O czym mówi wskaźnik BMI – prawdy i mity o BMI

Jakaś dziewczyna: Jaki masz wskaźnik BMI?
Koleżanka jakiejś dziewczyny: 21,5, a Ty?
Jakaś dziewczyna: 22

Jakaś dziewczyna opuszcza firmową kuchnię, spuszcza głowę, odpala Google i szuka skrzypka. No wiecie, żeby zagrał na jej pogrzebie, bo przecież jest KAPLICA! Jest grubsza od koleżanki. Co gorsza, od tej mendy, która ostatnio dostała awans, kupiła Boya od Chanel, a jej facet za każdym razem odbiera ją z pracy. Jakaś dziewczyna widuje go kątem oka za każdym razem, gdy pędzi na autobus. Jeszcze nigdy nie zdążyła, więc widziała również tę zołzę, machającą do niej ręką i szczerzącą zęby w nieszczerym uśmiechu. Wszystko wszystkim, ale niższe BMI?!

Koniec, mogiła, kaplica.

*źródło tytułowej grafiki: facebook.com/mimi.mowi

BMI – czym jest, a czym zdecydowanie nie?

BMI – to wskaźnik masy ciała. Współczynnik, który równa się ilorazowi masy i wzrostu podniesionego do kwadratu. Może tak będzie prościej:

wzór na BMI

To po prostu wzór. Kolejna próba opisania rzeczywistości za pomocą liczb. Nie powinien być czymś, co może wpędzić kogokolwiek w zły nastrój. A już szczególnie wtedy, gdy został stworzony po to, by opisywać zjawiska w skali populacyjnej – a nie jednostkowej. W XIX wieku świat poznał wskaźnik Quetelet’a (Kotleta!). Został opracowany, by umożliwić statystyczne opisanie stopnia otyłości społeczeństwa. Hasło BMI padło po raz pierwszy w drugiej połowie XX wieku. Ancel Keys podkreślił wówczas, że jest to wskaźnik służący do opisywania populacji, a nie jednostki.

Spójrzcie na to logicznie. Zacznijmy od norm BMI wg WHO.

  • < 18,5 – niedowaga
  • 18,5-24,99 – waga prawidłowa
  • > 25,0 – nadwaga

Weźmy na warsztat osobę o wzroście 172 centymetry. Ważąc 54,73 k i 73,93 kg będzie znajdowała się w przedziale waga prawidłowa. A przecież dolna granica to rozmiar 36, a górna 42!

BMI kulturysty

Wskaźnik BMI nie uwzględnia muskulatury, wieku ani płci. Jeśli macie pod ręką kulturystę (co ze względu na jego gabaryty nie jest zapewne zbyt popularną lokalizacją) sprawdźcie jego BMI…WHO zadecydowało – nie ma zmiłuj, facet ma nadwagę!

Tłuszcz jest lżejszy od mięśni, te zaś ważą mniej niż ta sama objętość kośćca. Ponadto zawartość poszczególnych tkanek zmienia się w organizmie wraz z wiekiem i jest zależna od płci (co daje nam kolejne dwa istotne czynniki pomijane przez wskaźnik BMI). Pomijana jest również istotna kwestia lokalizacji tłuszczu – najgroźniejszy dla zdrowia jest ten, który widzimy w trakcie wylewania się ze spodni ;). (W literaturze fachowej: otyłość brzuszna).

bmi drlifestyle przed i po

Posłużę się kolejnym przykładem. Obie Panie po prawej to ja. Niezmiennie 172 centymetry wzrostu. Ta 35- letnia wersja mnie po 4 porodach i ze smutnym życiem ważyła u szczytu formy jakieś 71 kg. Gazela po prawej około 67 kg. Zwróćmy się więc do królowej nauk i obliczmy wskaźnik BMI dla obu wariantów.

FANFARY! NAPIĘCIE ROŚNIE… !!!

Pani z lewej: 24,0. Gratulujemy! Waga prawidłowa!
Pani z prawej: 22,65. Gratulujemy! Waga prawidłowa!

Nie wiem jak wy, ale ja nie powiedziałabym, że rok treningów, zmiana nawyków żywieniowych, dwa rozmiary i +100 komplementów w skali roku są warte tyle co jeden i trzydzieści pięć dziesiętnych jakiegoś tam wskaźnika (BMI).

Wbrew temu, co napisałam powyżej BMI jest wiarygodnym i obiektywnym wskaźnikiem, ALE pod jednym warunkiem: musi odnosić się do populacji, a nie do jednostki. Pierwotnie BMI nie miało nic wspólnego ze zdrowiem – miało jedynie służyć opisaniu stopnia otyłości i zmian masy ciała w populacji na przestrzeni dekad. Dopóki będzie stosowane w celu, w jakim zostało stworzone, będzie wiarygodne i obiektywne.

Jednak BMI jako wskaźnik atrakcyjnego wyglądu czy zdrowia to naciągana bzdura.

Co ma BMI do pewności siebie?

Rozprawka na temat wiarygodności wskaźnika BMI to idealna okazja, by przypomnieć Wam, że porównywanie się do innych nie prowadzi do niczego dobrego. Ważąc tyle, co znajomy, któremu zazdrościcie ciała, nie będziecie wyglądać tak, jak on. Dążąc do BMI Aniołków Victoria’s Secret, nie przeistoczycie się w kociaki z plakatów (przecież photoshopa nie da się nosić na co dzień). Biorąc kogokolwiek innego za punkt odniesienia – w tak niewymiernym i nieobiektywnym aspekcie jak masa ciała (czy szerzej wygląd) – potęgujecie frustracje. Bo ćwiczycie jak ktoś, jecie jak ktoś, ale nie macie takich samych efektów.

To nie jest kwestia źle dobranego treningu, a błędnych założeń i źle zwizualizowanej motywacji!

Jasne. Konta super modelek na Instagramie, Fanpage zawodników MMA mogą Was motywować. Ale pamiętajcie, by nie definiować tych ludzi przez pryzmat tego, co pokazują w Internecie. Na zdjęciach nie widać litrów potu wylewanych na treningach przez lata. A (niestety) kolorowe legginsy i najbardziej różowe nike nie doprowadzą Cię w to miejsce, którego tak zazdrościsz swojemu idolowi.

Inspiruj się, motywuj do działania, czerp wiedzę, ale nie dąż do tego samego. Twoim realnym celem nie powinien być tyłek Jen Selter. Niech będzie symbolem działania, a nie celem samym w sobie.

Nie porównuj się z innymi – nigdy nie możesz mieć pewności, ile pracy włożyli w coś, czego Ty widzisz efekty. Często dostajemy wisienkę na torcie w postaci fotki z mety maratonu, metamorfozy po zrzuceniu 30 kg czy medalu z ważnych zawodów.

Widzimy wisienkę na torcie, a mało kto mówi wprost o tym, ile bałaganu trzeba zrobić w kuchni i jakie trzeba mieć przygotowanie, by można było chwalić się spektakularnym efektem końcowym.

I jak, przekonałam Was? W ramach potwierdzenia z dumą napiszcie swoje wartości BMI w komentarzach. Tylko po to, by pokazać innym, że nie wolno się tym przejmować. Przecież wszyscy się zgodzimy, że najbardziej wymiernym wskaźnikiem jest luz w jeansach ;).