Żeby schudnąć nie musisz gotować na parze

Możesz smażyć. Na grillu. I to nie tylko dlatego, że w tym roku sezon grillowy można było z powodzeniem przedłużać do października. W zasadzie koniec sezonu grillowego to bardzo dobra okazja, żeby zaproponować Wam zdrowszą alternatywę nie tylko dla smażenia, ale i samego grillowania.

Uwaga: przeczytanie tego tekstu grozi podjęciem impulsywnej decyzji zakupowej i zjedzeniem soczystej karkówki w dniu przywiezienia paczki przez kuriera.  Soczystej karkówki, która wcale nie będzie gorsza dla Twojej figury niż filet kurczaka przyrządzany przez Ciebie w dotychczasowy sposób.

Grillowanie czy smażenie

IMG_0892

Przewagi grillowania nad smażeniem:

  • brak konieczności używania oleju (bądź redukcja używanej standardowo ilości o jakieś 90%) -> mniejsza kaloryczność potrawy, a oprócz tego usuwamy z jadłospisu wszystkie paskudztwa, które uwalniane są podczas obróbki termicznej oleju: akroleina (potencjalnie pronowotworowa), wolne rodniki (szczególnie w olejach o niskiej temperaturze dymienia). Dygresja: za najbezpieczniejsze tłuszcze do smażenia uważam masło klarowane, smalec i olej kokosowy.
  • nie kusi przygotowanie kotleta w panierce 😉 -> mniejsza kaloryczność
  • podczas grillowania z mięsa wytapia się tłuszcz -> mniejsza kaloryczność
  • obróbka tego samego rodzaju mięsa na grillu jest szybsza niż na patelni -> grillowana potrawa zachowuje więcej składników odżywczych, a jednocześnie powstaje w niej mniej HCA (heterocyklicznych amin, które są uznawane za rakotwórcze)

No dobra. Ale co jeśli pogoda nie zachęca do przygotowywania obiadu na dworze albo tak jak ja mieszkacie w bloku bez balkonu? Na szczęście jest alternatywa (i nie jest to gotowanie na parze – a fe!). Grill elektryczny.

Przewaga grilla elektrycznego nad zwykłym

grill elektryczny szaszłyki
  • możliwość używania przez cały rok
  • znacznie krótszy czas przygotowań do rozpoczęcia grillowania (mój grill jest gotowy po minucie od włączenia)
  • grillowanie na grillu elektrycznym znacznie redukuje zawartość rakotwórczych dioksyn w mięsie – większość z nich znajduje się w dymie i (w przypadku tradycyjnego grilla) w takiej postaci trafia do mięsa
  • na zwykłym grillu kapiący z mięsa spada na gorący węgiel powstają wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne – kolejne rakotwórcze związki
  • na grillu elektrycznym istnieje możliwość regulacji temperatury – do gatunku grillowanego mięsa możemy ustawić możliwie najniższą temperaturę, co zredukuje liczbę powstających rakotwórczych związków

A że cioci lifestyle jeszcze bardziej zależy na Waszym zdrówku (pozdrawiam spod kołdry wraz z anginą!) to łapcie jeszcze kilka porad, które zneutralizują niepożądane efekty grillowania

  • mięso tnij na możliwie najcieńsze kawałki lub wcześniej krótko podgotuj, a grill niech posłuży jako narzędzie do nadawania mięsu rumieńca 😉 -> w ten sposób jeszcze bardziej skracamy czas przyrządzania mięsa, a im krócej on trwa, tym mniej rakotwórczych substancji zostanie wytworzonych
  • nie tylko dla smaku – marynuj mięso. Badania prestiżowego czasopisma Journal of Food Science wykazały na przykładzie kurczaka i wieprzowiny, że marynowanie może zmniejszyć powstawanie HCA (jeśli już nie pamiętasz tego skrótu to rzuć okiem kilka podpunktów wyżej) aż 0 70% – szczególnie jeśli użyje się do tego celu świeżych ziół posiadających duże ilości antyoksydantów (substancji redukujących powstawanie wolnych rodników)
  • z tego samego powodu, co powyżej – na talerzy obok grillowanego mięska powinny lądować warzywa (również zawierają antyoksydanty)
  • jeśli grillujesz na oleju/maśle/czymkolwiek dopilnuj, żeby tłuszcz miał ujście z grilla (mój grill elektryczny ma taki rowek, którym wszystko spływa do wyjmowanej podstawki)

Długo wydawało mi się, że skoro mam patelnię grillową, to nie potrzebny mi grill elektryczny. BŁĄD! Przede wszystkim patelnia grillowa po kilku miesiącach intensywnego użytkowania wymagała niemal takiej samej ilości oleju, jak zwykła patelnia, a także dlatego, że doceniłam możliwość regulacji temperatury. Informacje o wszystkich potencjalnie rakotwórczych związkach zadziałały na mnie tak orzeźwiająco jak wiedza na temat tego co w praktyce znaczy MOM ;).

Zastanawiam się nad pokazaniem Wam efektów końcowych prac w naszym mieszkaniu (jakiś miesiąc temu przeprowadziliśmy się na swój kawałek podłogi), ale żaden ze mnie dekorator czy architekt i… trochę się cykam! To chyba trochę tak jak z dzieckiem – w tym przypadku nie byłabym w stanie znieść krytyki ;).