, a najtańszy obiad zjemy w KFC. Szacuje się, że w Europie, w połowie przypadków, samochody są używane do pokonania trasy nie przekraczającej 5 km. Tę samą odległość można pokonać rowerem w ciągu 15-20 minut, a pieszo w ciągu 30-50 minut. Przypomnij sobie ile zajmuje przejechanie 5 km samochodem w godzinach szczytu, w centrum miasta. WHO zaleca osobom dorosłym przynajmniej 30 minut dziennie umiarkowanej aktywności fizycznej. Może ona przyjmować formę spaceru, jazdy na rowerze, prac domowych, prac w ogrodzie, tańca, chodzenia po schodach lub uprawianie sportów. Dzienna aktywność fizyczna dzieci powinna być zróżnicowana i trwać co najmniej 60 minut dziennie.

Możesz czuć się dobrze w swoim ciele. Powinnaś! Niezależnie od tego, jak wyglądasz. Ale anorektyczka też czuje się piękna i zadowolona z wystających kości, które wychodzą na pierwszy plan w lustrzanym odbiciu. Ale czy to znaczy, że anoreksja jest spoko? Akceptacja jakiegokolwiek stanu rzeczy nie musi być równoznaczna z tym, że dobrą decyzją jest zaprzestanie prób zmienienia go.

Tym tekstem nie próbuję przekonać osób otyłych, że powinny schudnąć, bo tego oczekuje od nich społeczeństwo, ani dlatego, że chudsze na pewno podobałyby się sobie bardziej. Ale może choć kilka osób odważy się sprawdzić czy waga nie zrobiła im krzywdy. W tej materii nie ma co wróżyć z fusów, wystarczy wykonać kilka podstawowych badań: morfologia, glukoza, cholesterol LDL, HDL, trójglicerydy, TSH, CRP, witamina D3 (metabolit 25OHD3), HbA1c (hemoglobina glikowana). To podstawy podstaw, a jeśli ktoś chce być bardziej wnikliwy to tutaj wyczyta jakie badania zrobić. Warto zajrzeć, jeśli zauważa się u siebie złe samopoczucie, bóle brzucha, zaparcia, biegunki, zaburzenia miesiączkowania, nadmierne owłosienie i cokolwiek, co może niepokoić.

Teraz czas na mój apel do wszystkich szczupłych. Wbijanie szpil nie pomaga otyłym, a wręcz przeciwnie – podcina skrzydła. Przecież to, czego oczekują to po prostu nasza akceptacja. Tylko tyle i aż tyle. I naprawdę, brzydzę się tym, że w XXI wieku jest tak liczne grono osób, do których trzeba o to apelować. Z czego wynika tak silna potrzeba krytykowania innych? Powodów każdy powinien szukać w sobie. Tylko po co, skoro znacznie łatwiej wyładować swoje frustrację na tych, którzy pod danym względem są od nas gorsi (zgodnie z utartym poglądem).

Kochany grubasku – zbadaj się. Jeśli wszystko będzie OK – nie musisz zmieniać niczego. Choć dobrze byłoby powtórzyć badania albo skonsultować ich wyniki z drugim lekarzem – to naprawdę rzadkość, by przy dużej otyłości nie pojawiły się żadne zmiany w organizmie. Pamiętaj o regularnej diagnostyce – przynajmniej raz na pół roku. Jesteś w grupie wysokiego ryzyka, to fakt, z którym nie będę dyskutować. Jeśli będziesz należeć do tego grona szczęśliwców i podobasz się sobie – niech wszystko zostanie tak, jak jest. Naprawdę nie warto uszczęśliwiać na siłę wszystkich – teraz czepiają się wagi, później zacznie im przeszkadzać fryzura. To TY masz czuć się dobrze w swoim ciele, ale upewnij się, że te wybory nie prowadzą do konsekwencji, których nie będziesz mógł cofnąć.

Kochane chudzielce – wrzućcie na luz, wykazujcie się większą empatią, bądźcie delikatniejsi. Przecież nie chcecie podciąć skrzydeł, a zmotywować do działania, prawda? Jeśli nie to po prostu ugryźcie się w język. I tyle.

Żyjmy i dajmy żyć innym.
To takie proste i takie trudne, prawda?

Do napisania tego tekstu dojrzewałam kilka dobrych miesięcy. Ostatecznym impulsem była sytuacja, która wydarzyła się kilka dni temu w pociągu. Mężczyzna był na tyle gruby, że nie był w stanie przecisnąć się przez drzwi wejściowe – musiało mu pomóc dwóch kolegów, jeden go wciągał, a drugi wpychał. Kiedy dostał się do środka swoje kroki skierował do Warsa. Kupił coca colę.

Mam nadzieję, że z tekstu jasno wynikają moje intencje. Jestem ciekawa Waszego zdania. Uważacie, że mówienie głośno “jestem gruba, jestem piękna” to zjawisko pozytywne czy negatywne? To promowanie otyłości czy po prostu życie własnym życiem? Może ktoś z Was spotkał się z przykrymi reakcjami na ulicy czy w Internecie wywołanych czyjąś otyłością? Może sami borykacie się z problemem – chcecie schudnąć czy dobrze jest, jak jest? Jakie sa Wasze obserwacje co do postępującej otyłości – widzicie w swoim najbliższym otoczeniu coraz więcej otyłych czy może fanatyków bycia fit? Pozostawiam temat otwarty, chętnie podyskutuję z Wami w komentarzach.

Zostaw komentarz

252 komentarze w “Czy można być szczęśliwą, będąc otyłą?

  1. Monika Gagat

    Super tekst! 🙂
    Moim zdaniem kilka lat temu faktycznie było tak, że ludzie otyli byli wytykani i traktowani jak gorsi gatunek. Teraz każdy przyzwyczaił się do tego widoku, poszłabym z tym stwierdzeniem o krok dalej – zaczęto gloryfikować otyłość a osoby otyłe zaczęły wmawiać sobie i innym, że bycie grubym nie jest złe, że świetnie się czują. Tak jak wspominałaś w pierwszych akapitach – to zwyczajne kłamstwo. Moim zdaniem zamiast pracować nad psychiką i wmawianiem sobie kłamstw, warto popracować nad swoim ciałem i lepszą figurą 🙂

    To prawda – zdrowe produkty za granicą są o wiele droższe. Pamiętam jak byłam w Wielkiej Brytanii za 5 euro kupowałam bajgla z serkiem śmietankowym i łososiem, podczas gdy za taką cenę miałabym cały posiłek w McDonaldzie. Podobnie na przykład z owocami itd. 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Albo też zmienić myślenie: nie dążyć do lepszej sylwetki, a poprawy sprawności i stanu zdrowia. Jak dobrych wyników by ktoś nie miał to statystyki są bezlitosne – tycie skraca życie.

      1. bbb

        Ja borykam się z problemem otyłości od okresu dojrzewania.
        Jedno jeszcze dodam, że nie dość ,że aluzje, uwagi o wyglądzie podcinają skrzydła, to ciągłe krytykowanie, oczekiwanie ode mnie niemożliwego, powoduje nie tylko niską samoocenę, złość, nie pomaga w podejmowaniu walki o swoje zdrowie. Wręcz przeciwnie mam dość i się poddaję, załamuję. Na szczęście znowu podejmuję walkę z sobą, nawykami, aż nie usłyszę,że to kalectwo albo “no nie jest taka gruba jak Ty…ale….” Rodzina – najbliżsi powinni być wsparciem, a najczęściej w niczym nie pomogą, a dobijają. Kto choć raz podejmował walkę z kilogramami, wie jaki to ciężki proces. Cieszę się,że przeczytałam te słowa,że nikt nikomu nie daje prawa do obrażania innych, czy to z powodu otyłości, czy pryszczy na twarzy itd…dajcie żyć innym. To ich życie. Muszą sobie radzić z nim, lepiej lub gorzej.
        Dziękuję za ten artykuł.

        1. Monika Ciesielska

          Cieszę się, że ten artykuł poztywnie na Ciebie wpłynął. Jakkolwiek banalnie to nie brzmi – jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu, rób to wyłącznie dla sibeie. Nawet nie chwal się nikomu, że po raz kolejny podejmujesz próbę. Niech to będzie wynik Twojej bardzo świadomej decyzji: zależy Ci na sobie, kochasz siebie i w trosce o siebie i swoją przyszłość, zmieniasz coś w swoim życiu. Najpierw delikatnie, bez wielkich rewolucji – odstaw jeden, drugi, trzeci szkodliwy produkt, zacznij wstawać 20 minut wcześniej, żeby przejść 2 przystanki na piechotę a tylko 3 przejechać autobusem, może zapisz się na basen? Zmień perspektywę: nie odchudzasz się za karę, bo wypada, bo trzeba. Zmieniasz swoje nawyki żywieniowe, wprowadzasz nową aktywność fizyczną do życia, bo ZALEŻY CI NA SOBIE. Wygląd będzie skutkiem ubocznym.

          Miłym, bo miłym, ale nie może być celem samym w sobie :). Trzymam za Ciebie kciuki, życzę odwagi do podjęcia ostatecznej decyzji i wytrwałości w dążeniu do celu. na pewno dasz radę!

  2. Koneserka Czekolady

    Bardzo dobry tekst. Też nie rozumiem, skąd bierze się ta społeczna nagonka na osoby, które wyglądają inaczej. Choć nie. Rozumiem to jako przyszły socjolog. Atakujemy osoby, które nie wpasowują się powszechnego modelu, skazując je na wykluczenie społeczne. No i niestety najczęściej “dostaje się” osobom otyłym, bo one rzucają się najbardziej w oczy. Zgadzam się z Tobą, jeżeli ktoś się czuje dobrze w swoim ciele – świetnie. Popieram, ale niech się regularnie bada. I zalecam to każdemu. 🙂

  3. Maja Łazarska

    „Kochany grubasku – zbadaj się. Jeśli wszystko będzie OK – nie musisz zmieniać niczego.” No na reszcie ktoś to napisał! 🙂 Problemem nie są nadliczbowe kilogramy, problemem jest stan zdrowia. Przyznam szczerze, że zawsze kiedy jest mowa o otyłości czy nadwadze, przed oczami mam Dorotę Wellman – kobietę, która nadwagę ma, ale jest szczęśliwa, spełniona i zdrowa. I sama już niejednokrotnie mówiła, że była na dietach, ważyła mniej, ale wtedy wcale nie czuła się lepiej.
    I chyba i tak się to do jednego sprowadza: dajmy innym żyć jak chcą, bo pewnie sami też byśmy nie chcieli, żeby jakaś fit-maniaczka wytykała nam najmniejszą fałdkę na brzuchu (z którą jest nam dobrze) albo znajomi wiecznie powtarzali, że wyglądamy jak szkielet i musimy przytyć. Jesteśmy dorośli i każdy powinien odpowiadać wyłącznie za siebie. Inną kwestią w tym wszystkim są dzieci – i uważam, że to już jest problem całego społeczeństwa, a nie jednostki, czy rodziny.

    1. Claudia

      Co do tego badania – nie jestem pewna czy twierdzenie “jeśli wszystko jest ok – nie musisz nic zmieniać” jest odpowiednie. To, że danego dnia, kiedy została pobrana próbka krwi, w badaniu wyszło wszystko OK nie znaczy, że za miesiąc, dwa będzie tak samo. A nie ma co się oszukiwać – nikogo nie stać na to aby co 3 miesiące wykonywał badania kontrolne, a lekarze również nie są zbytnio chętni aby często takowe skierowania wypisywać. Oczywiście nie mam nic przeciwko osobom otyłym, nie krytykuje bo zdaję sobie sprawę z faktu, że za tą otyłością mogą stać rzeczy niewyobrażalne dla mnie. Ale bądźmy fair – wiele chorób rozwija się właśnie na tle otyłości, i często bez żadnych objawów. A za leczenie takich osób płaci reszta społeczeństwa, która generalnie mieści się w tych “normalnych” rozmiarach. Nie mam zamiary krytykować takich osób – ale mam jedno zasadnicze pytanie: czy zrobiłaś/zrobiłeś wszystko, żeby zrzucić te dodatkowe kg? bo to jest najczęstsza wymówka tych osób: próbowałem, nie da się. Ja w to zwyczajnie nie wierzę! Oczywiście, przyczyną może być choroba – ale wtedy leczymy się i dodatkowo stosujemy odpowiednią dietę i ruch. Czy takie wymówki, nie są czasem sposobem na to aby reszta społeczeństwa dała im spokój? Spokój, żeby mogli dalej nie zdrowo się odżywiać i unikać ruchu ? Aktualnie mamy starzejące się społeczeństwo i do tego dochodzi powoli otyłość. To jest katastrofa, dla Nas młodych. Bo my z tym sobie nie poradzimy, nie będziemy wypłacalni, nie udźwigniemy tego zjawiska. PS: Pisząc ten tekst mam na myśli osoby otyłe, czyli takie których nadwaga przekracza 20 kg. Ktoś kto ma 5 kg nadwagi nie stanowi problemu dla systemu zdrowia.

  4. luska

    Swietny tekst, moje zdanie w tym temacie racczej nie rozni sie od Twojego. Absolutnie nie rozumiem i nie jestem w stanie zaakceptowac ludzkiej nie tolerancji i braku empati, jednak nie pochwalam tez promowania otylosci.

  5. Beata

    FENOMENALNY POST! Nie zostawiłaś już co prawda miejsca na dyskusję, bo mam wrażenie, że zawarłaś w nim wszystko, podpisałabym się pod nim całym ciałem! 😉 Poruszyłaś wszystkie istotne kwestie i rozwiałaś zwalniające od odpowiedzialności mity, ten post powinien trafić do jakiegoś szkolnego elementarza. Świat byłby wtedy taki piękny i douczony <3

  6. Świeczek

    Poruszyłaś trudny temat – i dobrze. Jest to trochę pytanie o granicę tego, co możemy sobie robić, nawet jeśli nam szkodzi. Każda forma złego trybu życia, palenie, inne nałogi – gdzie jest granica mięszy wolnością i akceptacją a koniecznością mówienia, wytykania czy nawet ingerowania? Nie wiem. Ale rozmawiać o tym trzeba. Apele o zbadanie się są zawsze słuszne.

    Niemniej, rozumiem skąd się biorą opory ludzi “nieidealnych”. Celowo nie piszę tylko o otyłości, bo przecież jest całe spektrum nadwagi, boczków, fałdki brzusznej, szerokich ud i tak dalej. Sama się gdzieś w tym mieszczę. Choćby z faktu, że czytam Twój blog, wynika, że nie jest mi to obojętne – ale jednak jestem piękna i wspaniała niezależnie od braku płaskości mego brzucha. A, chyba sama przyznasz, panuje współcześnie trochę dyktat bycia fit, bycia idealnym, wysportowanym, o wspaniałej figurze. I manifesty “szczęśliwych grubasów” są próbą dania temu odporu. Wszak niech każdy żyje jak chce (i wracamy do pytania o granice).

  7. Kusterkowa

    Bardzo podoba mi się to, jak zaczęłaś tekst i jak mocno go skończyłaś. Otyłość to choroba i powinno się ją leczyć, ale nie daje nikomu prawa do obrażania drugiego człowieka. Kropka!

  8. Kasia Gdańsk

    to może ja opowiem o sobie. Jakieś 2,5 lata temu gdy poszłam na studia przytyłam w ciągu 3-4 miesięcy 12 kg. I niby wszystko było ok, tylko większy rozmiar. Ale po jakimś czasie zaczęły się problemy na tle depresyjnym. Trafiłam na terapię. Leki. Waga stała dalej. Biegałam, kupiłam rower, kupiłam karnet na siłownie. Waga stała. I nagle zaczęły się inne problemy: problemy z zębami, wylewy do gałki ocznej, ciągle bolące stawy, senność, chroniczne zmęczenie, zimne poty, biegunki, wzdęcia ( które trwają już ROK!). Szersza diagnostyka wskazała na niedoczynność tarczycy. Leki ( + leki na depresję od 1,5 roku). I teraz nasuwa się pytanie. Mam 22 lata i takie rzeczy się dzieją w organizmie? Najpierw tarczyca, depresja? Ale co będzie dalej nadciśnienie? Cholesterol?
    Być może to wszystko nie jest spowodowane moją wagą (obecnie BMI 29,2), ale ja coraz częściej czuje że gdybym nie przytyła wtedy to nie chorowałabym teraz.

    1. Monika Ciesielska

      Tutaj kolejność mogła być odwrotna – nieleczona niedoczynność tarczycy sprzyjała nabraniu dodatkowych kilogramów, a hormonalne wariacje wpłynęły na inne aspekty zdrowia. Choć równie prawdopodobna jest zależność nadwaga -> konsekwencje zdrowotne. Wierzę, że jeśli podejmiesz decyzje to z 29,2 zrobi się 25, poczujesz się lepiej i zainwestujesz w ten sposób w swoją przyszłość :).

      Muszę dodać: BMI nie jest najlepszym możliwym wskaźnikiem, ale jest popularny w statystyce, bo umożliwia ujednolicenie obserwacji. Ale np. kulturysta zgodnie z wskaźnikiem BMI ma zagrożenie cukrzycą, bo przecież czasami mają BMI nawet powżej 30 🙂

      1. Kasia Gdańsk

        tak tak, też uważam że nie należy się sugerować samym BMI, ale ogóle badania ciała wyszły mi mega złe ;<
        Podjęłam decyzję we wakacje wracam na wieś i doprowadzam się do porządku ( mam nadzieję że tym razem się uda).

          1. Kasia Gdańsk

            hoho czego ja nie próbowałam?:D ale dzięki :*

  9. Ela

    Monika, wspaniały tekst! Bardzo daje do myślenia! Najbardziej trawiło do mnie zdanie, mówiące tym że nasza waga jest efektem moich wyborów. Kurczę, jak tak nad tym myślę to coś w tym jest.
    Zaczęłam bardzo tyć jakieś dwa, trzy lata temu. Oczywiście, wcześniej nosiłam rozmiar 40 i wydawało mi się że jestem bardzo gruuuba. Jak bardzo się myliłam okazało się kilkanaście kilogramów później. Depresja i chora tarczyca spowodowały (ale teraz już wiem, że tylko częściowo) że dzisiaj noszę ubrania o cztery rozmiary większe. Dałaś mi niezłego kopa i trochę inaczej poukładało się wszystko w mojej głowie. Dziwne po jednym tekście, prawda? 🙂 ale na prawdę tak jest, jakby mnie piorun uderzył.
    Z drugiej strony uważam, że na chwilę obecną powinnam zaakceptować siebie tak jak wyglądam. Spróbować walczyć z kompleksami, bo waga to nie koniec świata i wiem że miałam w życiu gorsze zakręty.

    1. Monika Ciesielska

      Zaakcpetuj siebie,a później pełna tej akceptacji zacznij wprowadzać nowe nawyki żywieniowe. Kiedy będziesz czuła, że robisz to dla siebie i nie MUSISZ tego robić tylko po to, żeby LEPIEJ WYGLĄDAĆ (bo przecież już teraz lubisz siebie taką, jaką jesteś) to wszystko pójdzie znacznie łatwiej.

      Mam nadzieję, że ten tekst zapoczątkuje Twoją drogę do zdrowszej, sprawniejszej i silniejszej wersji siebie 🙂

  10. sewilka

    Ciężki temat.nie rozumiem mówienia jestem gruba jestem piękną, często jest to poprostu źle rozumienie. Raczej skłaniam się do stwierdzenia jestem piękną niezależnie od wagi, sexapel i samooakceptacja nie zależy od rozmiaru , niektórzy to poprostu mają. Niestety granica po której stwierdzamy, że ktoś jest otyły jest bardzo elastyczna, dla jednego to już rozmiar 40 dla innego 50. Sama od zawsze uważałem ze jestem za gruba, teraz z łza w oku oglądam dawne zdjęcia. Uważam jednak, że najważniejsza jest właśnie akceptacja siebie. Trzeba się polubić aby móc się zmienić. Czytałam kiedyś “schudnąć bez diety” i choć może to się wydawać banalne uważam, że naprawdę otyłość nie zaczyna się w lodówce ale w głowie. Sama “leczyłam” depresję tabliczką czekolady – wyszło szybciej i taniej niż psychoterapia, było też łatwo dostępne.niestety na dłuższą metę nie zdaje egzaminu

    1. Monika Ciesielska

      Bardzo dobrze powiedziane “jestem piękna niezależnie od wagi” – bo masa ciała po prostu tego nie determinuje, jest tylko jedną składową. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że otyłość zaczyna się w głowie.

  11. weronika | mavelo

    Świetny tekst. Jako dziecko byłam pulchniejsza bo moja mama namiętnie karmiła mnie słodyczami. Dzieci się ze mnie śmiały, a na lekcjach w-fu miałam wielki kompleks ze względu na słabą kondycję. Mama wpajała mi swoje (złe) nawyki żywieniowe, sama była wtedy krągła i podkreślała często, że kocha swoje ciało. W czwartej klasie podstawówki wzięłam się za siebie i bardzo szybko schudłam. Ale ile się przy tym nasłuchałam, że jestem anorektyczką/bulemiczką, powypadają mi zęby i włosy 😉 W każdym razie wystarczyło ograniczyć słodycze i wprowadzić sport do swojego życia, nigdy później już nie borykałam się z dodatkowymi kilogramami. A i jeszcze po latach moja mama wzięła się za siebie i teraz nosi rozmiar s/m 🙂

    Wielki szacunek dla Kasi za tą wypowiedź. Świetna babka, z niesamowitą energią. Patrząc na jej bloga bardzo podziwiam ile w niej dynamizmu i siły. A poza tym uważam, że wygląda atrakcyjnie i jest piękną kobietą 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Jesteś klasycznym przykładem tej dziedzicznej otyłości, o której czytamy na forach – odziedziczyłaś złe nawyki żywieniowe. Fajnie, że mimo niezbyt dobrego przykładu z góry udało Ci się zmotywować do zmiany swojego życia. Kto wie, może to właśnie Twoja decyzja była dla mamy największą motywacją :).

      Kasia jest super! Poznałyśmy się na Blog Forum Gdańsk, to dusza towarzystwa – chyba nikt nie nawiązał większej liczby kontaktów niż ona 🙂

  12. Katsunetka

    Własnie ostatnio spotkało mnie sporo nieprzyjemności. Należąc do ścisłej grupy dziewczyn dałam się namówić na opublikowanie zdjęć. Ech… Takie reakcji, tak nieprzyjemnych słów, takiej hejtu się nie spodziewałam. W takiej sytuacji nawet nie było ważne, że już nie raz pisałam o problemach ze zdrowiem i to stąd taka waga. czytałam tylko w komentarzach, że to moja wina i na pewno swoje lenistwo tłumaczę chorobą, a na pewno zajadam smutki i się nie ruszam. Inna z grupy jeszcze pokazała jak jej się udało schudnąć w 4 miesiące spektakularnie po ciąży, co pokazało mnie w jeszcze gorszym świetle. Przez tą reakcje w grupie zaczęłam na siebie patrzeć w jeszcze gorszym świetle mimo tego, że wiem jaka jest prawda. Walczę o zdrowie tak na prawdę już teraz, muszę jednak odczekać wyznaczony czas przez lekarkę na badania, które zleciła. Czytając to co powiedziała Kasia zyskałam uśmiech na twarzy i mam nadzieje zacznę inaczej na siebie patrzeć. Ja jeszcze nie wypróbowałam wszystkiego, znaczy nie mam kompletu badań, które dały by pełny obraz więc powinnam zaakceptować obecny stan aby mieć siłę do walki. 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Ja muszę się odnieść do jednej części Twojej wypowiedzi – nie tylko choroba jest przyczyną otyłości. Choc nie zmienia to faktu, że nikt nie ma prawa do obrażania kogokolwiek – nieważne na jakim tle. Tym bardziej, że umówmy się – większośc osób krytykuje z zamiarem pokazania swojej wyższości nad drugim człowiekiem, nie po to, by faktycznie pomóc/zmotywować.

      Jestem przekonana, że uda Ci się schudnąć – jeśli tylko naprawdę tego chcesz. Mądra z Ciebie babka, wiec na pewno podejdziesz do sprawy na poważnie. Dasz radę to kwestia podjęcia decyzji i wytrwałego trwania w niej!

  13. Kusterkowa

    Bardzo podoba mi się to, jak zaczęłaś tekst i jak mocno go skończyłaś. Otyłość to choroba i powinno się ją leczyć, ale nie daje nikomu prawa do obrażania drugiego człowieka. Kropka!

  14. patibloguje

    Takie teksty są bardzo potrzebne. Zawsze podziwiam, ile pracy wkładasz w każdy swój artykuł na blogu! Dopracowany każdy szczegół i masa informacji.

  15. aniamaluje

    Byłam ostatnio świadkiem dziwnej sytuacji. Pociąg bezprzedziałowy nowego typu. Bardzo (BARDZO) otyły młody chłopak zajmował teoretycznie jedno swoje miejsce, ale praktycznie wylewał się na połowę (sic) drugiego i kawałek przejścia. Od poczatku były problemy, bo syczeli ze zdenerwowania Ci, którzy chcieli przejść z walizka przez przejście a sie nie mieścili. Ale czara goryczy przelała sie wtedy, gdy wsiadł pasażerem z miejscówką na miejsce obok tego chłopaka. Nie mógł się zmieścić i zażądał od konduktora rozwiązania sprawy (kupił miejsce, nie mógł usiąść). Pociąg wypełniony po brzegi.
    Wkurzony pasażer mówił, że ma astmę i nie po to kupował miejsce, by teraz stać.

    Ok, to był pociąg, a co w samolocie? Konduktor poszedł się naradzić i zaproponował miejsce w przedziale (czy jakiejś tam części) dla konduktorów, a otyłemu kazał na przyszłość kupić bilet na tyle miejsc ile zajmuje.

    Ok, to pociąg, a co w samolocie?
    Nie wiem jak zachowałabym się w takiej sytuacji. W duchu byłam po stronie astmatyka….

    1. Monika Ciesielska

      Zgadzam się z konduktorem – jesli zajmujesz dwa miejsca, wykupuj dwa miejsca. To nie jest wyraz nietolerancji, a czysty pragmatyzm. Rozumiem niezadowolenie współpodróżujących, a chłopaka z miejscówką tym bardziej.

      Co do samolotów – RyanAir miał kiedyś taki pomysł by waga powyżej 130 kg u męzczyzn i 100 u kobiet byla równoznaczna z koniecznością wykupu dwóch miejsc. To dość brutalne, ale skoro ja musiałabym dopłacić do bagażu, bo walizka waży o 500 g więcej niż powinna…

      1. Thorx

        Akurat plotka to z wykupywaniem dwóch miejsc to była tylko zagrywka taktyczna menadżera linii i nigdy ten pomysł nie miał być realizowany, bo w fotelu spokojnie mieście się osoba ważąca nawet 150kg 😛

    2. Ania

      Całkiem niedawno miałam podobną sytuację. Siedziałam w tramwaju, przy oknie, obok było wolne miejsce. I to wolne miejsce zajął otyły facet. Siadając wgniótł mnie tak w okno, że ledwo mogłam oddychać. Nie życzę nikomu podobnego doświadczenia…

      1. Monika Ciesielska

        W takiej sytuacji można chyba mówić wręcz o dyskryminacji szczuplejszego 😉 – rezygnujesz ze swojego komfortu na rzecz innej osoby, która wcale nie pyta Cię o zdanie, podejmuje decyzje za Ciebie i nie bierze pod uwagę Twoich potrzeb i oczekiwań.

        Niestety, problem istnieje i nie wiem jak można byłoby go rozwiązać tak, żeby zachować poprawność polityczną, a jednocześnie zrobić to skutecznie.

  16. Jusssi

    Podoba mi się, że Twój tekst dotyczy otyłości, nie puszystości. To rozgraniczenie jest ważne, ponieważ daje granicę, która świadczy o chorobie. Nie powinno się, a nawet nie wolno promować otyłości, przyzwalać i przyklaskiwać jej, ponieważ jak każda choroba – zabija. To taka powolna śmierć, tłuszcz łapczywie sięga po minuty życia. Z drugiej strony jestem totalną zwolenniczką zdrowej, aktywnej puszystości. Taka też istnieje.

  17. Alexandra

    Myślę, że to życie swoim życiem. O ile ktoś nie wykorzystuje takich osób by nagadały kłamstw przed kamerami proponując im za to zapłatę, tak jak wspominasz podobną sytuację na początku. Ktoś mógłby dopuścić Cię do głosu w telewizjii i puszczać w godzinach szczyti na antenie. Dobrze mówisz z tym nie wbijaniem szpilek i badaniu się przez osoby otyłe.

  18. Agata S.

    Bardzo dobry, wyważony tekst o otyłości. Chyba nikt jeszcze lepiej nie ujął :).

    Ja może otyła nie jestem i mieszczę się w rozmiarówce Zary (choć były czasy, że lanserskie jeansy tej marki były poza moim zasięgiem :P) ale ważę nieco więcej niż powinnam. Wiem, że moja waga to nie geny

    1. Weronika

      A ja się zawsze zastanawiam, czemu w Zarze nie ma nic powyżej Lki – a to taka rozmiarówka! 🙂 choć z drugiej strony rozmiary mają wysokie, bo nawet ja w L się wcisnę przy rozmiarze 42/44.

    2. Monika Ciesielska

      Bardzo mi miło po przeczytaniu Twojego komentarza – starałam się nikogo nie urazić, ale zabrzmieć na tyle dobitnie, by zmotywować do przeciwdziałania chorobie :).

      Super, że ćwiczysz “prewencyjnie” :).

  19. Weronika

    Ja myślę, że to nie jest promowanie otyłości, a walka ze stereotypami, postawienie veto ciągłym oskarżeniom i traktowaniu jak czegoś gorszego. To walka o zrozumienie. Podobnie jak opisywanie na blogach historii związanych z otyłością i obalanie mitów, jakoby winą było jedynie objadanie się. Bo ręce opadają, kiedy pod kolejnym demotywatorem typu “życie jest zbyt krótkie, aby marnować je na diety” wypisują chudziny, że to kolejna wymówka dla grubasów, aby żreć więcej i że nie ma czegoś takiego jak predyspozycje do otyłości.

    1. Agata S.

      Ja generalnie uważam, że jeśli ktoś ma predyspozycje do tycia ze względu na geny, hormony, itd. to tym bardziej powinien uważać na to, co je :).

      1. Weronika

        Bo to prawda, tylko czasem to uważanie nie jest takie proste albo inaczej: nie gwarantuje, że nigdy w życiu się nie przytyje. Sama widzę po sobie, że choćbym ćwiczyła 5 razy w tygodniu i jadła idealnie z rozpiską od dietetyka, to waga i tak potrafi stać w miejscu miesiącami :/

        1. Monika Ciesielska

          To, co teraz napiszę jest smutne, bo nie powinno mieć miejsca, ale: nie każdy dietetyk to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. w Polsce zawód dietetyka nie jest regulowany prawnie i moze wykonywać go osoba, która nie tylko nie ma do tego predyspozycji, ale nawet odpowiedniego wykształcenia. Niestety na rynku jest znacznie więcej niedouczonych paradietetyków niż fachowców z rpawdziwego zdarzenia – może dotychczas nie miałaś szczęścia, a dietetyk zalecał zbyt mało kaloryczne diety i jednocześnie zbyt dużo ćwiczeń?

          1. Weronika

            Otóż to! A jak przyniosłam wyniki badań – mam chorą tarczycę – i powiedziałam, że po niektórych produktach jest mi niedobrze – potem wyszło zapalenie żołądka – to babeczka nie wiedziała, jak mi tę dietę zmienić… Bo tak bardzo trzymała się wyliczeń, ile na dzień białka, tłuszczu i węglowodanów, że wyszło na to, iż osoby ze skazami, nietolerancjami i tak dalej nie mają co liczyć na jakieś zamienniki.

          2. Agata S.

            Najzabawniejsze jest to, że często ta sama dieta przepisywana jest wszystkim. Koleżanka poszła do dietetyka, rzeczywiście bardzo schudła, poleciła innej koleżance – to dostała “swoją” dietę… Koleżanki porównały i było dokładnie to samo. Nie wierzę w przypadki ;).

          3. Weronika

            Zgadza się, ja poszłam do dietetyczki polecanej przez znajomą i w sumie te nasze rozpiski też za wiele się nie różniły. A przede wszystkim 6 godzinnych treningów tygodniowo plus dieta 1400kcal, gdzie moje podstawowe zapotrzebowanie wynosi 1700 – sama wiesz, o czym świadczy. Bo normalne zapotrzebowanie mam ok 2200kcal, a będąc na diecie, powinnam spożywać ilość podstawową?

          4. Monika Ciesielska

            Docelowo przy dłużej redukcji co najmniej podstawową, czasami w niektórych przypadkach schodzi się poniżej, ale na krótki okres i bardzo świadomie z planami stopniowego dokładania kalorii. To w niektóych przypadkach konieczne, bo są uparci pacjenci, którzy oczekują natychmiastowych rezultatów :). Ale jeśli to byłby świadoy zabieg to na pewno zostałabyś o tym poinformowana, a dołożenie takich treningów i takiej kaloryczności na pewno nie kwalifikuje się do zdroworozsądkowego odchudzania na całe życie.

            Czekajcie na mój gabinet, odchudzę wszystkie aż miło! 😀

          5. Weronika

            Ja zostałam tylko poinformowana, że gdybym ćwiczyła jeszcze więcej, to schudłabym jeszcze szybciej. Bardzo jestem ciekawa, jak tamta pani pokierowałaby stabilizacją po diecie 🙂

          6. J

            To prawda. Jakieś 5 lat temu zniechęcona brakiem efektów w samodzielnym odchudzaniu zdecydowałam się na wizytę u dietetyka, konkretniej – lekarza dietetyka. Umówiłam się na wizytę w drogiej i eleganckiej prywatnej klinice, chciałam żeby było profesjonalnie, więc skoro gabinet taki piękny, a wizyta kosztuje 150 zł to musi być dobrze. Weszłam, przywitała mnie mocno dojrzała pani doktor, na oko miała ponad 60 lat. “Niech pani usiądzie… nooo… to ile pani waży?” – “Ojjj, to faktycznie za dużo trochę, pani jeszcze młoda… lepiej jak się na starość więcej waży, to się chociaż zmarszczki wypełniają, hehe”. Nie zostałam zmierzona ani zważona, nie zostałam zapytana o moje nawyki żywieniowe, badania, NIC. Dostałam do ręki ulotkę o przedziwnej diecie, która miała mi dostarczyć 1200 kcal, a polegała na komponowaniu posiłków z gotowych zestawów, których mogłam zjeść 5 w ciągu dnia. Dietę stosowałam trzy dni, dopiero po dłuższym czasie dotarło do mnie jak zostałam zrobiona w balona. Wtedy, jako młoda i – co tu dużo mówić – zupełnie niedoświadczona osoba, sama na siebie zwaliłam odpowiedzialność za kolejne niepowodzenie, przecież lekarz to lekarz, obdarzyłam ową panią doktor zaufaniem i powierzyłam jej najważniejszą rzecz na świecie – moje zdrowie. A tu klops. Dziś tę sprawę rozwiązałabym zupełnie inaczej i bardziej ufałabym sama sobie. A! Na odchodne pani dietetyk powiedziała mi “Tylko soków niech pani nie pije! Dużo cukru mają.” Pozdrawiam Cię Moniko i wszystkim czytelnikom życzę kontaktów tylko i wyłącznie z prawdziwymi specjalistami 😉

        2. ostry.burak

          “Bo to prawda, tylko czasem to uważanie nie jest takie proste” dlaczego ?

          A co do aktywności fizycznej… może zwyczajnie jest zbyt mało ? Spójrz na crossfitowców widziałaś grubasa ?
          Aby była jasnośc sam mam olbrzymi brzuch, ale nie mówię o krągłościach czy innych takich, mam kałd , dużo ćwiczę i staram się zdrowo jeść ale podjadam ale to mój błąd nikogo za to nie winię

          1. Weronika

            Umówmy się, że uprawianie sportu z pasji bądź zawodowo to co innego, niż dbanie o zdrowie i kondycję. A poza tym ja nie chcę się zajechać i popaść w jakąś obsesję i anoreksję, tylko odchudzić się mądrze i na stałe. Chciałabym także, abyś nie wyrywał zdania z kontekstu mojej wypowiedzi, szczególnie jeśli ten kontekst wszystko wyjaśnia.

  20. Agnieszka

    Pół roku temu w wieku 28 lat przytyłam 12kg od implantu antykoncepcyjnego. Zawsze miałam kształt gruszki i byłam z tego dumna. Aż do 3 miesiąca implantu w ręce kiedy zaczęłam tyć. Lekarz mówił że to chwilowe…że przejdzie…zaczął skakać mi cukier i nie mogłam żyć bez czegoś słodkiego. Zaczęły się problemy z tarczycą….Wyciągnełam to świństwo z ręki 4 miesiące temu i walczę….walczę z tłuszczem na brzuchu i na rękach oraz z drugim podbródkiem. Bo lekarz nie raczył mnie poinformować o tym że ten cholerny implant działa w organizmie jak MENOPAUZA!!! Zawsze byłam normalna nie za chuda nie za gruba sport uprawiałam czaem jak miałam ochote. Po tych 12 kg zrozumiałam że 74 kg są barierą do życia dla atrakcyjnej dziewczyny. Pilnuję wszystkiego co jem. Chodzę regularnie na spinning. Pije dużo biore witaminki. I…..waga nie chce spaść. NIE JEST SIĘ SZCZEŚLIWYM BĘDĄC GRUBYM:(

  21. Jusssi

    Podoba mi się, że Twój tekst dotyczy otyłości, nie puszystości. To rozgraniczenie jest ważne, ponieważ daje granicę, która świadczy o chorobie. Nie powinno się, a nawet nie wolno promować otyłości, przyzwalać i przyklaskiwać jej, ponieważ jak każda choroba – zabija. To taka powolna śmierć, tłuszcz łapczywie sięga po minuty życia. Z drugiej strony jestem totalną zwolenniczką zdrowej, aktywnej puszystości. Taka też istnieje.

  22. Milena

    Czytam ten tekst i w pełni zgadzam się z autorką. Osoby szczupłe potrafią wbić taką szpilę taką, że człowiekowi odechciewa się wszystkiego. Zacznę od początku. Zawsze byłam osobą wysportowaną, trenowałam koszykówkę. Owszem jako dziecko miałam kłopoty z wagą jednak w czasie dojrzewania szybko sobie z tym poradziłam. Nosiłam rozmiar 36/38 i byłam szczęśliwą nastolatką. Z czasem przestałam trenować i przybierać na wadzę. Myślałam, że to przez brak ruchu. Jednak w ostatnich dwóch latach z rozmiaru 36/38 zaczęłam nosić 42/44. Dla mnie to był cios, im bardziej tyłam, tym bardziej się załamywałam. Żadne diety nie pomagał W końcu straciłam miesiączkę i poszłam do lekarza. Okazało się, że choruję na zespół policystycznych jajników. Dostałam skierowanie do endokrynologa i tutaj wyszło, że mam nadczynność tarczycy i to poważnie przekraczającą normę. Zaczełam się leczyć i zapisałam na fitness. Wagę tracę opornie jednak się nie poddaję , Dalej noszę rozmiar 42/44. Problemów z ciśnieniem, cukrzycą, cholesterolem nie mam. Dzisiaj straciłam jednak wszelką motywacją, a wszystko przez szczuplutką wykładowczynię.
    Dzisiaj pisząc egzamin, wykładowczyni patrząc na mnie powiedziała, że mi kartek do rozdania innym nie da, żebym nie męczyła się bo jestem w ciąży. Pokiwałam przecząco głową, żeby nie robić sensacji . Ona podeszła do mnie i przy całej sali, to jest pani w ciąży czy nie. Odpowiedziałam, że nie, a cała sala w śmiech. Upokorzenie przy setkach studentów. Wprawdzie niektóre osoby podeszły do mnie i powiedziały, że to chamskie i mam się nie przejmować. Jednak ja przecież nie bd obwieszczała całemu światu, że to choroba i z tym walczę. Dobiło mnie to strasznie, siedzę w domu i płaczę. Nie podobam się sobie, ale robię wszystko by się zmienić. Nie każda osoba przy kości i otyła siedzi w domu i zajada swoje smutki. Wiele osób niestety tego nie rozumie i potrafi tylko krytykować lub uszczypnąć tak, że będzie boleć bardzo długo.

    1. Weronika

      Tylko się przypadkiem nie poddawaj przez jakąś zołzę!
      Lej na nią ciepłym moczem! Jesteś dzielna, walczysz o zdrowie i dasz radę – potrzebujesz tylko trzymania się zaleceń lekarza i czasu. Niestety trochę więcej czasu 🙂

      1. Milena

        Dzięki. Jutro poniedziałek i kolejny dzień treningu, z którego bardzo się cieszę. Na szczęście studiuje zaocznie i zostały mi tylko egzaminy więc nie będę musiała patrzeć na te głupie uśmieszki osób. Jakoś dam radę i przetrwam.

          1. Milena

            Dziękuję. To wiele dla mnie znaczy i bloga na pewno będę odwiedzać. Bardzo mi pomogłyście.

    2. Weronika

      Boże, jaki ciemnogród… Ja także zaczęłam tyć z rozmiaru 38 do 44, kiedy przestałam pracować. Myślałam, że to brak ruchu, a tu wyszła niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Poza tym moi rodzice oboje otyli. I na co dzień także borykam się z brakiem motywacji i niechęcią do pokazywania się ludziom (choć przecież rozmiar 44 to jeszcze nie koniec świata), no ale cały sęk tkwi w tym, że mój mąż i cała jego rodzina jest szczuplutka i nie ma takich problemów i ja raz po raz słyszę teksty odnoszące się do mojego wyglądu, mój mąż jeszcze przed ślubem usłyszał pytanie, czy rzeczywiście chce mnie za żonę, bo przecież ja przez całe życie będę TAKA. I jak jego rodzinę szanuję, to wstydzę się jeść przy nich czy nawet usiąść, żeby nie było widać różnicy… Także rozumiem Cię i wiem, co czujesz, ale pamiętaj, że to wina stereotypów, a my jesteśmy od tego, żeby je obalać!

      1. Milena

        Dziękuję. Trochę mi to pomogło. Wiem, że nie jestem z tym sama. Niebawem idę na usg tarczycy i kontrolę. Zobaczymy czy coś uległo poprawie

        1. Weronika

          Nie jesteś i coraz więcej osób z podobnymi problemami zaczyna się ujawniać i opowiadać publicznie swoje historie – i to nie dlatego, aby zatuszować swój brak szczęścia, ale żeby ludzie dowiedzieli się prawdy o otyłości i z tym związanych problemach zdrowotnych.

    3. Monika Ciesielska

      Rozumiem w 100%, że ta sytuacja Cie zabolala – absolutnie nie powinna mieć miejsca, a pokazuje jedynie, ze wykształcenie niekoniecznie idzie w parze z klasą i taktem. Nie pozwól, by takie osoby wpłynęły negatywnie na Twoje plany – nie zmieniaj założeń, nie ucinaj więcej kalorii, nie dokładaj treningó. Rób swoje, rób to powoli – nie rób tego dla nich, nie rób tego nawet na złośc komukolwiek! Robisz to dla siebie, dla dobrego samopoczucia.

      Pamiętaj, żeby cieszyć się nawet z tego, że odbyłaś trening. Że kolejny dzień udało Ci się tak skomponować posiłki, że nie odczułaś braku słodyczy. W procesie odchudzania droga jest równie ważna, co cel :).

      Jestem przekonana, że świetnie sobie poradzisz! Możesz być z siebie dumna, bo nie zrzucasz winy na okoliczności i los – wbrew wszystkiemu starasz się temu przeciwdziałać. Rób swoje mała i czekaj na efekty – przyjdą :).

  23. Agnieszka Czerwińska

    To moze i ja dolacze sie do dyskusji, bo chyba moj przyklad zostal tutaj podany. Przede wszystkim nigdy, przenigdy nie pozwole powiedziec zlego slowa o osobach borykajacych sie z otyloscia. To raz. Pomagam im i nie biore za to ani grosza. Nie mowie, ze musza. Zglaszaja sie do mnie o pomoc – bo chca. To nie sa ludzie zdeterminowani przez to co lansuja media, ale przez stan swojego zdrowia. Ja rowniez nigdy nie patrzylam na to co ktos odgornie ode mnie oczekuje. Schudlam bo obiecalam to swojej umierajacej w konsekwencji otylosci mamie. Schudlam bo sama zaczelam chorowac.
    A dlaczego jestem szczesliwsza? Bo moge robic to o czym zawsze marzylam – biegac, skakac, chodzic po gorach, czynnie zyc. Moja otylosc ograniczala mnie. Pomimo kochajacych mnie bliskich i szczescia, ja nie bylam tak subiektywnie szczesliwa. Tak osobiscie i bardzo intymnie.
    Pisza do mnie tysiace kobiet, ktore przezywaja dokladnie to samo co ja kiedys. Olewaja kanony i media, one chca tego wylacznie dla siebie. Nikogo nie pietnuje za to, ze jest otyly. Chce tylko pokazac, ze otylosc zaczyna sie w glowie i kiedy zrozumiemy to, ze to w glowie mamy blokady- wtedy dopiero sie uda. Czy to cos zlego, ze daje ludziom motywacje? Czy kiedykolwiek obrazalam albo ponizalam kogokolwiek z tytulu takiej choroby? Nie!
    Nie laczcie prosze checi bycia szczuplejsza z moda na to. Kazdy kto jest swiadomy swoich wad i zalet, zrobi to tylko i wylacznie dla siebie i dla swojego zdrowia a nie dla jakiejs mody.
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka Czerwinska

    1. Monika Ciesielska

      Pani Agnieszko, mylnie odczytała Pani moje intencje. Nie opisywałam tej sytuacji, by dać komunikat “ta kobieta postąpiła źle” – raczej po to, że nie każde wyznanie “jestem gruba i szczęśliwa”, jest szczere.

      Pani przykład pokazuje, że wszystko jest możliwe – u Pani podjęcie decyzji o schudnięciu było jeszcze trudniejsze niż u osoby niepublicznej. W końcu niejedna osoba była zaskoczona tą decyzją i zmianą frontu.

      Bardzo pochwalam Pani decyzję – zrzucajac kilogramy wyszła Pani z choroby! Słusznie zauważa Pani, by nie łączyć chęci schudnięcia z modą – to zawsze powinna być świadoma decyzja, podjęta w odpowiedzi na indywidualne przemyślenia.

      Jeszcze raz wyraźnie podkreślę – szanuję to, co Pani zrobiła i cieszę się, ze o swojej decyzji mówi Pani głośno: może dzięki Pani więcej osób wyjdzie z choroby! Wierzę, że teraz robi Pani coś znacznie lepszego dla swoich obserwatorów i cieszę się, że sprawy przyjęły taki obrót.

      Przepraszam, jeśli poczuła się Pani urażona – nie było to moim zamiarem, co mam nadzieję, wyjaśniłam odpowiadając na Pani komentarz.

      1. Agnieszka Czerwińska

        Ja sie absolutnie nie czuje urazona, tylko czesto jestem zle rozumiana w tym co przekazuje. Wywiady, tudziez tak zadawane mi pytania przez dziennikarzy stawiaja mnie w swietle jako osobe, ktora wbija szpile lub dyskryminuje. Moje zdanie jest takie: mozna byc szczesliwym bedac otylym majac kochajacych bliskich, realizujac sie w swoich pasjach, marzeniach itp. Aczkolwiek nie wierze w to, ze fakt posiadania np 60 nadprogramowych kilogramow daje szczescie. Nie wierze w radosc i totalnie beztroskie podejscie do tego. Z takiego faktu moga byc zadowoleni wylacznie wypasacze. Nie znam nikogo kto szczerze mowi, ze kocha swoja otylosc i jest z tego tytulu szczesliwy. Natomiast mam wrazenie, ze niestety jest wiele takich osob, ktore wlasnie przez takie zaklamywanie swiata probuja zagluszyc jak strasznie doskwiera im ten problem.

  24. Monia :)

    Super tekst w końcu ktoś napisał mądrze o otyłości i akceptacji samego siebie. Bo nie dobrze sie robi słuchając bądź czytając artykuły napisane przez nasze super-fit gwiazdy które tak się chwalą ile to one nie schudły w tydzień, dwa czy w miesiąc. Nie wspominając już o tych terapiach i mnóstwie leków promowanych w internecie i telewizji przez które juz wiele osób walczących z wagą wyladowało w szpitalu w jeszcze gorszym stanie niz przed rozpoczęciem terapii. Jestem osobą z nadprogramowymi kilogramami na które zapracowałam tylko i wyłącznie sama, chodź tez mogłabym zwalić na geny. Od jakiegoś czasu zabrałam się za siebie ot tak zdecydowałam że mam taką potrzebę zmiany w sobie. Znajomi pytają jaką znaną diete zastosowała, a ja że żadnej po prostu zmieniłam co nie co w swoim życiu. Zmieniłam sposób odżywiania, nadal jem to co lubię ale z głową, więcej się ruszam i myślę że są efekty – 11 kg w 2,5 miesiąca, pewnie nie jedna gwiazda by powiedziała “co to jest ja schudłam 30 kg w miesiąc”, ale dla mnie to jest sukces, nie planuje zostać anorektyczka bo uważam że kobieta powinna miec na czym usiąść i czym oddychać, ale ważne żeby to była zdrowa waga i ja do niej dążę z uśmiechem na twarzy.

    1. Monika Ciesielska

      Twój wynik jest super! To taka utrata kilogramów, która pozwala sądzić, że za parę miesięcy nadal będziesz mogła się nią cieszyć. Te, które 30 kg chudną w miesiąc obciązają organizm, ryzykują zdrowie, a przede wszystkim skazują się na efekt jojo.

  25. Agata S.

    Bardzo dobry, wyważony tekst o otyłości. Chyba nikt jeszcze lepiej nie ujął :).

    Ja może otyła nie jestem i mieszczę się w rozmiarówce Zary (choć były czasy, że lanserskie jeansy tej marki były poza moim zasięgiem :P) ale ważę nieco więcej niż powinnam. Wiem, że moja waga to nie geny

    1. Weronika

      A ja się zawsze zastanawiam, czemu w Zarze nie ma nic powyżej Lki – a to taka rozmiarówka! 🙂 choć z drugiej strony rozmiary mają wysokie, bo nawet ja w L się wcisnę przy rozmiarze 42/44.

    2. Monika Ciesielska

      Bardzo mi miło po przeczytaniu Twojego komentarza – starałam się nikogo nie urazić, ale zabrzmieć na tyle dobitnie, by zmotywować do przeciwdziałania chorobie :).

      Super, że ćwiczysz “prewencyjnie” :).

  26. Weronika

    Ja myślę, że to nie jest promowanie otyłości, a walka ze stereotypami, postawienie veto ciągłym oskarżeniom i traktowaniu jak czegoś gorszego. To walka o zrozumienie. Podobnie jak opisywanie na blogach historii związanych z otyłością i obalanie mitów, jakoby winą było jedynie objadanie się. Bo ręce opadają, kiedy pod kolejnym demotywatorem typu “życie jest zbyt krótkie, aby marnować je na diety” wypisują chudziny, że to kolejna wymówka dla grubasów, aby żreć więcej i że nie ma czegoś takiego jak predyspozycje do otyłości.

    1. Agata S.

      Ja generalnie uważam, że jeśli ktoś ma predyspozycje do tycia ze względu na geny, hormony, itd. to tym bardziej powinien uważać na to, co je :).

      1. Weronika

        Bo to prawda, tylko czasem to uważanie nie jest takie proste albo inaczej: nie gwarantuje, że nigdy w życiu się nie przytyje. Sama widzę po sobie, że choćbym ćwiczyła 5 razy w tygodniu i jadła idealnie z rozpiską od dietetyka, to waga i tak potrafi stać w miejscu miesiącami :/

        1. Monika Ciesielska

          To, co teraz napiszę jest smutne, bo nie powinno mieć miejsca, ale: nie każdy dietetyk to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. w Polsce zawód dietetyka nie jest regulowany prawnie i moze wykonywać go osoba, która nie tylko nie ma do tego predyspozycji, ale nawet odpowiedniego wykształcenia. Niestety na rynku jest znacznie więcej niedouczonych paradietetyków niż fachowców z rpawdziwego zdarzenia – może dotychczas nie miałaś szczęścia, a dietetyk zalecał zbyt mało kaloryczne diety i jednocześnie zbyt dużo ćwiczeń?

          1. Weronika

            Otóż to! A jak przyniosłam wyniki badań – mam chorą tarczycę – i powiedziałam, że po niektórych produktach jest mi niedobrze – potem wyszło zapalenie żołądka – to babeczka nie wiedziała, jak mi tę dietę zmienić… Bo tak bardzo trzymała się wyliczeń, ile na dzień białka, tłuszczu i węglowodanów, że wyszło na to, iż osoby ze skazami, nietolerancjami i tak dalej nie mają co liczyć na jakieś zamienniki.

          2. Agata S.

            Najzabawniejsze jest to, że często ta sama dieta przepisywana jest wszystkim. Koleżanka poszła do dietetyka, rzeczywiście bardzo schudła, poleciła innej koleżance – to dostała “swoją” dietę… Koleżanki porównały i było dokładnie to samo. Nie wierzę w przypadki ;).

          3. Weronika

            Zgadza się, ja poszłam do dietetyczki polecanej przez znajomą i w sumie te nasze rozpiski też za wiele się nie różniły. A przede wszystkim 6 godzinnych treningów tygodniowo plus dieta 1400kcal, gdzie moje podstawowe zapotrzebowanie wynosi 1700 – sama wiesz, o czym świadczy. Bo normalne zapotrzebowanie mam ok 2200kcal, a będąc na diecie, powinnam spożywać ilość podstawową?

          4. Monika Ciesielska

            Docelowo przy dłużej redukcji co najmniej podstawową, czasami w niektórych przypadkach schodzi się poniżej, ale na krótki okres i bardzo świadomie z planami stopniowego dokładania kalorii. To w niektóych przypadkach konieczne, bo są uparci pacjenci, którzy oczekują natychmiastowych rezultatów :). Ale jeśli to byłby świadoy zabieg to na pewno zostałabyś o tym poinformowana, a dołożenie takich treningów i takiej kaloryczności na pewno nie kwalifikuje się do zdroworozsądkowego odchudzania na całe życie.

            Czekajcie na mój gabinet, odchudzę wszystkie aż miło! 😀

          5. Weronika

            Ja zostałam tylko poinformowana, że gdybym ćwiczyła jeszcze więcej, to schudłabym jeszcze szybciej. Bardzo jestem ciekawa, jak tamta pani pokierowałaby stabilizacją po diecie 🙂

          6. J

            To prawda. Jakieś 5 lat temu zniechęcona brakiem efektów w samodzielnym odchudzaniu zdecydowałam się na wizytę u dietetyka, konkretniej – lekarza dietetyka. Umówiłam się na wizytę w drogiej i eleganckiej prywatnej klinice, chciałam żeby było profesjonalnie, więc skoro gabinet taki piękny, a wizyta kosztuje 150 zł to musi być dobrze. Weszłam, przywitała mnie mocno dojrzała pani doktor, na oko miała ponad 60 lat. “Niech pani usiądzie… nooo… to ile pani waży?” – “Ojjj, to faktycznie za dużo trochę, pani jeszcze młoda… lepiej jak się na starość więcej waży, to się chociaż zmarszczki wypełniają, hehe”. Nie zostałam zmierzona ani zważona, nie zostałam zapytana o moje nawyki żywieniowe, badania, NIC. Dostałam do ręki ulotkę o przedziwnej diecie, która miała mi dostarczyć 1200 kcal, a polegała na komponowaniu posiłków z gotowych zestawów, których mogłam zjeść 5 w ciągu dnia. Dietę stosowałam trzy dni, dopiero po dłuższym czasie dotarło do mnie jak zostałam zrobiona w balona. Wtedy, jako młoda i – co tu dużo mówić – zupełnie niedoświadczona osoba, sama na siebie zwaliłam odpowiedzialność za kolejne niepowodzenie, przecież lekarz to lekarz, obdarzyłam ową panią doktor zaufaniem i powierzyłam jej najważniejszą rzecz na świecie – moje zdrowie. A tu klops. Dziś tę sprawę rozwiązałabym zupełnie inaczej i bardziej ufałabym sama sobie. A! Na odchodne pani dietetyk powiedziała mi “Tylko soków niech pani nie pije! Dużo cukru mają.” Pozdrawiam Cię Moniko i wszystkim czytelnikom życzę kontaktów tylko i wyłącznie z prawdziwymi specjalistami 😉

        2. ostry.burak

          “Bo to prawda, tylko czasem to uważanie nie jest takie proste” dlaczego ?

          A co do aktywności fizycznej… może zwyczajnie jest zbyt mało ? Spójrz na crossfitowców widziałaś grubasa ?
          Aby była jasnośc sam mam olbrzymi brzuch, ale nie mówię o krągłościach czy innych takich, mam kałd , dużo ćwiczę i staram się zdrowo jeść ale podjadam ale to mój błąd nikogo za to nie winię

          1. Weronika

            Umówmy się, że uprawianie sportu z pasji bądź zawodowo to co innego, niż dbanie o zdrowie i kondycję. A poza tym ja nie chcę się zajechać i popaść w jakąś obsesję i anoreksję, tylko odchudzić się mądrze i na stałe. Chciałabym także, abyś nie wyrywał zdania z kontekstu mojej wypowiedzi, szczególnie jeśli ten kontekst wszystko wyjaśnia.

  27. Marzena Egert

    Super tekst. Czytając go poplakalam się.bo wiem o czym mowa sama walczę z ogromną otyłością i walczę dalej mimo ogromu niepowodzeń. Ale staram się akceptować to że nigdy nie będę już szczupła. Ale mam dla kogo żyć i dlatego nie poddam się.

    1. Monika Ciesielska

      Na przełomie czerwca i lipca ruszy na blogu seria postów “Wakacyjna akcja motywacyjna” polecam przyłączenie się, będę publikować mnóstwo jadłospisów i sprawdzonych sposobów 🙂

      1. Kasia Gdańsk

        Monia ja chciałabym się przyłączyć do tej akcji, powiedz mi gdzie mogę znaleźć więcej informacji?

  28. Just do it

    Jestem mega tolerancyjna, nigdy nikogo nie będę obrażać…za to jak wygląda. Uważam jednak, że ja z pewnością nie bylabym szczęśliwa tyjac 10 kg. Nie wiem czy da się być szczęśliwym-otyłym. Wierzę jednak w to, że dziewczyny troszkę większe, plus size, mogą być mega dobrze ubrane i śliczne 🙂

  29. www.createyourhealth.pl

    Uważam, że promowanie otyłości pod przykrywką akceptacji jest złe. Prowokuje osoby z tym problemem do tkwienia w swojej sytuacji. Bo przecież w TV pokazują, że można tak żyć i być szczęśliwym. Tyle, że TV kłamie, a za kulisami dzieje się wiele innych rzeczy. Tak jak pisałaś, autor wraca do swoich czterech ścian i płacze nad sobą zagryzając batonika. Nie można jednak tego zjawiska mylić ze zdrową akceptacją, która według mnie jest warunkiem koniecznym do zmiany, w tym przypadku wyjścia z otyłości. Zaakceptowanie swojego stanu i uświadomienie sobie problemu-to jest punkt wyjścia, od tego zaczyna się proces odchudzania w głowie, czyli tam gdzie jest najwięcej przeszkód. Krytykując i ośmieszając ludzi otyłych tylko zmuszamy ich do przyjęcia postawy buntowniczej, zaprzeczającej faktycznemu stanowi (co jest normalne, w końcu każde z nas próbuje bronić swojego “ja”). W ten sposób osoba otyła broni swojej otyłości, tłumaczy ją przed innymi, a wracając do swojego zamkniętego świata leczy obniżoną samoocenę kolejnym ciągiem obżarstwa. Akceptujmy ludzi takimi jakimi są, ich figura to nie nasza sprawa, nie powinnyśmy się wtrącać. A jeśli chcemy pomóc to wystarczy pozytywnie reagować na próby zmiany, komplementować starania, chęci. Poza tym swoim stylem życia (ale pozbawionym zadufania w sobie) również modelujemy postawy innych ludzi. Bądźmy pozytywnym przykładem, zachowujmy krytykę dla siebie, akceptujmy słabości innych, wspierajmy w chwilach słabości.
    Inna sprawa to, że możemy teraz zaobserwować skrajności – z jednej strony epidemia otyłości, z drugiej nadmierna koncentracja na swoim wyglądzie. Jak we wszystkim najzdrowsza jest równowaga.

  30. Marcin Błoch

    Wniosek z tego artykulu plynie taki,ze im grubsza osoba tym bardziej… LENIWA.
    Bo skoro choroby i uwarunkowania genetyczne nie powoduja otylosci to wlasnie lenistwo i nieodpowoednia dieta.
    Zastanawia mnie w takim razie czemu ze swoich skladek poczynionych na sluzbe zdrowia mam leczyc leniwe grubasy zamiast syatsze osoby lub dzieci.. .

    1. Monika Ciesielska

      Wyciągnąłeś dość daleko idące wnioski, które można było ubrać w delikatniejsze słowa, ale rozumiem Twój punkt widzenia. Miejmy nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu częśc chorych zdecyduje się na powrót do zdrowia :). Pamietaj o tym, co osoby otyłe powtarzają na każdym kroku – obrażanie, sprawianie przykrości, wbijanie szpilek nie pomaga. Ugryźmy się czasem w język i jeśli faktycznie chcemy zrobić coś, by ułatwić im powrót do zdrowia i formy to wspierajmy i edukujmy, bez zbędnych epitetów :).

      1. Marcin Błoch

        Zbyt mocne słowa użyte przeze mnie ? A które to ? Sądzę,że masz na myśli to,że powiedziałem głośno o lenistwie. NIKOGO nie obrażam, nie wbijam szpilek itp. Mówię głośno o tym,że z artykułu wynika iż za otyłość odpowiada …. LENISTWO!
        Przyznam,że obserwuję osoby otyłe,które nazywają same siebie pieszczotliwie puszystymi i takie delikatne obchodzenie się z nimi jest propagowane. tymczasem te osoby powinny się wziąć w garść – O ILE CHCĄ OCZYWIŚCIE bo przecież mamy wolność, ale jeśli nie , to dlaczego mamy w ramach NFZu finansować skutki ich lenistwa ?
        Inna sprawa dieta, obserwuję ludzi, którzy niby jedzą zdrowo a w czasie przerwy w pracy czy szkole siegaja po batony, mc donaldsy itp. Podkreslam TO ICH WYBÓR i nic nikomu do tego ale ja nie chce za to płacić!

  31. Marzena Egert

    Super tekst. Czytając go poplakalam się.bo wiem o czym mowa sama walczę z ogromną otyłością i walczę dalej mimo ogromu niepowodzeń. Ale staram się akceptować to że nigdy nie będę już szczupła. Ale mam dla kogo żyć i dlatego nie poddam się.

    1. Monika Ciesielska

      Na przełomie czerwca i lipca ruszy na blogu seria postów “Wakacyjna akcja motywacyjna” polecam przyłączenie się, będę publikować mnóstwo jadłospisów i sprawdzonych sposobów 🙂

      1. Kasia Gdańsk

        Monia ja chciałabym się przyłączyć do tej akcji, powiedz mi gdzie mogę znaleźć więcej informacji?

  32. fitmum

    Ja otyłości nie akceptuję, otyłych tak, a może inaczej staram się ich nie oceniać, nie mówię jak mają życ, dlaczego napisałam staram się? bo czasami trudno mi patrzeć jak otyła matka kupuję już grubiutkiemu dziecku batonika i colę, wtedy test mi trudno…..
    Otyłość jest to choroba tak jak alkoholizm, czy grypa, a choroby się leczy.
    Ja staram się żyć zdrowo, aktywnie i takie wzorce przekazuję moim dzieciom, chciałabym ich zarazić pasją do sportu, ale nie prawię morałów i nie namawiam do fit stylu życia tych, którzy nie chcą. Jeśli natomiast ktoś by mnie poprosił o pomoc, jestem chętna. Zmotywuję, udzielę rad, wyciągnę na trening….
    Nie pochwalam promowania otyłości w żaden sposób. Nie znam osoby, z mojego otoczenia, która ma problem z otyłością lub nadwagą i uważa, że jest z tego powodu szczęśliwa….te osoby są szczęśliwe, ale z innych powodów….a każda z tych osób choć raz próbowała zmienić swoją wagę. Głoszenie haseł przez osoby otyłe:dobrze mi z tym, akceptuję siebie, wynikają chyba z ogromnej potrzeby akceptacji środowiska i tu jest mechanizm, jak pokażę, że ja siebie akceptuję inni mnie też zaakceptują.
    Osoba mi najbliższa, mój mąż miał nadwagę, od zawsze. pokochalam go za szereg wspaniałych cech i to jakim jest człowiekiem, ale jak tu siedzę, nigdy nie kochałam jego nadwagi….kiedy ja próbowałam w nim to zmienić, skutek był marny, to tak jak na siłę alkoholika leczyć (ostre porównanie ale uwierzcie tak jest) przyszedł czas, że on sam dojrzał do tego aby to zmienić. Mogę powiedzieć że razem schudliśmy, tzn pomógł mu dietetyki, ja pomogłam, gotowałam, pilnowałam, motywowałam 🙂 czy kocham go teraz mocniej? Oczywiście, że nie, ale cieszę się, że jest zdrowszy, sprawniejszy, estetyka też się oczywiście liczy, a jak spytac jego? ….oczywiście on woli siebie teraz…. -20kg!

  33. Just do it

    Jestem mega tolerancyjna, nigdy nikogo nie będę obrażać…za to jak wygląda. Uważam jednak, że ja z pewnością nie bylabym szczęśliwa tyjac 10 kg. Nie wiem czy da się być szczęśliwym-otyłym. Wierzę jednak w to, że dziewczyny troszkę większe, plus size, mogą być mega dobrze ubrane i śliczne 🙂

  34. natalia

    Tekst bardzo mądrze napisany. Jednak niektóre komentarze mnie zawodzą. Czy Panie na prawde uważają ze powinna być selekcja “jestes gruby kup dwa bilety na pociag”? Trase pociag pokonuje ta sama, a jeśli jest taki problem spoleczny to moze trzeba przystosować transport. To tak jakby powiedzieć nie miescisz sie w spodnie kup dwie pary.. Ludzie ok, jestem gruba, ale moje zarobki sa takie sam. Ubrania dla ludzi otylych za średnio 3 razy drozsze. Niz dla szczuplych A pensje te same. Mowa o totolerancji a niektóre Panie wykazuja sie hipokryzmem.. Ja rozumiem astmatyka, ale zrozumcie tez chlopaka i jak on musiał sie czuć w danej sytuacji. Z jakies przyczyny wybrał pociag a nie inny środek transportu.

    1. ostry.burak

      Tylko astmatyk nie miał wpływu na to,że zachoruje….
      A dlaczego ubrania droższe ? Może dlatego,że potrzeba więcej materiału ?

    2. Anna Dobrut

      Nie u wszystkich to jest genetyka, czy choroba. Ten pan z pociągu kupił najgorsze g do picia, mimo że waży ile waży. Jak dla mnie skoro kolo zajmuje dwa miejsca niech kupi dwa bilety. Nie jestem mega chuda, ale nie zajmuje dwóch miejsc. Nie pozwalam sobie na takie przytycie. W ogóle nie jest trudno wziąć się za siebie, tylko dorabiana jest do tego ideologia. ŻP i więcej ruchu! Zapierdzielać na piechotę, a nie wozić dupy dwa przystanki. A ta pani plus plus co jest modelką… Piękna twarz i oszpecone ciało. Dla mnie to promocja grubości i braku aktywności fizycznej. Bo jakby chociaż trochę pływała, to nie sądzę żeby miała takie obwisłe ciało. A jakby zaraz ktoś się odezwał “to se sama chodź na piechotę”, to tylko napiszę, że sama schudłam 15 kilo i łażę wszędzie na piechotę gdzie się da no i jak mam czas i ćwiczę sporo 😛 Tadaaam da się!

      1. Natalia

        Ja nigdzie nie powiedziałam ze sie nie da. Tam były 2 historię jedna z z postu druga z.komentarzy. Piłam do tej z komentarzy. Nie mozna komusc kazać kupować 2 biletów dlatego ze jest gruby, nieprzystosowane miejsca to sprawa komunikacji, ale jak widac rozwiązanie sie znalazlo. Tylko nikt nie pomyślał jak ta osoba sie czuła w tym wszystkim. Wszyscy mowia ze tak latwo schudnąć, a otyłość tak jak anoreksja jest zaburzeniem psychicznym i głębszym niz tylko ‘mniej żryj i rusz dupe..’

        1. Seniorita

          Wybaczcie ale z tego co wiem, linie lotnicze każą wykupywać dwa bilety, jesli osoba ma zajać dwa miejsca z powodu otyłości. Kiedyś głebiej rozkminialiśy ten temat ze znajomymi. No bo jak taką osobę przetransportować samolotem? Musi zająć dwa miejsca, a w przypadku samolotów, od wagi pasażerów i bagażu, jest też zależna ilość paliwa, i kosztów jakie musi ponieść z tego tytułu przewoźnik. W takim razie dlaczego jednostki wielkości dwóch przeciętnych osób, miałyby płacić tylko za jeden bilet?

    3. Monika Ciesielska

      Znaleźć idealne rozwiązanie jest bardzo trudno, bo stratny jest jeden lub drugi pasażer. Np. dla wysokich nie przewiduje się więcej miejsca na nogi itd. Ale oczywiście zgadzam sie, że z racji na coraz bardziej powszechny problem, powinny pojawiać się jakieś rozwiązania – choćby po to, żeby postawić sprawe jasno i nie dopuszczac do klopotliwych sytuacji.

      1. ostry.burak

        Dobry przykład, osoba wysoka… ona nie ma wpływu na swoje gabaryty, nikt nawet nie mysli dostosowywać mu pociągu czy samolotu a nad grubasami wszyscy się litują. Dlaczego ?

  35. www.createyourhealth.pl

    Uważam, że promowanie otyłości pod przykrywką akceptacji jest złe. Prowokuje osoby z tym problemem do tkwienia w swojej sytuacji. Bo przecież w TV pokazują, że można tak żyć i być szczęśliwym. Tyle, że TV kłamie, a za kulisami dzieje się wiele innych rzeczy. Tak jak pisałaś, autor wraca do swoich czterech ścian i płacze nad sobą zagryzając batonika. Nie można jednak tego zjawiska mylić ze zdrową akceptacją, która według mnie jest warunkiem koniecznym do zmiany, w tym przypadku wyjścia z otyłości. Zaakceptowanie swojego stanu i uświadomienie sobie problemu-to jest punkt wyjścia, od tego zaczyna się proces odchudzania w głowie, czyli tam gdzie jest najwięcej przeszkód. Krytykując i ośmieszając ludzi otyłych tylko zmuszamy ich do przyjęcia postawy buntowniczej, zaprzeczającej faktycznemu stanowi (co jest normalne, w końcu każde z nas próbuje bronić swojego “ja”). W ten sposób osoba otyła broni swojej otyłości, tłumaczy ją przed innymi, a wracając do swojego zamkniętego świata leczy obniżoną samoocenę kolejnym ciągiem obżarstwa. Akceptujmy ludzi takimi jakimi są, ich figura to nie nasza sprawa, nie powinnyśmy się wtrącać. A jeśli chcemy pomóc to wystarczy pozytywnie reagować na próby zmiany, komplementować starania, chęci. Poza tym swoim stylem życia (ale pozbawionym zadufania w sobie) również modelujemy postawy innych ludzi. Bądźmy pozytywnym przykładem, zachowujmy krytykę dla siebie, akceptujmy słabości innych, wspierajmy w chwilach słabości.
    Inna sprawa to, że możemy teraz zaobserwować skrajności – z jednej strony epidemia otyłości, z drugiej nadmierna koncentracja na swoim wyglądzie. Jak we wszystkim najzdrowsza jest równowaga.

  36. Marcin Błoch

    Wniosek z tego artykulu plynie taki,ze im grubsza osoba tym bardziej… LENIWA.
    Bo skoro choroby i uwarunkowania genetyczne nie powoduja otylosci to wlasnie lenistwo i nieodpowoednia dieta.
    Zastanawia mnie w takim razie czemu ze swoich skladek poczynionych na sluzbe zdrowia mam leczyc leniwe grubasy zamiast syatsze osoby lub dzieci.. .

    1. Monika Ciesielska

      Wyciągnąłeś dość daleko idące wnioski, które można było ubrać w delikatniejsze słowa, ale rozumiem Twój punkt widzenia. Miejmy nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu częśc chorych zdecyduje się na powrót do zdrowia :). Pamietaj o tym, co osoby otyłe powtarzają na każdym kroku – obrażanie, sprawianie przykrości, wbijanie szpilek nie pomaga. Ugryźmy się czasem w język i jeśli faktycznie chcemy zrobić coś, by ułatwić im powrót do zdrowia i formy to wspierajmy i edukujmy, bez zbędnych epitetów :).

      1. Marcin Błoch

        Zbyt mocne słowa użyte przeze mnie ? A które to ? Sądzę,że masz na myśli to,że powiedziałem głośno o lenistwie. NIKOGO nie obrażam, nie wbijam szpilek itp. Mówię głośno o tym,że z artykułu wynika iż za otyłość odpowiada …. LENISTWO!
        Przyznam,że obserwuję osoby otyłe,które nazywają same siebie pieszczotliwie puszystymi i takie delikatne obchodzenie się z nimi jest propagowane. tymczasem te osoby powinny się wziąć w garść – O ILE CHCĄ OCZYWIŚCIE bo przecież mamy wolność, ale jeśli nie , to dlaczego mamy w ramach NFZu finansować skutki ich lenistwa ?
        Inna sprawa dieta, obserwuję ludzi, którzy niby jedzą zdrowo a w czasie przerwy w pracy czy szkole siegaja po batony, mc donaldsy itp. Podkreslam TO ICH WYBÓR i nic nikomu do tego ale ja nie chce za to płacić!

  37. fitmum

    Ja otyłości nie akceptuję, otyłych tak, a może inaczej staram się ich nie oceniać, nie mówię jak mają życ, dlaczego napisałam staram się? bo czasami trudno mi patrzeć jak otyła matka kupuję już grubiutkiemu dziecku batonika i colę, wtedy test mi trudno…..
    Otyłość jest to choroba tak jak alkoholizm, czy grypa, a choroby się leczy.
    Ja staram się żyć zdrowo, aktywnie i takie wzorce przekazuję moim dzieciom, chciałabym ich zarazić pasją do sportu, ale nie prawię morałów i nie namawiam do fit stylu życia tych, którzy nie chcą. Jeśli natomiast ktoś by mnie poprosił o pomoc, jestem chętna. Zmotywuję, udzielę rad, wyciągnę na trening….
    Nie pochwalam promowania otyłości w żaden sposób. Nie znam osoby, z mojego otoczenia, która ma problem z otyłością lub nadwagą i uważa, że jest z tego powodu szczęśliwa….te osoby są szczęśliwe, ale z innych powodów….a każda z tych osób choć raz próbowała zmienić swoją wagę. Głoszenie haseł przez osoby otyłe:dobrze mi z tym, akceptuję siebie, wynikają chyba z ogromnej potrzeby akceptacji środowiska i tu jest mechanizm, jak pokażę, że ja siebie akceptuję inni mnie też zaakceptują.
    Osoba mi najbliższa, mój mąż miał nadwagę, od zawsze. pokochalam go za szereg wspaniałych cech i to jakim jest człowiekiem, ale jak tu siedzę, nigdy nie kochałam jego nadwagi….kiedy ja próbowałam w nim to zmienić, skutek był marny, to tak jak na siłę alkoholika leczyć (ostre porównanie ale uwierzcie tak jest) przyszedł czas, że on sam dojrzał do tego aby to zmienić. Mogę powiedzieć że razem schudliśmy, tzn pomógł mu dietetyki, ja pomogłam, gotowałam, pilnowałam, motywowałam 🙂 czy kocham go teraz mocniej? Oczywiście, że nie, ale cieszę się, że jest zdrowszy, sprawniejszy, estetyka też się oczywiście liczy, a jak spytac jego? ….oczywiście on woli siebie teraz…. -20kg!

  38. natalia

    Tekst bardzo mądrze napisany. Jednak niektóre komentarze mnie zawodzą. Czy Panie na prawde uważają ze powinna być selekcja “jestes gruby kup dwa bilety na pociag”? Trase pociag pokonuje ta sama, a jeśli jest taki problem spoleczny to moze trzeba przystosować transport. To tak jakby powiedzieć nie miescisz sie w spodnie kup dwie pary.. Ludzie ok, jestem gruba, ale moje zarobki sa takie sam. Ubrania dla ludzi otylych za średnio 3 razy drozsze. Niz dla szczuplych A pensje te same. Mowa o totolerancji a niektóre Panie wykazuja sie hipokryzmem.. Ja rozumiem astmatyka, ale zrozumcie tez chlopaka i jak on musiał sie czuć w danej sytuacji. Z jakies przyczyny wybrał pociag a nie inny środek transportu.

    1. Monika Ciesielska

      Znaleźć idealne rozwiązanie jest bardzo trudno, bo stratny jest jeden lub drugi pasażer. Np. dla wysokich nie przewiduje się więcej miejsca na nogi itd. Ale oczywiście zgadzam sie, że z racji na coraz bardziej powszechny problem, powinny pojawiać się jakieś rozwiązania – choćby po to, żeby postawić sprawe jasno i nie dopuszczac do klopotliwych sytuacji.

      1. ostry.burak

        Dobry przykład, osoba wysoka… ona nie ma wpływu na swoje gabaryty, nikt nawet nie mysli dostosowywać mu pociągu czy samolotu a nad grubasami wszyscy się litują. Dlaczego ?

    2. Anna Dobrut

      Nie u wszystkich to jest genetyka, czy choroba. Ten pan z pociągu kupił najgorsze g do picia, mimo że waży ile waży. Jak dla mnie skoro kolo zajmuje dwa miejsca niech kupi dwa bilety. Nie jestem mega chuda, ale nie zajmuje dwóch miejsc. Nie pozwalam sobie na takie przytycie. W ogóle nie jest trudno wziąć się za siebie, tylko dorabiana jest do tego ideologia. ŻP i więcej ruchu! Zapierdzielać na piechotę, a nie wozić dupy dwa przystanki. A ta pani plus plus co jest modelką… Piękna twarz i oszpecone ciało. Dla mnie to promocja grubości i braku aktywności fizycznej. Bo jakby chociaż trochę pływała, to nie sądzę żeby miała takie obwisłe ciało. A jakby zaraz ktoś się odezwał “to se sama chodź na piechotę”, to tylko napiszę, że sama schudłam 15 kilo i łażę wszędzie na piechotę gdzie się da no i jak mam czas i ćwiczę sporo 😛 Tadaaam da się!

      1. Natalia

        Ja nigdzie nie powiedziałam ze sie nie da. Tam były 2 historię jedna z z postu druga z.komentarzy. Piłam do tej z komentarzy. Nie mozna komusc kazać kupować 2 biletów dlatego ze jest gruby, nieprzystosowane miejsca to sprawa komunikacji, ale jak widac rozwiązanie sie znalazlo. Tylko nikt nie pomyślał jak ta osoba sie czuła w tym wszystkim. Wszyscy mowia ze tak latwo schudnąć, a otyłość tak jak anoreksja jest zaburzeniem psychicznym i głębszym niz tylko ‘mniej żryj i rusz dupe..’

        1. Seniorita

          Wybaczcie ale z tego co wiem, linie lotnicze każą wykupywać dwa bilety, jesli osoba ma zajać dwa miejsca z powodu otyłości. Kiedyś głebiej rozkminialiśy ten temat ze znajomymi. No bo jak taką osobę przetransportować samolotem? Musi zająć dwa miejsca, a w przypadku samolotów, od wagi pasażerów i bagażu, jest też zależna ilość paliwa, i kosztów jakie musi ponieść z tego tytułu przewoźnik. W takim razie dlaczego jednostki wielkości dwóch przeciętnych osób, miałyby płacić tylko za jeden bilet?

    3. ostry.burak

      Tylko astmatyk nie miał wpływu na to,że zachoruje….
      A dlaczego ubrania droższe ? Może dlatego,że potrzeba więcej materiału ?

  39. ostry.burak

    Ok, zaraz zjem sniadanie: zdrowe:płatki (które zmieszam samodzielnie), jajecznice czy może NIEzdrowe ale szybko zrobione by nie tracić czasu: parówki z wody ?
    Osoby otyłe są leniwe lepiej parówe zjeść i przed TV zalec niż IŚĆ do sklepu i zrobć coś….
    spójrzcie na baseny ile osób otyłych pływa ? Niewiele, głównie okupują jacuzzi , hydromasaże i brodziki dla dzieci, gdzie moczą swoje krągłości (czemu tak to jest nazywane? Mówmy wprost zwały tłuszczu wylewające się ze strojów kąpielowych).

    Ludzie więcej ruchu, do pracy można iść, zakupy przynieść w rękach, sprzątać bawić się z dzieckiem.
    A właśnie gdy widzę te wszystkie grubasy, które siedzą na ławkach na placu zabaw i tylko zrzędzą to szlak mnie trafia. Zamiast bawic się z dzieckiem siedzą i tylko “mateusz nie rób tego…. tymek nie biegaj….”

    1. Ketmara

      Na śniadania jem owsianki, płatki gryczane, jakiś słodkich płatków dodaję odrobinę jako dodatek. Nie słodzę. Przetworzonego żarcia prawie nie jem. Jakiś Gorący kubek – tak, 2-3 razy do roku bo mam jeden który lubię ale wiem też że to najzwyczajniej w świecie dziadostwo. Żadnych chińskich zupek, gotowych dań z supermarketu.
      Tak, lubię słodycze i ostatnio sobie na nie pozwalam ale nawet kiedy ich nie jadłam to nie robiło to żadnej różnicy.
      Jak tylko nie pada czy nie mam naprawdę ciężkich siat z zakupami to rano na przystanek chodzę 2 km na piechotę, po pracy też.

      Owoce, warzywa, KASZE, czasem makarony.. żadnych ale to żadnych soków, coli i wszelkiego innego dziadostwa. Jem regularnie co 3-4 godziny..

      Wieczne zmęczenie – jak tylko w okolicach 21 usiądę, choćby na podłodze to zasnę. Wszystkie objawy wskazują na tarczycę ale wyniki mam prawie idealne.
      I co? ważę coraz więcej. Otyła nie jestem ale nadwagę już zaczynam mieć.. Czego bym nie robiła.

      Teraz nie ćwiczę fakt ale w czasach siłowni i biegania (i to nie 2 razy w miesiącu a regularnie 3 razy w tyg po ok 10-12 km) efektem było tylko kilka kg różnicy.

      Więc błagam przestań pier*ć że to tylko kwestia ruchu. Wiesz kiedy ruch mi pomógł? Jak byłam na praktykach na Majorce. Ale to było 9 godzin w ruchu w pracy plus prawie codzienne imprezy (z tańczeniem a nie siedzeniem na du**e). Sorry ale w normalnym życiu, pracy za biurkiem nie ma jak zagwarantować sobie takiej dawki ruchu.

      Owszem zgadzam się z tym co napisałeś na koniec bo też nie mogę patrzeć na te wszystkie matki, które siedzą i nic nie robią i jeszcze nawet dziecko pobiegać nie może bo przecież się przewróci/spoci, zrobi sobie krzywdę.. Ale nawet ruch i dieta czasem nie rozwiązują problemu. A z czasem już traci się najzwyczajniej w świecie chęć do robienia czegokolwiek, skoro nic nie działa…

      1. ostry.burak

        Po pierwsze NIE pie*lę że to TYLKO brak ruchu. Autorka tekstu podkreśliła,że choroby mogą sprzyjać otyłości a nie są za nie odpowiedzialne. Być może w Twoim przypadku jest źle dobrana dieta np.za dużo kalorii w stosunku do ilości spalanych… i tu wracamy do punktu wyjścia. Co z tego, że jesz zdrowo skoro pochłaniasz np. 4000kcal a w wyniku różnych zajęć (praca, sprzątanie w domu, zabawa z dzieckiem czy nawet nielubiana [przeze mnie siłownia) spalasz ich 3500kcal. Rachunek jest prosty odklada ci się 500kcal dziennie. Popieram osobę mówiącą o dietetyku. Owszem nie każdy może sobie na to pozwolić ze względów finansowych, ale…. czemu ja mam póniej finansować leczenie np. opaskami ?
        W każdym razie życzę zdrowia, silnej woli i…usmiechu 🙂

        1. Ketmara

          No właśnie nie przekraczam 2200.. z ciekawości ostatnio sprawdzałam i wprowadzałam wszystko, wszyściutko co jadłam, ważyłam, wyliczałam bo już zgłupiałam. Do dietetyka planuję się wybrać najpóźniej w przyszłym miesiącu bo.. no właśnie: kasa..

          Uśmiech mam, tylko czasem mnie ponosi przy takich tematach więc sorry 🙂
          Nie mam już po prostu czasem siły bo samej mi się ryczeć chce jak widzę swoje stare zdjęcia.. Nie chce wiedzieć co będzie jak zajdę w ciąże, chyba zacznę się turlać jak tak dalej pójdzie.

          1. Monika Ciesielska

            2200 przy braku aktywności fizycznej to raczej nie jest deficyt kaloryczny (pisze raczej, bo może masz 180 cm wzrostu i ważysz 80 kg – wtedy owszem, byłby to deficyt), wiec nic dziwnego, ze waga się urzymuje :).

            A Ty mała nie rycz, tylko bierz się w garść! 🙂 W necie tez jest dużo darmowych jadlospisów, kalkulatorów zapotrzebowania. Wklep sobie wszystko tutaj: http://vivalavita.pl/kalkulator/zalecanedziennezapotrzebowaniekaloryczneprzyobecnejwadze.html i obetnij 300 kalorii, znajdź jadlospis na okresloną kalorycznosć i inspiruj się przepisami 🙂

          2. Ketmara

            2200 nie przekraczałam, z reguły było to 1850-1950, w okolicach tych 2200 jak sobie czasem pozwoliłam na coś więcej. w każdym razie dzięki za stronę (nawet nie znałam) – przejrzę 🙂

        2. Monika Ciesielska

          Ketmara, Ostry.burak bez kłótni mi tu! 🙂 Pisałam już o tym, gdzieś w komentarzach, ale powtórzę tym bardziej, że w jednym zdaniu bardzo zgadzam się z ostrym burakiem (brzmi to prześmiesznie, ale sorry Winnetou, Twój nick :D) – to, że jemy zdrowo, nie wystarczy. Niestety odchudzanie musi być bardzo świadomym procesem – trudno oszacować ile tak naprawdę zjadamy kalorii, bo np. zwykłe trzy kanapki z serem, szynką i keczupem posmarowane masłem to już nawet 900 kalorii, czyli (uogólniając) połowa dziennej dawki kalorii, którą (zazwyczaj) powinna przyswajać średnio aktywna kobieta chcąca schudnąć. Albo np odnosząc się do tych produktów zdrowych: słonecznik – jasne, ma mnóstwo zalet, jest pyszny, ale pół szklanki to 600 kalorii. Mało kto myśli o tym, zajadając się nim.

          Ketmara jeśli zdecydowałaś, że chcesz schudnąć to warto spróbować spisywać to, co się je przez kilka dni, zeby później zobaczyć, które posiłki trzeba poprawić :). Naprawdę rzadko (bardzo, bardzo rzadko – kwestia kilku % przypadków) zdarza się, by przy zachowaniu odpowiedniego (ani za małego, aniz a dużego) deficytu kalorycznego waga nie leciała w dół.

          A co do dietetyka – najgorsze jest to, że przez brak regulacji prawnych tego zawodu, każdy może podać się za dietetyka. Bardzo ciężko trafić na profesjonalistę.

          1. ostry.burak

            A dlaczego mnie upominasz ? Ja odpowiadam na P*lenie 😀

          2. Ketmara

            Odpowiedziałam wyżej nie czytając wcześniej jeszcze Twojego postu 🙂
            Niestety czasem mnie ponosi po prostu i mówię/piszę co myślę.

            Co do sprawdzania – sprawdzałam. Ważyłam wszystko jak głupia (tak, to mi dopiero uświadomiło, że właśnie byle g**o, które nie wydaje się kaloryczne takie czasem jest, uświadomiłam sobie rozmiary porcji itp. – polecam), wyliczałam wszystko – 2200 nie przekraczałam.

            Co do dietetyka to zdaję sobie sprawę, że dietetyk dietetykowi nierówny dlatego dość sceptycznie do tego podchodziłam przed długi czas. Szczególnie, że Mąż był przed ślubem u dość znanej Pani dietetyk i za 200 zł usłyszał to samo co ja mu w domu mówiłam 9no ale jej przynajmniej posłuchał ;)).
            W końcu zdecydowałam się pójść chyba tylko dlatego, że trafiłam na jednym z blogów na wpis, nie sponsorowany, z przykładowym menu, które wyglądało bardzo OK w porównaniu do tego co czasem widuję. Tylko niestety – kasa. Ale o ile w tym miesiącu mi się nie uda iść raczej to w przyszłym już się wybieram. Chyba, że koleżanka, które idzie do niej dziś nie będzie zbyt zadowolona, wtedy szukam dalej 🙂

    2. Paula | rudej blog

      Ten komentarz jest…straszny. Jakiś frustrat to pisał? Rozumiem wyrażanie własnego zdania ale tutaj to czyste stereotypy…

      1. ostry.burak

        Nazwałaś mnie frustratem, ale może jakieś argumenty ? Rzucając takie określenie zwyczajnie starasz się kogoś, kto ma inne zdanie od Ciebie zwyczajnie obrazić.
        Ok, przykład z wczoraj, zabrałem dziecko na lody, ale nie było gdzie usiąść bo…. całą lodziarnię obsiadły tłuste baby :-/ od razu przypomniał mi się artykuł 😀
        Wielu TŁUSTYCH ludzi (w tym i ja gdyż rownież nie należę do osób z poziomem tłuszczu poniżej 20%) zapomina,że jeden lodzik to słodycze, że słodzenie herby czy kawy to cukier,że jogurt owocowy ma nieraz 30% cukru itd itd

        1. Paula | rudej blog

          Fakt. Przepraszam, nie powinna Cie obrazać. Po prostu… kurcze, myślisz że osoby chude czy zdrabne takich rzeczy nie jedzą? Jedzą, czasami w zatrważających ilościach, tyle tylko że są wyjątkami bo nie tyją. Dlaczego nie tępimy jedzenia cukru tylko już grubasów? Potępiajmy też chudą blondynkę która 3 razy w tyg wpieprza fastfoody i czekoladę.

  40. anuusiaczeek

    ale nie normalne komentarze. Jako osoba wcale nie chuda a tym bardzie jak WY to piszecie GRUBA jakoś JEM PARÓWY z WODY latam jak pogrzana cały dzień, a to spacerek z dzieckiem, a to zająć się mieszkaniem , gotowaniem NIE KUPUJE gotowego żarcia i jem dużo owoców. I co mi to daje ?! Dalej mam takie piękne ciało jakie mam z “adidasem” z przodu. Nie mam czasu na siedzenie przed TV i osoby GRUBE które znam mają praktycznie taki sam rozkład dnia jak ja, ciągle w biegu do tego stopnia że nie ma czasu w tyłek się podrapać. Więc osoby jakże aktywne wypowiadające się negatywnie wsadźcie sobie swoje mądrośći w pi***** bo ch***** to wam da . Pozdrawiam 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Rozumiem Twoje zdenerwowanie, niektórzy patrzą na świat zero-jedynkowo i zapominają, że między czarnym, a białym mamy do dyspozycji mnóstwo odcieni szarości. Niestety odchudzanie musi być bardzo świadomym procesem – trudno oszacować ile tak naprawdę zjadamy kalorii, bo np. zwykłe trzy kanapki z serem, szynką i keczupem posmarowane masłem to już nawet 900 kalorii, czyli (uogólniając) połowa dziennej dawki kalorii, którą (zazwyczaj) powinna przyswajać średnio aktywna kobieta chcąca schudnąć. Albo np. zdrowy słonecznik – jasne, ma mnóstwo zalet, jest pyszny, ale pół szklanki to 600 kalorii. Mało kto myśli o tym, zajadając.

      Jeśli zdecydowałaś, że chcesz schudnąć to warto spróbować spisywać to, co się je przez kilka dni, zeby później zobaczyć, które posiłki trzeba poprawić :). Naprawdę rzadko (bardzo, bardzo rzadko – kwestia kilku % przypadków) zdarza się, by przy zachowaniu odpowiedniego (ani za małego, aniz a dużego) deficytu kalorycznego waga nie leciała w dół.

  41. ostry.burak

    Ok, zaraz zjem sniadanie: zdrowe:płatki (które zmieszam samodzielnie), jajecznice czy może NIEzdrowe ale szybko zrobione by nie tracić czasu: parówki z wody ?
    Osoby otyłe są leniwe lepiej parówe zjeść i przed TV zalec niż IŚĆ do sklepu i zrobć coś….
    spójrzcie na baseny ile osób otyłych pływa ? Niewiele, głównie okupują jacuzzi , hydromasaże i brodziki dla dzieci, gdzie moczą swoje krągłości (czemu tak to jest nazywane? Mówmy wprost zwały tłuszczu wylewające się ze strojów kąpielowych).

    Ludzie więcej ruchu, do pracy można iść, zakupy przynieść w rękach, sprzątać bawić się z dzieckiem.
    A właśnie gdy widzę te wszystkie grubasy, które siedzą na ławkach na placu zabaw i tylko zrzędzą to szlak mnie trafia. Zamiast bawic się z dzieckiem siedzą i tylko “mateusz nie rób tego…. tymek nie biegaj….”

    1. Ketmara

      Na śniadania jem owsianki, płatki gryczane, jakiś słodkich płatków dodaję odrobinę jako dodatek. Nie słodzę. Przetworzonego żarcia prawie nie jem. Jakiś Gorący kubek – tak, 2-3 razy do roku bo mam jeden który lubię ale wiem też że to najzwyczajniej w świecie dziadostwo. Żadnych chińskich zupek, gotowych dań z supermarketu.
      Tak, lubię słodycze i ostatnio sobie na nie pozwalam ale nawet kiedy ich nie jadłam to nie robiło to żadnej różnicy.
      Jak tylko nie pada czy nie mam naprawdę ciężkich siat z zakupami to rano na przystanek chodzę 2 km na piechotę, po pracy też.

      Owoce, warzywa, KASZE, czasem makarony.. żadnych ale to żadnych soków, coli i wszelkiego innego dziadostwa. Jem regularnie co 3-4 godziny..

      Wieczne zmęczenie – jak tylko w okolicach 21 usiądę, choćby na podłodze to zasnę. Wszystkie objawy wskazują na tarczycę ale wyniki mam prawie idealne.
      I co? ważę coraz więcej. Otyła nie jestem ale nadwagę już zaczynam mieć.. Czego bym nie robiła.

      Teraz nie ćwiczę fakt ale w czasach siłowni i biegania (i to nie 2 razy w miesiącu a regularnie 3 razy w tyg po ok 10-12 km) efektem było tylko kilka kg różnicy.

      Więc błagam przestań pier*ć że to tylko kwestia ruchu. Wiesz kiedy ruch mi pomógł? Jak byłam na praktykach na Majorce. Ale to było 9 godzin w ruchu w pracy plus prawie codzienne imprezy (z tańczeniem a nie siedzeniem na du**e). Sorry ale w normalnym życiu, pracy za biurkiem nie ma jak zagwarantować sobie takiej dawki ruchu.

      Owszem zgadzam się z tym co napisałeś na koniec bo też nie mogę patrzeć na te wszystkie matki, które siedzą i nic nie robią i jeszcze nawet dziecko pobiegać nie może bo przecież się przewróci/spoci, zrobi sobie krzywdę.. Ale nawet ruch i dieta czasem nie rozwiązują problemu. A z czasem już traci się najzwyczajniej w świecie chęć do robienia czegokolwiek, skoro nic nie działa…

      1. ostry.burak

        Po pierwsze NIE pie*lę że to TYLKO brak ruchu. Autorka tekstu podkreśliła,że choroby mogą sprzyjać otyłości a nie są za nie odpowiedzialne. Być może w Twoim przypadku jest źle dobrana dieta np.za dużo kalorii w stosunku do ilości spalanych… i tu wracamy do punktu wyjścia. Co z tego, że jesz zdrowo skoro pochłaniasz np. 4000kcal a w wyniku różnych zajęć (praca, sprzątanie w domu, zabawa z dzieckiem czy nawet nielubiana [przeze mnie siłownia) spalasz ich 3500kcal. Rachunek jest prosty odklada ci się 500kcal dziennie. Popieram osobę mówiącą o dietetyku. Owszem nie każdy może sobie na to pozwolić ze względów finansowych, ale…. czemu ja mam póniej finansować leczenie np. opaskami ?
        W każdym razie życzę zdrowia, silnej woli i…usmiechu 🙂

        1. Monika Ciesielska

          Ketmara, Ostry.burak bez kłótni mi tu! 🙂 Pisałam już o tym, gdzieś w komentarzach, ale powtórzę tym bardziej, że w jednym zdaniu bardzo zgadzam się z ostrym burakiem (brzmi to prześmiesznie, ale sorry Winnetou, Twój nick :D) – to, że jemy zdrowo, nie wystarczy. Niestety odchudzanie musi być bardzo świadomym procesem – trudno oszacować ile tak naprawdę zjadamy kalorii, bo np. zwykłe trzy kanapki z serem, szynką i keczupem posmarowane masłem to już nawet 900 kalorii, czyli (uogólniając) połowa dziennej dawki kalorii, którą (zazwyczaj) powinna przyswajać średnio aktywna kobieta chcąca schudnąć. Albo np odnosząc się do tych produktów zdrowych: słonecznik – jasne, ma mnóstwo zalet, jest pyszny, ale pół szklanki to 600 kalorii. Mało kto myśli o tym, zajadając się nim.

          Ketmara jeśli zdecydowałaś, że chcesz schudnąć to warto spróbować spisywać to, co się je przez kilka dni, zeby później zobaczyć, które posiłki trzeba poprawić :). Naprawdę rzadko (bardzo, bardzo rzadko – kwestia kilku % przypadków) zdarza się, by przy zachowaniu odpowiedniego (ani za małego, aniz a dużego) deficytu kalorycznego waga nie leciała w dół.

          A co do dietetyka – najgorsze jest to, że przez brak regulacji prawnych tego zawodu, każdy może podać się za dietetyka. Bardzo ciężko trafić na profesjonalistę.

          1. ostry.burak

            A dlaczego mnie upominasz ? Ja odpowiadam na P*lenie 😀

          2. Ketmara

            Odpowiedziałam wyżej nie czytając wcześniej jeszcze Twojego postu 🙂
            Niestety czasem mnie ponosi po prostu i mówię/piszę co myślę.

            Co do sprawdzania – sprawdzałam. Ważyłam wszystko jak głupia (tak, to mi dopiero uświadomiło, że właśnie byle g**o, które nie wydaje się kaloryczne takie czasem jest, uświadomiłam sobie rozmiary porcji itp. – polecam), wyliczałam wszystko – 2200 nie przekraczałam.

            Co do dietetyka to zdaję sobie sprawę, że dietetyk dietetykowi nierówny dlatego dość sceptycznie do tego podchodziłam przed długi czas. Szczególnie, że Mąż był przed ślubem u dość znanej Pani dietetyk i za 200 zł usłyszał to samo co ja mu w domu mówiłam 9no ale jej przynajmniej posłuchał ;)).
            W końcu zdecydowałam się pójść chyba tylko dlatego, że trafiłam na jednym z blogów na wpis, nie sponsorowany, z przykładowym menu, które wyglądało bardzo OK w porównaniu do tego co czasem widuję. Tylko niestety – kasa. Ale o ile w tym miesiącu mi się nie uda iść raczej to w przyszłym już się wybieram. Chyba, że koleżanka, które idzie do niej dziś nie będzie zbyt zadowolona, wtedy szukam dalej 🙂

        2. Ketmara

          No właśnie nie przekraczam 2200.. z ciekawości ostatnio sprawdzałam i wprowadzałam wszystko, wszyściutko co jadłam, ważyłam, wyliczałam bo już zgłupiałam. Do dietetyka planuję się wybrać najpóźniej w przyszłym miesiącu bo.. no właśnie: kasa..

          Uśmiech mam, tylko czasem mnie ponosi przy takich tematach więc sorry 🙂
          Nie mam już po prostu czasem siły bo samej mi się ryczeć chce jak widzę swoje stare zdjęcia.. Nie chce wiedzieć co będzie jak zajdę w ciąże, chyba zacznę się turlać jak tak dalej pójdzie.

          1. Monika Ciesielska

            2200 przy braku aktywności fizycznej to raczej nie jest deficyt kaloryczny (pisze raczej, bo może masz 180 cm wzrostu i ważysz 80 kg – wtedy owszem, byłby to deficyt), wiec nic dziwnego, ze waga się urzymuje :).

            A Ty mała nie rycz, tylko bierz się w garść! 🙂 W necie tez jest dużo darmowych jadlospisów, kalkulatorów zapotrzebowania. Wklep sobie wszystko tutaj: http://vivalavita.pl/kalkulator/zalecanedziennezapotrzebowaniekaloryczneprzyobecnejwadze.html i obetnij 300 kalorii, znajdź jadlospis na okresloną kalorycznosć i inspiruj się przepisami 🙂

          2. Ketmara

            2200 nie przekraczałam, z reguły było to 1850-1950, w okolicach tych 2200 jak sobie czasem pozwoliłam na coś więcej. w każdym razie dzięki za stronę (nawet nie znałam) – przejrzę 🙂

    2. Paula | rudej blog

      Ten komentarz jest…straszny. Jakiś frustrat to pisał? Rozumiem wyrażanie własnego zdania ale tutaj to czyste stereotypy…

      1. ostry.burak

        Nazwałaś mnie frustratem, ale może jakieś argumenty ? Rzucając takie określenie zwyczajnie starasz się kogoś, kto ma inne zdanie od Ciebie zwyczajnie obrazić.
        Ok, przykład z wczoraj, zabrałem dziecko na lody, ale nie było gdzie usiąść bo…. całą lodziarnię obsiadły tłuste baby :-/ od razu przypomniał mi się artykuł 😀
        Wielu TŁUSTYCH ludzi (w tym i ja gdyż rownież nie należę do osób z poziomem tłuszczu poniżej 20%) zapomina,że jeden lodzik to słodycze, że słodzenie herby czy kawy to cukier,że jogurt owocowy ma nieraz 30% cukru itd itd

        1. Paula | rudej blog

          Fakt. Przepraszam, nie powinna Cie obrazać. Po prostu… kurcze, myślisz że osoby chude czy zdrabne takich rzeczy nie jedzą? Jedzą, czasami w zatrważających ilościach, tyle tylko że są wyjątkami bo nie tyją. Dlaczego nie tępimy jedzenia cukru tylko już grubasów? Potępiajmy też chudą blondynkę która 3 razy w tyg wpieprza fastfoody i czekoladę.

  42. anuusiaczeek

    ale nie normalne komentarze. Jako osoba wcale nie chuda a tym bardzie jak WY to piszecie GRUBA jakoś JEM PARÓWY z WODY latam jak pogrzana cały dzień, a to spacerek z dzieckiem, a to zająć się mieszkaniem , gotowaniem NIE KUPUJE gotowego żarcia i jem dużo owoców. I co mi to daje ?! Dalej mam takie piękne ciało jakie mam z “adidasem” z przodu. Nie mam czasu na siedzenie przed TV i osoby GRUBE które znam mają praktycznie taki sam rozkład dnia jak ja, ciągle w biegu do tego stopnia że nie ma czasu w tyłek się podrapać. Więc osoby jakże aktywne wypowiadające się negatywnie wsadźcie sobie swoje mądrośći w pi***** bo ch***** to wam da . Pozdrawiam 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Rozumiem Twoje zdenerwowanie, niektórzy patrzą na świat zero-jedynkowo i zapominają, że między czarnym, a białym mamy do dyspozycji mnóstwo odcieni szarości. Niestety odchudzanie musi być bardzo świadomym procesem – trudno oszacować ile tak naprawdę zjadamy kalorii, bo np. zwykłe trzy kanapki z serem, szynką i keczupem posmarowane masłem to już nawet 900 kalorii, czyli (uogólniając) połowa dziennej dawki kalorii, którą (zazwyczaj) powinna przyswajać średnio aktywna kobieta chcąca schudnąć. Albo np. zdrowy słonecznik – jasne, ma mnóstwo zalet, jest pyszny, ale pół szklanki to 600 kalorii. Mało kto myśli o tym, zajadając.

      Jeśli zdecydowałaś, że chcesz schudnąć to warto spróbować spisywać to, co się je przez kilka dni, zeby później zobaczyć, które posiłki trzeba poprawić :). Naprawdę rzadko (bardzo, bardzo rzadko – kwestia kilku % przypadków) zdarza się, by przy zachowaniu odpowiedniego (ani za małego, aniz a dużego) deficytu kalorycznego waga nie leciała w dół.

  43. Paula | rudej blog

    Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć… Nie mam konkretnego stanowiska w kwestii otyłości. Nie jestem z tych, co to szepczą i naśmiewają się, ale nie podobają mi się otyli ludzie – współczuje im. Choć wiem jak to ich WKURZA więc nie okazuje tego. Sama jestem przeciętna – mam celulit na udach i boczki ale radzie sibie z tym. I sadze tylko tyle, że każdy ma prawo wyglądać jak chce z tym że jeśli chce schudnąc to naszym zadaniem jest pomagać a nie utrudniać. 🙂

    Duuużo ciekawych faktów na temat otyłości. Naprawdę co dziesiąte dziecko?? Boże drogi… To okropne. Dzieciaki nie mogą same o sobie decydować więc to przytłaczające.

    1. Monika Ciesielska

      Ostatnio trafiłam na prognozy na rok 2040 – jeśli nic się nie zmieni to… Będzie więcej osób z nadwagą niż bez. Wierz mi, nie musiałam wybierać tylko tych punktów, które przerażają najbardziej – perspektywa przyszłości jest tragiczna i otyłych będzie tylko przybywać (jeśli nie zostaną wdrożone skuteczne programy przeciwdziałające szerzeniu się epidemii).

  44. Jola

    Bardzo mądry artykuł. Podpisuję się obiema rękoma. W tym w czym mamy wybór i możliwość zmiany RÓBMY TO. Ja np. muszę zaakceptować swój wysoki wzrost, chociaż otoczenie nie pozwala mi o nim zapomnieć. Nie mogę tego zmienić, jedynie nie noszę szpilek. Natomiast źle się czuję ze zbędnymi kilogramami, ale najważniejsze jest dla mnie zdrowie i dobre samopoczucie. Dlatego nie pozwalam sobie na nadmiary kilogramów. Mój zmysł estetyczny jest wyczulony, nie wymaga oglądania wyrzeźbionego ciała (chociaż jest bardzo ładne), ale “duże” wcale nie jest piękne. Dlatego mówię NIE złym nawykom, przyzwyczajeniom, zaniedbaniom i osobom, które chcą nam wmówić, że nic się nie da zrobić.

  45. n.

    Ludzie krzyczą, że to promowanie otyłości. Wg mnie, gdyby nie te szpile wbijane osobom z nadwagą czy otyłością, nikt by o tym nie mówił. Bo nie byłoby ku temu powodu. To nie jest chwalenie się, że “jestem szczęśliwa, bo jestem gruba i przez to jestem super”, tylko raczej dawanie społeczeństwu do zrozumienia, by dać takim osobom żyć tak, jak tego chcą. 🙂 Trochę zazdroszczę takim osobom samoakceptacji. Ja nie jestem otyła, ale całe życie byłam gruba, czułam się gruba i nie akceptowałam siebie. Aktualnie moje BMI to 25,6. I aktualnie walczę z własnym lenistwem i staram się więcej ruszać i jeść zdrowiej i mniej. 😉
    Ale generalnie nigdy nie akceptowalam siebie. Aż poznałam pewnego faceta. Chłopaka w sumie, bo wtedy mieliśmy po 15-16 lat. Dzięki niemu miałam poczucie, że też mogę być kochana, podobać się. On potrafił mnie zaakceptować taką jaka jestem, więc i mi było łatwiej. Z tym, że potem się na nim porządnie przejechałam. Można powiedzieć, że była w to ‘zaangażowana’ też pewna dziewczyna – szczupła, ładna, no wręcz idealna. Jego zdrada nie miała nic wspólnego z moją wagą czy wyglądem, ale skutecznie podcięła mi skrzydła (mimo wszystko mu wybaczyłam). Trudno mi patrzeć w lustro bez porównywania się z nią, czuję się gorsza pod każdym względem, i niewystarczająco dobra. Łapię się często na tym, że próbuję być kimś, kim nie jestem, być jak ona. Nie tylko jeśli chodzi o wagę. Trudno mi znów siebie zaakceptować. Dlatego jeśli ktoś jest otyły czy ma nadwagę i mimo to naprawdę akceptuje siebie to szczerze zazdroszczę i podziwiam. 🙂

    1. Mi

      Bardzo Ci współczuję i dobrze Cię rozumiem ja jestem już po cztardziestce moja waga zawsze skakala od 50 kg do 90 kg po ciazach . Do tej pory moja waga to jedna wielka udręką. Ciekawe czy jest w stanie ktoś to zrozumieć kto tego nie przechodził. Akceptacja siebie chyba jest nie możliwa jeżeli w życiu została już nadwyrezona. A najbardziej wkurzaja mnie takie artykuły jak ten, niby super napisany, tolerancyjny pokazuje problem z wszystkich stron a tak naprawdę to autirka tego artykułu sama sobie przeczy. Przecież wcześniej zacytował osobę otyłą, która przyplacilaby życie przez odchudzanie ale na autorce niniejszego artykułu w ogóle mię zrobiło to wrażeniemia co za totalny brak empatii i wyrozumiałości. Chcę tylko powiedzieć są ludzie różni mali i duźi grubi i chudzi mądrzy i głupi a Autorka niniejszego artykułu należy raczej do tych drugich. A Ty pewnie znajdziesz kogoś kto Cię doceni i wcale nie musi to być wygląd 🙂

  46. Niejestlatwo

    Jestem przeciwko otylosci, nikt przy zdrowych zmyslach nie chce byc gruby. Wiekszosc z tych szczesliwych zaakceptowalo swoj stan lub udaje. To tak jak z palaczem, wielu twierdzi ze lubi palic, ale kazdy zgodnie przyzna, ze chcialby rzucic i palenie jest glupie i tyle. Wiem, ze nielatwo jest schudnac. Nigdy nie bylam gruba, jestem aktywna, ale zdarzyl sie kiedys taki czas gdy zaczelo mnue byc wiecej. Pracuje 10-12 godzin, znalazlam czas na silownie – nawet zakupilam treningi u trenera personalnego, mialam ustalona diete. Trenowalam ciezko, nie widzialam rezultatow wiec sie frustrowalam. Stracilam nadzieje, pamietam jak wracalam i plkalam. Przeciez robie wszystko i co? W koncu zrobilam badania i okazalo sie ze chodzi o nietolerancje glutenu, a dokladniej nadwrazliwosc. Po roku wrocilam do swojej wagi. Teraz nawet jem normalnie. Jest ok.
    Ale nie pisze tego by twierdzic, ze zawsze sa jakies podloza medyczne. Czasem jestesmy otyli na wlasne zyczenie. Ale po tym okresie frustracji wiem jak ciezko jest schudnac. Wiem, jakie emocje to budzi. Wiec jak widzicie kogos grubego – zamknijcie sie, nie wytykajcie, i zwyczajnie kibicujcie jesli widzicie grubcia ktory biegnie. To nie jest latwe. Potrzebne jest wsparcie i brak krytyki. Promocji otylosci mowie nie, ale nie podcinajcie tez skrzydel.

  47. anetteheyho

    Strasznie podoba mi się Twój przekaz, bo zdrowie jest najważniejsze! Nie lubię osób które starają się poczuć lepiej tym że powiedzą komuś (albo pokażą mową ciała, bo niektórzy są ‘zbyt kulturalni’ żeby swoje chamstwo wokalizować) że jest gruby i powinien nie jeść.

    Polecam jeszcze książkę ‘The Shape We’re In’ bo opisuje problem otyłości, pisałam o niej na blogu i uważam że to jedna z lepszych z literatury na temat kwestii otyłości na świecie, a czytam na ten temat dużo.

    1. Monika Ciesielska

      Kupuję na Kindle i czytam od przyszłego tygodnia! Bardzo dziękuję za polecenie, zaintrygowałaś mnie :). Cieszę się, że tekst Ci się podoba i że bije z niego jasny przekaz. Przyznam, że trochę bałam się tego, jak może zostać odebrany. Na szczęście niepotrzebnie 🙂

  48. Madzia

    ja spaslam sie po 3 ciazy – nie, nie w ciazy a PO -.- po porodzie nosilam rozmiar 14 – bylam zalamana bo wczesniej mialam rozmiar 10-12, ale wiadomo – ciaza swoje robi, wiec rozmiar 14 byl rozmiarami 12-14, z naciskiem na luzniejsze opasanie brzuszka wybieralam ten wiekszy. Teraz jestem 9 miesiecy po porodzie i nosze rozmiar 18-20 i nawet nie mam pojecia jak to mozliwe. Nie bede klamala ze cwiczylam rzetelnie, duzo sie ruszalam i jadlam sama salate. Jadam fast foody, smazone na glebokim oleju, ruszam sie srednio. Problem w tym ze moja dieta wygladala tak zawsze, ruszalam sie tak zawsze i nigdy nie bylo tak zle. Jestem otyla i nieszczesliwa 🙁

  49. Strzałeczka

    Nie mam nic przeciwko osobom zdrowym z lekką nadwagą i lekkim tłuszczem. Przeciwko osobom otyłym tez nie, lecz jestem przeciwna promowania tego- akceptacja jest ok, ale otyłość jest choroba, to tal jakby promować anoreksję. Ludzie powinni byc tego świadomi, wiecej sie ruszać i jeść zdrowo nie dla opinii innych, tylko dla siebie, swojego zdrowia i długości zycia.

  50. Siri

    Nie mam zdania na ten temat tak samo jak nie mam w kwestii tego czy po świecie powinny chodzić blondynki czy brunetki. Ludzie są tacy i tacy, każdy ma prawo żyć tak samo. Ale denerwuje mnie gadka o promowaniu otyłości. Czy to że ktoś gruby pojawi się w miejscu publicznym oznacza, że promuje otyłość? A to że ktoś ze złamaną nogą wrzuci zdjęcie na fejsa oznacza że promuje kontuzje? A ktoś z łysą głową promuje łysinę? Łapiecie klucz. Uwagi odnośnie czyjegoś ciała powinny wynikać z dobrych intencji i być przekazywane w delikatny sposób. Bardzo delikatny wręcz. Zwracanie uwagi na czyjąś tuszę, tym bardziej kobiet, jest ciężkie dla ich psychiki, dlatego jeśli wskażesz kogoś palcem, wyśmiejesz, zrobisz złośliwość nie licz na poprawę. Nie licz, że ta osoba weźmie radę do serca i zacznie biegać, wyzruci syfiaste żarcie i zacznie walczyć z wagą. Nie. Ona zamknie się w sobie jeszcze bardziej, zje jeszcze więcej i będzie przybita tym, że dla ciebie ważniejsza jest to jak wygląda niż to co ma do powiedzenia. Nie mówiąc o tym, że niezbyt wierzę, że ktoś kto wyśmiewa grubą osobę naprawde martwi się jej zdrowiem. Zazwyczaj jest to bycie złamanym kutasem, którego jara poniżanie innych. Wszystko zaczyna się w głowie, owszem. W głowie musimy rozpracować czy zależy nam na zdrowiu czy na wyglądzie, a druga strona w głowie musi rozkminić czy na pewno to co chce powiedzieć wynika z chęci pomocy czy zwykłego chamstwa. Bo jeśli to pierwsze, to na pewno znajdzie sposób, by nie dać odczuć drugiej stronie, że jest gorsza.

  51. ania

    Jest dużo innych chorób i zachowań prowadzących do chorób, jak np. alkoholizm, nikotynizm itp., ale jakoś nikt nie zwraca uwagi osobie palącej na ulicy w kontekście troski o jej zdrowie, jeśli już to w przypadku kiedy dym przeszkadza nam lub naszym dzieciom, a to czy dany pani/pani sobie pali i dym na nikogo innego nie leci, zostawiamy jego sumieniu, nikt go nie poucza i nie oburza się na jego widok, “bo to takie niezdrowe, rakotwórcze i nie możemy patrzeć jak ktoś tak rujnuje sobie zdrowie”. Nie oburzamy się na palących czy pijących, bo guzik nas obchodzi zdrowie i życie jakiejś anonimowej, obcej osoby i nie widzę powodu dla którego miałoby być inaczej w przypadku osób otyłych. Tak samo nie obchodzi nikogo ich zdrowie i życie, zwracamy na nich uwagę z czystej złośliwości, bo swoim wyglądem rzucają się w oczy i aż nas korci, żeby pomoralizować, pouczać, czy po prostu chamsko wyśmiewać. Troska o czyjeś zdrowie to fałszywa wymówka dla ludzkiej złośliwości. To każdego sprawa jak wygląda i śmieszą mnie argumenty typu, że później z naszych ubezpieczeń taka osoba jest leczona. A co z alkoholikami, uzależnionymi od papierosów, narkotyków i innych? Kto chodzi za takimi osobami i mówi im, żeby przestały, bo nie zamierza płacić ze swojego ubezpieczenia ich leczenia? Takie podejście to zwykła bezczelność, nic więcej, naprawdę. A co do prowadzenia blogów o modzie przez otyłe modelki itd. – nie jest powiedziane, że żadna z nich nie chciałaby być szczupła, ale zrzucanie takiej wagi powinno trwać kilka lat, jeśli ma być trwałe. W tym czasie taka osoba też ma prawo do życia, nie musi z nim czekać aż osiągnie powszechnie akceptowalną wagę. I jeśli taka dziewczyna interesuje się modą i np. wyszukuje sklepy czy marki, które maja ciuchy na nią, to dlaczego nie ma się tym pochwalić, żeby inne otyłe dziewczyny też mogły wyglądać fajnie, nie ważne czy w trakcie dochodzenia do mniejszej wagi, czy może nie uda im sie schudnąć nigdy, i co, tez chcą fajnie wyglądać, to nie jest zabronione. Kiedys otyłe osoby siedziały ze wstydu w domu i sie mówiło, że “ooo, siedzi taka tylko w domu”, jak zaczęli wychodzić na ulice, jeździc pociągami i normalnie żyć, to sie je wytyka palcami i najwidoczniej wiekszość ludzi chciałaby, żeby nie wychodzi z domu, nosili worki pokutne i nie pokazywali sie “normalnym” ludziom na oczy. A ja mówię, że to jest każdego sprawa jak wygląda, nawet jesli ida za tym konsekwencje zdrowotne, tylko że nie sądzę, żeby krytykującym tak naprawdę o nie chodziło.

  52. Love Extasy

    Witam. Bardzo mi się podobał artykuł,bo nie uderza w ludzi otyłych jak większość,ale próbuje uświadomić,że bycie otyłym nie jest dobre,zwłaszcza jeśli mamy przez to problemy zdrowotne.
    Sama jestem bardzo otyła. I próbuję z tym walczyć,z różnym skutkiem. Doszłam do wniosku,że jeśli sama sobie nie potrafię pomóc,to czas najwyższy udać się do specjalisty.
    Problem naszego społeczeństwa polega na tym,że nie potrafią zrozumieć otyłych i zamiast próbować pomóc to większość wyśmiewa. Mało osób ma takie podejście jak pani.
    Dlatego też nie dziwię się,że niektórzy nie chcą nic zmieniać,skoro wszędzie są wyśmiewani,nawet na siłowniach. A przecież wiadomo,że ruch to podstawa.

  53. Basia

    https://www.youtube.com/watch?v=vQzbiQyjvTk
    Dla mnie otyłość ( czyli kobieta mająca 170cm waży 100 kg) jest formą uzależnienia. Uzależnienie od alkoholu, narkotyków,leków, hazardu, otyłośći wynika z problemów emocjonalnych.Psychika ludzka jest bardzo ważna.Dla kazdego z nas problem może stanowić co innego i nie trzeba pochodzić z rodzinypatalogicznej,czy tez mieć 40 lat,żeby wejsc w nałóg.Podam Panstwu łatwy przykład jak ,, działa psychika ludzka”: Jedna kobieta gubi przed świętami powiedzmy 300 zł, potrafiła sobie wytłumaczyć no tak musiało byc,może ktoś biedniejszy, bardziej potrzebujący znalzł 300 zł.Druga kobieta gubiąc 300 zł, przypaliła placek świąteczny, przesoliła potrawy swiąteczne bo tak się skupiła na swoim nie szczęściu . Dla trzeciej kobiety był to taki problem,że nie radziła sobie z emocjami i musiała np: zjeść tort,chipsy, czekolade, i kubełek skrzydelek z KFC no po prostu musiała się być obżarta.Polecam do filmik

  54. Klaudia Wojnarowicz

    I tu przypomina mi się coraz bardziej kontrowersyjny dobór zdjęć wrzucanych przez pewien portal/grupę na FB, reklamy robić nie będę – chodzi o adorację kobiecych krągłości. Nie wiadomo jak na to spojrzeć – czy na chęć uświadamiania tego, o czym napisałaś – że można mieć dowolny rozmiar i być szczęśliwym, czy może powinniśmy ich podejrzewać o promowanie otyłości. Z drugiej strony barykady – uwaga – gdy ktoś zdjęcie z panią, która faktycznie powinna zrobić sobie badania o których piszesz – ktoś napisze, że taka sylwetka mu się nie podoba (i mam na myśli kulturalną wypowiedź), to zaczyna się najazd na niego, ze jak to, że to wybór każdej kobiety, że sam jest taki sraki i owaki (przysięgam, mogłabym znaleźć dyskusję i zrobić screena). Więc to niestety działa w obie strony – ludzie nie potrafią ani akceptować tego, ze ktoś się tak komuś może podobać i tego, że może nie podobać.

    Zacytuję samą siebie – chodzą tłumy na jakieś marsze walcząc o wolność wyboru, jednocześnie tej wolności nikomu poza sobą nie dając.

  55. Ewa

    Mnie jeszcze jedna rzecz irytuje: grzecznościowe zaprzeczanie. Mam nadwagę- jakieś 20 kg albo i więcej, czuję się coraz gorzej. Jestem wysoka, więc wizualnie ta moja waga jakoś tam się rozciąga. Usiłuje z tym walczyć, ale mi nie wychodzi. W rozmowach ze znajomymi najbardziej irytujące jest: ” ty wcale nie jesteś gruba, no coś ty!” To jest demotywator. Szczupli niech nie wysmiewajæ grubych, zgadzam się, ale niech też nie zaprzeczają z ” grzeczności” czy z innych powodów. Sam artykuł – mistrzostwo, jeszcze się z takim ” ugryzieniem tematu nie spotkałam.

  56. Dominika Cyp

    Tekst świetny, jednak nie uważam otyłości za coś z czym powinno się żyć i akceptowanie tego to jak palenie papierosów przy raku płuc. Naprawdę jest mało, dosłownie kilka chorób, które całkowicie nie pozwalają schudnąć. Sporo utrudnia, fakt. Niemniej w większości przypadków wynika to z zaniedbania i lenistwa, co jest niesamowicie przykre… Przykre jest też, że mamy prawo do wyglądania jak nam się podoba i każdy kto ma z tym problem powinien puknąć się w czoło 😉

  57. Maja Łazarska

    “Kochany grubasku – zbadaj się. Jeśli wszystko będzie OK – nie musisz zmieniać niczego.” No na reszcie ktoś to napisał! 🙂 Problemem nie są nadliczbowe kilogramy, problemem jest stan zdrowia. Przyznam szczerze, że zawsze kiedy jest mowa o otyłości czy nadwadze, przed oczami mam Dorotę Wellman – kobietę, która nadwagę ma, ale jest szczęśliwa, spełniona i zdrowa. I sama już niejednokrotnie mówiła, że była na dietach, ważyła mniej, ale wtedy wcale nie czuła się lepiej.
    I chyba i tak się to do jednego sprowadza: dajmy innym żyć jak chcą, bo pewnie sami też byśmy nie chcieli, żeby jakaś fit-maniaczka wytykała nam najmniejszą fałdkę na brzuchu (z którą jest nam dobrze) albo znajomi wiecznie powtarzali, że wyglądamy jak szkielet i musimy przytyć. Jesteśmy dorośli i każdy powinien odpowiadać wyłącznie za siebie. Inną kwestią w tym wszystkim są dzieci – i uważam, że to już jest problem całego społeczeństwa, a nie jednostki, czy rodziny.

    1. Claudia

      Co do tego badania – nie jestem pewna czy twierdzenie “jeśli wszystko jest ok – nie musisz nic zmieniać” jest odpowiednie. To, że danego dnia, kiedy została pobrana próbka krwi, w badaniu wyszło wszystko OK nie znaczy, że za miesiąc, dwa będzie tak samo. A nie ma co się oszukiwać – nikogo nie stać na to aby co 3 miesiące wykonywał badania kontrolne, a lekarze również nie są zbytnio chętni aby często takowe skierowania wypisywać. Oczywiście nie mam nic przeciwko osobom otyłym, nie krytykuje bo zdaję sobie sprawę z faktu, że za tą otyłością mogą stać rzeczy niewyobrażalne dla mnie. Ale bądźmy fair – wiele chorób rozwija się właśnie na tle otyłości, i często bez żadnych objawów. A za leczenie takich osób płaci reszta społeczeństwa, która generalnie mieści się w tych “normalnych” rozmiarach. Nie mam zamiary krytykować takich osób – ale mam jedno zasadnicze pytanie: czy zrobiłaś/zrobiłeś wszystko, żeby zrzucić te dodatkowe kg? bo to jest najczęstsza wymówka tych osób: próbowałem, nie da się. Ja w to zwyczajnie nie wierzę! Oczywiście, przyczyną może być choroba – ale wtedy leczymy się i dodatkowo stosujemy odpowiednią dietę i ruch. Czy takie wymówki, nie są czasem sposobem na to aby reszta społeczeństwa dała im spokój? Spokój, żeby mogli dalej nie zdrowo się odżywiać i unikać ruchu ? Aktualnie mamy starzejące się społeczeństwo i do tego dochodzi powoli otyłość. To jest katastrofa, dla Nas młodych. Bo my z tym sobie nie poradzimy, nie będziemy wypłacalni, nie udźwigniemy tego zjawiska. PS: Pisząc ten tekst mam na myśli osoby otyłe, czyli takie których nadwaga przekracza 20 kg. Ktoś kto ma 5 kg nadwagi nie stanowi problemu dla systemu zdrowia.

  58. Beata

    FENOMENALNY POST! Nie zostawiłaś już co prawda miejsca na dyskusję, bo mam wrażenie, że zawarłaś w nim wszystko, podpisałabym się pod nim całym ciałem! 😉 Poruszyłaś wszystkie istotne kwestie i rozwiałaś zwalniające od odpowiedzialności mity, ten post powinien trafić do jakiegoś szkolnego elementarza. Świat byłby wtedy taki piękny i douczony <3

  59. luska

    Swietny tekst, moje zdanie w tym temacie racczej nie rozni sie od Twojego. Absolutnie nie rozumiem i nie jestem w stanie zaakceptowac ludzkiej nie tolerancji i braku empati, jednak nie pochwalam tez promowania otylosci.

  60. Kasia Gdańsk

    to może ja opowiem o sobie. Jakieś 2,5 lata temu gdy poszłam na studia przytyłam w ciągu 3-4 miesięcy 12 kg. I niby wszystko było ok, tylko większy rozmiar. Ale po jakimś czasie zaczęły się problemy na tle depresyjnym. Trafiłam na terapię. Leki. Waga stała dalej. Biegałam, kupiłam rower, kupiłam karnet na siłownie. Waga stała. I nagle zaczęły się inne problemy: problemy z zębami, wylewy do gałki ocznej, ciągle bolące stawy, senność, chroniczne zmęczenie, zimne poty, biegunki, wzdęcia ( które trwają już ROK!). Szersza diagnostyka wskazała na niedoczynność tarczycy. Leki ( + leki na depresję od 1,5 roku). I teraz nasuwa się pytanie. Mam 22 lata i takie rzeczy się dzieją w organizmie? Najpierw tarczyca, depresja? Ale co będzie dalej nadciśnienie? Cholesterol?
    Być może to wszystko nie jest spowodowane moją wagą (obecnie BMI 29,2), ale ja coraz częściej czuje że gdybym nie przytyła wtedy to nie chorowałabym teraz.

    1. Monika Ciesielska

      Tutaj kolejność mogła być odwrotna – nieleczona niedoczynność tarczycy sprzyjała nabraniu dodatkowych kilogramów, a hormonalne wariacje wpłynęły na inne aspekty zdrowia. Choć równie prawdopodobna jest zależność nadwaga -> konsekwencje zdrowotne. Wierzę, że jeśli podejmiesz decyzje to z 29,2 zrobi się 25, poczujesz się lepiej i zainwestujesz w ten sposób w swoją przyszłość :).

      Muszę dodać: BMI nie jest najlepszym możliwym wskaźnikiem, ale jest popularny w statystyce, bo umożliwia ujednolicenie obserwacji. Ale np. kulturysta zgodnie z wskaźnikiem BMI ma zagrożenie cukrzycą, bo przecież czasami mają BMI nawet powżej 30 🙂

      1. Kasia Gdańsk

        tak tak, też uważam że nie należy się sugerować samym BMI, ale ogóle badania ciała wyszły mi mega złe ;<
        Podjęłam decyzję we wakacje wracam na wieś i doprowadzam się do porządku ( mam nadzieję że tym razem się uda).

          1. Kasia Gdańsk

            hoho czego ja nie próbowałam?:D ale dzięki :*

  61. Koneserka Czekolady

    Bardzo dobry tekst. Też nie rozumiem, skąd bierze się ta społeczna nagonka na osoby, które wyglądają inaczej. Choć nie. Rozumiem to jako przyszły socjolog. Atakujemy osoby, które nie wpasowują się powszechnego modelu, skazując je na wykluczenie społeczne. No i niestety najczęściej “dostaje się” osobom otyłym, bo one rzucają się najbardziej w oczy. Zgadzam się z Tobą, jeżeli ktoś się czuje dobrze w swoim ciele – świetnie. Popieram, ale niech się regularnie bada. I zalecam to każdemu. 🙂

  62. Monika Gagat

    Super tekst! 🙂
    Moim zdaniem kilka lat temu faktycznie było tak, że ludzie otyli byli wytykani i traktowani jak gorsi gatunek. Teraz każdy przyzwyczaił się do tego widoku, poszłabym z tym stwierdzeniem o krok dalej – zaczęto gloryfikować otyłość a osoby otyłe zaczęły wmawiać sobie i innym, że bycie grubym nie jest złe, że świetnie się czują. Tak jak wspominałaś w pierwszych akapitach – to zwyczajne kłamstwo. Moim zdaniem zamiast pracować nad psychiką i wmawianiem sobie kłamstw, warto popracować nad swoim ciałem i lepszą figurą 🙂

    To prawda – zdrowe produkty za granicą są o wiele droższe. Pamiętam jak byłam w Wielkiej Brytanii za 5 euro kupowałam bajgla z serkiem śmietankowym i łososiem, podczas gdy za taką cenę miałabym cały posiłek w McDonaldzie. Podobnie na przykład z owocami itd. 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Albo też zmienić myślenie: nie dążyć do lepszej sylwetki, a poprawy sprawności i stanu zdrowia. Jak dobrych wyników by ktoś nie miał to statystyki są bezlitosne – tycie skraca życie.

      1. bbb

        Ja borykam się z problemem otyłości od okresu dojrzewania.
        Jedno jeszcze dodam, że nie dość ,że aluzje, uwagi o wyglądzie podcinają skrzydła, to ciągłe krytykowanie, oczekiwanie ode mnie niemożliwego, powoduje nie tylko niską samoocenę, złość, nie pomaga w podejmowaniu walki o swoje zdrowie. Wręcz przeciwnie mam dość i się poddaję, załamuję. Na szczęście znowu podejmuję walkę z sobą, nawykami, aż nie usłyszę,że to kalectwo albo “no nie jest taka gruba jak Ty…ale….” Rodzina – najbliżsi powinni być wsparciem, a najczęściej w niczym nie pomogą, a dobijają. Kto choć raz podejmował walkę z kilogramami, wie jaki to ciężki proces. Cieszę się,że przeczytałam te słowa,że nikt nikomu nie daje prawa do obrażania innych, czy to z powodu otyłości, czy pryszczy na twarzy itd…dajcie żyć innym. To ich życie. Muszą sobie radzić z nim, lepiej lub gorzej.
        Dziękuję za ten artykuł.

        1. Monika Ciesielska

          Cieszę się, że ten artykuł poztywnie na Ciebie wpłynął. Jakkolwiek banalnie to nie brzmi – jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu, rób to wyłącznie dla sibeie. Nawet nie chwal się nikomu, że po raz kolejny podejmujesz próbę. Niech to będzie wynik Twojej bardzo świadomej decyzji: zależy Ci na sobie, kochasz siebie i w trosce o siebie i swoją przyszłość, zmieniasz coś w swoim życiu. Najpierw delikatnie, bez wielkich rewolucji – odstaw jeden, drugi, trzeci szkodliwy produkt, zacznij wstawać 20 minut wcześniej, żeby przejść 2 przystanki na piechotę a tylko 3 przejechać autobusem, może zapisz się na basen? Zmień perspektywę: nie odchudzasz się za karę, bo wypada, bo trzeba. Zmieniasz swoje nawyki żywieniowe, wprowadzasz nową aktywność fizyczną do życia, bo ZALEŻY CI NA SOBIE. Wygląd będzie skutkiem ubocznym.

          Miłym, bo miłym, ale nie może być celem samym w sobie :). Trzymam za Ciebie kciuki, życzę odwagi do podjęcia ostatecznej decyzji i wytrwałości w dążeniu do celu. na pewno dasz radę!

  63. Dominika Cyp

    Tekst świetny, jednak nie uważam otyłości za coś z czym powinno się żyć i akceptowanie tego to jak palenie papierosów przy raku płuc. Naprawdę jest mało, dosłownie kilka chorób, które całkowicie nie pozwalają schudnąć. Sporo utrudnia, fakt. Niemniej w większości przypadków wynika to z zaniedbania i lenistwa, co jest niesamowicie przykre… Przykre jest też, że mamy prawo do wyglądania jak nam się podoba i każdy kto ma z tym problem powinien puknąć się w czoło 😉

  64. Ewa

    Mnie jeszcze jedna rzecz irytuje: grzecznościowe zaprzeczanie. Mam nadwagę- jakieś 20 kg albo i więcej, czuję się coraz gorzej. Jestem wysoka, więc wizualnie ta moja waga jakoś tam się rozciąga. Usiłuje z tym walczyć, ale mi nie wychodzi. W rozmowach ze znajomymi najbardziej irytujące jest: ” ty wcale nie jesteś gruba, no coś ty!” To jest demotywator. Szczupli niech nie wysmiewajæ grubych, zgadzam się, ale niech też nie zaprzeczają z ” grzeczności” czy z innych powodów. Sam artykuł – mistrzostwo, jeszcze się z takim ” ugryzieniem tematu nie spotkałam.

  65. patibloguje

    Takie teksty są bardzo potrzebne. Zawsze podziwiam, ile pracy wkładasz w każdy swój artykuł na blogu! Dopracowany każdy szczegół i masa informacji.

  66. aniamaluje

    Byłam ostatnio świadkiem dziwnej sytuacji. Pociąg bezprzedziałowy nowego typu. Bardzo (BARDZO) otyły młody chłopak zajmował teoretycznie jedno swoje miejsce, ale praktycznie wylewał się na połowę (sic) drugiego i kawałek przejścia. Od poczatku były problemy, bo syczeli ze zdenerwowania Ci, którzy chcieli przejść z walizka przez przejście a sie nie mieścili. Ale czara goryczy przelała sie wtedy, gdy wsiadł pasażerem z miejscówką na miejsce obok tego chłopaka. Nie mógł się zmieścić i zażądał od konduktora rozwiązania sprawy (kupił miejsce, nie mógł usiąść). Pociąg wypełniony po brzegi.
    Wkurzony pasażer mówił, że ma astmę i nie po to kupował miejsce, by teraz stać.

    Ok, to był pociąg, a co w samolocie? Konduktor poszedł się naradzić i zaproponował miejsce w przedziale (czy jakiejś tam części) dla konduktorów, a otyłemu kazał na przyszłość kupić bilet na tyle miejsc ile zajmuje.

    Ok, to pociąg, a co w samolocie?
    Nie wiem jak zachowałabym się w takiej sytuacji. W duchu byłam po stronie astmatyka….

    1. Ania

      Całkiem niedawno miałam podobną sytuację. Siedziałam w tramwaju, przy oknie, obok było wolne miejsce. I to wolne miejsce zajął otyły facet. Siadając wgniótł mnie tak w okno, że ledwo mogłam oddychać. Nie życzę nikomu podobnego doświadczenia…

      1. Monika Ciesielska

        W takiej sytuacji można chyba mówić wręcz o dyskryminacji szczuplejszego 😉 – rezygnujesz ze swojego komfortu na rzecz innej osoby, która wcale nie pyta Cię o zdanie, podejmuje decyzje za Ciebie i nie bierze pod uwagę Twoich potrzeb i oczekiwań.

        Niestety, problem istnieje i nie wiem jak można byłoby go rozwiązać tak, żeby zachować poprawność polityczną, a jednocześnie zrobić to skutecznie.

    2. Monika Ciesielska

      Zgadzam się z konduktorem – jesli zajmujesz dwa miejsca, wykupuj dwa miejsca. To nie jest wyraz nietolerancji, a czysty pragmatyzm. Rozumiem niezadowolenie współpodróżujących, a chłopaka z miejscówką tym bardziej.

      Co do samolotów – RyanAir miał kiedyś taki pomysł by waga powyżej 130 kg u męzczyzn i 100 u kobiet byla równoznaczna z koniecznością wykupu dwóch miejsc. To dość brutalne, ale skoro ja musiałabym dopłacić do bagażu, bo walizka waży o 500 g więcej niż powinna…

      1. Thorx

        Akurat plotka to z wykupywaniem dwóch miejsc to była tylko zagrywka taktyczna menadżera linii i nigdy ten pomysł nie miał być realizowany, bo w fotelu spokojnie mieście się osoba ważąca nawet 150kg 😛

  67. Alexandra

    Myślę, że to życie swoim życiem. O ile ktoś nie wykorzystuje takich osób by nagadały kłamstw przed kamerami proponując im za to zapłatę, tak jak wspominasz podobną sytuację na początku. Ktoś mógłby dopuścić Cię do głosu w telewizjii i puszczać w godzinach szczyti na antenie. Dobrze mówisz z tym nie wbijaniem szpilek i badaniu się przez osoby otyłe.

  68. Agnieszka

    Pół roku temu w wieku 28 lat przytyłam 12kg od implantu antykoncepcyjnego. Zawsze miałam kształt gruszki i byłam z tego dumna. Aż do 3 miesiąca implantu w ręce kiedy zaczęłam tyć. Lekarz mówił że to chwilowe…że przejdzie…zaczął skakać mi cukier i nie mogłam żyć bez czegoś słodkiego. Zaczęły się problemy z tarczycą….Wyciągnełam to świństwo z ręki 4 miesiące temu i walczę….walczę z tłuszczem na brzuchu i na rękach oraz z drugim podbródkiem. Bo lekarz nie raczył mnie poinformować o tym że ten cholerny implant działa w organizmie jak MENOPAUZA!!! Zawsze byłam normalna nie za chuda nie za gruba sport uprawiałam czaem jak miałam ochote. Po tych 12 kg zrozumiałam że 74 kg są barierą do życia dla atrakcyjnej dziewczyny. Pilnuję wszystkiego co jem. Chodzę regularnie na spinning. Pije dużo biore witaminki. I…..waga nie chce spaść. NIE JEST SIĘ SZCZEŚLIWYM BĘDĄC GRUBYM:(

  69. Agnieszka Czerwińska

    To moze i ja dolacze sie do dyskusji, bo chyba moj przyklad zostal tutaj podany. Przede wszystkim nigdy, przenigdy nie pozwole powiedziec zlego slowa o osobach borykajacych sie z otyloscia. To raz. Pomagam im i nie biore za to ani grosza. Nie mowie, ze musza. Zglaszaja sie do mnie o pomoc – bo chca. To nie sa ludzie zdeterminowani przez to co lansuja media, ale przez stan swojego zdrowia. Ja rowniez nigdy nie patrzylam na to co ktos odgornie ode mnie oczekuje. Schudlam bo obiecalam to swojej umierajacej w konsekwencji otylosci mamie. Schudlam bo sama zaczelam chorowac.
    A dlaczego jestem szczesliwsza? Bo moge robic to o czym zawsze marzylam – biegac, skakac, chodzic po gorach, czynnie zyc. Moja otylosc ograniczala mnie. Pomimo kochajacych mnie bliskich i szczescia, ja nie bylam tak subiektywnie szczesliwa. Tak osobiscie i bardzo intymnie.
    Pisza do mnie tysiace kobiet, ktore przezywaja dokladnie to samo co ja kiedys. Olewaja kanony i media, one chca tego wylacznie dla siebie. Nikogo nie pietnuje za to, ze jest otyly. Chce tylko pokazac, ze otylosc zaczyna sie w glowie i kiedy zrozumiemy to, ze to w glowie mamy blokady- wtedy dopiero sie uda. Czy to cos zlego, ze daje ludziom motywacje? Czy kiedykolwiek obrazalam albo ponizalam kogokolwiek z tytulu takiej choroby? Nie!
    Nie laczcie prosze checi bycia szczuplejsza z moda na to. Kazdy kto jest swiadomy swoich wad i zalet, zrobi to tylko i wylacznie dla siebie i dla swojego zdrowia a nie dla jakiejs mody.
    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka Czerwinska

    1. Monika Ciesielska

      Pani Agnieszko, mylnie odczytała Pani moje intencje. Nie opisywałam tej sytuacji, by dać komunikat “ta kobieta postąpiła źle” – raczej po to, że nie każde wyznanie “jestem gruba i szczęśliwa”, jest szczere.

      Pani przykład pokazuje, że wszystko jest możliwe – u Pani podjęcie decyzji o schudnięciu było jeszcze trudniejsze niż u osoby niepublicznej. W końcu niejedna osoba była zaskoczona tą decyzją i zmianą frontu.

      Bardzo pochwalam Pani decyzję – zrzucajac kilogramy wyszła Pani z choroby! Słusznie zauważa Pani, by nie łączyć chęci schudnięcia z modą – to zawsze powinna być świadoma decyzja, podjęta w odpowiedzi na indywidualne przemyślenia.

      Jeszcze raz wyraźnie podkreślę – szanuję to, co Pani zrobiła i cieszę się, ze o swojej decyzji mówi Pani głośno: może dzięki Pani więcej osób wyjdzie z choroby! Wierzę, że teraz robi Pani coś znacznie lepszego dla swoich obserwatorów i cieszę się, że sprawy przyjęły taki obrót.

      Przepraszam, jeśli poczuła się Pani urażona – nie było to moim zamiarem, co mam nadzieję, wyjaśniłam odpowiadając na Pani komentarz.

      1. Agnieszka Czerwińska

        Ja sie absolutnie nie czuje urazona, tylko czesto jestem zle rozumiana w tym co przekazuje. Wywiady, tudziez tak zadawane mi pytania przez dziennikarzy stawiaja mnie w swietle jako osobe, ktora wbija szpile lub dyskryminuje. Moje zdanie jest takie: mozna byc szczesliwym bedac otylym majac kochajacych bliskich, realizujac sie w swoich pasjach, marzeniach itp. Aczkolwiek nie wierze w to, ze fakt posiadania np 60 nadprogramowych kilogramow daje szczescie. Nie wierze w radosc i totalnie beztroskie podejscie do tego. Z takiego faktu moga byc zadowoleni wylacznie wypasacze. Nie znam nikogo kto szczerze mowi, ze kocha swoja otylosc i jest z tego tytulu szczesliwy. Natomiast mam wrazenie, ze niestety jest wiele takich osob, ktore wlasnie przez takie zaklamywanie swiata probuja zagluszyc jak strasznie doskwiera im ten problem.

  70. Milena

    Czytam ten tekst i w pełni zgadzam się z autorką. Osoby szczupłe potrafią wbić taką szpilę taką, że człowiekowi odechciewa się wszystkiego. Zacznę od początku. Zawsze byłam osobą wysportowaną, trenowałam koszykówkę. Owszem jako dziecko miałam kłopoty z wagą jednak w czasie dojrzewania szybko sobie z tym poradziłam. Nosiłam rozmiar 36/38 i byłam szczęśliwą nastolatką. Z czasem przestałam trenować i przybierać na wadzę. Myślałam, że to przez brak ruchu. Jednak w ostatnich dwóch latach z rozmiaru 36/38 zaczęłam nosić 42/44. Dla mnie to był cios, im bardziej tyłam, tym bardziej się załamywałam. Żadne diety nie pomagał W końcu straciłam miesiączkę i poszłam do lekarza. Okazało się, że choruję na zespół policystycznych jajników. Dostałam skierowanie do endokrynologa i tutaj wyszło, że mam nadczynność tarczycy i to poważnie przekraczającą normę. Zaczełam się leczyć i zapisałam na fitness. Wagę tracę opornie jednak się nie poddaję , Dalej noszę rozmiar 42/44. Problemów z ciśnieniem, cukrzycą, cholesterolem nie mam. Dzisiaj straciłam jednak wszelką motywacją, a wszystko przez szczuplutką wykładowczynię.
    Dzisiaj pisząc egzamin, wykładowczyni patrząc na mnie powiedziała, że mi kartek do rozdania innym nie da, żebym nie męczyła się bo jestem w ciąży. Pokiwałam przecząco głową, żeby nie robić sensacji . Ona podeszła do mnie i przy całej sali, to jest pani w ciąży czy nie. Odpowiedziałam, że nie, a cała sala w śmiech. Upokorzenie przy setkach studentów. Wprawdzie niektóre osoby podeszły do mnie i powiedziały, że to chamskie i mam się nie przejmować. Jednak ja przecież nie bd obwieszczała całemu światu, że to choroba i z tym walczę. Dobiło mnie to strasznie, siedzę w domu i płaczę. Nie podobam się sobie, ale robię wszystko by się zmienić. Nie każda osoba przy kości i otyła siedzi w domu i zajada swoje smutki. Wiele osób niestety tego nie rozumie i potrafi tylko krytykować lub uszczypnąć tak, że będzie boleć bardzo długo.

    1. Weronika

      Boże, jaki ciemnogród… Ja także zaczęłam tyć z rozmiaru 38 do 44, kiedy przestałam pracować. Myślałam, że to brak ruchu, a tu wyszła niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Poza tym moi rodzice oboje otyli. I na co dzień także borykam się z brakiem motywacji i niechęcią do pokazywania się ludziom (choć przecież rozmiar 44 to jeszcze nie koniec świata), no ale cały sęk tkwi w tym, że mój mąż i cała jego rodzina jest szczuplutka i nie ma takich problemów i ja raz po raz słyszę teksty odnoszące się do mojego wyglądu, mój mąż jeszcze przed ślubem usłyszał pytanie, czy rzeczywiście chce mnie za żonę, bo przecież ja przez całe życie będę TAKA. I jak jego rodzinę szanuję, to wstydzę się jeść przy nich czy nawet usiąść, żeby nie było widać różnicy… Także rozumiem Cię i wiem, co czujesz, ale pamiętaj, że to wina stereotypów, a my jesteśmy od tego, żeby je obalać!

      1. Milena

        Dziękuję. Trochę mi to pomogło. Wiem, że nie jestem z tym sama. Niebawem idę na usg tarczycy i kontrolę. Zobaczymy czy coś uległo poprawie

        1. Weronika

          Nie jesteś i coraz więcej osób z podobnymi problemami zaczyna się ujawniać i opowiadać publicznie swoje historie – i to nie dlatego, aby zatuszować swój brak szczęścia, ale żeby ludzie dowiedzieli się prawdy o otyłości i z tym związanych problemach zdrowotnych.

    2. Monika Ciesielska

      Rozumiem w 100%, że ta sytuacja Cie zabolala – absolutnie nie powinna mieć miejsca, a pokazuje jedynie, ze wykształcenie niekoniecznie idzie w parze z klasą i taktem. Nie pozwól, by takie osoby wpłynęły negatywnie na Twoje plany – nie zmieniaj założeń, nie ucinaj więcej kalorii, nie dokładaj treningó. Rób swoje, rób to powoli – nie rób tego dla nich, nie rób tego nawet na złośc komukolwiek! Robisz to dla siebie, dla dobrego samopoczucia.

      Pamiętaj, żeby cieszyć się nawet z tego, że odbyłaś trening. Że kolejny dzień udało Ci się tak skomponować posiłki, że nie odczułaś braku słodyczy. W procesie odchudzania droga jest równie ważna, co cel :).

      Jestem przekonana, że świetnie sobie poradzisz! Możesz być z siebie dumna, bo nie zrzucasz winy na okoliczności i los – wbrew wszystkiemu starasz się temu przeciwdziałać. Rób swoje mała i czekaj na efekty – przyjdą :).

    3. Weronika

      Tylko się przypadkiem nie poddawaj przez jakąś zołzę!
      Lej na nią ciepłym moczem! Jesteś dzielna, walczysz o zdrowie i dasz radę – potrzebujesz tylko trzymania się zaleceń lekarza i czasu. Niestety trochę więcej czasu 🙂

      1. Milena

        Dzięki. Jutro poniedziałek i kolejny dzień treningu, z którego bardzo się cieszę. Na szczęście studiuje zaocznie i zostały mi tylko egzaminy więc nie będę musiała patrzeć na te głupie uśmieszki osób. Jakoś dam radę i przetrwam.

          1. Milena

            Dziękuję. To wiele dla mnie znaczy i bloga na pewno będę odwiedzać. Bardzo mi pomogłyście.

  71. Monia :)

    Super tekst w końcu ktoś napisał mądrze o otyłości i akceptacji samego siebie. Bo nie dobrze sie robi słuchając bądź czytając artykuły napisane przez nasze super-fit gwiazdy które tak się chwalą ile to one nie schudły w tydzień, dwa czy w miesiąc. Nie wspominając już o tych terapiach i mnóstwie leków promowanych w internecie i telewizji przez które juz wiele osób walczących z wagą wyladowało w szpitalu w jeszcze gorszym stanie niz przed rozpoczęciem terapii. Jestem osobą z nadprogramowymi kilogramami na które zapracowałam tylko i wyłącznie sama, chodź tez mogłabym zwalić na geny. Od jakiegoś czasu zabrałam się za siebie ot tak zdecydowałam że mam taką potrzebę zmiany w sobie. Znajomi pytają jaką znaną diete zastosowała, a ja że żadnej po prostu zmieniłam co nie co w swoim życiu. Zmieniłam sposób odżywiania, nadal jem to co lubię ale z głową, więcej się ruszam i myślę że są efekty – 11 kg w 2,5 miesiąca, pewnie nie jedna gwiazda by powiedziała “co to jest ja schudłam 30 kg w miesiąc”, ale dla mnie to jest sukces, nie planuje zostać anorektyczka bo uważam że kobieta powinna miec na czym usiąść i czym oddychać, ale ważne żeby to była zdrowa waga i ja do niej dążę z uśmiechem na twarzy.

    1. Monika Ciesielska

      Twój wynik jest super! To taka utrata kilogramów, która pozwala sądzić, że za parę miesięcy nadal będziesz mogła się nią cieszyć. Te, które 30 kg chudną w miesiąc obciązają organizm, ryzykują zdrowie, a przede wszystkim skazują się na efekt jojo.

  72. n.

    Ludzie krzyczą, że to promowanie otyłości. Wg mnie, gdyby nie te szpile wbijane osobom z nadwagą czy otyłością, nikt by o tym nie mówił. Bo nie byłoby ku temu powodu. To nie jest chwalenie się, że “jestem szczęśliwa, bo jestem gruba i przez to jestem super”, tylko raczej dawanie społeczeństwu do zrozumienia, by dać takim osobom żyć tak, jak tego chcą. 🙂 Trochę zazdroszczę takim osobom samoakceptacji. Ja nie jestem otyła, ale całe życie byłam gruba, czułam się gruba i nie akceptowałam siebie. Aktualnie moje BMI to 25,6. I aktualnie walczę z własnym lenistwem i staram się więcej ruszać i jeść zdrowiej i mniej. 😉
    Ale generalnie nigdy nie akceptowalam siebie. Aż poznałam pewnego faceta. Chłopaka w sumie, bo wtedy mieliśmy po 15-16 lat. Dzięki niemu miałam poczucie, że też mogę być kochana, podobać się. On potrafił mnie zaakceptować taką jaka jestem, więc i mi było łatwiej. Z tym, że potem się na nim porządnie przejechałam. Można powiedzieć, że była w to ‘zaangażowana’ też pewna dziewczyna – szczupła, ładna, no wręcz idealna. Jego zdrada nie miała nic wspólnego z moją wagą czy wyglądem, ale skutecznie podcięła mi skrzydła (mimo wszystko mu wybaczyłam). Trudno mi patrzeć w lustro bez porównywania się z nią, czuję się gorsza pod każdym względem, i niewystarczająco dobra. Łapię się często na tym, że próbuję być kimś, kim nie jestem, być jak ona. Nie tylko jeśli chodzi o wagę. Trudno mi znów siebie zaakceptować. Dlatego jeśli ktoś jest otyły czy ma nadwagę i mimo to naprawdę akceptuje siebie to szczerze zazdroszczę i podziwiam. 🙂

    1. Mi

      Bardzo Ci współczuję i dobrze Cię rozumiem ja jestem już po cztardziestce moja waga zawsze skakala od 50 kg do 90 kg po ciazach . Do tej pory moja waga to jedna wielka udręką. Ciekawe czy jest w stanie ktoś to zrozumieć kto tego nie przechodził. Akceptacja siebie chyba jest nie możliwa jeżeli w życiu została już nadwyrezona. A najbardziej wkurzaja mnie takie artykuły jak ten, niby super napisany, tolerancyjny pokazuje problem z wszystkich stron a tak naprawdę to autirka tego artykułu sama sobie przeczy. Przecież wcześniej zacytował osobę otyłą, która przyplacilaby życie przez odchudzanie ale na autorce niniejszego artykułu w ogóle mię zrobiło to wrażeniemia co za totalny brak empatii i wyrozumiałości. Chcę tylko powiedzieć są ludzie różni mali i duźi grubi i chudzi mądrzy i głupi a Autorka niniejszego artykułu należy raczej do tych drugich. A Ty pewnie znajdziesz kogoś kto Cię doceni i wcale nie musi to być wygląd 🙂

  73. Niejestlatwo

    Jestem przeciwko otylosci, nikt przy zdrowych zmyslach nie chce byc gruby. Wiekszosc z tych szczesliwych zaakceptowalo swoj stan lub udaje. To tak jak z palaczem, wielu twierdzi ze lubi palic, ale kazdy zgodnie przyzna, ze chcialby rzucic i palenie jest glupie i tyle. Wiem, ze nielatwo jest schudnac. Nigdy nie bylam gruba, jestem aktywna, ale zdarzyl sie kiedys taki czas gdy zaczelo mnue byc wiecej. Pracuje 10-12 godzin, znalazlam czas na silownie – nawet zakupilam treningi u trenera personalnego, mialam ustalona diete. Trenowalam ciezko, nie widzialam rezultatow wiec sie frustrowalam. Stracilam nadzieje, pamietam jak wracalam i plkalam. Przeciez robie wszystko i co? W koncu zrobilam badania i okazalo sie ze chodzi o nietolerancje glutenu, a dokladniej nadwrazliwosc. Po roku wrocilam do swojej wagi. Teraz nawet jem normalnie. Jest ok.
    Ale nie pisze tego by twierdzic, ze zawsze sa jakies podloza medyczne. Czasem jestesmy otyli na wlasne zyczenie. Ale po tym okresie frustracji wiem jak ciezko jest schudnac. Wiem, jakie emocje to budzi. Wiec jak widzicie kogos grubego – zamknijcie sie, nie wytykajcie, i zwyczajnie kibicujcie jesli widzicie grubcia ktory biegnie. To nie jest latwe. Potrzebne jest wsparcie i brak krytyki. Promocji otylosci mowie nie, ale nie podcinajcie tez skrzydel.

  74. Jola

    Bardzo mądry artykuł. Podpisuję się obiema rękoma. W tym w czym mamy wybór i możliwość zmiany RÓBMY TO. Ja np. muszę zaakceptować swój wysoki wzrost, chociaż otoczenie nie pozwala mi o nim zapomnieć. Nie mogę tego zmienić, jedynie nie noszę szpilek. Natomiast źle się czuję ze zbędnymi kilogramami, ale najważniejsze jest dla mnie zdrowie i dobre samopoczucie. Dlatego nie pozwalam sobie na nadmiary kilogramów. Mój zmysł estetyczny jest wyczulony, nie wymaga oglądania wyrzeźbionego ciała (chociaż jest bardzo ładne), ale “duże” wcale nie jest piękne. Dlatego mówię NIE złym nawykom, przyzwyczajeniom, zaniedbaniom i osobom, które chcą nam wmówić, że nic się nie da zrobić.

  75. anetteheyho

    Strasznie podoba mi się Twój przekaz, bo zdrowie jest najważniejsze! Nie lubię osób które starają się poczuć lepiej tym że powiedzą komuś (albo pokażą mową ciała, bo niektórzy są ‘zbyt kulturalni’ żeby swoje chamstwo wokalizować) że jest gruby i powinien nie jeść.

    Polecam jeszcze książkę ‘The Shape We’re In’ bo opisuje problem otyłości, pisałam o niej na blogu i uważam że to jedna z lepszych z literatury na temat kwestii otyłości na świecie, a czytam na ten temat dużo.

    1. Monika Ciesielska

      Kupuję na Kindle i czytam od przyszłego tygodnia! Bardzo dziękuję za polecenie, zaintrygowałaś mnie :). Cieszę się, że tekst Ci się podoba i że bije z niego jasny przekaz. Przyznam, że trochę bałam się tego, jak może zostać odebrany. Na szczęście niepotrzebnie 🙂

  76. Siri

    Nie mam zdania na ten temat tak samo jak nie mam w kwestii tego czy po świecie powinny chodzić blondynki czy brunetki. Ludzie są tacy i tacy, każdy ma prawo żyć tak samo. Ale denerwuje mnie gadka o promowaniu otyłości. Czy to że ktoś gruby pojawi się w miejscu publicznym oznacza, że promuje otyłość? A to że ktoś ze złamaną nogą wrzuci zdjęcie na fejsa oznacza że promuje kontuzje? A ktoś z łysą głową promuje łysinę? Łapiecie klucz. Uwagi odnośnie czyjegoś ciała powinny wynikać z dobrych intencji i być przekazywane w delikatny sposób. Bardzo delikatny wręcz. Zwracanie uwagi na czyjąś tuszę, tym bardziej kobiet, jest ciężkie dla ich psychiki, dlatego jeśli wskażesz kogoś palcem, wyśmiejesz, zrobisz złośliwość nie licz na poprawę. Nie licz, że ta osoba weźmie radę do serca i zacznie biegać, wyzruci syfiaste żarcie i zacznie walczyć z wagą. Nie. Ona zamknie się w sobie jeszcze bardziej, zje jeszcze więcej i będzie przybita tym, że dla ciebie ważniejsza jest to jak wygląda niż to co ma do powiedzenia. Nie mówiąc o tym, że niezbyt wierzę, że ktoś kto wyśmiewa grubą osobę naprawde martwi się jej zdrowiem. Zazwyczaj jest to bycie złamanym kutasem, którego jara poniżanie innych. Wszystko zaczyna się w głowie, owszem. W głowie musimy rozpracować czy zależy nam na zdrowiu czy na wyglądzie, a druga strona w głowie musi rozkminić czy na pewno to co chce powiedzieć wynika z chęci pomocy czy zwykłego chamstwa. Bo jeśli to pierwsze, to na pewno znajdzie sposób, by nie dać odczuć drugiej stronie, że jest gorsza.

  77. Paula | rudej blog

    Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć… Nie mam konkretnego stanowiska w kwestii otyłości. Nie jestem z tych, co to szepczą i naśmiewają się, ale nie podobają mi się otyli ludzie – współczuje im. Choć wiem jak to ich WKURZA więc nie okazuje tego. Sama jestem przeciętna – mam celulit na udach i boczki ale radzie sibie z tym. I sadze tylko tyle, że każdy ma prawo wyglądać jak chce z tym że jeśli chce schudnąc to naszym zadaniem jest pomagać a nie utrudniać. 🙂

    Duuużo ciekawych faktów na temat otyłości. Naprawdę co dziesiąte dziecko?? Boże drogi… To okropne. Dzieciaki nie mogą same o sobie decydować więc to przytłaczające.

    1. Monika Ciesielska

      Ostatnio trafiłam na prognozy na rok 2040 – jeśli nic się nie zmieni to… Będzie więcej osób z nadwagą niż bez. Wierz mi, nie musiałam wybierać tylko tych punktów, które przerażają najbardziej – perspektywa przyszłości jest tragiczna i otyłych będzie tylko przybywać (jeśli nie zostaną wdrożone skuteczne programy przeciwdziałające szerzeniu się epidemii).

  78. Basia

    https://www.youtube.com/watch?v=vQzbiQyjvTk
    Dla mnie otyłość ( czyli kobieta mająca 170cm waży 100 kg) jest formą uzależnienia. Uzależnienie od alkoholu, narkotyków,leków, hazardu, otyłośći wynika z problemów emocjonalnych.Psychika ludzka jest bardzo ważna.Dla kazdego z nas problem może stanowić co innego i nie trzeba pochodzić z rodzinypatalogicznej,czy tez mieć 40 lat,żeby wejsc w nałóg.Podam Panstwu łatwy przykład jak ,, działa psychika ludzka”: Jedna kobieta gubi przed świętami powiedzmy 300 zł, potrafiła sobie wytłumaczyć no tak musiało byc,może ktoś biedniejszy, bardziej potrzebujący znalzł 300 zł.Druga kobieta gubiąc 300 zł, przypaliła placek świąteczny, przesoliła potrawy swiąteczne bo tak się skupiła na swoim nie szczęściu . Dla trzeciej kobiety był to taki problem,że nie radziła sobie z emocjami i musiała np: zjeść tort,chipsy, czekolade, i kubełek skrzydelek z KFC no po prostu musiała się być obżarta.Polecam do filmik

  79. Madzia

    ja spaslam sie po 3 ciazy – nie, nie w ciazy a PO -.- po porodzie nosilam rozmiar 14 – bylam zalamana bo wczesniej mialam rozmiar 10-12, ale wiadomo – ciaza swoje robi, wiec rozmiar 14 byl rozmiarami 12-14, z naciskiem na luzniejsze opasanie brzuszka wybieralam ten wiekszy. Teraz jestem 9 miesiecy po porodzie i nosze rozmiar 18-20 i nawet nie mam pojecia jak to mozliwe. Nie bede klamala ze cwiczylam rzetelnie, duzo sie ruszalam i jadlam sama salate. Jadam fast foody, smazone na glebokim oleju, ruszam sie srednio. Problem w tym ze moja dieta wygladala tak zawsze, ruszalam sie tak zawsze i nigdy nie bylo tak zle. Jestem otyla i nieszczesliwa 🙁

  80. Strzałeczka

    Nie mam nic przeciwko osobom zdrowym z lekką nadwagą i lekkim tłuszczem. Przeciwko osobom otyłym tez nie, lecz jestem przeciwna promowania tego- akceptacja jest ok, ale otyłość jest choroba, to tal jakby promować anoreksję. Ludzie powinni byc tego świadomi, wiecej sie ruszać i jeść zdrowo nie dla opinii innych, tylko dla siebie, swojego zdrowia i długości zycia.

  81. ania

    Jest dużo innych chorób i zachowań prowadzących do chorób, jak np. alkoholizm, nikotynizm itp., ale jakoś nikt nie zwraca uwagi osobie palącej na ulicy w kontekście troski o jej zdrowie, jeśli już to w przypadku kiedy dym przeszkadza nam lub naszym dzieciom, a to czy dany pani/pani sobie pali i dym na nikogo innego nie leci, zostawiamy jego sumieniu, nikt go nie poucza i nie oburza się na jego widok, “bo to takie niezdrowe, rakotwórcze i nie możemy patrzeć jak ktoś tak rujnuje sobie zdrowie”. Nie oburzamy się na palących czy pijących, bo guzik nas obchodzi zdrowie i życie jakiejś anonimowej, obcej osoby i nie widzę powodu dla którego miałoby być inaczej w przypadku osób otyłych. Tak samo nie obchodzi nikogo ich zdrowie i życie, zwracamy na nich uwagę z czystej złośliwości, bo swoim wyglądem rzucają się w oczy i aż nas korci, żeby pomoralizować, pouczać, czy po prostu chamsko wyśmiewać. Troska o czyjeś zdrowie to fałszywa wymówka dla ludzkiej złośliwości. To każdego sprawa jak wygląda i śmieszą mnie argumenty typu, że później z naszych ubezpieczeń taka osoba jest leczona. A co z alkoholikami, uzależnionymi od papierosów, narkotyków i innych? Kto chodzi za takimi osobami i mówi im, żeby przestały, bo nie zamierza płacić ze swojego ubezpieczenia ich leczenia? Takie podejście to zwykła bezczelność, nic więcej, naprawdę. A co do prowadzenia blogów o modzie przez otyłe modelki itd. – nie jest powiedziane, że żadna z nich nie chciałaby być szczupła, ale zrzucanie takiej wagi powinno trwać kilka lat, jeśli ma być trwałe. W tym czasie taka osoba też ma prawo do życia, nie musi z nim czekać aż osiągnie powszechnie akceptowalną wagę. I jeśli taka dziewczyna interesuje się modą i np. wyszukuje sklepy czy marki, które maja ciuchy na nią, to dlaczego nie ma się tym pochwalić, żeby inne otyłe dziewczyny też mogły wyglądać fajnie, nie ważne czy w trakcie dochodzenia do mniejszej wagi, czy może nie uda im sie schudnąć nigdy, i co, tez chcą fajnie wyglądać, to nie jest zabronione. Kiedys otyłe osoby siedziały ze wstydu w domu i sie mówiło, że “ooo, siedzi taka tylko w domu”, jak zaczęli wychodzić na ulice, jeździc pociągami i normalnie żyć, to sie je wytyka palcami i najwidoczniej wiekszość ludzi chciałaby, żeby nie wychodzi z domu, nosili worki pokutne i nie pokazywali sie “normalnym” ludziom na oczy. A ja mówię, że to jest każdego sprawa jak wygląda, nawet jesli ida za tym konsekwencje zdrowotne, tylko że nie sądzę, żeby krytykującym tak naprawdę o nie chodziło.

  82. Klaudia Wojnarowicz

    I tu przypomina mi się coraz bardziej kontrowersyjny dobór zdjęć wrzucanych przez pewien portal/grupę na FB, reklamy robić nie będę – chodzi o adorację kobiecych krągłości. Nie wiadomo jak na to spojrzeć – czy na chęć uświadamiania tego, o czym napisałaś – że można mieć dowolny rozmiar i być szczęśliwym, czy może powinniśmy ich podejrzewać o promowanie otyłości. Z drugiej strony barykady – uwaga – gdy ktoś zdjęcie z panią, która faktycznie powinna zrobić sobie badania o których piszesz – ktoś napisze, że taka sylwetka mu się nie podoba (i mam na myśli kulturalną wypowiedź), to zaczyna się najazd na niego, ze jak to, że to wybór każdej kobiety, że sam jest taki sraki i owaki (przysięgam, mogłabym znaleźć dyskusję i zrobić screena). Więc to niestety działa w obie strony – ludzie nie potrafią ani akceptować tego, ze ktoś się tak komuś może podobać i tego, że może nie podobać.

    Zacytuję samą siebie – chodzą tłumy na jakieś marsze walcząc o wolność wyboru, jednocześnie tej wolności nikomu poza sobą nie dając.

  83. Love Extasy

    Witam. Bardzo mi się podobał artykuł,bo nie uderza w ludzi otyłych jak większość,ale próbuje uświadomić,że bycie otyłym nie jest dobre,zwłaszcza jeśli mamy przez to problemy zdrowotne.
    Sama jestem bardzo otyła. I próbuję z tym walczyć,z różnym skutkiem. Doszłam do wniosku,że jeśli sama sobie nie potrafię pomóc,to czas najwyższy udać się do specjalisty.
    Problem naszego społeczeństwa polega na tym,że nie potrafią zrozumieć otyłych i zamiast próbować pomóc to większość wyśmiewa. Mało osób ma takie podejście jak pani.
    Dlatego też nie dziwię się,że niektórzy nie chcą nic zmieniać,skoro wszędzie są wyśmiewani,nawet na siłowniach. A przecież wiadomo,że ruch to podstawa.

  84. Świeczek

    Poruszyłaś trudny temat – i dobrze. Jest to trochę pytanie o granicę tego, co możemy sobie robić, nawet jeśli nam szkodzi. Każda forma złego trybu życia, palenie, inne nałogi – gdzie jest granica mięszy wolnością i akceptacją a koniecznością mówienia, wytykania czy nawet ingerowania? Nie wiem. Ale rozmawiać o tym trzeba. Apele o zbadanie się są zawsze słuszne.

    Niemniej, rozumiem skąd się biorą opory ludzi “nieidealnych”. Celowo nie piszę tylko o otyłości, bo przecież jest całe spektrum nadwagi, boczków, fałdki brzusznej, szerokich ud i tak dalej. Sama się gdzieś w tym mieszczę. Choćby z faktu, że czytam Twój blog, wynika, że nie jest mi to obojętne – ale jednak jestem piękna i wspaniała niezależnie od braku płaskości mego brzucha. A, chyba sama przyznasz, panuje współcześnie trochę dyktat bycia fit, bycia idealnym, wysportowanym, o wspaniałej figurze. I manifesty “szczęśliwych grubasów” są próbą dania temu odporu. Wszak niech każdy żyje jak chce (i wracamy do pytania o granice).

  85. weronika | mavelo

    Świetny tekst. Jako dziecko byłam pulchniejsza bo moja mama namiętnie karmiła mnie słodyczami. Dzieci się ze mnie śmiały, a na lekcjach w-fu miałam wielki kompleks ze względu na słabą kondycję. Mama wpajała mi swoje (złe) nawyki żywieniowe, sama była wtedy krągła i podkreślała często, że kocha swoje ciało. W czwartej klasie podstawówki wzięłam się za siebie i bardzo szybko schudłam. Ale ile się przy tym nasłuchałam, że jestem anorektyczką/bulemiczką, powypadają mi zęby i włosy 😉 W każdym razie wystarczyło ograniczyć słodycze i wprowadzić sport do swojego życia, nigdy później już nie borykałam się z dodatkowymi kilogramami. A i jeszcze po latach moja mama wzięła się za siebie i teraz nosi rozmiar s/m 🙂

    Wielki szacunek dla Kasi za tą wypowiedź. Świetna babka, z niesamowitą energią. Patrząc na jej bloga bardzo podziwiam ile w niej dynamizmu i siły. A poza tym uważam, że wygląda atrakcyjnie i jest piękną kobietą 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Jesteś klasycznym przykładem tej dziedzicznej otyłości, o której czytamy na forach – odziedziczyłaś złe nawyki żywieniowe. Fajnie, że mimo niezbyt dobrego przykładu z góry udało Ci się zmotywować do zmiany swojego życia. Kto wie, może to właśnie Twoja decyzja była dla mamy największą motywacją :).

      Kasia jest super! Poznałyśmy się na Blog Forum Gdańsk, to dusza towarzystwa – chyba nikt nie nawiązał większej liczby kontaktów niż ona 🙂

  86. sewilka

    Ciężki temat.nie rozumiem mówienia jestem gruba jestem piękną, często jest to poprostu źle rozumienie. Raczej skłaniam się do stwierdzenia jestem piękną niezależnie od wagi, sexapel i samooakceptacja nie zależy od rozmiaru , niektórzy to poprostu mają. Niestety granica po której stwierdzamy, że ktoś jest otyły jest bardzo elastyczna, dla jednego to już rozmiar 40 dla innego 50. Sama od zawsze uważałem ze jestem za gruba, teraz z łza w oku oglądam dawne zdjęcia. Uważam jednak, że najważniejsza jest właśnie akceptacja siebie. Trzeba się polubić aby móc się zmienić. Czytałam kiedyś “schudnąć bez diety” i choć może to się wydawać banalne uważam, że naprawdę otyłość nie zaczyna się w lodówce ale w głowie. Sama “leczyłam” depresję tabliczką czekolady – wyszło szybciej i taniej niż psychoterapia, było też łatwo dostępne.niestety na dłuższą metę nie zdaje egzaminu

    1. Monika Ciesielska

      Bardzo dobrze powiedziane “jestem piękna niezależnie od wagi” – bo masa ciała po prostu tego nie determinuje, jest tylko jedną składową. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że otyłość zaczyna się w głowie.

  87. Ela

    Monika, wspaniały tekst! Bardzo daje do myślenia! Najbardziej trawiło do mnie zdanie, mówiące tym że nasza waga jest efektem moich wyborów. Kurczę, jak tak nad tym myślę to coś w tym jest.
    Zaczęłam bardzo tyć jakieś dwa, trzy lata temu. Oczywiście, wcześniej nosiłam rozmiar 40 i wydawało mi się że jestem bardzo gruuuba. Jak bardzo się myliłam okazało się kilkanaście kilogramów później. Depresja i chora tarczyca spowodowały (ale teraz już wiem, że tylko częściowo) że dzisiaj noszę ubrania o cztery rozmiary większe. Dałaś mi niezłego kopa i trochę inaczej poukładało się wszystko w mojej głowie. Dziwne po jednym tekście, prawda? 🙂 ale na prawdę tak jest, jakby mnie piorun uderzył.
    Z drugiej strony uważam, że na chwilę obecną powinnam zaakceptować siebie tak jak wyglądam. Spróbować walczyć z kompleksami, bo waga to nie koniec świata i wiem że miałam w życiu gorsze zakręty.

    1. Monika Ciesielska

      Zaakcpetuj siebie,a później pełna tej akceptacji zacznij wprowadzać nowe nawyki żywieniowe. Kiedy będziesz czuła, że robisz to dla siebie i nie MUSISZ tego robić tylko po to, żeby LEPIEJ WYGLĄDAĆ (bo przecież już teraz lubisz siebie taką, jaką jesteś) to wszystko pójdzie znacznie łatwiej.

      Mam nadzieję, że ten tekst zapoczątkuje Twoją drogę do zdrowszej, sprawniejszej i silniejszej wersji siebie 🙂

  88. Katsunetka

    Własnie ostatnio spotkało mnie sporo nieprzyjemności. Należąc do ścisłej grupy dziewczyn dałam się namówić na opublikowanie zdjęć. Ech… Takie reakcji, tak nieprzyjemnych słów, takiej hejtu się nie spodziewałam. W takiej sytuacji nawet nie było ważne, że już nie raz pisałam o problemach ze zdrowiem i to stąd taka waga. czytałam tylko w komentarzach, że to moja wina i na pewno swoje lenistwo tłumaczę chorobą, a na pewno zajadam smutki i się nie ruszam. Inna z grupy jeszcze pokazała jak jej się udało schudnąć w 4 miesiące spektakularnie po ciąży, co pokazało mnie w jeszcze gorszym świetle. Przez tą reakcje w grupie zaczęłam na siebie patrzeć w jeszcze gorszym świetle mimo tego, że wiem jaka jest prawda. Walczę o zdrowie tak na prawdę już teraz, muszę jednak odczekać wyznaczony czas przez lekarkę na badania, które zleciła. Czytając to co powiedziała Kasia zyskałam uśmiech na twarzy i mam nadzieje zacznę inaczej na siebie patrzeć. Ja jeszcze nie wypróbowałam wszystkiego, znaczy nie mam kompletu badań, które dały by pełny obraz więc powinnam zaakceptować obecny stan aby mieć siłę do walki. 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Ja muszę się odnieść do jednej części Twojej wypowiedzi – nie tylko choroba jest przyczyną otyłości. Choc nie zmienia to faktu, że nikt nie ma prawa do obrażania kogokolwiek – nieważne na jakim tle. Tym bardziej, że umówmy się – większośc osób krytykuje z zamiarem pokazania swojej wyższości nad drugim człowiekiem, nie po to, by faktycznie pomóc/zmotywować.

      Jestem przekonana, że uda Ci się schudnąć – jeśli tylko naprawdę tego chcesz. Mądra z Ciebie babka, wiec na pewno podejdziesz do sprawy na poważnie. Dasz radę to kwestia podjęcia decyzji i wytrwałego trwania w niej!