Zdrowe podejście do zdrowego stylu życia – moja metamorfoza

Rok. To mało czy dużo czasu? Kiedy pomyślę, że rok temu Ł. zapytał czy zostanę jego żoną, mam wrażenie, że to było chwilę temu. Kiedy pomyślę, że rok temu zakończyła się moja gehenna z problemami na uczelni i obroną pracy dyplomowej, mam wrażenie, że minęły wieki. Kiedy pomyślę, że rok temu opublikowałam ->> najbardziej osobisty i najtrudniejszy dla mnie wpis <–, w którym opowiedziałam o tym jak przytyłam, prowadząc blog o odchudzaniu, mam wrażenie, że ten rok nie miał żadnego znaczenia.

Ot, kolejny kawałek mojego, mam nadzieję, długiego  życia. Okres, w którym dokonała się moja największa metamorfoza i bynajmniej nie mam tu na myśli fotek przed i po, które znajdziesz w drugiej części tekstu.

Jeśli nie wiesz, o jakim wpisie mówię we wstępie, koniecznie go przeczytaj, a dopiero po tym kontynuuj lekturę tego tekstu.

Zmiana myślenia i priorytetów

strzalki

To tutaj dokonała się największa metamorfoza. Nie wiem czy kiedykolwiek napiszę, co było jej przyczyną i czym przejawia się na co dzień. Na potrzeby tekstu odniosę się tylko do zmian dotyczących samoakceptacji i oczekiwanych efektów ćwiczeń i zdrowej diety.

Jak było?

Nigdy nie miałam ogromnych kompleksów, choć mogłabym znaleźć ku nim sporo powodów – zdaję sobie sprawę z moich wad i niedoskonałości. Szczególnie w wieku nastoletnim, gdy moje problemy hormonalne nie były zdiagnozowane, borykałam się z różnymi, bardzo rzucającymi się w oczy mankamentami urody. Może nie wypłakiwałam sobie przez nie oczu, bo nigdy nie narzekałam na brak akceptacji przez rodziców?  A może dlatego, że wygląd był dla mnie pobocznym parametrem atrakcyjności drugiego człowieka, więc sama nie oceniałam siebie wyłącznie przez jego pryzmat? Nie wiem, wielkich kompleksów nie było, małych też niewiele – po prostu szkoda było zawracać tym sobie głowę. Pierwsze pretensje do siebie pojawiły się kilka miesięcy po założeniu bloga. Bo pisząc o odchudzaniu, sama nie miałam takich efektów, które zadowalałyby mnie w 100%. Bo trenowałam, starałam się, jadłam nie do końca to na co miałam ochotę, a brzuch nadal nie był wystarczająco płaski. Jednak nie to było moim największym demotywatorem, a myśl, że  “nie jestem wystarczająco dobra“.

Bo nie umawiałam sobie wmówić, że wegańskie, bezcukrowe słodycze są tak samo dobre, jak milka crispy yoghurt. Bo nie umiałam pogodzić się z faktem, że nie mam figury jak popularne internetowe trenerki. Nie mogłam zaakceptować powolnych efektów moich starań, średnio interesował mnie fakt, że moje choroby utrudniają drogę do wymarzonej sylwetki. Frustracja i zniechęcenie narastały, motywacja leciała na łeb na szyję, a ja traciłam wiarę w sens tego, co robię.

Na szczęście go znalazłam. Zbawienne okazało się uświadomienie sobie, że ta “wymarzona” sylwetka w gruncie rzeczy nie zmieni niczego w moim życiu. Nie rozwiąże problemów, nie poprawi nastroju w pochmurny dzień, nie zbawi świata. Niepotrzebnie wykreowałam w głowie pożądany obraz siebie, bazując na sylwetkach innych kobiet, aktualnych trendach i moich osobistych preferencjach, i wierzyłam, że warto do niego dążyć. Łudziłam się, że wraz z płaskim brzuchem przyjdą sława, pieniądze i wielka kariera.* O ja naiwna ;).

*uściślę – nie popadłam w żadne skrajności, nie próbowałam chudnąć za wszelką cenę, myśli o sylwetce nie spędzały mi snu z powiek, nie byłam smutna z powodu tego jak wyglądam i cały czas wierzyłam w to, co pisałam na blogu, ale co bywały momenty, w których wątpiłam w samą siebie. Nie jestem cyborgiem i tak, jak zdarza mi się rozpłakać z byle powodu, tak czasami daję się ponieść emocjom, bez względu na moje poglądy i racjonalne argumenty. Tak po prostu po babsku zaczęłam się siebie czepiać. 

Jak jest?

Zaczęłam zauważać istnienie problemu i postanowiłam go przepracować. Przestałam skupiać się na tym, co zrobić, by przyspieszyć efekty odchudzania, a zaczęłam koncentrować się na tym, by osiągnąć wewnętrzny spokój i odzyskać poczucie akceptacji. Zamiast kolejnych książek o żywieniu, sięgałam po pozycje związane z rozwojem osobistym, psychologią czy pośrednio związaną z tematem beletrystykę. Oglądałam filmy konferencji TED na YT, śledziłam biografie inspirujących osób. Dostałam ogromne wsparcie od narzeczonego. Przegadałam z nim setki godzin, wypłakałam przy tym sadzawkę łez (głównie nad własną głupotą), a pewnie kilka razy w gratisie zasmarkałam jego rękawy.

Stopniowo zaczęłam zmieniać postrzegania siebie, świata, system wartości przeszedł renowację. W ciągu kilku miesięcy zmieniło się we mnie wiele rzeczy, a najbardziej postrzeganie tego, co jest dla mnie ważne w życiu. Zmieniło się do tego stopnia, że miałam do siebie żal o to co kiedyś było dla mnie ważne i jak wielu banalnych, cennych rzeczy nie dostrzegałam. Teraz żalu już nie ma – zaakceptowałam tamten etap, a teraz po prostu cieszę się krokiem do przodu. A postrzeganie sylwetki?  Nawet nie wiem jak to opisać. Coś, co było dla mnie bardzo ważne, nagle zeszło na dalszy plan, zostało wyprzedzone przez nowe priorytety.

Z czasem zaczęłam zauważać, że wychodzę na trening głównie po to, by być spokojniejszą. Że jem rozsądnie, bo zależy mi na zdrowiu. Że uregulowałam sen, bo chcę wspomóc nadszarpniętą gospodarkę hormonalną i wrócić do naturalnego rytmu dobowego.

Chwilę po tym, gdy moim celem przestało być schudnięcie, zaczęłam chudnąć. 

Trzy miesiące po publikacji wspomnianego tekstu, opublikowałam aktualizację, chwaląc się 5 zrzuconymi kilogramami i podpowiedziami co robić, by osiągnąć ten sam efekt. Po kolejnych miesiącach przychodzę tutaj, by pokazać efekty treningów i diety, a wcale nie mam ochoty pokazywać zdjęć sylwetki, tabelek porównawczych i podawać recepty na osiągnięcie podobnych rezultatów. Nie dlatego, że nadal nie jestem zadowolona ze swojej sylwetki. Po prostu nie chcę być częścią tej spirali, w którą sama się wkręciłam. Ale słowo się rzekło, więc czas na konkrety.

Moja roczna metamorfoza – 20.10.2015/20.10.2016

drlifestyle metamorfoza

*rzeczywista data zdjęć to oczywiście 20.10.2016

  • do zdjęć porównawczych nie przygotowywałam się w żaden szczególny sposób – nie robiłam treningu bezpośrednio przed sesją, nie obniżałam podaży kalorii itd.
  • rok temu ważyłam 72,5 kg, aktualnie moja masa ciała waha się między 67 a 68 kilogramów i nie zmienia się od końcówki stycznia 2016 r.
  • nie zmienia się masa ciała, ale zmienia się wygląd sylwetki za sprawą licznych treningów siłowych i niezbyt niskiej podaży kilokalorii
  • treningi – ich intensywność różniła się na przestrzeni roku, bo mniej więcej do maja utrudniały mi życie migreny z aurą, a najsilniejsze ataki przychodziły zazwyczaj po treningi; gdybym miała uśrednić roczną aktywność (na oko) byłyby to co najmniej 2 treningi aerobowe i 1 trening siłowy w tygodniu (zdarzały się tygodnie z 7 treningami, ale zdarzały się też takie z jednym lub żadnym)
  • treningi personalne – od kwietnia (z małymi przerwami) trenuję pod okiem Marty Okuniewskiej (aktualnie przyjmuje w studio przy Piotrkowskiej 217); bardzo polecam wszystkim samą Martę, ale też treningi personalne jako dodatkowy motywator do zdrowszego stylu życia
  • nie dzielę życia na okres diety i niediety – jem w określony sposób niezależnie od okoliczności i lokalizacji (mogę biegać i jeść sałatki na wakacjach, ale też pić piwo i jeść burgera w Łodzi)
  • nie toleruję laktozy, wyeliminowałam ją z jadłospisu, co naturalnie ograniczyło spożycie słodyczy i fast foodów (Czytaj więcej: Moja nietolerancja laktozy – diagnostyka, dieta, efekty)
  • dieta
    • Jem 4 ? 5 posiłków w ciągu dnia (zazwyczaj cztery)
    • Nie podjadam pomiędzy posiłkami (nawet tylko kilku kulek winogrona, garstki orzechów)
    • Piję wyłącznie wodę ? jest to istotnie związane również z powyższym punktem, gdyż nasz przewód pokarmowy słodkie napoje czy nawet soki owocowe postrzega jako przekąskę (szczególnie patrząc na to przez pryzmat wydzielania insuliny, co jest dla mnie bardzo istotne)
    • Nie jadam posiłków o wysokim ładunku glikemicznym
    • Kiedy tylko mam możliwość, dokładam do posiłku warzyw (nawet kiedy nie do końca pasują smakowo ? np. przed zjedzeniem gulaszu zjadam całego pomidora/paprykę itp.)
    • Jem do pierwszego uczucia sytości ? nie przejadam się i jem na tyle spokojnie, by nie przeoczyć momentu, w którym zaspokoiłam głód
    • Używam aromatycznych, ostrych przypraw
    • Nie jem niczego, co zawiera w sobie mleko krowie Czytaj więcej: Dlaczego wyeliminowałam z diety mleko i jego przetwory?
    • Wybieram produkty wysokiej jakości
    • Powyższe zasady stosuję przez większośc roku, ale nie odmawiam sobie pizzy na randce czy ciasta u Babci – decydując się na zjedzenie czegoś bardziej kalorycznego, dokładam kilkanaście minut treningu lub jem mniej w innych posiłkach w ciągu dnia
  • mówiąc o mojej drodze do aktualnej sylwetki nie mogę pominąć faktu, że od 13 r.ż borykam się z problemami hormonalnymi – choruję na PCOS z hiperandrogenizmem jajnikowym [w tym wpisie szczegółowo opisałam dlaczego przekłada się to na utrudnione spalanie tkanki tłuszczowej], a we wrześniu tego roku dowiedziałam się o niedoczynności tarczycy [styczeń ’17, aktualizacja: wyniki były spowodowane innym stanem chorobowym – wraz z wyleczeniem przyczyny i wyeliminowaniu czynnika nasilającego jej powstawanie, unormowały się poziomy hormonów tarczycy]d
  • w przeszłości miałam obniżoną wrażliwość na insulinę, okresowo hiperkortyzolemię i zaburzenia lipidogramu – wszystkie te problemy wyeliminowałam zmianą stylu życia; lekarz prowadzący przy ostatniej konsultacji podkreślił, że poprawę wyników badań zawdzięczam odpowiedniej diecie i aktywności fizycznej (co bardzo zmotywowało mnie do kontynuowania aktualnego stylu życia), cytując “Osiągnęła Pani wszystko, co można było osiągnąć zmianą stylu życia – teraz tylko trzeba to pielęgnować

Jakie są moje cele sylwetkowe na przyszłość? Żadne. Moim celem jest po prostu trenować z takim samym zaangażowaniem i udoskonalić żywienie – wciąż widzę tu duże pole do popisu. Będę to robić niezależnie od tego, jakie będą efekty wizualne tych działań. Od września jestem pod opieką nowego endokrynologa, czeka mnie zmiana leczenia z czym wiążę duże nadzieje. Może gdy gospodarka hormonalna wróci do normy, ciało będzie chętniej reagować na treningi i zdrową dietę?

A jeśli nie, to trudno. Gdybym nie dbała o siebie, na pewno wyglądałabym dużo gorzej, a stan zdrowia nie byłby równie dobry, co teraz.

Czym jest dla mnie zdrowy styl życia?

drlifestyle metamorfoza
Zdjęcia z września 2016 roku – dodaję je, by pokazać jak wygląda sylwetka bez dziwnego oświetlenia i nienaturalnych póz. Taką zobaczyłbyś mnie na ulicy. No, przez najbliższe pół roku w kozakach, kożuchu, czapce, rękawiczkach i szaliku.

Pomyślmy.

Czy jeśli piątkowa uczennica złapie jedynkę, staje się głupia?

Czy ukochany, który zapomniał o życzeniach z okazji miesięcznicy pierwszego pocałunku w lewy policzek zasłużył tym sobie na zerwanie?
Czy doskonały pracownik, regularnie awansujący, ambitny, sumienny nie wygra przetargu, staje się najsłabszym ogniwem?

Nie. Inteligentna dziewczyna nadal może osiągać sukcesy w nauce, a jedynkę poprawić (i zapracuje na świadectwo z paskiem). Chłopak ustawi sobie przypomnienie w telefonie i za miesiąc pojawi się w drzwiach z kwiatkiem w ręku (i ona nadal będzie myślała, że ideały jednak istnieją). Pracownik znajdzie bardziej wartościowego kontrahenta, niż ten, którego stracił (i zasłuży na roczną premię).

Nie trzeba być idealnym, by być wystarczająco dobrym

drlifestyle-barcelona-20160903-10

Zaakceptowanie faktu, że żywienie nieidealne nadal może zaliczać się do żywienia zdrowego, jest niezbędne, by uniknąć zero – jedynkowego podejścia do diety. Dopóki się z tym nie pogodzisz, będziesz co chwilę zaprzestawać próbom uzdrowienia jadłospisu (bo skoro zjadłeś batonika, to dietę diabli wzięli, będziesz forecast fat, a skoro i tak wszystko stracone, to zjesz jeszcze chipsy i popijesz je colą). I po paru tygodniach zaczynać od nowa. Po raz kolejny.

Nie mam ambicji odżywiać się w sposób idealny. Nie mam ambicji promować perfekcyjnego modelu żywieniowego. Odstępstwa od dobrej praktyki żywieniowej po prostu mają prawo się zdarzać i coraz dalsza jestem od nazywania ich występkami, grzeszkami czy chwilami słabości. Ryzyko błędu, odstępstwa od normy jest wpisane w każdą dziedzinę życia.

Zamiast zdrowego stylu życia, wolę po prostu zdrowszy. Wybieram mniejsze zło na co dzień, ale nie odmówię ciasta drożdżowego Babci, która upiekła je specjalnie dla mnie. Nie chcę rezygnować z lampki wina na romantycznej kolacji. Nie chcę do końca życia nie tknąć popcornu w kinie, bo olaboga ile tu soli.

W moim przekonaniu zdrowy styl życia to sztuka dokonywania zdrowszych wyborów żywieniowych połączona z regularną aktywnością fizyczną. I to w zupełności mi wystarcza. Nie chcę być więźniem makro, tabelek i etykiet na produktach. Chcę poczucia decyzyjności i odpowiedzialności za swój jadłospis. Chcę jeść mniej produktów, które są dla mnie złe, ale nie chcę czuć wyrzutów sumienia, gdy otworzę paczkę chipsów raz na kwartał. Chcę mieć ZDROWE PODEJŚCIE DO ZDROWEGO STYLU ŻYCIA. I takie wartości chcę promować na blogu.

Jeśli to Ci nie odpowiada, poszukaj innego autorytetu. Nie piszę tego złośliwie! Po prostu nie chcę, byś miał wobec mnie oczekiwania, których nie mogę spełnić. Jeśli nasze definicje zdrowego stylu życia skrajnie się różnią, to nie katuj się widokiem prażonego słonecznika na moich sałatkach ;). W Internecie jest mnóstwo osób promujących turbo zdrowy styl życia bez wymówek, bycie eko czy fit na 100%. Ja nie jestem i nie będę jedną z nich – nie dlatego, że uważam takie podejście za coś złego. Uważam je po prostu za inne od mojego, a każdy z nas musi znaleźć taki model żywieniowy, który będzie zgodny z jego przekonaniami.

Ja nie jestem perfekcyjna. Czasami olewam trening, na dobitkę zjadam paczkę czekolady, kłócę się z facetem, jestem niemiła dla Pani w sklepie, mam bałagan w mieszkaniu, potrafię się rozpłakać na reklamie żelu pod prysznic, obrazić się za bzdurę, strzelić focha z melodyjką, włożyć skarpetki nie do pary a zamiast lampki wina, wypijam butelkę. Nie jestem cyborgiem, nie zawsze umiem panować nad emocjami, a czasami najbardziej skrupulatnie wypełniony kalendarz i listę zadań mogę wyrzucić do kosza, bo z odcinka serialu zrobił się sezon. Ale jakoś tak nie bardzo się tym wszystkim przejmuję. Łapię chwilę, biorę z życia to, co najlepsze i staram się nie martwić pierdołami. Z różnym skutkiem – czasami skaczę, śpiewam i tańczę po mieszkaniu, a innym razem nie wychodzę spod koca przez cały wieczór.

Ale jestem szczęśliwa i nie pozwolę na to, by przeszkadzała mi w tym jakaś fałdka na brzuchu.

Dzisiejszy tekst był dla mnie prawie tak samo trudny, jak ten sprzed roku. Domyślam się, że może być nieco chaotyczny, może Ci brakować pewnych informacji, coś może wydawać się niejasne. Może doprecyzować coś odnośnie żywienia, treningów lub innych kwestii? Jeśli tak, dopytaj w komentarzu, nie pozostawię żadnego pytania bez odpowiedzi.

Zostaw komentarz

  1. BogusiaM

    Wyglądasz cudownie! Zmiana największa jak widzę i tak poczyniła się w Twojej głowie, a wiesz, że dopiero wtedy, gdy zaakceptujemy siebie nawet z tymi wadami, niedoskonałościami, chorobami możemy stać się w pełni szczęśliwi? A nasze ciało nam się za to odwdzięcza pięknym wyglądem 🙂

  2. Catalinka

    Bardzo mnie zmotywowałaś tym wpisem, bo dla mnie jest on prawdziwy, nie udajesz perfekcyjnej, pokazujesz, że jesteś jak ja, jak inne czytelniczki. Każdy ma chwile słabości, lepiej zjeść od czasu do czasu batona niż obsesyjnie mieć na niego chęć i w konsekwencji mieć napad i zjeść kilka.
    Dziękuję za ten wpis

  3. Basia

    Super tekst! Uwielbiam Twojego bloga właśnie za to, że jest mega autentyczny i nie promujesz bycia superfit 24 na dobę 7 dni w tygodniu tylko dawanie sobie szansy na bycie w formie i przede wszystkim korzystanie z życia a nie ustawianie całego życia pod treningi. Można być zdrowym i szczęśliwym nie osiągając formy startowej do zawodów kulturystycznych! Brawo! Powodzenia!

  4. Asia - smakibiegania

    Bardzo dobry wpis! Mam dokładnie takie samo podejście, wiem, że nie jestem idealna, też mam czasami gorsze dni, kiedy nie chce mi się nawet wyjść na trening… Ale jesteśmy tylko ludźmi 🙂 Pewnie mogłabym prowadzić super fit życie i w ogóle jeść same zdrowe produkty, ale nie widzę w tym sensu. Myślę że najważniejsze w tym wszystkim jest zdrowie, nie tylko fizyczne, ale też psychiczne. A metamorfoza niesamowita i mega motywująca 🙂

  5. ohdeer_blog

    o WOW! Wielkie gratulacje i świetna robota! Nie chodzi nawet o to, że masz mniej centymetrów tu i ówdzie, ale o to o ile zdrowiej wygląda Twoje ciało! Super efekt. Ja mam za 3 tyg termin porodu, odczekam jakieś 3 msce i też się ‘biorę za siebie’ bo jeszcze nie zdążyłam się ogarnąć po pierwszym dziecku…chociaż ma już 2.5 roku haha.

  6. Karolina

    gratulacje! jesteś świetną dziewczyną, wracam do Ciebie regularnie i zawsze się uśmiecham, jakbym czytała słowa dobrej kumpeli, pięknie wyglądasz:) pozdrawiam cieplutko:)

  7. Sunny

    Jesteś niesamowita, najlepsza, najprawdziwsza, najpiękniejsza! 🙂 Dziękuję za ten wpis i za każdy poprzedni – dzięki Tobie niemożliwe nie istnieje! Ściskam, gratuluję i tak bardzo cieszę się, że rok temu trafiłam na Twojego bloga, dzisiaj jestem o rok madrzejsza, oby tak dalej <3

  8. Magda

    Monia przede wszystkim gratuluję przemiany, pod każdym względem 🙂 jest co podziwiać i tak może nieskromnie przyznam, że u mnie chyba równocześnie podobne zmiany następowały, często dzięki motywacji płynącej z twoich tekstów. No i witam w klubie (chodzi mi o tarczycę). Twoje nadzieje się spełnią, bo widzę powoli u siebie jak się pojawiają te małe zmiany, które tak bardzo wpływają na mój własny odbiór siebie. A że przy okazji metabolizm też się poprawia, to tylko podwójnie się cieszyć 😀 tak z ciekawości co bierzesz na tarczycę? 🙂

  9. Monika

    Jesteś super! 😉
    Ps. Możesz dac namiary na dobrego lekarza/ endokrynologa w Łodzi?

    1. Sylwia Kołodziejczyk

      Polecam dr Krawczyk, przyjmuje na Strrlinga w ramach NFZ albo Kopernika 67/69

  10. December

    Chaotyczny wpis? Nie, wg mnie bardzo przemyślany i poukładany. Widać ogromne zmiany w Twoim sposobie myślenia (oceniając tylko na podstawie tego, co piszesz, wszak Cię nie znam :). Ja również przez ostatnie miesiące układałam sobie wszystko w głowie i rozumiem, jaki to wyczerpując y proces. Wiadomo, jest jeszcze kilka rzeczy do poprawki, ale nie przeszkadza mi, że nie jestem ideałem. Brawo za odwagę poruszania tych kwestii na blogu, myślę, że takie wyznania zmotywują wiele osób do walki o swoją psychikę i samoakceptację. Przeczytałam chyba wszystkie wpisy na Twoim blogu i uważam ten za najlepszy 🙂 i jak zwykle zachwycam się Twoją lekkością pióra, zazdroszczę! :p

  11. Magdalena G.

    Dziękuję, że dzielisz się z nami swoim doświadczeniem!
    Myślę, że wielu z nas dzięki Tobie poczuło, że w swoim myśleniu nie są osamotnione. Już kiedyś pisałam u Ciebie w komentarzu, że mam za sobą kilka restrykcyjnych diet, które przyniosły efekty odwrotne do oczekiwanego. Musiały być skazane na niepowodzenie, ponieważ z założenia były chwilowe. Czułam, że w moim podejściu do odchudzania jest poważny błąd, ale wówczas ciężko było mi na stałe zmienić nawyki żywieniowe.
    Ty pokazujesz, że zmieniając stosunkowo niewiele, można osiągnąć super efekty. Bardzo podoba mi się Twoja obecna sylwetka – jesteś szczupła i… apetyczna 🙂 A zdjęcie w czerwonych szpilkach wymiata!

    Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać i osobiście podziękować Ci za to wszystko, co od Ciebie dostajemy!

  12. olkaparasolka

    Totalnie się utoźsamiam i bardzo pasuje mi takie podejście do życia. Ja próbowałam schudnąć właściwie całe dotychczasowe życie, idąc na studia wyglądałam w miarę ok, po czym zaraziłam się fit modą i… odmawiając sobie niezdrowego jedzenia i ćwicząc regularnie przytyłam dodatkowe kilka kilogramów (i to nie były mięśnie). Brakowało mi samodyscypliny, po tygodniu niejedzenia słodyczy rzucałam się na nie jak dzika kuna. W pewnym momencie (po kilku latach) zrozumiałam, że nie chodzi o walkę z sobą, ale O SIEBIE. Zaakceptowałam siebie z brzuszkiem i powiedziałam sobie, że jak tak, to zrobię wszystko żeby być szczęśliwą z taką figurą, jaką mam. I wtedy schudłam. Od tego czasu nie trzymam żadnej diety i ćwiczę raczej tylko w celu rozładowania stresu. I jestem szczęśliwa i wyglądam tak dobrze, jak chyba nigdy dotąd. Tzn oczywiście pewne nawyki zostały, nie jem byle czego, choć nie odmawiam sobie pizzy i ciastka u babci, podobnie jak Ty :). Życzę wszystkim dziewczynom, żeby potrafiły choćby spróbować takiego sposobu myślenia i przestały toczyć walkę z sobą i swoim ciałem.

  13. Marta Bukato

    Monika! Rewela! Wyglądasz bosko!! a Twojego podejścia zazdraszczam Ci zapewne nie tylko ja! A za “focha z melodyjka ” masz moje dozgonne, blogove Love!

  14. Zuza Ziemniak

    A to ja mam do Ciebie kilka pytań 🙂
    Udało Ci się wyleczyć z IO? Bo ja czytałam, że tak całkiem wyleczyć to się nie da, że to IO zawsze będzie się gdzieś czaić i czekać 🙁 I że w związku z tym nigdy więcej normalnych słodyczy, białej mąki itp.
    I jeszcze odnośnie tego, że między posiłkami pijesz tylko wodę – a herbata? Teraz jest zimno, więc ja bez ciepłej zielonej herbaty nie umiem funkcjonować, a moja dietetyczka też mi powiedziała, że tylko woda.
    W ogóle fajny wpis i uwielbiam Twój blog <3 Dzięki Tobie nauczyłam się, że można wprowadzić zdrowe nawyki bez wyrzeczeń, że odchudzanie nie musi być katorgą. Jeszcze tylko z ćwiczeniami mam problem, bo nie mogę znaleźć czegoś dla siebie, czego bym nie rzuciła po miesiącu…

    1. Monika Gabas

      Odpowiem lakonicnzie bo bardzo się spieszę, a jednak nieścisłośc była na tyle ważna, że chcę wyjaśnić. Zrobiłam w tekście za duży skrót myślowy, który nie powinien mieć miejsca (niesłusznie, podświadomie zakładam, że wszyscy pamiętają każdą pierdołę wspomnianą przeze mnie w poprzednich tekstach ;))U mnie było tak, że test doustnego obciażenia glukozą wykazywał obniżoną wrażliwość na insulinę – miałam często wykonywane to badanie ze względu na PCOS. Któregoś razu wyniki były na tyle kiepskie, że lekarz zaproponował leczenie metforminą, a ja wówczas podjęłam decyzję o zmianie diety. Przy kolejnym badaniu wyniki znacznie się poprawiły i utrzymują się teraz na akceptowalnym poziomie. Ostatni raz byłam badana pod tym kątem we wrzesniu i dostałam pochwalę od lekarza ;). Jeszcze raz przepraszam za nieścisłość :).

      Z wodą tez skrót myślowy – powinnam napisać, że najczęstszym źródłem płynów jest woda, ale oczywiście piję też mnóstwo niesłodzonych herbat. Czasami sięgam też po naturalne soki (ale nie między posiłkami).

      Bardzo dizękuję z akomentarz 🙂

  15. Klaudia Lewicz

    Nawet nie wiesz jaką czuję ulgę po przeczytaniu twojego posta. Przez niemal cały czas natykałam się jedynie na blogi, w których dziewczyny promują właśnie taki mega zdrowy tryb życia. Przez to miałam mega wyrzuty sumienia po zjedzeniu dwóch kostek czekolady. Przecież normalne, że od nich od razu człowiek nie przytyje, ale mimo to gdzieś tam w mojej psychice siedziało, to, że to produkt zakazany.
    Jestem pod wielkim wrażeniem tego co udało ci się osiągnąć. Mimo tylu przeciwności losu i tego, że nieraz odpuszczałaś sobie trening osiągnęłaś bardzo wiele, a twoja figura jest wspaniała 😉 Ile można patrzeć na uda grubości wykałaczek!
    Pozdrawiam serdecznie!

  16. agrafka

    “Nie mam ambicji odżywiać się w sposób idealny” – mocne słowa jak na dietetyka. Ale bardzo fajne. Gratulacje 🙂

  17. Agnieszka

    Ahhh jak ja lubię Twoje rocznice!!! 🙂 super, że w tym całym bałaganie eko sreko masz swoje zdanie :)!!!! Cudowny początek dnia 🙂

  18. Dominika Rau

    Amen!
    Podziwiam Cię, że pijesz samą wodę. Jak jest tak zimno, to ja muszę ciepłe rzeczy pić 🙁 I to się tyczy też jedzenia. Nie mam po prostu ochoty np na koktajle… na samą myśl się wzdrygam. Nawet na warzywa / owoce, które były w lodówce nie mam ochoty (wiem, nie trzyma się ich w lodówce, ale np rozkrojonego pomidora muszę włożyć do lodówki… bo inaczej by się zsechł). Chyba nic nie mogę na to poradzić, prawda? Po prostu mój organizm sam “podpowiada” mi co mam jeść, a czego nie?

  19. Daga

    Może to głupie, może nie, ale łzy do oczu mi napłynęły. To jest taki tekst, który bezpośrednio do mnie przemówił. Jestem w takim punkcie mojego życia, że ciągle mam wewnętrzną sprzeczność, jak działać, jak podejść do tematu diety, zdrowego odżywiania. Niby siebie akceptuje, ale nie. Niby się odchudzam, ale nie. Nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć, trochę się pogubiłam, a Twój tekst pozwolił mi to sobie uświadomić. Umożliwił mi także zrozumienie, że nie muszę się zarzynać, a potem ryczeć, że zjadłam burgera. Pierwszy raz wypowiadam się na jakimkolwiek blogu czy stronie, nie robię tego z powodu swoich przekonań, ale musiałam to napisać. Dziękuję <3

  20. Ewelka

    Super wpis 🙂 całkowicie się z Tobą zgadzam. Czy mogłabyś rozwinąć lub coś nam polecić z książek które przeczytałaś związanych z rozwojem osobistym, psychologią czy z tematem beletrystykę. Bardzo mnie to zainteresowało.

  21. ilona

    wpis rewelacja! Jakbym czytała o sobie… z jedyną różnicą, że ja za cholere nie potrafię siebie zaakceptować i podejść na luzie do odchudzania. Tak samo jak Ty borykam się z migrenami, PCOS, łykam codziennie hormony i często czuję się jak napompowany balon. Ale nie wolno sie poddawać, nie 🙂
    Dziękuję za te posty to mega pomocne. Pozdrawiam ciepło 😉

  22. ewa

    Tak bardzo przestałaś dążyć do idealnej sylwetki, że przez przypadek ją osiągnęłaś. Dziewczyno, zemdlałabym na Twój widok! 😀

  23. Jola (Yolsh)

    Zaczynam zauważać to, o czym piszesz. Jak trochę wyluzowałam, czuje się lepiej. Nie ukrywam, zależy mi na spadku wagi, ale najpierw muszę pogodzić się z dziwnymi hormonami, tarczycą. Pomogło mi ostatnie sprzątanie w szafie. Letnie ciuchy pochowałam i znalazłam kilka ubrań. Okazało się, że ja w nie znowu wchodzę. To jest bardzo motywujące, nawet kiedy waga nie pokazuje upragnionego wyniku.

  24. Monika

    Wygrywasz swoją NORMALNOŚCIĄ! Dziękuję 🙂 Podbudowałaś mnie w momencie, kiedy po tygodniu choroby mam wyrzuty sumienia, że ani razu nie byłam na siłowni i pochłonęłam paczkę czipsów. A teraz sobie myślę: zdarza się 🙂 Po weekendzie wracam do swoich dobrych zwyczajów.

  25. krettko

    Jezu, Monika, tak bardzo mi trzeba było tego posta… Dziękuję Ci za niego <3

    PS. Dat as…<3 😉

  26. purin

    Generalnie do wszystkiego kluczem jest spokojna, systematyczna praca. Wcale nie perfekcyjna.

    Pamietam moje pierwsze, sierpniowe poczatki z aktywnoscia fizyczna. “Bede cwiczyc 5x w tygodniu i wszystko ruszy!!oneoneone”. “Koniecznie 3x w tygodniu tabata!!!oneoneone”. “Jako kobieta pracujaca nie boje sie niczego – interwaly, silowe, aeroby, wszystko, 10 lat temu trenowalam czynnie sport to co to dla mnie!!oneone”. “Bede tak twarda jak dr lifestyle a one i silowy i interwaly i to po sobie robi!!!oneoneone”. Z mocnym postanowieniem poszlam do fit fabric :d

    Ale na treningu stalo sie cos dziwnego 😛 Zaczelam sie zastanawiac – dlaczego podczas treningu chce mi sie wymiotowac? Dlaczego w polowie tabaty nie mam juz sily podniesc reki – przeciez chce i probuje ale tak jakby nie ma energii w miesniach wtf? 😛 Dlaczego na drugi dzien na kolejnym treningu nie mam sily cwiczyc? Dlaczego po kolejnym treningu potrzebuje 4 dni by dojsc do siebie? 😛 Wtf, co tu sie odpierdala? 😛

    W takim tempie wytrzymalam 3 tygodnie po czym musialam zrobic przerwe, bo siadly mi kolana 😛 Mialam pozniej drugie takie podejscie ale za kazdym razem mimo ogolnej poprawy kondycji i wydolnosci mialam problem z regeneracja po i utrata sily podczas treningu. Naiwnie myslalam, ze skoro mamy podobne predyspozycje (czytalam twoj wpis z poradni genetycznej, ktory mi przekleilas i choc mam zupelnie inna budowe ciala – niska klepsydra – to nie mam problemu z budowaniem miesni ale ze zgubieniem tluszczu) to wystarczy, ze zaserwuje sobie podobny trening. Fitness zaczal kojarzyc mi sie z umieralnia i zdalam sobie sprawe, ze jeszcze troche i wyrobie sobie zero-jedynkowe do sportu, tak jak kiedys do diety. Musialam to wszystko zweryfikowac, jesli nie chcialam sie zazynac i zniechecic.

    Ze smutkiem stwierdzilam, ze nie mam wystarczajacego poziomu wytrenowania, by cwiczyc wiecej niz 60min dziennie, robic tabate, trening silowy z obciazeniem czy cwiczyc 5x w tygodniu – co w sumie jest logiczne, ze nie bede tak wytrenowana jak osoba cwiczaca systematycznie przynajmniej rok. Pozniej trafilam na wpis Marty Okuniewskiej dotyczacy jej podopiecznej z calym katalogiem chorob, ktorej wystarczyl jeden spacer i jeden trening silowy w tygodniu, by ladnie schudnac. Dotarlo do mnie, ze aktywnosc fizyczna musi taka by sie czlowiek zmeczyl a nie zakatowal i dochodzil do siebie x dni. Spokojne aeroby nigdy na mnie nie dzialaly i musialam poszukac czegos dla siebie na teraz – idealny okazal sie spinning, ktory laczy w sobie elementy treningu silowego, interwalowego i aerobowego ale jednoczesnie jest dobry dla kolan i mozna sobie samemu regulowac obciazenie. Zmniejszylam tez ilosc treningow do 2 w tygodniu, bo nawet taki spinning stanowi wyzwanie dla mojego organizmu. Niemniej waga ruszyla. A przy ostrym zapierdolu nie chciala – choc mysle, ze to pobudzilo moj metabolizm. Niby sie mowi, ze 80% sukcesu to dieta ale ja odnosze wrazenie, ze u mnie ruch jest bardzo wazny. Jakbym miala jakis guzik w metabolizmie, ze bez solidnego wysilku strasznie zwalnia.Wiec poki beda efekty, nie bede nic zmieniac.

    Przepraszam za przydlugi post ale to byla cenna lekcja, ktora chcialam sie podzielic 😛

    Na plus tego wszystkiego – mimo iz jeszcze nie schudlam – prawie 2 lata zdrowszego odzywiania a takze nie tak dawne wprowadzenie aktywnosci fizycznej bardzo zaplusowaly. Mialam taki ciezki okres, ze przez kilka tygodni jadlam kilka razy w tygodniu na miescie, fastfoody, wpadaly jakies batoniki po drodze. Niemniej mimo tego staralam sie, by sniadanie i kolacja byly zdrowe i ruszac sie – chociazby spacerem. Normalnie bym sie momentalnie zalala tluszczem i 4kg na plusie by przybyly. Ale nic takiego sie nie stalo. Pomimo, ze pare tygodni nie zylam zdrowo, waga sie nie zmienila. Wiec warto zyc nieperfekcyjnie zdrowo 🙂

  27. nicelady.pl

    Po przeczytaniu, dochodzę do wniosku, że tak naprawdę wszystko zaczyna się w głowie. Bez zaakceptowania siebie w stanie obecnym, nie będziemy w stanie nic zmienić, bo prawdopodobnie żadne efekty nie wydadzą nam się dostateczne.Przez długi czas zmagałam się z takimi problemami i tak naprawdę, często uciekałam w bardzo radykalne sposoby by zmienić swoje ciało. Jednak dopiero w momencie gdy pogodziłam się z tym jaka jestem, jak wygląda moje ciało, dopiero wtedy byłam w stanie do wszelkich zmian i metamorfoz podchodzić z głową. 😉 chyba czasem po prostu trzeba do czegoś “dojrzeć” 😀

  28. INKA

    Gratuluję i podziwiam, że tak fajnie dojrzewasz. Twoja osobowość ( jak również osobowość mojego syna prawie w Twoim wieku) pozwala mi wierzyć, że młodzież jest rozsądna. Podziwiam Cię .

  29. Ania Kalemba

    Ty oglądałaś konferencje TED, ja czytam Ciebie. Jak sama piszesz, nie jesteś turbo idealna, ale jesteś turbo motywująca i Ciebie będę się słuchać. *Jak to robię już od dawna, na pewno od ponad roku :D.

  30. Karolina

    Super tekst! Sama borykam się z PCOS, IO i niedoczynnością tarczycy. To wszystko się nawarstwiło i spowodowało niechęć i niemoc do wszystkiego. Teraz znajduję się tam gdzie Ty byłaś rok temu. Bardzo mnie zmotywowałaś do dalszego działania. Dziękuję!

  31. Panna Nika

    Gratulacje! Wyglądasz świetnie 🙂 A Twoje podejście do zdrowego stylu życia jest świetne, sama próbuję sobie takie wypracować 🙂

  32. Kasia

    Twoje podejście do stylu życia jest mi bardzo bliskie. Chociaż kiedyś wcale tak nie myślałam o diecie i sporcie, jak teraz. Jeden z wcześniejszych komentarzy sugerował, że to dojrzewanie i ja się z tym zgadzam 🙂 Najlepszą decyzją, jaką w tym roku podjęłam, to był urlop w Szklarskiej na obozie biegowym, zamiast tydzień all inclusive w ciepłym kraju za podobne pieniądze 🙂 Moją motywacją był fakt, że w tym roku, po 10 latach, rozstałam się z osobą, którą bardzo kochałam. Chciałam pojechać w miejsce, gdzie moja samotność będzie ukryta. Wierz mi, to był strzał w dziesiątkę. Wyjazd był intensywny pod względem wysiłku, ale również bardzo wyjątkowi byli ludzie, których tam poznałam. Dzięki temu przypomniałam sobie, jak ważne jest w życiu aby dbać właśnie o siebie. Niby wyświechtany slogan, ale dobrze wychodzi się na trening z miłości. I troszczy o to, co jest na talerzu. Też z miłości. Do siebie.
    P.S. Skutek uboczny zmiany: -6 kg od sierpnia.

  33. Ola

    ja też mama takie wahania w podejściu do mojego stylu życia z tym , ze mam sporą nadwagę… raz jest ok przez parę tygodni i potrafie schudnąć 5 kg by w pewnym momencie całkiem zobojętnieć i przytyć z powrotem kolejne 6-7… Moniko, możesz napisać w jaki sposób się motywujesz, co sprawia, że potrafisz np. oprzeć się produktom, które wiadomo, że szkodzą zdrowiu ale i tak ulegamy pokusom (nie mam na myśli tylko regularnych przerw między posiłkami, wyspania się ale takie b, psychologinczne podejscie:))? pozdrawiam

  34. Sennia

    Mam 24 lata, PCOS, 160cm wzrostu i 83kg. Przed rokiem było 75, ale wspomnianie zero-jedynkowe podejście spowodowało obecny stan. Nie radzę sobie kompletnie.

  35. Malwina

    Osobiscie czekam na wpis o zero jedynkowym podejsciu do roznorakich dziedzin zycia…osobiscie bardzo utrudnia mi ono zycie i nie wiem,w ktora strone isc aby sobie z nim poradzic…pozsrawiam goraco

  36. Gosia

    Tekst świetny. Mam podobne podejście staram się jeść zdrowo, ale wiadomo czasem zdarzają się drobne grzeszki 🙂 niestety u mnie gorzej z aktywnością, nie mam żadnej nadwagi a poprostu chciałabym żeby moje ciało było jedrniejsze i bardziej wyrzeźbione ale jakoś nie mogę sie zmotywowac.

  37. baja.g

    Bardzo dobry tekst, ja również mam takie podejscie do życia i też nie jestem taka “super fit i jeśli trzeba coś jeść to tylko zdrowe jedzenie” 😉 ale nie neguję całkowicie takiego trybu życia i jeśli komuś to odpowiada, nie cierpi poprzez takie wybory a nie inne to w porządku. Moje ciało też nie jest idealne i takie nie będzie, ciąża zrobiła swoje, może kiedyś coś zaniedbałam ale nigdy nie miałam super fit figury, byłam szczupła ale nie wysportowana. Co oczywiście nie znaczy, że kobiety, które tak wyglądają są złe, bo podoba mi się jak ktoś zdrowo podchodzi do wielu spraw i nie głodzi się ani nie obżera i ma fajne ciało. Po prostu nie każdemu to pasuje, nie każdy musi gonić za tym i za wszelką cenę osiągać to co inni. Przed ciążą miałam nawet niedowagę, potem się wszystko inaczej poukładało, przytyłam w boczkach i widać to w okolicach brzucha i bioder, wiadomo też, że jak się siedzi głównie w domu przy dziecku to tez jest inaczej niż jak codziennie wychodzi się do pracy/szkoły i jest się ciągle w ruchu. Aktualnie waga mi nie spada ale gdy znajdę chwilę czasu to idę na fitness i czuję się lepiej, że robię coś dla siebie 😉

  38. Lidia

    Jak przeczytałam, że tamten wpis jest z przed roku, albo że Twój mężczyzna ci się oświadczył rok temu, to myślę “Nieeee, coś się jej chyba potentegowało” 😀 Szok, że tyle czasu minęło jak mrugnięcie.
    Rok temu też byłam taką ZERO-JEDYNKĄ, dodatkowo zestresowaną maturą i nie mogłam się opanować pomiędzy “tygodniem czystości” (bez przymusów, nie ciągnęło mnie do niczego specjalnego) a “szalonymi weekendami”, kiedy to bałam się zostawać bez rodziców wieczorami w domu co by nie pochłonąć lodówki, kuchennych szafek, a przez przypadek może i kota.

    A dzisiaj jestem sobie studentem, który kota nie zjadł (i nie ma zamiaru), ze zdrowym podejściem i bez tych strasznych ciągot na jedzenie. Jestem głodna – jem, nie jestem – nie jem. Znalazłam sposób na siebie i swoją cukrzycę, “formę” mam lepszą niż kiedy byłam kalkulatorem 24/7, a ona ciągle się poprawia.
    Pisałabym dalej, ale moje to komentarz, a nie kolejny post, więc tutaj kończę ostatnimi zdaniami. Przyznaję, że odwiedzam cię rzadziej niż kiedyś ze względu na wolny czas, ale chciałam powiedzieć, że zawsze bardzo mi się podobało właśnie to, że masz luźne podejście, ale bez popadania w przesadę (niektórzy sądzą, luźne podejście = w poniedziałek zjem pączka, a we wtorek kebs).

    Nie przedłużając, po zobaczeniu tu zdjęcia powiedziałam sobie “DEEEJUM, kobita zrobiła dobrą robotę.” Więc pozdrawiam i ściskam, chociaż wcale się nie znamy. Buziak 🙂

  39. Justyna Rolka

    Jesteś moim ideałem, wzorem, motywatorem. Uwielbiam Cię za to jaka jesteś! Jak dla mnie wyglądasz obłędnie, marzę by kiedyś zbliżyć się wyglądem do Twojej seksownej pupy:) U mnie walka trwa i trwa, myślałam, że uda mi się szybciej osiągnąć wymarzony efekt, ale teraz już wiem, że czeka mnie jeszcze sporo pracy. Całe życie byłam puckiem, nie mam więc co się dziwić, że zrzucenie balastu 40 kilogramów musi potrwać…Gratuluję mądrego podejścia, jesteś wzorem dla wielu kobiet i mężczyzn!

  40. Julia

    Meeeega przemiana. Wiedziałam że dasz z siebie baaardzo dużo, Gratuluje i życzę dalszych sukcesów.
    I oczywiście czekam na start z dietami, żebyś mogła “uratować” też i mnie i innych 🙂

  41. Angelika

    Wpis, który właśnie przeczytałam odważnie mogę porównać do znakomitego seansu w kinie. Po obejrzeniu dobrego filmu na sali kinowej zapada cisza, ludzie nie podrywają się z miejsc – po przeczytaniu tego tekstu dokładnie tak się poczułam. Przez chwilę zastanowiłam się nad swoim życiem, priorytetami.. Mimo tego, że siedzę teraz w pracy ta chwila była mi bardzo potrzebna. Z pewnością jest dużym bodźcem, który mam nadzieję pchnie me życie ku lepszemu.
    Ogromne gratulacje za odwagę, determinację, poszukiwanie różnych dróg by osiągnąć szczęście i przede wszystkim szczerość 🙂

    Śledzę bloga już od jakiegoś czasu (przyznaję bez bicia, nie systematycznie) ale bardzo cieszę się, że trafiłam na ten wpis.
    Jest cudowny, tak jak Ty, która dodajesz otuchy pozostałym 🙂

    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów ! 🙂

  42. Dyktaturka

    Kochana, mogłabyś zrobić jadłospis z tego co jesz? Takie przykładowe poropozycje co np.jadłaś w ciągu tygodnia? Jak komponujesz potrawy by miały niski ig?
    Aa i czy wliczasz warzywa, węglowodany z nich w bilans kcal?

  43. nicelady.pl

    Po pierwsze – świetne efekty, po drugie – osiągnięte MĄDRYM podejściem do diety i ćwiczeń. Dobrze jest wiedzieć, że ktoś jeszcze takie ma, bo ostatnio odnosiłam powoli wrażenie, że świat zapełniają już tylko instagramowe “kobiety idealne” z figurą Modelek z VS i w ogóle wymuskanym i perfekcyjnym życiem 🙂 Ja kiedyś pobłądziłam totalnie i wpadłam w skrajność, bo cały mój dzień potrafiłam podporządkować odchudzaniu, treningom, totalnie wręcz zapominając, że liczy się to jak siebie postrzegam, czy naprawdę aż tak źle mi w mojej skórze, to bym siebie akceptowała i kochała swoje ciało. Potem na szczęście to do mnie dotarło. Poza tym szkoda mi tracić piękne chwile z bliskimi, szkoda odbierać sobie przyjemność z czerpania garściami z życia tylko dla perfekcyjnej sylwetki. Za ładnym wyglądem musi coś jeszcze iść. I choć bardzo lubię dbać o siebie, to dzisiaj wiem, że nawet do tego trzeba podchodzić z głową i z dystansem 🙂

  44. Gosia

    Świetny wpis! Dzieki niemu zdałam sobie sprawę z tego dlaczego tak bardzo lubię czytac Twojego bloga – po prostu jesteś normalna:) (jakkolwiek to brzmi), jesteś jedną z nas, nie patrzysz na świat zero-jedynkowo, że zawsze musi być coś albo czarne albo białe, albo zdrowe albo niezdrowe, popełniasz błędy i przyznajesz się do nich, bo raz na jakis czas zjesz tłustego burgera czy super kaloryczne babcine ciacho jak normalny człowiek i co z tego? przecież większośc z nas po prostu tak robi!
    Trudno więc czasem czytać blogi dziewczyn, które żyją (albo przynajmniej tylko tak piszą na swoim blogu) tak super zdrowo i postrzegają świat wyłącznie jednokierunkowo bo ciężko nam się z nimi utożsamić i mamy wrażenie, że próbujemy je doścignąć stając się kimś zupełnie innym niż jestesmy…

  45. Kaś

    Czytając ten tekst doszło do mnie, że popełniam podstawowy błąd: za wszelką cenę chcę schudną, popadam ze skrajności w skrajność bo albo trzymam się diety i treningów na 100%,a jak odpuszczam to ca całej linii i tak znów od początku po raz 123456, w sumie nie wiem, który, ale sama wpędziłam się w tą spiralę… Wiem, że oduczenie się tego wymaga czasu, ale skoro jesteś żywym przykładem na to, że Ci się udało, to dlaczego mi ma się nie udać ? Zacznę skupiać się, na rozwijaniu siebie, swoich umiejętności, a nie na diecie i treningach, bo do tej pory wszystko się wokół tego kreciło. Będę wracała do tego wpisu często,żeby ciągle na nowo sobie przypominać, że nie bycie szczupłym jest w życiu najważniejsze 😉 Dziękuję Moniko 🙂

  46. Kasia

    Czytalam obszerny artykul super ….mam wrazenie ze czytam o sobie zwlaszcza pcos i hashimoto;/

  47. Paulina

    Czy mogłabyś polecić konkretne pozycje książkowe dotyczące rozwoju osobistego/psychologiczne, o których wspominasz we wpisie?
    Dziękuję! 🙂

  48. Iza

    Podoba mi się Twoje podejście. Masz Hashimoto czy tylko niedoczynność? Pytam, bo interesuje mnie Twoje zdanie na temat wykluczenia glutenu i laktozy z diety właśnie w Hashimoto. Ja mam Hashimoto i nie zdecydowałam się na całkowite wykluczenie glutenu- staram się jedynie ograniczać jego spożycie, z laktozą (i w ogóle mlekiem krowim) nie idzie mi już tak dobrze bo jestem wyznawcą nabiału wszelkiego rodzaju 🙂 Czuję się ok, nie mam większych problemów z wagą, insulinooporności (regularnie trenuję), w ciążę zachodzę “na zawołanie” ;p, właściwie nie odczuwam na co dzień, że coś z moją tarczycą jest nie tak- ale jest- biorę już dość wysoką dawkę hormonów. Zastanawiam się, na ile takie zmiany mogłyby wpłynąć korzystnie na samo funkcjonowanie tarczycy.

  49. Ania [PKNDL]

    Mam dzisiaj “dzień grubasa”. Zjadłam dwie zapiekanki domowej roboty, dostałam zgagi, przejrzałam się w lustrze. Zwątpiłam, prawie zapłakałam. I potrzebowałam czegoś takiego jak Twój wpis. Dziękuję za to świadectwo i życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

    Rano idę kupić rzeczy na sałatkę, przysięgam.

    1. Monika Gabas

      To nie mi składaj obietnice i przysięgi! Sobie, tylko i wyłącznie :). I może nie od razu sałatka – między nią a zapiekankami jest kilkanaście regałów w sklepie!

      Wyluzuj Ania. Nie ma sensu zadręczać się tym, co nie wyszło. Chwila refleksji jest potrzebna, ale wyrzuty sumienia mogą Cię co najwyżej zjeść od środka (niestety nie udaje im się zjadać przyczyny ich istnienia 😉 ).

      Trzy głębokie wdechy, konkretny plan działań i stopniowe wdrażanie małych kroczków – to najlepsze, co możesz dla siebie zrobić 🙂

      1. Ania [PKNDL]

        A co, jeśli po prostu mam ogromną ochotę na sałatkę? 😀
        (Wcześniej miałam na te cholerne zapiekanki, więc z “ochotą” bardzo trzeba uważać…)

        Taaak, wiem, jak to jest z tymi obietnicami i przysięgami i zaręczam, że skierowałam ją do siebie 😉 Jeśli chodzi o “wyluzowanie”, to moim problemem jest to, że chyba jestem za bardzo wyluzowana – a to też nie sprzyja chudnięciu i “syndromowi odjutrowemu” 😉 Planów nienawidzę – i to z tą nienawiścią muszę konkretnie zawalczyć!

  50. Aleksandra

    Super tak trzymaj ! Jedno z niewielu tak zdrowych podejść do tematu odchudzania . Jesteś świetna , motywujesz kobieto 🙂

  51. Lea

    Cześć, bardzo spodobał mi się Twój blog oraz przepisy , są proste i czytelne, dziś zaczynam na nich działać 😉
    Bardzo gratuluje przemiany i samozaparcia to jest bardzo ważne. Ja od jakiegoś czasu tez ograniczam pewne produkty ale dalej mam napady chętki na pizze, subwaya czy inne takie jak również słodycze, ale wiem że to tylko silna wola może mi pomóc z odstawieniu tych rzeczy.
    Natomiast czytając i widząc takie osoby jak Ty najbardziej mnie motywują, nie superchude modelki czy też fitnesski z mega wyrzeźbionym ciałem tylko “zwykłe” niezwykłe osoby z którymi można się utożsamiać nie stawiać sobie jednocześnie za wysokiej poprzeczki bo szybko można ponieść porażkę. Małymi kroczkami brnąć do celu 😉
    Trzymam kciuki za Ciebie, siebie i wszystkie osoby które chcą osiągnąć i czuć się dobrze w swoim ciele.
    Najważniejsze nigdy nie udowadniajcie nic komuś!!

    Monika a powiedz mi bo nie ukryje że weekendowo zdarzają się rożne okazje i wtedy sięgam po alkohol, staram się i go ograniczać tylko do weekendów ( ale też nie każdy 😉 natomiast jak było/jest w Twoim przypadku ??
    Wiem że najlepiej by było i efekty były by widoczne gdyby całkowicie go odstawić ale jestem ciekawa Twojego doświadczenia ?
    Również innych ?? 🙂

    Pozdrawiam

  52. Marta Kondratowicz

    Cześć, dziś jest ten dzień, w którym podjęłam bardzo ważną decyzję – czas wziąć się za siebie. Koniec z wymówkami, że jestem młodą mamą, że po porodzie.. bo to już 2lata od kiedy synek jest z nami! Tak, bywa ciężko, nie ma czasu na bieganie po siłowniach i fitness klubach, nie ma czasu na wymyśle gotowanie, a noce.. owszem, bywają ciężkie przez te wyżynające się zęby. Ale KONIEC WYMÓWEK! Chciałam Ci serdecznie podziękować! Moja motywacja jest na poziomie +1000! tym razem nie rzucę się w wir fit freaków, gdzie wszystko jest albo białe albo czarne, nie ma miejsca na potknięcia.. najbardziej podoba mi się Twoja zasada 4/5 – 4 posiłki jakie powinny być, jeden trochę mniej. Właśnie tego mi brakowało na ten początkowy czas, adaptacji z nowym stylem życia. W połączeniu ze świadomym wybieraniem aktywności mam nadzieję, że pomoże wrócić mi na właściwe tory.. bo przed ciążą było zupełnie inaczej. I właściwie to o tym chciałam napisać. Mam zdiagnozowane PCOs i niedoczynność tarczycy. Przy staraniach o dziecko musiałam zmienić styl życia, aktywność fizyczna, dieta eliminacyjna (gluten i nabiał). Efektem ubocznym była nowa figura.. figura do której tak tęsknie, ale wiem, że jest w zasięgu moich możliwości 🙂 chciałam tylko napisać, że zmiana nawyków żywieniowych oraz aktywność fizyczna bardzo wpływa na układ hormonalny i wierze, że są to o wiele skuteczniejsze metody aniżeli terapia zastępcza. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Pozdrawiam! Marta

  53. Monika

    Fantastyczny wpis! Kilka dni temu odkryłam Twój blog i myślę, że zostanę tu na dłużej 🙂

  54. Magda

    Uwielbiam Cię i Twojego bloga! Jesteś taką normalną osobą, ze zdrowym podejściem do życia :). Motywujesz na 10000%! Staram się wybierać zdrowe produkty i zdrowo się odżywiać, ale czasami grzeszę i sięgam po drinka, cheesburgera w Macu czy chipsy na imprezie. Ale Ty pokazujesz, że to nie jest koniec świata i takie rzeczy zdarzają się także innym. Czekam na kolejne artykuły, przepisy i jadłospisy :).