Jakim cudem daliśmy sobie wmówić, że dieta 1000 kalorii ma sens?

smacznego

1200 kalorii. Magiczna liczba zwiastująca szczupłość, bikini, plażę, życiowe sukcesy, powodzenie we wszystkich sferach życia. Daliśmy sobie wmówić, że to ma sens, a co gorsza – że to jedyna tak szybka i skuteczna droga do osiągnięcia sukcesu. Niby wszyscy wiemy, że powinno się zmienić nawyki żywieniowe, regularnie uprawiać sport, ale kiedy przychodzi co do czego i zostaje miesiąc do urlopu, wpadamy na pomysł zrobienia sobie krzywdy. Nie, nie, nie, co ja mówię! Wpadamy na genialny pomysł! Przecież lepiej zagryźć zęby przez kilka tygodni, trochę się przegłodzić, ale później cieszyć się straconymi dziesięcioma kilogramami i zdobytą setką lajków pod zdjęciem z plaży.

Jak to się stało? Jakim cudem daliśmy sobie wmówić, że dieta 1000 kalorii ma sens (a najskuteczniejsza jest wówczas, gdy wspieramy ją katorżniczym kardio). Pamiętacie moment, w którym usłyszeliście o tym po raz pierwszy? Bo ja nie, ale myślę, że było to w czasach późnej podstawówki. Jeśli zapytacie swoje mamy lub babcie o rewelacyjną dietę DASH jest bardzo prawdopodobne, że będą słyszały tę nazwę po raz pierwszy. Ale gdy powiecie o diecie 1200 kalorii, coś zaświta – dieta odchudzająca, dieta redukcyjna, dieta przygotowawcza do urlopu itd.

Moja podstawowa przemiana materii wynosi 1516 kalorii. (Łukasz przygotował prosty kalkulator PPM (PPMkobiet_drlifestyle), który policzy wszystko za Was, wystarczy, że wpiszecie swoją wagę, wzrost i wiek.) Tysiąca pięciuset szesnatu kalorii potrzebuję do tego, żeby przeżyć bez strat w jakości podstawowych funkcji fizjologicznych mojego organizmu. Mam prawidłową masę ciała, więc kalkulatory PPM są całkiem wiarygodne (trochę inaczej wygląda to w przypadku osób z otyłością)

Żeby przeżyć i utrzymać się na nogach, zachowując trzeźwość umysłu. A ktoś śmie wciskać mi kit, że powinnam z przyjemnością zajadać się liściem sałaty i cieszyć się, że dieta 1200 kalorii to przecież dużo lepiej niż 1000?

Kalorie, kalorie, kalorie

Precyzyjniej: kilokalorie, ale dziś nie o tym. Kalorie, kalorie, kalorie. Coraz mniej kalorii. Musimy ograniczyć kalorie! Jeszcze mniej kalorii. Orzechy?! Oszalałeś, wiesz ile to ma kalorii? ŁOSOŚ?! Taka tłusta ryba! Mniej kalorii, za dużo kalorii, nie chcę kalorii, to ma kalorie! Kalorie, kalorie, kalorie. Jaki komunikat wysyłają osoby i media promujące dietę 1200 kalorii?

Kalorie są wrogiem. Przez produkty wysokokaloryczne tyjesz. Kalorie tuczą. Spalaj kalorie! Nie ma nic gorszego niż kalorie. Kalorie trzeba wyłącznie spalać.

Największy problem mają kobiety. Kobiety chcą być chude, kobiety nie chcą mięśni! Kobiety pod zdjęciami Anji Rubik krzyczą: ANOREKSJA!, a zachwycają się Jen Selter. Dziewczyny! Droga to takiej figury to nie dieta 1200 kalorii, a czysta micha i trening siłowy/funkcjonalny. Nie chodzi o to, żeby od razu chwytać za najcięższe sztangi i powiesić sobie plakat Roberta Burneiki nad łóżkiem. Musicie zrozumieć: te ciała, które Wam się podobają MAJĄ WIĘCEJ MIĘŚNI. Mięśnie kobiece, mięśnie męskie. Błąd. Mięśnie ludzkie. Między mężczyznami, a kobietami istnieją różnice w procentowym składzie ciała, ale nie istnieją różnice w samej tkance mięśniowej. To ten sam mięsień, który można rozwijać w ten sam sposób. Jednak mięśnie kobiece mają mniej sprzyjające warunki do rozwoju, niż mięśnie męskie. Dlatego obiecuję, że po wzięciu do ręki sztangi nie obudzicie się drugiego dnia rano z bicepsem większym od głowy. Nie unikajcie treningu siłowego tylko dlatego, że nie chcecie wyglądać jak kulturysta. Po pierwsze nie jest to takie proste jak się wydaje i wcale nie grozi Wam to po kilku miesiącach treningu, a po drugie będziecie mogły obserwować swoje ciało i reagować na to, jak się zmienia. Ale powtórzę: to, co Wam się podoba, to, co kryje się pod „chuda, ale apetyczna”, to właśnie mięśnie.

Możecie je wypracować przez sztuki walki, wspinaczkę, crossfit, trening siłowy, trening obwodowy. Ale (w większości przypadków) to właśnie mięśnie są tym, co Wam się podoba.

Przeczytajcie post: dieta 1200 kalorii skutki (dotyczy wszystkich diet zakładających drastyczny deficyt kaloryczny). A teraz się zastanówcie: dlaczego wszędzie mówi się o ILOŚCI kalorii, a nie o JAKOŚCI? Na równej szali można wówczas postawić paczkę chipsów i 100 g orzechów, hamburgera i łososia z pieczonymi ziemniakami, tabliczkę czekolady i owsiankę z owocami. Nic o „JAK”, wszystko o „MNIEJ”.

Powtarzając za kultową reklamą Snickersa: głodny nie jesteś sobą.

Kiedy jestem głodna, zachowuję się jak dupek. Jestem zdekoncentrowana, smutna, rozdrażniona, osłabiona, senna, złośliwa i marudna. Jakie muszą być długofalowe skutki ciągłego liczenia i ograniczania kalorii? Zakładam, że na ten wpis trafi wiele osób wpisujących w Google „dieta 1200 kalorii”. Piszę teraz do Ciebie. Jeśli rozczarowany nie wyłączyłeś tego tekstu po sprawdzeniu, że nie mam dla Ciebie jadłospisu na 1200 kalorii i nadal tu jesteś, to posłuchaj: proszę Cię. Mam do Ciebie ogromną prośbę. Nie rezygnuj z jedzenia. Nie pomijaj posiłków. Nie bądź na siebie zły za to, że masz ochotę na banana. Nie buduj złych relacji z jedzeniem. Nie pozwól się omamić wizją szybkich efektów. Nie daj sobie wmówić, że to jedyny sposób, który może przynieść spektakularne efekty.

Zacznij ćwiczyć. Wybierz trening, który sprawia Ci przyjemność. Jeśli wydaje Ci się, że taki nie istnieje – spróbuj czegoś nowego. Sport to naprawdę nie tylko to, co praktykuje się na zajęciach wychowania fizycznego w szkole. Jedz warzywa, owoce, ryby, nieprzetworzoną żywność wysokiej jakości. Pij wodę, zieloną herbatę, jedz regularnie. Zrezygnuj z pustych kalorii, a najlepiej: porzuć liczenie kalorii. Jedz różnorodne posiłki, nie ograniczaj się do kilku produktów. Powiedziałam to raz, powtórzę ponownie: uprawiaj sport.

Nie daj sobie wmówić, że tylko chudzi ludzie są szczęśliwi. To jedno z największych kłamstw, które tłuką nam do głowy media. Twoje ciało nie warunkuje życiowego spełnienia. Kiedy uzyskasz upragnioną wagę, uczepisz się czegoś innego, na co można by ponarzekać. Wymaż z głowy dotychczasowy ideał piękna i pamiętaj, że te wszystkie szczupłe, ale atrakcyjne dziewczyny osiągnęły to poprzez czystą dietę i ćwiczenia.

Nie dopuść do sytuacji, w której swoją wartość postrzegasz przez pryzmat liczby pokazującej się na wadze. To jest szczegół. Nie warto się męczyć i zadręczać, a przy okazji ranić swoich bliskich. „Głodny nie jesteś sobą” – to naprawdę jedna z nielicznych rzeczy związanych ze Snickersem, które warto promować.

Zaufaj mi. Utrata kilku kilogramów nie jest warta tego wszystkiego. Miej w nosie nadchodzący sezon bikini i przygotowania do wakacji.

Znacznie lepiej wybrać drogę, dzięki której sezon bikini będzie można praktykować przez resztę życia.

Trzymam za Ciebie kciuki, wierzę, że zdecydujesz dobrze!

Zainteresował Cię ten wpis?

O skutkach drastycznych diet, mitach, które wokół nich narosły i uzasadnieniu czemu nie wolno schodzić poniżej pewnej liczby kilokalorii przeczytasz w tekście „Cienka granica między redukcją, a głodówką„.