Odchudzanie w święta – czyśmy wszyscy poupadali na głowy?

Mam ochotę rozpocząć i zakończyć ten artykuł pierwszym akapitem. Ba! Jednym zdaniem. Brzmiałoby:

TAK JAK CHCESZ.

Choć wymowne, to bezużyteczne. Dlatego powstał cały wpis omawiający odchudzanie w święta. Nie będzie miał nic wspólnego z sympatycznymi życzeniami, nie sprawi, że zaczniesz nucić dżingylbels, a z nieba nie spadnie drobno mielone złoto sypane przez anioły, byśmy poczuli atmosferę świąt.

Będzie szczerze. Do bólu. Ale najpierw…

Zacznijmy od przyjemniejszego scenariusza

Cały rok sumiennie pracowałaś nad zmianą nawyków żywieniowych, trenowałaś i krok po kroku realizowałaś plan odchudzania? Nie panikuj. Nic złego się nie stanie. Tak, jak nie pracowałaś na swoje efekty trzy dni, tak nie zburzysz ich w trzy dni.

Jeśli czytasz ten wpis na kilka dni przed świętami, możesz przygotować się do świątecznej wyżerki. Jak?

  • nie przejadając się – jedz normalnie, jak do tej pory, bez korzystania z wymówki pt. „I tak w święta zjem wiecej, więc już się nie opłaca starać- pamiętaj, że każda nadwyżka kalorii ponad to, co spalasz, zostanie odłożona w tkance tłuszczowej – sama oceń czy odpowiada Ci sytuacja, w której będziesz miała jej do spalenia więcej niż teraz. Nie wszyscy musimy się odchudzać! Ale jeśli Ty chcesz, to pamiętaj: kalorie się liczą, nawet gdy my ich nie liczymy
  • zwiększając aktywność
  • lub połączyć powyższe środki, ale BEZ PRZESADY – nie chodzi o to, żeby nie jeść nic i spalić 1000 kalorii na siłowni; próbuję Cię raczej zachęcić do umiaru i nieprzejadania się, bo to właśnie nadmierne rozluźnienie przed świętami i po świętach może spowodować faktycznie istotny wzrost wagi

Moje założenia na okres świąt wyglądają następująco:

  • Nie będę sobie odmawiać niczego na co mam ochotę ale nie zamierzam się przejadać; za dużo różnych pyszności miewam na świątecznych stołach, by zapchać się po uszy jedną potrawą – wolę świętować trzy dni, niż 3x 1 godzinę, bo później najlepsze ziołowe herbatki cudów nie zdziałają i miejsca w żołądku nie zwolnią
  • Nie będę na siłę jeść tego za czym nie przepadam (ani „żeby Babci nie było przykro” ani dlatego „że ciocia się napracowała”)
  • Będę jeść ulubione potrawy w takich porcjach na jakie przyjdzie mi ochota
  • Ciasta, sałatki z majonezem, pieczywo, skrobiowe dodatki do obiad ograniczę do małych kawałków
  • Będę pić bardzo, bardzo dużo wody
  • Znajdę pretekst do dodatkowej aktywności
  • Od razu po świętach wrócę do swojej rutyny – zdecydowanie najważniejsza rada, niezależnie od tego czy zamierzacie zmieniać swoją dietę w święta czy może na kilka dni zapomnieć o jakichkolwiek zasadach

Pamiętaj: nawet jeśli waga pokaże 1 czy 2 kilogramy więcej po 3 dniach siedzenia i jedzenia, nie znaczy jeszcze, że przybrałaś w tym czasie 1 czy 2 kilogramy tłuszczu. To miks zwiększonego zatrzymywania wody i treści, której nie pozbyłaś się w całości z układu pokarmowego. If ju noł łot aj min. 

A co jeśli…?

Cały rok oszukiwałaś samą siebie, działałaś od jednego do drugiego zrywu, ciągle tylko szukałaś motywacji, inspiracji i zdobywałaś wiedzę, a później niczego z tym nie robiłaś? Nie cuduj. Nie ma zmiłuj – trzy dni nie zrobią różnicy. W święta nie nadrobisz tego, na co nie zapracowałaś przez cały rok.

Więc weź się w garść. Skoro poświęcasz swój czas na czytanie o zdrowym stylu życia, ciągle zastanawiasz się jak zacząć, jaki trening będzie najefektywniejszy a jaki rozkład makroskładników zabezpieczy Cię przed katabolizmem mięśni w trakcie redukcji, to: albo zrobisz z tego wreszcie jakiś użytek, albo to będzie totalnie stracony czas.

Czas, którego pewnie nie masz zbyt wiele (może nawet brak czasu to jedna z Twoich wymówek przy olewaniu zasad zdrowego stylu życia).

Tylko proszę Cię – nie zaczynaj znowu litanii zaczynającej się wyznaniem winy kontynuowanej przez samobiczowanie a następnie okopanie agrafką i zasypanie samej siebie wyrzutami sumienia. To nic nie da.

Ba! To nic nie da po raz kolejny. Tak, jak nic nie dawały obietnice „od jutra to już na poważnie”, „jeszcze tylko urlop i przechodzę na dietę”, „oesu jak ja wyglądam, muszę schudnąć 15 kilo!?”, „zdrowe odżywianie muszę zacząć od pobycia się wszystkich niezdrowych rzeczy [godzinę później] oraaaaaju jakie to było pyszne”.

Jeśli nie zmienisz nic w swoim podejściu, nic się nie zmieni. A jeśli ciśnie Ci się na palce „ALE”, po którym miałby nastąpić upust żółci, rozczarowania i złości, to zainwestuj tę energię w spacer.

Niech to będzie pierwszy krok do zdrowszego życia. Skoro przez ostatni rok (a może lata?) nie udało Ci się spełnić własnych oczekiwań odnośnie tego, jak POWINNAŚ jeść, jak POWINNAŚ ćwiczyć, jak POWINNAŚ wyglądać, może wykorzystaj to, co masz i zacznij działać tu i teraz?

Lubisz spacery? Spaceruj częściej. Nie lubisz liczyć kalorii? Na początku postaraj się po prostu nie przejadać. Nie umiesz pić 2 litrów wody dziennie? Pij dodatkową szklankę każdego poranka. Martwisz się, że nie zdążysz przygotować się do półmaratonu? Ustaw za cel przyszłoroczny bieg niepodległości na 10 kilometrów.

Zamiast wymagać od siebie więcej i więcej, zrób coś na co jesteś gotowa. Albo zacznij od zaraz, albo podejmij decyzję, że odpuszczasz. Jeśli będziesz ciągle trwać w stanie zawieszenia ani nie schudniesz, ani nie będziesz w pełni cieszyć się codziennością – zatrujesz sobie życie wyrzutami sumienia.

Chyba trochę żal, prawda? 

Święta to dobry czas na spędzenie go zgodnie z naszymi potrzebami. Na odsunięcie od siebie muszę/powinnam/wypadałoby. Tak, tak. Wcale nie musisz myć okien, wcale nie powinnaś zajechać się w trakcie gotowania dwunastu potraw, gdy pierwszy wolny dzień wypada w wigilię a do działania masz tylko jedną parę rąk (własną). Albo wręcz przeciwnie: nie ulegaj presji na odpuszczanie świątecznej presji 😉 jeśli cieszy Cię suto zastawiony stół, a posprzątane na błysk mieszkanie ułatwia relaks – to działaj!

Ale proszę, pamiętaj- nawet jeśli „zgodnie z tradycją) wypadałoby objeść się po pachy tak, by przemieszczanie się po świętach było możliwe tylko przy użyciu taczki i woźnicy… to nie jest jeszcze przyczyną, by to robić.

Bo czy „tradycja” albo oczekiwania innych ludzi są ważniejsze niż działanie w zgodzie ze sobą?

Świętuj po swojemu. A jeśli w trakcie czytania tekstu czułaś natrętne smyranie, gdzieś między mostkiem a pępkiem, zastanów się na ile druga część tekstu dotyczy Ciebie. Masz już tego dość? Odpuść. Daj sobie trochę czasu, przestań miotać się pomiędzy „nie chce mi się” a „powinnam” i zastanów się, czego naprawdę chcesz (i ile jesteś w stanie zrobić, by to osiągnąć). Możesz zacząć dziś, możesz zacząć od Nowego Roku, a możesz nie zacząć przez kolejnych kilka lat.

Sama wiesz najlepiej, który scenariusz łatwiej Ci zaakceptować: włożyć trochę pracy w zmianę nawyków, albo pogodzić się z tym, że jest jak jest i tak już zostanie. Albo będzie gorzej, bo o ile samo z siebie się nie schudnie, tak przytyć już się zdarza ;).

Czego Ci życzę?

Wszystkiego najlepszego.

I żebyś Ty też życzyła tego dla siebie i dał sobie czas na odkrycie czym tak właściwie to najlepsze jest. Dla Ciebie. Nie dla świata.

Z okazji nadchodzących świąt życzę wielu dobrych wyborów, wiary we własne możliwości i głębokiego przekonania, że zasługujesz na to, by spotykały Cię same dobre rzeczy. I na to, byś była traktowana najlepiej jak się da.

Przede wszystkim przez siebie.