Odchudzanie małymi krokami #4 – jak w końcu zacząć ćwiczyć?

Jeśli obserwujesz co najmniej 5 stron na Facebooku prowadzonych przez trenerki personalne, wiesz na pewno, że sport to najpiękniejsza rzecz na świecie, która przyczynia się do zmniejszenia liczby wojen, głodu  na świecie i generalnie jest remedium na całe zło. I że nie ma na co narzekać, tylko trzeba wziąć się w garść, iść na siłkę i czekać, aż spłynie na Ciebie łaska Ducha Świętego Fitnessowego.

Tymczasem, jedyne co spływa, to krople potu z czoła. Pleców. Szyi. Nawet tyłka.

Zdradzę Ci sekret. Im też się nie chce. Miewają poranki, w których wizja zawinięcia się w kołdrę jest znacznie bardziej kusząca niż przerzucanie żelastwa na siłowni. Bywają smutne, zmęczone, zniechęcone. Ale idą. A ty nadal jedynie lajkujesz fotki ich kaloryferów.

Na szczęście nie każda z nas musi być bikinii fitness (tak, jak nie wszyscy faceci muszą wyglądać jak Mariusz Czerniewicz). Uświadomienie sobie, że jest coś pomiędzy nicnierobieniem, a startem w zawodach sylwetkowych może okazać się kamieniem milowym w procesie wprowadzenia regularnych treningów w życie.

Czemu powinnaś zacząć ćwiczyć, jeśli chcesz schudnąć?

To czy schudniesz, czy też nie, zależy w głównej mierze od tego czy uda Ci się wygenerować deficyt kaloryczny. Na chłopski rozum: Twoje ciało potrzebuje określonej porcji energii, by mogło wykonywać wszystkie zadania, jakie stawiasz przed nim każdego dnia. Jedząc dokładnie tyle kcal, ile potrzebne jest na wszystkie funkcje Twojego organizmu w ciągu dnia, utrzymasz aktualną wagę. A co trzeba zrobić, żeby schudnąć?

  • jeść określoną ilość kcal mniej, niż wynika z Twojego dziennego zapotrzebowania
  • jeść tyle, ile wygląda z Twojego dziennego zapotrzebowania, a deficyt kaloryczny stworzyć treningiem (spalając np. dodatkowe 400 kcal w ciągu godziny aerobiku, zwiększysz zapotrzebowanie organizmu na energię o 400 kcal, więc nawet jedząc tyle samo, schudniesz)

Można więc powiedzieć, że zamiast szukać motywacji do uprawianiu sportu, wystarczy spojrzeć na sport jako motywację samą w sobie. Chcesz jeść tyle, co teraz? Zacznij ćwiczyć :).

Dlaczego nadal nie udało Ci się ćwiczyć regularnie?

2015-01-24_foto012_19-41

 

  • postrzegałaś obecność sportu w życiu zero jedynkowo – albo będziesz ćwiczyć 5 razy w tygodniu co najmniej przez godzinę tak, że po zakończonym treningu padniesz na twarz, albo nie będziesz ćwiczyć wcale. Idąc tym tropem, zamiast pójść na aerobik choćby jutro, będziesz czekać na poniedziałek/nowe legginsy/wypłatę/promocję na kartę/wstaw dowolną wymówkę.
  • przeszacowałaś swoje szanse – jeśli od kilku lat Twoja aktywność fizyczna ograniczała się do spacerów (i to niezbyt częstych) nie jest dobrym pomysłem 6 treningów cross fit tygodniowo. Cel niedostosowany do startowego poziomu i możliwości czasowych bardzo szybko stanie się źródłem frustracji i powodem do porzucenia postanowienia.
  • szukałaś motywacji w złym miejscu – a jest nim każde miejsce, oprócz Ciebie samej. Motywujący plakat, tekst na blogu wystarczą do zasiania w Tobie myśli “też tak chcę, muszę coś zmienić!”, ale wyłącznie w nielicznych przypadkach przekują się w faktyczne działanie
  • zniechęcałaś się brakiem szybkich efektów – jeśli imponują Ci trenerki personalne i zawodniczki sportów sylwetkowych, pamiętaj, że to, co widzisz to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod taflą wody znajdują się nie tylko godziny, ale wręcz LATA treningów i specyficznej diety, które procentują dziś w postaci takiej a nie innej sylwetki.

Jak w końcu zacząć ćwiczyć?

  1. Spójrz w kalendarz i wybierz dwa dni, w których zaplanujesz czas na trening. Uwzględnij czas na dojazd, kąpiel po treningu i ewentualne przygotowania, byś nie musiała z niego zrezygnować, gdy zorientujesz się, że godzina spinningu to w praktyce 2 godziny, które będziesz musiała poświęcić.
  2. Dodatkowo w ciagu tygodnia wygospodaruj czas na dwa, co najmniej 30 – minutowe spacery. Postaraj się, by tempo było zbliżone do tego, w którym spieszysz się na autobus 😉
  3. W pierwszym miesiącu testuj różne treningi. Przejdź przez wszystkie treningi grupowe oferowane przez Twój klub fitness, a jeśli chcesz ćwiczyć w domu wypróbuj każdą z polskich (przeczytaj: lista kanałów na YouTube) czy zagranicznych trenerek.
  4. Zadbaj o to, by maksymalna przerwa między świadomie podejmowaną aktywnością fizyczną (w sugerowanej przeze mnie opcji 2 treningi + spacery) nie była dłuższa niż dwa dni.
  5. Nie trenuj dla odbicia w lustrze. Zadbaj o to, by cel, który postawisz nie dotyczył Twojego wyglądu. Efekty wizualne mogą przyjść później, niż się tego spodziewasz, a “5 zrzuconych kilogramów”, które sobie założyłaś może okazać się zupełnie nieatrakcyjną przemianą. Niech Twoim celem będzie po prostu odbycie zaplanowanych treningów, brak zadyszki przy wchodzeniu na 4 piętro czy możliwość bawienia się na imprezie do rana bez konieczności schodzenia z parkietu.

Jestem przekonana, że wśród Czytelniczek są dziewczyny, którym udało się wprowadzić regularną aktywność fizyczną do swojego życia. Nie bądźcie zołzami i podzielcie się z nami jedną, najważniejszą wg Was radą, która pomoże podjąć wyzwanie nawet najbardziej opornym!

Czy można schudnąć bez ćwiczeń?

Oczywiście, że można. Ale jest niemal pewne, że ciało nie będzie wyglądało tak dobrze, jak wyglądałoby, znając aktywność fizyczną. To właśnie ona odpowiada za jędrność, sprężystość ciała. A przede wszystkim sprawia również, że zamiast wątłej kobitki, mamy sprawną, silną kobietę, która w wielu sytuacjach normalnego życia doceni możliwości swojego ciała. Jest wysoce prawdopodobne, że jakiś czas po schudnięciu to własnie siła i sprawność będą bardziej doceniane, niż wygląd, do którego przywyknie.

Zostaw komentarz

34 komentarze w “Odchudzanie małymi krokami #4 – jak w końcu zacząć ćwiczyć?

  1. xxaqua

    Ja mam zamiar zacząć od jutra. To będzie moja pierwsza wizyta na siłowni! Dodam tylko, że nie idę tam w celu odchudzania (48 kg przy 172 cm) ale w celu przybrania na wadze i zadbania o swoje ciało! Trzymajcie kciuki!

  2. Magda

    Chyba mogę powiedzieć, że udało mi się na stałe wprowadzić sport w swoje życie. Od grudnia 2013 roku ćwiczę z niewielkimi przerwami (maksymalnie tydzień, z powodu chorób/urazów, itp.). Przez praktycznie rok ćwiczyłam z Ewką i nie powiem – stracenie ponad 10 cm w talii i sporo w innych miejscach, to zdecydowanie dobry wynik. Ale ćwicząc z Ewką właściwie 6 razy w tygodniu w końcu poczułam zmęczenie i znużenie, zaczęłam szukać innych rozwiązań. Przez cały poprzedni rok szukałam, skutki były różne. Potem przyszedł okres zwątpienia, ciągłych ćwiczeń, ale i pofolgowania z jedzeniem. Efekt – 10 kg więcej… Najpierw myślałam, że to masa mięśniowa, w pewnej mierze pewnie tak, ale tłuszczu też przybyło. Ale jednak powróciłam do sportowej motywacji, przestałam jeść słodycze (od początku roku na palcach jednej ręki bym policzyła “załamania” w wielkości 1 batonika merci 😉 Teraz czuję dobrą motywację a jak to zrobiłam? Trochę dzięki Tobie i dzięki temu, że uświadomiłam sobie to, co tu napisałaś. Ten rok szukania przyniósł dodatkowe kilogramy, ale też widzę jaka aktywność bardziej mi pasuje, co na mnie dobrze działa. Odkryłam np. że trening siłowy czy też obwodowy jest dla mnie rewelacją, bo pocę się jak swinka, ale widzę z dnia na dzień jak wzmacnia się moje ciało, jak zmienia się kształt każdego mięśnia, jak mniej męczy mnie wchodzenie po schodach na 3 piętro (z konieczności – brak windy), nawet kilka razy dziennie. I w tym odnajduję swoje “sukcesy”. Tak, chciałabym zrzucić te 10 kg. Tak, chciałabym znowu chodzić w swoich starych ciuchach. Tak, są dni, kiedy jestem zła sama na siebie, że doprowadziłam się do tego stanu. Ale potem przychodzi poranny trening i to wszystko z każdą kroplą potu przestaje mieć znaczenie i mimo wszystko coraz lepiej czuję się w swoim ciele. Nawet jeśli nie jest wymarzone, jeśli wciąż nie patrzę na swoje odbicie z pełnym zadowoleniem. Ale z dnia na dzień jest lepiej, bo jakże miałoby nie być? 🙂 Zwłaszcza, gdy twoje posty motywują z odpowiednią częstotliwością 🙂

    1. Monika Gabas

      Nie ukrywam Magda, że Twój komentarz jest dla mnie dużą motywacją i poniekąd nagrodą za działalność na rzecz rozwoju bloga :). Piękne podejście i jestem pewna, że efekty Twoich starań będą równie piękne!

  3. December

    Po pierwsze – trzeba aktywność fizyczną polubić. Ja na przykład uwielbiałam to uczucie zmęczenia po intensywnym biegu, uwielbiałam uczyć się kontroli oddechu i szlifować formę. Obecnie bieganie zamieniłam na siłownię, tylko tutaj siłkę uwielbiam za coś innego – gdy tam wchodzę, nie myślę o niczym innym, oprócz treningu, jakby wszystkie zmartwienia mi z głowy ulatywały na te 1,5 h ćwiczeń. A że ostatnio zmartwień miałam sporo, to dla tego boskiego uczucia resetu robiłam nawet 5 treningów tygodniowo.
    Po drugie – naprawdę dbać o żywność, nie kupować słodyczy, cheat day ograniczać do cheat mealu, a kupne słodycze zamienić na własnoręczne wypieki słodzone stewią czy miodem. Moją wymówką dla jedzenia posiłków na mieście (czy to obiadów, czy bułek słodkich) był brak odpowiednich pojemników i wyboru składników do przygotowania wartościowych posiłków. Teraz mam sporo plastikowych pudełek, pojemnik na zupę i zawsze dbam o to, by w lodówce były zdrowe produkty.
    Oczywiście nie jem w 100% idealnie, czasem zdarzy mi się zjeść czekoladę, kawałek ciasta czy zbyt dużo masła orzechowego. Kiedyś się za to strasznie biczowałam w myślach, myślałam, że już wszystko zrujnowane, ale nigdy na szczęście nie było 🙂 teraz uczę się być dla siebie wyrozumiała, bo jestem tylko człowiekiem, jestem całkiem zadowolona ze swojej sylwetki i mimo, że chce ją jeszcze poprawić to wiem, że nie uda mi się osiągnąć zamierzonego efektu w dwa tygodnie. Także… powolutku dziewczyny, będziecie z siebie zadowolone, ale wymaga to jednak dużo cierpliwości, trochę samodyscypliny, sporo zrozumienia, że dbam o siebie nie tylko, by zmieścić się w sukienkę na lato, ale po to, by być piękną i zdrową całe życie. Jeżeli to do Was dotrze – potem będzie już z górki 🙂

  4. Kasia

    dziś zaliczyłam pierwsze bieganie ze współlokatorką 😀 było cudownie. o niebo lepiej niż samemu. na początek trucht na przemian z marszem i zajęło nam to koło godziny. myślałam że polegnę, ale jednak codzienne chodzenie na dworzec robi swoje (20 minut szybkiego marszu). oby nie skończyło się jak kiedyś, po trzech wyjściach odpuściłam. ale teraz z współlokatorką mam nadzieję że będziemy się nawzajem motywować 🙂 i mam nadzieję patrzeć z przyjemnością na efekty. oprócz tego też dziś robiłam kilka serii brzuszków i uniesień nóg. mam (oby nie chwilową) motywację, choćbym miała przecierpieć te zakwasy to i tak wiem, że warto. czytam etykiety, jak widzę syrop glukozowo-fruktozowy to odkładam sok na półkę. obecnie moimi ulubionymi są bodajże z fortuny z Biedronki. są małe ale pyszne, zero cukru. staram się też jeść dużo owoców i warzyw, od jakiegoś czasu w ogóle praktycznie nie kupuję słodyczy, choć zdarza mi się skusić jak jestem “w gościach”. przestałam jest o 23 😀 piję dużo wody. biorę witaminki w tabletkach, dużo czytam i szukam jakichś przepisów, choć o dziwo ostatnio nie mam ochoty przebywać w kuchni 🙁 wiem, że od samego jedzenia warzyw i owoców nie schudnę, choć widzę po ciele, że i tak jest lepiej niż kiedyś. już ciut schudłam, ale nie chcę na tym poprzestawać. z DRlifestyle mam nadzieję utrzymać się w ćwiczeniu i prowadzeniu zdrowej diety jak długo się da 🙂 pozdrawiam!

    PS. nie wiem jakie DRlifestyle ma plany na przyszłe wpisy, ale mam pytanie. trafiłam dziś przypadkiem w internecie na reklamę suplementów z piperyną. ponoć cud miód dla osób odchudzających się. czy to kolejny wymysł amerykańskich naukowców, czy faktycznie to ma sens? można prosić o informację w komentarzu lub w postaci któregoś z kolejnych wpisów? z góry bardzo dziękuję! za bloga, motywowanie i w ogóle 🙂 3majcie za mnie kciuki. buziaki!

      1. Monika Gabas

        Czytałam, że największe stężenie piperyny znajduje się w warstwie wierzchniej owoców pieprzu, więc wydaje mi się, że warto używać całych ziaren i mielić przed zjedzeniem :).

        Zresztą, nawet jeśli nie dla piperyny, to dla lepszego smaku.

        Ja też uwielbiam pieprz. A jeszcze bardziej ostrą papryczkę <3 #teamkapsaicyna #teampiperyna

    1. Monika Gabas

      Kasiu, jestem pewna, że razem ze wspólokatorką dacie radę. Może zdarzyć się sytuacja, kiedy będziecie musiały zwyzywać się od leniwych parówek (:D), ale do lata będzie petarda, mówię Ci! 🙂

      Co do Twojego pytania. Piperyna nie znajduje się na liście “suplementów godnych zaufania, ALE to, co z dużym prawdopodobieństwem może robić to podnoszenie termogenezy poposiłkowej, czyli troszkę więcej kalorii z pożywienia będzie spożytkowane na procesy metaboliczne, niż w normalnych warunkach. Ale jest to o tyle kłopotliwe do jednoznacznej oceny, że nigdzie nie trafiłam na rekomendowane dawki, ani wiarygodne wyniki badań. Na pewno krzywdy nie zrobi :). No i na podstawie tego badania (http://pubs.acs.org/doi/abs/10.1021/jf204514a) można zaryzykować stwierdzenie, że przyspiesza proces rozpadu tkanki tłuszczowej :).

      1. Kasia

        Dziękuję za odpowiedź 🙂 chyba na razie spalanie zbędnych kilogramów zostawię bieganiu 🙂 Twoje słowa jak zawsze motywujące 🙂 cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga!

  5. nomson

    Ja po prostu zrobiłam rachunek sumienia – co powoduje że zarzucam regularne ćwiczenia i postarałam się wyeliminować jak najwięcej tych powodów 🙂 znalazłam zajęcia fitness które lubię, w malym klubie blisko domu gdzie nie muszę podpisywać cyrografu tylko mogę co miesiąc wykupić karnet.

  6. Sewilka

    No i ruszyłam tą d… Piłka była napompowana to mówię pobawie się piłka z Ewą Ch. co tam takie bujnania na piłce… Po 5 serii odpadłam, nawet nie wpadłam na to by przewinac i zrobić końcowe rozciąganie jak radziła Ciocia Lifestyle… I teraz boliiii… A głupia Ewa mówiła ; ” wiem jak cierpisz” co tam wiesz, nic nie wiesz Jonie Snow… Chyba nawet kanapki nie posmaruje dziś, bo bolą mnie nawet ramiona… Poturlam się na piłce Phi… 10 serii po tylko dwa ćwiczenia… Phi… No Cóż, trzeba dziś zaś wturlać się na matę….Lato nadchodzi…

        1. Sewilka

          Wow… Zrobiłam z Martą trening dla ludzi bez formy, nie było idealnie ale dotrwałam do końca, choć przy brzuszkach ktoś strasznie zaczął się do mnie tuli;) ten z piłką włączyłem też ale już byłam zbyt padnięta, ale i tak wiedzę że kilka ćwiczeń będzie dla mnie ciężkich do wykonania… Ale jutro spróbuję 😉 dzięki za polecenie;)

  7. purin

    Kluczem jest znalezc takie cwiczenia, ktore nam odpowiadaja, sprawiaja przyjemnosc. W moim przypadku to plywanie (relaksuje, odciaza, duzy biust nie przeszkadza) i cwiczenia statyczne z uzyciem glownie wlasnych miesni (np. z programu Mel B, ciezary niezbyt mi sluza przy mojej i tak krepej i umiesnionej budowie ciala).

    Fitness i bieganie odpada, nie lubie tego i nie mam zamiaru sie zmuszac 😛 Ale jest duzo innych aktywnosci fizycznych, ktore mozna wykonywac. Kazdy musi znalezc cos dla siebie a nie podazac slepo za moda.

    Bardzo mi pomogl wf na studiach. Bylam zmuszona odgornie do aktywnosci fizycznej raz w tygodniu, co pomoglo mi sie przyzwyczaic i wpasc w rytm.

    1. Monika Gabas

      Nie wiem kim jesteś Purin, ale wiem, że czuję się wyróżniona faktem, że czytasz mojego bloga :D. Wszystkie Twoje linki są rewelacyjne!

      PS. Dobry pomysł z tym biegiem. Proponuję, by patronem była obżarta Figa 😀

      1. purin

        Dziekuje, milo mi to slyszec :3 Pomagasz w odnalezieniu wlasciwego podejscia do odchudzania to cza sie odwdzieczyc ;3

        Z ciekawosci – jak karmisz Fige? Barfem? Wysokiej jakosci karma gotowa?

  8. Kosmetolog Marta

    Tekst robi robotę 🙂
    Czasem motywacją może być jakaś przyczyna uboczna. U mnie to kręgosłup, jak nie ćwiczę to boli a jak ćwiczę jest lepiej 🙂 grunt to łączyć przyjemne z pożytecznym

  9. BogusiaM

    Tak jak w Twoim filmie, po prostu trzeba wstać ubrać się i zacząć ćwiczyć, czy to na macie w pokoju czy pójść na przebieżkę po osiedlu (ładnie tam u Ciebie). Mi początkowo też było ciężko i po 1 km biegu wracałam drugie tyle pieszo do domu, ale dalej uparcie wychodziłam dzień po dniu i już śmiało mogę biegać po 10 km. A miałam ciężko, przerwa na złamaną stopę, przerwa na kontuzję kręgosłupa po kolizji samochodem, ale nie poddaję się. Ciało zmienia się szybciej niż utracone kg, bo skóra robi się bardziej jędrna, promienna, tu znika centymetr, tam kolejny. Prędzej widziałam zmiany po swoim ciele, że np. brzuch płaski nawet po jedzeniu niż na wadze;) Więc nawet nie ma co sobie stawiać za cel schudnę 5-10 czy 15 kg. Tylko miarka krawiecka w rękę i zapisywać efekty na kartce w kalendarzu i sprawdzać, ja sprawdzałam co tydzień (bo potrzebowałam kolejnej dawki motywacji), ale można co dwa tygodnie czy co miesiąc. A z wagi najlepiej wyciągnąć baterię i wyrzucić do kosza;p

  10. easytobefit.pl

    A mi się wydaje, że najlepiej jest wtedy, kiedy po prostu te spacery, czy siłownię po prostu polubimy. Najzwyczajniej w świecie. Wtedy idąc biegać, nie myślisz “o matko, jeszcze tylko te 5 km i z głowy”, tylko cieszysz się, że możesz ruszyć dupe z kanapy 😛 wiadomo, są lepsze i gorsze dni, każdy tak ma więc no problem – nie dziś to jutro, ale z chęcią nie z przymusu 🙂

    1. Monika Gabas

      Zdecydowanie! Znalezienie takiej aktywności fizycznej, która ędzie nas cieszyc to klucz do sukcesu. Choć trzerba też pamiętać o tej drugiej stronie, że “ochota na trening” nie jest niezbędna, żeby ten trening zrealizować. Na pewno sama nie raz miałaś sytuację, w której szłaś nie do końca chętnie na trening, a w trakcie bardzo się cieszyłaś, że jednak się zdecydowałaś 🙂

  11. Laila

    Mi długo było ciężko się zebrać do regularnych treningów, bo łącząc pracę z rodziną często padałam wieczorem na nos i wydawało mi się, że nie mam już na nic siły, ale jakoś tak spróbowałam i o dziwo okazało się, że jakoś mam siłę na ćwiczenia, dają mi one super powera i często po nich mam jeszcze mnóstwo energii na inne rzeczy. A poza tym jakoś naczytałam się, że do odchudzania najlepszy jest trening siłowy, co długo mnie zniechęcało, bo go nie lubię, ale w końcu stwierdziłam, że chrzanię to, będę chodziła na to, co lubię i tak robię, a kilogramy powoli spadają 🙂
    Ps. czyli Duch Święty Fitnessowy na mnie spłynął :)))

  12. nazwawlasna

    Poszłam poćwiczyć po przeczytaniu tego posta. Będę go czytać 3-4 razy w tygodniu 😉

  13. Marti

    Jest tak. Posiadam szczęśliwie multisporta, mam basen przystanek od domu (dwa centra fitnessowe też…), ale nigdy nie mogę podnieść tyłka i iść. Zdarza mi się ćwiczyć, ale tylko w weekendy, bo wracam do domu o 20 (praca, korepetycje, a po Łodzi ciężko się jeździ, pewnie sama wiesz 😉 )
    Pomyślałam, że będzie mi łatwiej, jak znajdę kogoś do treningów, ale niestety nie uzyskałam odzewu wśród znajomych i nieznajomych…

    Ale Twój tekst zmotywował mnie na tyle, że poczyniłam pierwsze, mimo że malutkie kroczki. Zrezygnowałam dwa razy w tygodniu z dawania korków i postanowiłam, że te dwie godziny, które spędzałam na dojeździe do ucznia i na samych korepetycjach – spędzę na treningu 🙂

    A jutro idę na ściankę 🙂

    Także proszę o mocne trzymanie kciuków 😉

  14. Basia

    Ja chodzę na zumbe i bardzo mi się podoba ta forma aktywności fizycznej. Dodatkowo optymalna dieta i suplement Novoslim dla podkręcenia efektów. Jest super jeszcze troszkę i odstawie suplement bo osiągnę cel wagowy

  15. Karolina

    Prawie zawsze cierpiałam z powodu nadprogramowych kilogramów. Kilka lat temu, udało mi się zrzucić 30 kg, na popularnej wówczas diecie Dukana. Z jakiegoś powodu, bez problemu udało mi się zrezygnować ze słodyczy i chociaż aktualnie bym się na tę dietę nie dała namówić to uświadomiłam sobie, że jeśli naprawdę chcę to mogę… przez kilka lat udawało mi się utrzymać wagę, ale w wyniku wielu problemów sercowo – towarzysko – rodzinnych, waga poszybowała w górę. Prawdopodobnie za sprawą alkoholu, który zaczęłam pić na imprezach i podczas wszelakich wyjść (a wcześniej rzadko pijałam, a jeśli już to na lampce wina się kończyło) oraz jedzenia, które pochłaniałam na kacu.

    W zeszłym roku zaszłam w ciążę, więc miałam doskonałą wymówkę, by jeść i się nie przemęczać. Przytyłam w ciąży 26 kg. Moja córeczka ma aktualnie 5 miesięcy. Z ciążowych kilogramów zrzuciłam 20. Teraz jednak nie mam wymówek.

    W lutym poszłam na fitness – po pierwszych zajęciach w euforii zapisałam się na kolejne, ale nie dotarłam bo ledwo mogłam się ruszyć – byłam jednym wielkim bólem, chodzącym zakwasem. Taki stan trwał od wtorku do soboty 😉 nie zniechęciłam się jednak i kiedy ból zmniejszył się do stanu “boli, ale dam radę ćwiczyć” kupiłam karnet, żeby mieć motywację! 🙂

    Wciąż mam jednak wiele wątpliwości i dużo we mnie strachu – byłoby mi lżej, gdybym miała się komu wygadać… komuś, kto nie będzie moim partnerem.

  16. Mario21

    Próbowałem tych sposobów, ale dalej zdarzało mi się podjadać, dlatego teraz przesiadłem się na kaplanex i efekty są widoczne gołym okiem. 9 kilogramów w trzy tygodnie!