Jak wybrać dietetyka?

Pani w białym fartuszku i zielonym jabłkiem w ręku czy pornofitdziunia w stringach Calvina Kleina z takim brzuchem, że można by na nim zetrzeć marchewkę? Najszerszy w barkach koks z siłowni czy okularnik w koszuli w kratę? Maratończyk czy kulturysta? Fitnesska czy joginka? Coach zdrowia, specjalista ds. żywienia, diet coach, żywieniowiec a może dietetyk? Magister, inżynier, doktor czy absolwent Wyższej Szkoły Lansu i Bansu? Kobieta, która schudła trzydzieści kilogramów w rok czy magister dietetyki, który nigdy nie miał problemów z nadwagą?

Wspólny mianownik? Wszyscy mogą układać diety i udzielać porad żywieniowych. Czy wszyscy powinni? A skądże!

 Czy na pewno potrzebujesz dietetyka?

Zanim powiem Ci, jak wybrać dietetyka, zastanów się czy naprawdę potrzebujesz jego pomocy. Jeśli wydaje Ci się, że do dietetyka trafiają osoby świadome swoich błędów żywieniowych i chcące je naprawić, to masz rację – tylko Ci się wydaje. Większość osób na pierwszej wizycie u dietetyka zaczyna rozmowę od:

  • “Jem malutko i nie chudnę”
  • “Tyję z powietrza”
  • “Próbowałam już wszystkich diet i żadna nie dała trwałych efektów”
  • “Prawie nic nie jem, a ciągle tyję”
  • “Stosuję dietę 1600 kcal od 4 tygodni i nie chudnę”
  • “Zdrowo się odżywiam a waga ani drgnie”

…I dietetycy nie mogą mieć do nich o to pretensji. Ludziom brakuje jasnych, klarownych informacji, które stanowiłyby wiarygodne źródło wiedzy o zdrowym odżywianiu i bezpiecznym odchudzaniu. Szukając wiedzy o zdrowym stylu życia w Internecie, książkach, gazetach i telewizji można trafić na skrajne zalecenia, zdawkowe informacje bez pokrycia w dowodach naukowych i obiecywanie złotych gór (czy raczej szczupłych ud) za sprawą restrykcyjnych diet. Dlatego obiektywna ocena sposobu odżywiania może być utrudniona.

Jak się przygotować do wizyty u dietetyka, jak ocenić czy warto iść do dietetyka?

Zanim pójdziesz do dietetyka i zostawisz u niego swoje pieniądze, sprawdź czy Twoja ocena stylu odżywiania jest obiektywna. Przez kilka dni (co najmniej 3, optymalnie 5, a najlepiej cały tydzień, bo weekendy często rządzą się własnymi prawami) notuj wszystko, co zjadłeś. Możesz wykorzystywać do tego celu aplikacje i strony internetowe (MyFitnessPal, Fitatu, tabele-kalorii) lub kartkę papieru i długopis (bardziej czasochłonny sposób, ponieważ kartka nie policzy automatycznie dziennej kaloryczności i rozkładu makroskładników, ani nie podpowie jak ocenić gramaturę poszczególnych składników).

Po eksperymencie może się okazać, że jadłeś więcej, niż Ci się wydawało. Bo na co dzień nie pomyślałbyś o tych dwóch dodatkowych łyżkach oliwy dodanych do sałatki ani o tym, że do owsianki dodawałeś czubate a nie płaskie łyżki płatków, do kanapek dołożyłeś dodatkowe trzy plastry żółtego sera a w ciągu dnia wypiłeś trzy kubki herbaty słodzone dwiema łyżeczkami miodu. Te niepozorne produkty w niewielkich ilościach zdają się nie mieć znaczenia w skali całego dnia, a dostarczają około 600 kcal. Tym sposobem z diety redukcyjnej może zrobić się dieta na utrzymanie stałej masy ciała.

To czy tak się stanie, zależy od Twojego zapotrzebowania energetycznego i należnej wartości diety redukcyjnej. Przykład: jeśli Twoje dzienne zapotrzebowanie w dni treningowe to 2500 kcal, to należna kaloryczność diety redukcyjnej (75-80% CPM) to około 1900 – 2000 kcal. Jeśli dodamy do tego nadwyżkowe 600 kilokalorii, które naprawdę łatwo można przeoczyć, dostarczysz sobie tyle kalorii, ile spalasz. W tej sytuacji nie schudniesz. Nie dlatego, że “dieta” nie działa, a dlatego, że zjadłeś za dużo w ciągu dnia.


Niezależnie od wyniku analizy, skorzystasz na wykonaniu tego zadania. Jeśli okaże się, że jesz więcej, niż Ci się wydawało, możesz na własną rękę spróbować zmniejszyć dzienną kaloryczność diety (np. poprzez kontynuowanie notowania posiłków w aplikacji i dostosowywanie wielkości porcji do kaloryczności diety redukcyjnej).

Jeśli faktycznie jesz mniej, niż wynosi Twoje zapotrzebowanie kaloryczne lub po prostu chcesz skonsultować się z dietetykiem (żeby doradził Ci jaka kaloryczność diety będzie dla Ciebie najodpowiedniejsza i na co powinieneś zwrócić uwagę planując swój jadłospis) albo zamówić indywidualny jadłospis, to również skorzystasz na notowaniu posiłków. Dla dietetyka Twoje zapiski będą cenną informacją o Twoich upodobaniach, pomogą wypunktować największe problemy i ustalić zalecenia. Dla Ciebie to czysty zysk. Lepiej wykorzystacie czas wizyty, a może nawet unikniesz dodatkowej konsultacji, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że dietetyk sam poprosiłby Cię o notowanie posiłków.

Co, jeśli nie dietetyk?

Skąd czerpać wiedzę na temat zdrowego odżywiania?

  • małe kroczki wprowadzane na własną rękę – jeśli jesteś dopiero na początku drogi z odchudzaniem, może się okazać, że wystarczy wyeliminowanie podstawowych błędów, abyś mógł osiągnąć pożądane rezultaty i wcale nie jest potrzebna Ci do tego nadzwyczajna wiedza ani precyzyjnie opracowana strategia
  • specjalistyczne książki (najlepsze są podręczniki akademickie lub książki wydawane przed wydawnictwa funkcjonujące przy uniwersytetach)
  • zaufane strony internetowe i blogi – niestety trudno jest ocenić rzetelność autora bez odpowiedniej wiedzy, ale w jednym z artykułów podpowiadam jak znaleźć wiarygodne źródła wiedzy w Internecie
  • Korepetycje z odchudzania – kurs online mojego autorstwa, którego I edycja zebrała 100% pozytywnych opinii i 100% deklaracji ponownego zakupu (a muszę podkreślić, że opinią postanowiło podzielić się aż 46 z 88 uczestniczek). Kurs uczy krok po kroku wszystkiego, co niezbędne do skutecznego, efektywnego i trwałego odchudzania bez stresu, restrykcji i działania wbrew sobie. To kompleksowy zbiór uporządkowanych porad, wskazówek i narzędzi, który pomaga naprawić relacje z jedzeniem, schudnąć i wypracować zdrowe nawyki na całe życie. Jestem dumna z tego jakie efekty osiągają uczestniczki I i II edycji. Jeśli jesteś zainteresowany (czy raczej: zainteresowana) kursem, zapisz się na listę oczekujących.

Kto może być dietetykiem?

Jedyne istniejące regulacje prawne zawodu dietetyka regulują wyłącznie kwalifikacje osoby, która może być zatrudniona na stanowisko dietetyka w “podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorstwami”. Znaczy to mniej więcej tyle, że w publicznym szpitalu jako dietetyk może pracować wyłącznie osoba po odpowiednich studiach (kierunki: dietetyka lub technologia żywności ze specjalizacją dietetyka licencjat lub inżynier lub mgr). Co z tego, skoro ustawa [1] dotyczy placówek publicznych i już w szpitalu prywatnym przedsiębiorca może zatrudnić na to stanowisko kogo chce? Poradnię dietetyczną może założyć ten, kto chce. Stronę internetową z poradami ten, kto chce.

Zawód dietetyk nie posiada odrębnych regulacji prawnych. Dietetycy wraz z przedstawicielami innych zawodów medycznych walczą o powstanie odpowiedniej ustawy. Ale to potrwa. Fizjoterapeutom zajęło to jakieś 30 lat.

Na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia [2] dietetykiem nazywana jest:

  • osoba, która ukończyła policealną szkołę średnią i uzyskała dyplom dietetyka
  • osoba, która ukończyła szkołę wyższą na kierunku lub w specjalności dietetyka realizującą w programie nauczania co najmniej treści kształcenia oraz liczbę godzin objęte podstawą programową kształcenia w zawodzie dietetyk i uzyskała tytuł licencjata lub magistra

Wśród najczęściej zadawanych pytań wg Ministerstwa Zdrowia powtarza się: jakie są regulacje prawne zawodu dietetyk?

Zawód dietetyka należy do zawodów, które nie posiadają odrębnych regulacji ustawowych. Osoby wykonujące ten zawód wykonują go zgodnie z umiejętnościami zawodowymi, które są rozumiane jako kwalifikacje zawodowe i nabywane w toku kształcenia. Aktualnie w Ministerstwie Zdrowia prowadzone są prace związane z opracowaniem kompleksowego uregulowania w jednej ustawie poszczególnych zawodów medycznych, w tym także zawodu dietetyka. W zakładzie opieki zdrowotnej o zatrudnieniu na określonym stanowisku i powierzeniu konkretnych obowiązków i uprawnień decyduje pracodawca.

Czyli jedno wielkie blablablabla. Tymczasem…
Grażyna z osiedlowej siłki może napisać na instagramie, że jest dietetykiem.
Napakowany chłopak coraz bardziej umięśnionej blogerki może napisać na własnym czole, że jest dietetykiem.
Absolwent arcypoważnego weekendowego kursu online może napisać na swojej oficjalnej stronie internetowej, że jest dietetykiem.

Każdy może podawać się za dietetyka, ponieważ nie jest to zawód zamknięty/licencjonowany (nie jest regulowany odrębną ustawą tak jak np. taksówkarz). 

Czy regulacja prawna zawodu dietetyk coś zmieni?

Bardzo chciałabym wierzyć, że tak się stanie. Jednak wierzę przede wszystkim w to, że Polacy to bardzo przedsiębiorczy naród. Ktoś, kto pracował w zawodzie dietetyka (bez odpowiednich, wymaganych w nowej ustawie uprawnień) nie przestanie pracować jako dietetyk. Przestanie to tak nazywać. Zacznie się (jeszcze większy) wysyp doradców żywieniowych, edukatorów żywieniowych, dietoterapeutów i innych dietologów. Więc jak wybrać osobę, która pomoże Ci w odchudzaniu, dostosuje dietę do Twojego stanu zdrowia i oczekiwań oraz pomoże w zmianie stylu życia?

Jak wybrać dietetyka?

Wypowiadam się z perspektywy studentki V roku dietetyki i osoby, która w przeszłości sama korzystała z pomocy dietetyka. Poniższe punkty są całkowicie subiektywne, podyktowane moimi doświadczeniami, obserwacjami i wizją zawodu dietetyka. Tym artykułem próbuję pomóc Ci wybrać dietetyka dla Ciebie. Najlepszego, jakiego da się wybrać spośród MORZA specjalistów reklamujących się w Internecie. Poniższe punkty nie są przepisem na “bycie dobrym dietetykiem” lub “bycie fatalnym dietetykiem”. To zbiór wskazówek, który ma ułatwić Ci dokonanie dobrego, bezpiecznego wyboru bez ryzyka kolejnych rozczarowań i setek złotych wydanych na marne.

  • wykształcenie ma znaczenie – studia wyższe na kierunku dietetyka, to dla mnie punkt obowiązkowy – nie skorzystałabym z porady dietetyka bez wykształcenia kierunkowego. Jest to zbyt złożona i wielopoziomowa dziedzina, bym była w stanie zaufać komuś, kto uczestniczył w kilku kursach z zakresu konkretnych metod. Studia wyższe dają wiedzę ogólną, związaną szeroko z konkretną dziedziną. Bez kursów i szkoleń nie da się być dobrym dietetykiem, ale bez tej ogólnej wiedzy trudno jest ocenić, które szkolenia są warte uwagi, kto powinien być naszym autorytetem, a kto wciska kit i ma po prostu świetny marketing. Dodatkowym plusem jest wykształcenie na uczelni medycznej, gdzie wykładowcami są lekarze, dietetycy i inni specjaliści związani z ochroną zdrowia. Na pierwszym miejscu stawiany jest tu człowiek i jego ogólna kondycja, żywienie nie jest traktowane jako odrębny temat. Jest integralną częścią profilaktyki zdrowotnej, może być również wykorzystywane do celów terapeutycznych. Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na studia na Uniwersytecie Medycznym. Nie są idealne, ale dały mi umiejętność rzetelnej oceny źródeł, korzystania z artykułów naukowych i szersze spojrzenie na to, jak działa nasz organizm i jak wpływamy na niego dietą. Bardzo cenię sobie wiedzę z zakresu dietetyki klinicznej i diagnostyki, którą trudno byłoby zdobyć na własną rękę. Co ciekawe, równie dużo skorzystałam na studiowaniu biotechnologii (na tym samym uniwersytecie) – wiedza z zakresu biochemii, genetyki, fizjologii bardzo przydaje mi się w pracy dietetyka i stymuluje dalszy rozwój.
  • specjalizacja może być picem na wodę – specjalizacje zależą od tego czy dany uniwersytet przewidział je w programie kształcenia, czy też nie. Zazwyczaj polega to na tym, że na ostatnim roku studiów wybiera się kilka fakultatywnych przedmiotów dostosowanych do kierunku specjalizacji. Na dyplomie pojawia się tytuł wraz ze specjalizacją. Największe znaczenie ma to pod kątem marketingowym, niestety nie idzie za tym faktyczna przewaga w wiedzy z danego zakresu. Np. “Dietetyk kliniczny” wcale nie musi oznaczać, że osoba pracuje w szpitalu i jest wybitnie wyspecjalizowana. Zazwyczaj znaczy to tyle, że na ostatnim roku studiów miała kilka dodatkowych przedmiotów związanych z tym zagadnieniem. W praktyce specjalizacje determinuje wieloletnie doświadczenie, odbyte kursy, szkolenia i ewentualnie studia podyplomowe czy zainteresowania i samorozwój. 
  • trener to nie dietetyk – postanowiłam wyszczególnić tę grupę, ponieważ uważam, że jest wyjątkowo szkodliwa na rynku usług dietetycznych. Fakt, to trenerzy wyglądają najlepiej. Ale jest tak dlatego, że często osiągają ten wygląd, kosztem zdrowia. Wygląd nie jest dla mnie najważniejszy, liczy się dla mnie stan zdrowia, uzdrowienie relacji z jedzeniem, wzmocnienie samooceny a nie dążenie do kaloryfera na brzuchu kosztem wszystkich wcześniej wymienionych rzeczy.  Większość diet od trenerów to zalecenia żywieniowe z rozpisanymi makroskładnikami i określonymi grupami produktów, które można jeść, a których nie można. Widziałam większość “zaleceń” najpopularniejszych internetowych trenerów-dietetyków i wszystkie były FATALNE. Mało urozmaicone, ze szkodliwym dla zdrowia rozkładem makroskładników i tak deficytowe, że aż strach myśleć, jakie samopoczucie musi mieć osoba trenująca przy tak małej kaloryczności posiłków. Zanim zdecydujesz się na współpracę żywieniową z trenerem, zapytaj co rozumie przez “zalecenia żywieniowe”, “rozpiskę” czy “plan żywieniowy”, bo może się okazać, że za 150 zł dostaniesz tabelkę z rozkładem makroskładników na poszczególne posiłki w ciągu dnia lub dietę, w której 3 z 5 posiłków będą takie same (a pozostałe dwie będzie stanowić odżywka białkowa)
  • misja i pasja – ten człowiek musi kochać to, co robi. Ciągle się rozwijać, doszkalać, uczyć. Jego podejście do odchudzania musi Ci się podobać i odpowiadać. Najłatwiej jest to ocenić na podstawie strony internetowej, bloga (czy mikrobloga realizowanego w ramach strony), Fanpage’a, profilu na Instagramie, kanału na YT. Zanim umówisz się na wizytę, sprawdź wszystkie te miejsca i zastanów się czy odpowiada Ci styl bycia tej osoby i sposób w jaki mówi o zdrowym odżywianiu, jakie metody promuje

Jak to sprawdzić?

Poproś o informacje na temat wykształcenia (jeśli dietetyk nie podaje ich na stronie internetowej), zapytaj o to jak wygląda współpraca, jakie podejście do odchudzania. Jeśli na coś chorujesz, dowiedz się czy dietetyk ma doświadczenie w tym zakresie. Poszukaj informacji na temat dietetyka w Internecie. Nie mam tu na myśli opinii, ponieważ nie zawsze jest to obiektywne źródło informacji. Bardziej wartościowe będą artykuły autorstwa tej osoby, wypowiedzi eksperckie, filmy na YT. Najważniejsze, żeby ta osoba przekonywała Ciebie i podobała się Tobie – od tego zależy powodzenie Waszej współpracy. Musisz cenić swojego dietetyka, ufać mu i mieć przekonanie, że jesteś w dobrych rękach. Dlatego tak ważne jest szczegółowe sprawdzenie tej osoby przed nawiązaniem współpracy.

Pamiętaj, że jesteś klientem, który ma prawo oczekiwać informacji na temat usługi, którą jest zainteresowany. Masz prawo pytać, dopytywać i nawet wiercić dziurę w brzuchu. W interesie dietetyka jest przygotować taką stronę internetową, byś tych pytań musiał zadawać jak najmniej, ale jeśli jest cokolwiek, co budzi Twoje wątpliwości: PYTAJ!


Nie zaskoczę Cię, jeśli dodam obowiązkową regułkę “od wszystkiego są wyjątki”. Znam trenera, który ma znacznie większą wiedzę na temat żywienia, niż moi koledzy z roku, którzy za kilka tygodni uzyskają dyplom z tytułem magistra w zawodzie dietetyka. Znam osobę bez studiów kierunkowych, która wiele lat po zakończeniu innych studiów (i w trakcie tych studiów) rozwijała swoje zainteresowania związane ze zdrowym odżywianiem i dietetyką kliniczną, dzięki czemu dziś jest świetnym specjalistą udzielającym porad żywieniowych. Zdaję sobie sprawę, że na niektórych uczelniach poziom kształcenia może być tak beznadziejny, że długie, solidne kursy mogą znacznie lepiej przygotowywać do wykonywania zawodu.

Czego możesz oczekiwać od dietetyka?

jak wybrać dietetyka

Dietetyk powinien:

  • przeprowadzić z Tobą dokładny wywiad żywieniowy i zdrowotny przed udzieleniem porady
  • być empatyczny i wyrozumiały, wysłuchać Cię podczas wizyty, poznać Twoje potrzeby i oczekiwania
  • znać Twój stan zdrowia – zapytać o wyniki badań, choroby, przyjmowane leki, przeanalizować wyniki badań i dostosować dietę do Twoich chorób (nawet, jeśli bywa to trudne, bo zalecenia do różnych chorób mogą się wzajemnie wykluczać – dietetyk MUSI umieć sobie z tym poradzić)
  • edukować Cię i wyposażyć Cię w narzędzia i wiedzę, dzięki którym będziesz umiał radzić sobie sam, bez gotowych jadłospisów i konieczności chodzenia na wizyty w nieskończoność
  • znać podstawy psychodietetyki, umiejętnie motywować, wzmacniać Twoją samodyscyplinę i pomagać w budowie trwałych nawyków, podpowiadając konkretne techniki
  • przy układaniu jadłospisu wziąć pod uwagę Twoje preferencje żywieniowe, styl życia i oczekiwania a także sytuacje rodzinną – przecież nikt nie ma ochoty gotować na trzy garnki – dla siebie, dla żony i dla dzieci oddzielnie. Zadaniem dietetyka jest UŁATWIĆ Ci życie, a nie UTRUDNIĆ
  • pamiętać o tym, że choć papier przyjmie wszystko, to człowiek już niekoniecznie – liczyć się z tym, że jego celem jest odchudzenie człowieka, a nie po prostu zmniejszenie obwodu w pasie

Dietetyk nie powinien:

  • udawać lekarza – to bardzo niebezpieczny trend, który jest najbardziej widoczny w pracy “dietetyków klinicznych”, którym chyba pomyliły się zawody a już na pewno możliwe kompetencje. Jest to wysoce szkodliwe i świadczy o przerośniętym ego dietetyka – jak można sądzić, że posiada się większe uprawnienia do udzielania wskazówek na temat terapii czy diagnostyki, niż lekarz kształcący się w tym kierunku 6 lat i poświęcający kolejne lata na specjalizacje i rozwój? Jasne, że trafiają się beznadziejni lekarze. Ale jeśli ktoś chce być od wszystkiego, to jest do niczego – w gabinecie dietetyka nie ma miejsca na porady lekarskie! Dietetyk może zasugerować wykonanie bardziej szczegółowych badań, przeprowadzić wywiad dotyczący stanu zdrowia, ustosunkować się do metod leczenia i ewentualnie (jeśli coś wzbudzi jego podejrzenia) zalecić dodatkową konsultację z innym lekarzem wyspecjalizowanym w danym zagadnieniu
  • stawiać suplementów ponad jedzeniem – jeśli do zaleceń żywieniowych dietetyk dorzuca długą listę suplementów do kupienia, świadczy to o tym, że a) chce Cię naciągnąć na kasę, b) nie umie ułożyć diety, która pokrywa zapotrzebowanie na substancje odżywcze. W obu przypadkach powiedz mu c’est la vie
  • wprowadzać restrykcyjnej diety – Podstawowa Przemiana Materii jest progiem minimum dla kaloryczności Twojej diety redukcyjnej. Jeśli dietetyk proponuje Ci dietę o niższej kaloryczności, powinna zapalić się u Ciebie nie tylko lampka bezpieczeństwa, ale obok niej mrugający ledowy wyświetlacz z melodyjką, wyświetlający napis UCIEKAJ GDZIE PIEPRZ ROŚNIE; Przed wizytą oblicz swoją Podstawową Przemianę Materii. Jeśli proponowana kaloryczność diety ustalonej przez dietetyka Cię zaniepokoi, poproś go o uzasadnienie tej decyzji. Iistnieje kilka wyjątków od tej zasady, ale to naprawdę skala mikro, dotycząca wąskiej grupy pacjentów (lub wyjątkowych okoliczności – niektóre stany chorobowe). Pod opieką dietetyka W SZCZEGÓLNYCH PRZYPADKACH można stosować dietę poniżej PPM, ale dotyczy to osób z bardzo dużą otyłością i często jest łączone ze ścisłą opieką lekarza w trakcie odchudzania. Proszę, zapamiętaj, że należy to do rzadkości i PPM to wartość graniczna (nie mylić z zalecana!) kaloryczności diety redukcyjnej

Dlaczego robią Cię w konia?

Moim głównym zarzutem do “dietetyków” wcale nie jest wykonywanie zawodu bez odpowiednich kompetencji. Jest w nim naciągactwo i robienie ludzi w konia, poprzez obiecywanie gruszek na wierzbie i nierealnych rezultatów, które staną się realne tylko wtedy, gdy po drodze zrezygnujesz ze swojego zdrowia. Nie lepszy jest dupoimaizm. Niestety, bardzo często “dietetycy” mają Cię w tej części ciała, o którą tak dbają na siłowni, robiąc przysiady i wznosy bioder. Nie dbają o to, co się stanie z Tobą za rok, za dwa lata i jaki wpływ Wasza współpraca będzie miała na resztę Twojego życia.

Dlaczego robią Cię w konia? Opcje są dwie:

  1. Z braku wiedzy – elementarnej wiedzy na temat żywienia i fizjologii organizmu, wiedzy na temat długofalowych konsekwencji stosowania określonych strategii żywieniowych i podstawowych zasad psychodietetyki. Myślą, że robią dobrze, nie mają złych intencji (ale nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, bo jeśli ktoś decyduje się na udzielanie porad innych, to powinien zadbać o jak najwyższy poziom własnego wykształcenia, rozwoju i usług!)
  2. Z chęci zysku – kiedy trener lub dietetyk jest fajny? Wtedy, kiedy jego klient szybko chudnie. Podopieczny zadowolony, nie dość, że wróci do specjalisty po więcej porad, to jeszcze pociągnie za sobą koleżanki z pracy i połowę kobiet z najbliższej rodziny. Tylko połowę, bo druga połowa schudła już wcześniej, a przecież teraz wszyscy chcą być chudzi.

No właśnie. Wszyscy chcą być fit a wiele osób jest gotowych płacić za to duże pieniędze. Popyt na usługi trenerskie, dietetyczne i pokrewne jeszcze nigdy nie był tak duży. To jest biznes. Wy, dla wielu osób zarabiających na tym biznesie, jesteście złotą kartą kredytową. Żerują na Waszej niewiedzy, ufności i kompleksach. Swój wizerunek stawiają ponad Wasze długofalowe efekty, bo to one napędzają ich karierę i zasilają konto o kolejne przelewy.

W interesie “dietetyka” czy trenera nie leży zrównoważone odchudzanie, dzięki któremu będziesz lżejszy o dwa kilogramy miesięcznie. Potrzebne są bardziej spektakularne efekty. A jojo? A zaburzenia odżywiania? Nieważne. Przecież przez kilka miesięcy będziesz zadowolony, będziesz polecać swojego specjalistę a może nawet zgodzisz się na publikację swojej metamorfozy na jego fejsbukowym profilu? Coś przestanie działać za kilka miesięcy? Zawsze można obarczyć Cię winą. Bo “nie trzymasz się diety”, “nie słuchasz się zaleceń”, “masz za słabą wolę”, “nie dałeś rady”. Kto by się tym przejmował, skoro na Twoje miejsce jest dziesięciu kolejnych, którzy tak jak Ty kilka miesięcy temu są na początku swojej drogi, będą szybko chudnąć i reagować na restrykcyjną dietę, będą zadowoleni, będą polecać specjalistę swoim znajomym i napędzać sprawnie działającą machinę?

Na rynku da się znaleźć wiele osób, które w swojej pracy kierują się innymi wartościami i dobro podopiecznych stawiają ponad aktualne zyski z działalności. Nie ma nic złego w zarabianiu na pasji. Jestem za tym, aby każdy, kto dobrze wykonuje swoją pracę zarabiał duże pieniądze. Ba! ogromne! Niech się ludziom wiedzie, niech mają możliwość ciągłego rozwoju, poświęcania czasu na naukę (i pieniędzy na dodatkowe szkolenia) – to wszystko nie jest możliwe bez posiadania odpowiednich zasobów finansowych. Ale żerowanie na cudzych kompleksach, nadziejach, zaufaniu i braku wiedzy, to po prostu obrzydlistwo, na które nie znajdę żadnego usprawiedliwienia.

Na szczęście rzeczywistość za parę lat to zweryfikuje. Bum na bycie fit nie minie, ale wzrośnie świadomość i oczekiwania klientów wobec specjalistów. Drogi Czytelniku, cieszę się, że pracujesz na to już dziś! 

Źródła:

  1. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 20 lipca 2011 r. w sprawie kwalifikacji wymaganych od pracowników na poszczególnych rodzajach stanowisk pracy w podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorcami( Data wejścia w życie: 2015-07-22)

Zostaw komentarz

  1. Joasia Kamińska

    jako nastolatka miałam małe problemy z wagą, ale duże problemy z tym co sama myślę o swoim wyglądzie – czyli chyba byłam typową nastolatką. Mama poszła ze mną do dietetyka, żeby pomógł mi zdrowo schudnąć. Oczywiście nie winię mamy – skąd ma wiedzieć, że osoba, która pisze, że jest dietetykiem jest tak na prawdę technikiem żywienia, teoretycznie pieniądze bierze się za dobrze wykonaną pracę. Pani przepisała mi dietę na której jadłam prawie wyłącznie warzywa. Dokładniej – śniadanie to były 3 łyzki musli (takiego domowego z płatków owsianych), 150g jogurtu, owoc. Drugie sniadanie to warzywa (czasami z twarożkiem), obiad to zupa i 100g gotowanej piersi, kolacja to znowu warzywa. Wątpię czy ta dieta miała 1200kcal xD
    Co do regulacji to dla mnie, jako osoby studiującej kierunek medyczny (co prawda ściśle regulowany), jest śmieszne to, że każdy może się nazwać dietetykiem, psychoterapeutom. Szkoda, że cierpią na tym ludzie, którzy idąc po pomoc po prostu wierzą, że nikt ich nie oszukuje. No a jednak. Także niech żyją punkty w stylu “naprawa obuwia i porady dietetyczne”! 😀

    1. M.

      Podobne doświadczenia miała moja siostra w czasach około gimnazjalno-licealnych. Dieta 1100-1200 kcal, dieta wegetariańska, w której kurczaka zastępował ser żóty, jako (właściwie jedyne) źródło białka. Dziś, jak czytam tę dietę, to dostaję dreszczy.

      1. Monika Gabas

        Najgorsze jest to, że choć czasy się zmieniły, to poziom polskich dietetyków (czy raczej “dietetyków”) nie bardzo. Wiele osób nawet zmienia zawód, bo widzi w tym dobry interes. Szkoda tylko, że uzdolnione osoby, które mają wiedzę i umiejętności mają z automatu gorszą opinię przez to, że na rynku może funkjconować każdy.

        1. M.

          Z tym też się zgodzę 🙂 ostatnio miałam pacjentkę, która kupowała dla męża pewien preparat na odchudzanie (firma na a, znana z reklam). Odradziłam jej, powiedziałam, że lepiej iść do dietetyka i to takiego zaufanego, który dobierze odpowiednią podaż kalorii, żeby schudnąć zdrowo i na stałe. Zaczęłam jej tłumaczyć, co i jak. A ona mówi, że sama schudła z dużej nadwagi na diecie od dietetyka – uwaga! – 600 kcal. A teraz musi uważać, żeby nie jeść więcej niż 1000 kcal, bo inaczej tyje…

          1. Joasia Kamińska

            I właśnie tutaj przydałyby się regulacje prawne jak u lekarzy, bo wtedy osoby które nie mają praw nie wykonywałyby zawodu, a te które skończyły studia, ale i tak nie mają pojęcia o tym co robią (w każdej grupie zawodowej takie się zdarzają) mogłyby być pozywane i traciłyby prawo wykonywania zawodu.

          2. kucner bozena

            Mozna mieć dyplom, jak lekarze, coz z tego, jak oni raz- nie słuchaja, 2-nie maja czasu, 3-kieruja sie schematami, 4-patrza na jednostke chorob. a nie kompleksowo, etc…

      1. Monika Gabas

        O, moja koleżanka z roku :). Ale pytanie dotyczyło psychologa lub psychodietetyka, Martyna chyba nie specjalizuje się w tej dziedzinie? Choć domyślam się, że i bez tego może być świetna 🙂

  2. Agata

    Bardzo dobry wpis, szczery i mądry. Z wszystkim co napisałaś zgadzam się w 100 %. Popularność dietetyków jak i ich ilość coraz bardziej się zwiększa i wiadomo, że w każdym zawodzie zdarzają się osoby, które nie powinny się zajmować tym czym się zajmują, ale w zawodach medycznych ta najwyższa jakość usług i dbanie o pacjenta powinno być priorytetem i nie ma w nich miejsca na osoby, które szkodzą zdrowiu zamiast je poprawiać.
    Myślę, że Twój wpis będzie bardzo przydatny dla osób, które szukają dietetyka :))

    Pozdrawiam !

  3. Kosmetolog Marta

    Możemy sobie przybić piątkę ! Taka sama sytuacja jest w przypadku kosmetyczek, kosmetologów tudzież stylistów paznokci czy rzęs. Ministerstwo także tego nie unormowało podobnie jak u Ciebie.
    Niestety ludzie nie są świadomi wielu rzeczy a najgłośniej krzyczą Ci po weekendowych kursach czy jakiś tam mini szkoleniach. Znam wiele takich osób z autopsji i powiem szczerze podziwiam wiele osób, które oddają się w takie ręce.
    Podobnie z dietetykiem.
    Szerzmy świadomość jak najdalej ! Oby więcej takich wpisów 😉

    1. Monika Gabas

      Podejrzewam, że przedstawiciel każdej branży mógłby napisać coś w tonie zbliżonym do naszych wypowiedzi. Nie mamy na to wpływu, ale możemy przynajmniej jasno podkreślać swoje poglądy i budować inny wizerunek naszych zawodów :).

      1. Kosmetolog Marta

        Ja uważam, że my musimy podkreślić to szczególnie, gdyż nasze działania mają bezpośredni wpływ na życie ludzkie zarówno to psychiczne jak i fizyczne.
        Wbrew pozorom to naprawdę odpowiedzialne zawody i nie da się tego nie zauważyć.
        Najgorsze jest to że żadne prawo nas nie chroni jeśli chodzi o niepowodzenie.

    2. Adela

      Tutaj nie do końca się zgodzę. Mam koleżankę po szkole policealnej o tytule technik kosmetyki czy coś takiego:p poszła na studia ponieważ bardzo mało pracodawców chce kosmetyczki bez studiów (I myślę że tylko i wyłącznie dla tego warto robić studia haha). W trakcie studiów,robi właśnie licencjat, stwierdziła, że poziom nauki i kadra, “specjaliści” w porównaniu że szkoła policealna są na niskim poziomie. Uważam że wszystkie zawody które mają możliwość wykonywania ich bez zbędnych studiów (gdzie większość czasu, naszych lat życia zajmują tzw przedmioty zapychacze) nie muszą być regulowane prawnie. Niech będzie wolność tego zawodu. Bo czasami ktoś kto idzie na kurs bo nie stać go np na studia i życie studenta (nie każdy ma to szczęście że 5lat utrzymują Cię rodzice, a studia zaoczne też kosztują masę pieniędzy) robi to z większą pasją i zaangażowaniem = większa wiedza bo chętnie ja zdobywa. A ludzie niestety idą na studia bo muszą, ten kierunek bo akurat ciekawy nawet, przyszłościowy, akurat zdawałem biologię albo chemię na maturze to pójdę…błagam.. mało studentów robi to z pasją.. także bardzo lubię Twojego bloga. Sama jestem nauczycielem jogi, ale tutaj się z Tobą nie zgadzam. Za bardzo krytycznie do tego podeszłaś. Uważam że to głównie wizja dużej konkurencji do tego Cię skłoniła. I milion uslyszanych tego typu tekstów na studiach. Korzystam z pomocy dietetyka i uwaga nie ma ta pani studiów, cieszy się ogromnie wielkim powodzeniem wśród klientów i chyba całe Katowice i okolice tego miasta znają ja i korzystają z jej usług. Ja również jestem bardzo zadowolona. Kiedyś korzystałam z usług pani po studiach… nawet nie skomentuję jak “profesjonalni” ludzie po studiach, pracują w jednej z najpopularniejszych i rozchwytywanych sieci gabinetów dietetycznych. Porażka. Już wolę tą prostą, młoda dziewczynę, jak to nazwała striptizerke w obcislym topie niż babsztyla, który myśli że ze swoim tytułem sprzeda każdy shit, tak brzydko mówiąc. Pozdrawiam.

  4. Jola (Yolsh)

    Po ostatecznym potwierdzeniu diagnozy zastanawiałam się nad pójściem do dietetyka. Dzięki Tobie wiem, jak takiego wybrać, ale… Za pierwszym razem nie byłam gotowa na Twój kurs. Teraz już wiem, że wtedy bym z niego nie wyniosła 100%. Teraz się zapisałam na listę oczekujących i nie mam zamiaru szukać dietetyka.

  5. Świeczek

    Trafiłam do dietetyka raz w życiu, bo zrobieniu badań na alergie typu IgG. Rzekomo miała się w tym specjalizować. Otrzymałam dietę nie dość, że z moimi alergenami (kto by tam rozróżniał, kurczak czy indyk, a przyprawy to szczegół), to jeszcze maksymalnie niechlujnie napisaną i z błędami ortograficznymi. Więcej nie poszłam, a od koleżanek słyszałam, że to ponoć norma.

  6. Monika Macura

    “W interesie dietetyka czy trenera nie leży zrównoważone odchudzanie, dzięki któremu będziesz lżejszy o dwa kilogramy miesięcznie. Potrzebne są bardziej spektakularne efekty.” – niezwykle krzywdząca ta Pani opinia. A ja właśnie mam wspaniałego dietetyka. Wysłuchał moich perypetii żywieniowych, analizował mój sposób odżywiania i koniec końców mam ułożoną taką dietę na której jem więcej niż wcześniej (to prawda, że aby chudnąć trzeba jeść) a chudnę i to wcale nie spektakularnie ale 0,5 – 1 kg tygodniowo, średnio 2 kg miesięcznie. Można, znaleźć dobrego dietetyka tylko trzeba szukać mądrze.

    1. Monika Gabas

      Chyba przeczytała Pani tylko to jedno zdanie, bo cały artykuł mówi o tym jak wybrać taką osobę, którą Pani opisuje i właśnie takich dietetyków stawia za wzór. Rekomenduję korzystanie z pomocy własnie takich specjalistów 🙂

  7. Julia

    Masz rację, ciężko jest wybrać kogoś sensownego w obecnym natłoku “dietetyków”, już sama zadawałam Ci pytanie czy jesteś w stanie kogoś polecić w Łodzi i niestety nie było takiej osoby. Pokazuje to tylko, że na prawdę ciężko o świetnego fachowca w tej dziedzinie. 🙁

  8. madź

    Wiernie czytam, pierwszy raz komentuję – i przybijam wirtualną piątkę! Bardzo mądry tekst.
    Może to nie jest najlepsze miejsce, żeby ten temat poruszać, ale chciałabym zwrócić uwagę na kwestię korzystania z pomocy dietetyka, który zawodowo głównie zajmuje się prowadzeniem bloga, a porad udziela w ramach dodatkowego zajęcia. Wierzę, że ten problem nie będzie nigdy Ciebie (Pani?) dotyczył, ale moje doświadczenia związane z Pewną Znaną Blogerką pokazują, że taka osoba zwyczajnie może nie mieć czasu dla swoich klientów, bo przyjmując ich, rozmienia się na drobne. A że czytelników jest więcej – są ważniejsi. W moim przypadku zabrakło i profesjonalnego wywiadu (poza spisaniem wymiarów, w końcu porada on-line), i dotrzymywania terminów wysyłania jadłospisów (to irytowało bardzo, zwłaszcza że w międzyczasie na blogu pojawiał się milion postów, a podobno powodem niekontaktowania się był brak internetu…). Oczywiście nie uważam ani nie sugeruję, że każdy dietetyk-bloger tak pracuje, jednak warto przed skorzystaniem z usług takiej osoby zrobić mały wywiad, czy do klientów podchodzi z równie dużym zaangażowaniem co do czytelników bloga.
    Zaraz po tym wszystkim trafiłam na Ciebie – i z postów wyniosłam o niebo więcej niż z tej nieszczęsnej współpracy. Pozdrawiam serdecznie!

    1. Monika Gabas

      Dziękuję za ten komentarz Magda :). Ja własnie po to, żeby gwarantować moim podpiecznym najwyższą jakość usług, prowadzę maksymalnie pięć osób jednocześnie (aktualnie nawet tylko trzy i do końca czerwca nie przyjmuję już nikogo nowego) i ten stan nie skończy się, dopóki nie ukończę studiów. Dzięki temu, że blog jest komercyjny i zarabiam na tym, że go prowadzę, mogę sobie pozwolić na nieuprawianie masówki z przyjmowaniem kolejnych osób. Z kolei indywidualne współprace są cenne również dla mnie, bo wtedy poznaję prawdziwe problemy osób odchudzających się, utwierdzam się w przekonaniu, że nadal trzeba na blogu poruszać dużo (wydawałoby się) podstawowych tematów. Dodam, że mój wywiad online zawiera około 150 pytań ;).

      Mam nadzieję, że nigdy chęć zysku nie przesłoni mi trzeźwego myślenia i moi podopieczni zawsze będą zadowoleni z jakości swiadczonych przeze mnie usług. Wierzę, że można świadczyć te usługi i łączyć je z blogowaniem bez strat dla jednego czy drugiego zajęcia :). Ja swoją aktywność zawodową będę prowadzić na różnych polach, a najbardziej zalezy mi na rozwijaniu kursu (Korepetycje z odchudzania), bo w ten sposób mogę pomóc dużej ilości osób na raz i co dla mnie najważniejsze, dziewczyny odnoszą super sukcesy po zakończeniu tego szkolenia. Jestem szczerze dumna z tego narzędzia i z efektów, które przy jego pomocy uzyskały (i ciągle uzyskują) dziewczyny.

  9. Klaudia Wojnarowicz

    Kilka razy już o tym mówiłam, powiem jeszcze raz – mnie w konia zrobiły dwie dietetyczki: jedna po postawieniu mnie na swojej super hiper drogiej wadze do pomiaru składu ciała pokazała wydruk: mam jeść 1300 kalorii aby schudnąć. CO PROSZĘ?! No dobra, zróbmy 1500…i ćwiczenia 4x w tyg, co daje nam deficyt dajmy na to 300 kalorii minimum czyli mamy 1200 kalorii. 1200 KALORII dla dorosłej baby, która pracuje umysłowo, wtedy akurat codziennie prowadziła samochód testując nawigację, nie miała możliwości jedzenia cieplutkiego obiadu będąc w trasie. Plus – zakaz słodyczy. Kompletny. Wróciłam po miesiącu. Nie schudłam. Dietetyczka miała do mnie o to pretensje, tak samo jak o mój pomiesięczny napad na słodkości i inny syf. TO MOJA WINA. TO JA MUSZĘ NAD TYM ZAPANOWAĆ (wzorowa psychodietyka, co?).

    Kolejna dietetyczka – również z polecenia – nie rozpisała mi kaloryczności posiłków i oczywiście zaleciła dietę restrykcyjną.
    Zapaliła mi się lampka – inna koleżanka, dietetyczka z poza mojego miasta (a potem niestety i Polski) przeliczyła kaloryczność.
    Jednego dnia miałam raz 1400, raz 2000, raz 1800…

    A po drodze ktoś jeszcze wpadł na pomysł, żebym skorzystała z usług Natur House. NO CHYBA KOGOŚ POJE***O 😀

    Także tego.

  10. Paula

    Heej, słuchaj wysłałam wiadomość na fb do Ciebie, ale nie wiem czy ją widziałaś bo pewnie masz przekierowanie do folderu inne od osób nieznajomych. Jak znajdziesz chwile wolnego czasu na odpowiedź to bd bardzo wdzięczna 🙂
    Pozdrawiam

  11. Dorota Brauła

    Dzień dobry. Jestem właśnie takim przykładem – jak trafiać do “dietetyka”, który tylko drenuje kieszeń. Mam już swoje lata, ale chciałabym na te kolejne jednak lepiej sobie poukładać sprawy odżywiania i schudnąć dla zdrowia (m.in. nadciśnienie). Dlatego chciałabym zapisać się na listę kolejnego kursu, ale nie mogę odnaleźć miejsca na stronie, gdzież to się ukrywa “guzik” na zapisy. Proszę pomóż panno Moniko. Pozdrawiam serdecznie.

  12. Gabi MałGoś Wska

    TAK SOBIE POMYŚLALAM ze kolejna 3 edycja kursu poza tym co do tej pory mialama powinna mieckilka lekcji wiecej a w zawartosci jedej z nich własnie ten wpis i kilka wczesniejszych tez…

  13. Olcha Sosnowa

    Dodałabym coś jeszcze do Twej i tak wyczerpującej listy za/kto/itp 🙂 Mam znajomą, która jest dietetykiem. Jest szczupła, ma ładną cerę, wygląda zachęcająco (w sensie jako dietetyk), za to jej mąż waży ok 100 kg 😀 więc czasem pod latarnią najciemniej 😉

    1. mamuciadieta

      Bo, niestety, najtrudniej jest odchudzić bliskich. Mąż to nie małe dziecko, nie musi jeść tego, co mu naszykujesz, bo kupi sobie jedzenie sam. A jak będziesz mu kazać coś jeść, to kupi dwa razy więcej śmieci. Poza tym bliscy zazwyczaj liczą na pobłażanie i wykorzystują sympatię, żeby nie trzymać się zaleceń. Jeśli znajoma nie potrafi dać właściwego przykładu w domu albo nie przemyca niepostrzeżenie zdrowych zasad (prawda jest taka, że jednak męża można oszukać jak dziecko i przekonać do polubienia czegoś, co wydaje mu się obrzydliwe na tyle, że nawet nie chce tego spróbować. Potwierdzone info 😉 ), to mąż nie zmieni nawyków. Mój z warzyw najbardziej lubi ziemniaki i od dwóch lat nie jestem w stanie go przekonać, że powinien jeść więcej zieleniny. Ale za to wcina już cieciorkę, hummus, pasty z soczewicy, kasze i pełnoziarniste makarony i co chyba najważniejsze – jest w stanie przełknąć obiad bez mięsa! 😀

  14. Piotr

    Zauważyłem, że w teledyskach dominują wysportowane tancerki, które mają czym oddychać i na czym usiąść 🙂 Na przeciwległym biegunie apatyczne “wieszaki” ze świata modowych wybiegów.

  15. Magda z Warszawy

    Moim zdaniem postawiona przez Ciebie teza, jakoby źródłem wszelkiego zła w zawodzie dietetyka były osoby bez studiów jest bardzo krzywdząca i bardzo nieprawdziwa. Znam wielu dietetyków klinicznych, których wiedza i stosowane metody wołają o pomstę do nieba, w tym również po UM w Warszawie. Hitem jest Pani z jednego z warszawskich szpitali, która “niestety nie pisze diet na przytycie, ale wyłącznie na schudnięcie”. Wizytówką każdego zawodu jest wiedza i zaangażowanie, a nie koniecznie dyplom studiów. Bardzo odważnie krytykujesz metody i zalecenia kolegów w zawodzie, podczas, gdy niektóre z Twoich zaleceń są co najmniej zastanawiające i nie znajdują odzwierciedlenia w nauce i zaleceniach wielu innych dietetyków klinicznych. Polecanie kupowania drobiu w biedronce (tania dieta z biedronki) to jest pakowanie ludzi w problemu hormonalne i uodparnianie się na stosowane w nich antybiotyki. Podobnie z warzywami z supermarketów. Radziłabym nieco więcej pokory w swoich osądach, bo możesz zostać oceniona równie niesprawiedliwie. A dziedzina dietetyki jest bardzo dynamiczna i niewiele w niej prawd nie budzących żadnych zastrzeżeń.

    1. Monika Gabas

      Szanuje Twoja opinie, ale jak slusznie zauwazylas – mam odmienne poglady. Misja bloga i moim zawodowym celem nie jest promowanie diet idealnych dla nielicznych, a mniejszego zła, które może wdrożyć każdy z odrobiną chęci 🙂

      Dla lepszego zrozumienia artykułu podkresle, że to nie jest wpis o tym kto jest dobrym dietetykiem a kto fatalnym, A jak wybrać dietetyka z gąszczu ofert zmniejszając ryzyko wtopy. We wpisie również uwzględnia wyjątki od omawianych reguł.

  16. Aga

    Super artykuł jeśli ktoś szuka pomocy w sprawie odchudzania, ale ja szukam wszelkich informacji jak wybrać dietetyka (i czy to w ogóle dobry wybór) jesli mam problemy nie z chudnięciem/tyciem, a z problemami zdrowotnymi które moim zdaniem wywołuje dieta. Jestem po usunięciu pęcherzyka żółciowego w marcu tego roku, jak również mam przepuklinę przełyku (w skrócie), próbuje wszystkiego w swojej diecie (oczywiście z ograniczeniami wynikającymi z braku pęcherzyka), i ciągle jest źle..jak przestaje miec na chwile problemy z przepukliną to wracają bóle jelit..i tak w kółko. Czy pójście do dietetyka (który zna się na rzeczy) może rozwiązać sprawę? Czy taka osoba będzie potrafiła ustalić co konkretnie mi nie służy i ułożyć dietę pode mnie? Jeśli chodzi o wagę to utrzymuje się od dawna na 54/55 kg, nie chce ani schudnąć, ani przytyć, ale chce normalnie żyć! Wyniki mam ok, problem leży w żywieniu, próbuję różnych rzeczy, ale ciągle coś nie gra.. Czy dietetyk powinien pomóc? I jak wybrać taką osobę podczas gdy szukając dietetyka większość opinii opiera się na tym czy pomógł komuś schudnąć czy nie.. Będę BARDZO wdzięczna za odpowiedź, bo już nie wiem co zrobić.

  17. Janeczka

    Jestem z Bielsko Białej i mam straszną nadwagę.. co źle wpływa na moje zdrowie. Chciałabym w koncu schudnąć – ale bezpiecznie. Szukam dobrego dietetyka najlepiej właśnie z mojego miasta. Może któraś z dziewczyn korzystała i może polecić? A może ktoś zna Poradnię Ikar (www.poradniaikar.pl) i może się wypowiedzieć? Powiedzcie na co zwracac szczegolna uwage podczas wyboru a także na pierwszej wizycie?