Pierwszy trening grupowy

Dzisiaj po raz pierwszy stanęłam na parkiecie Fit Fabric, żeby spróbować swoich sił w TBC. Co tam, godzinka szybko zleci, przecież nie tak dawno śmigałam crossfity. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny po 15 minutach. Ja swoją widziałam (choć niezbyt dokładnie, bo pot lejący się z czoła mógł nieco zaburzyć obraz). Byłam co najmniej zdziwiona. Poczułam się jak totalny świeżak, zupełnie tak, jakbym cofnęła się do marca ubiegłego roku i miał właśnie miejsce mój pierwszy trening grupowy. Jeśli macie ten moment ciągle przed sobą i boicie się, że nie dacie rady/będziecie kiepsko wypadać na tle grupy/nie ogarniecie choreografii/nie wytrzymacie tempa ćwiczeń to zapraszam do czytania – nie dam Wam recepty na rozwiązanie tych problemów, ale zobaczycie, że nie są to rzeczy, którymi warto byłoby się przejmować. Tych, którzy trenują od dawna, albo nie trenują wcale też zachęcam – do pośmiania się z mojej nieudolności 😉

 

Pierwszy trening grupowy

workitkitty_leg_lift+400x400

Kiedy patrzyłam na siebie w lustrze (a mogłam to robić z każdej możliwej strony) nie widziałam tego, co bym chciała. Nie byłam atrakcyjną fitnesską, której jedna kropelka potu dodała uroku, bo spłynęła po policzkach niczym rozświetlacz. Mój mizerny koczek na czubku głowy to nie koński ogon, moje spodenki do ćwiczeń nie są z najnowszej kolekcji (o zgrozo są czarne!). Jestem czerwona na twarzy, leje się ze mnie pot, a ja dyszę jak koń po westernie nie przejmując się tym, że oddycham za głośno. Na miarowy oddech było mnie stać przez pierwsze 5 minut. Nie nadążam za choreografią. Plączą mi się nogi i ręce, mylę strony, a w ogóle to zamiast seksownego kociaka przypominam średnio utalentowanego Pana Heńka z dyskoteki w remizie. Kiedy instruktorka Agnieszka Gutović swobodnie macha nóżkami ja odnoszę wrażenie, że ktoś potajemnie przymocował mi do kostek piłkę lekarską – mimo, że bardzo chcę po raz kolejny unieść je do góry to po prostu, cholera, nie mogę. Z resztą instruktorka jest osobą, którą pokochałam i znienawidziłam – jak można przez godzinę treningu wykonywac wszystkie ćwiczenia, kierować grupą, motywować i tak zajebiście wyglądać?!

I wtedy sobie pomyślałam (takie pieszczotliwe rozmowy z samą sobą zdarzają mi się dość często)

Monika, Ty głupia dupo! Przecież ta Pani wykonuje właśnie swoją pracę. Robi coś, co jest jej codziennością. Wygląda tak, jak wygląda i wykonuje ćwiczenia tak, jak Ty byś chciała, bo spędziła w tym miejscu dużo więcej czasu. I wiesz co? Jeśli teraz nie odpuścisz to może być tylko lepiej. Czas jest Twoim sprzymierzeńcem, więc zamiast pieprzyć głupoty daj z siebie więcej!

Przeprosiłam sama siebie za wcześniejszy brak kultury, spojrzałam w lustro po raz kolejny i wtedy już wiedziałam, że nie odpuszczę. Już nie mogę się doczekać swojego odbicia w tym samym lustrze za trzy miesiące.

A jeśli będziecie wątpić we własne siły to wiedzcie, że na pewno nie będzie gorzej niż u Yuriego Drabenta… 🙂 :

Zabawna historyjka. Z miesiąc temu postanowiłem spróbować swoich sił w jodze. Zapytałem się kumpeli-ekspertki (cześć Lotta), gdzie warto, usłyszałem, zapisałem, poszedłem. Wstęp, jak to wstęp ? wchodzę, witam się, cześć, namaste, chciałbym trial, dobrze, poproszę matę, mam spodenki. Tak, idę się przebrać. Tak, dziękuję. Przebieralna, switch, ready ? z sali z tabliczką ?początkujący? wychodzi prowadząca (Kasia), uśmiecha się, uchyla drzwi, zaprasza do środka. Wchodzę ? kątem oka widzę, że A. jestem ostatni, bo sala jest już pełna i B. jestem jedynym kolesiem. Reszta same laski, a jest nas na tej sali ze dwadzieścia osób lekko.

Badam sytuację. Atmosfera wydaje się fajna ? taka intymna. Jest cicho, dość ciemno, przytulnie, w powietrzu namacalnie niemal czuć skupienie i koncentrację. Kasia pyta, czy ktoś jest na zajęciach po raz pierwszy. Zgłaszam się ? ponownie, jako jedyny. Kasia uprzejmie kiwa głową i wraca do niespiesznego rozkładania maty. Inne dziewczyny robią to samo, więc i ja rozkładam swoją. W ciszy. W pomieszczeniu jest tak, kurde, eterycznie. Nie wiem, czy tak można powiedzieć i co do końca znaczy, ale totalnie jest eterycznie. Jest klimat w każdym razie ? czuję, że będzie dobrze.

Zaczynamy. Jedyną odzywającą się osobą jest Kasia, a głos, którym się posługuje, nie mógłby być odpowiedniejszy ? ciepły, cichy, intensywny, balansujący na granicy szeptu i mruknięcia, z takim jakby zawieszonym wielokropkiem na końcu (?oddychaj głęboko…?; ?doskonale… teraz wszyscy ręce w stronę słońca…?). Zaczynamy od rzeczy prostych – wyciąg nogę, przytrzym rękę, oddychaj ? po czym powtarzamy. I powtarzamy. I powtarzamy. Idzie mi coraz lepiej, rozluźniam się, pozwalam głosowi Kasi wejść coraz głębiej i głębiej. Z początku ciężko jest mi się stuprocentowo skupić, bo nie jestem przyzwyczajony do niektórych z jogińskich haseł ? jak Kasia przy jednej z pozycji zaintonowała swoim intymnym mrukoszeptem, żeby teraz oddychać piętami, to mój mózg trochę zbrechtał ? ale generalnie zanurzam się, wtapiam coraz głębiej i jest fajnie. Mam równy oddech, zamknięte oczy, rozciągam się.

Mijają powolne, zrelaksowane minuty. ?Kurde, podoba mi się to? ? myślę cichutko. Niespiesznie, płynnie przechodzimy do coraz to fajniejszych pozycji ? pies z głową w dół, pies z głową w górę, jakieś jeszcze ? aż w końcu dochodzimy do pozycji drzewa (chyba), czyli jedna noga tak jakby na skos oparta na drugiej, głowa do góry, ręce do góry, skupienie. Tak o:http://bit.ly/YFgAaQ. Tak stoimy. Jeden oddech, drugi, trzeci. Stoję, oddycham, zamknięte oczy, pełen relaks.

I nagle, w tej doskonałej, pełnej spokojnego napięcia i koncentracji ciszy słychać intymny, ale intensywny szept Kasi:

– bardzo dobrze… doskonale… a teraz co odważniejsze schodzą do kija…

Zdrętwiałem.

Znacie to uczucie, kiedy w ciągu sekundy przebiega Wam przez głowę tysiące myśli? No. To ten moment. Jak to do kija? Może jestem gburem i ignorantem, ale jako, jakby nie patrzeć, jedyny posiadacz kija w pomieszczeniu poczułem się cokolwiek nieswój. WTF? Co to za typ jogi? Czy ja czegoś nie doczytałem? Co się teraz stanie? Zejdą, nie zejdą? Odważne? Tak w centrum Warszawy? Stać w tym kurwa drzewie, czy interweniować? Otwierać oczy? Co z kijem? Przecież my się nawet nie znamy, kurwa, co to za komenda? I w ogóle KIJA? On ma imię, hello?

No bo skąd miałem wiedzieć, że kij to taka pozycja w jodze, która jest wymagająca fizycznie, stąd Kasia poczuła się w obowiązku nie narzucać go wszystkim? Skąd? Dedukcja? Jak ktoś wyskakuje z szeptem o schodzeniu do kija, dedukcja?

Ze wszystkich sił starałem się opanować ? otworzyłem oczy, spojrzałem w podłogę, zagryzłem wargę i walczyłem sam ze sobą ? ale nie wytrzymałem i parsknąłem. W miarę cicho, fakt, ale w tamtych okolicznościach było to jednak na tyle głośne, że wszystkie dziewczyny z Kasią na czele się na mnie spojrzały.

I teraz one na mnie, ja na nie, one na mnie, ja na nie, ja nie wytrzymuję, brechtam, one po sobie i widzę, że w co poniektórych oczach pojawia się błysk zrozumienia, dlaczego samiec się śmieje i jak na co poniektóre lica zaczynają wkradać się uśmiechy.

Tak, czy inaczej ? pozbieraliśmy się wszyscy, ja skinąłem głową, że sorry, do kija zeszliśmy sobie wspólnie parę razy i było spoko, ale do końca zajęć klimatu spokojnej koncentracji już jakby się nie udało przywrócić.

Więc nie bądźcie wobec siebie zbyt wymagający i dajcie sobie trochę czasu. Czas i tak upłynie.

IAgnieszka Gutović

Zostaw komentarz

  1. KK

    Ja uwielbiam zajęcia grupowe! Czasami mam ochotę poćwiczyć sama na siłowni, ale najbardziej efektywnie ćwicze w grupie. Nie ma że boli, więc już skończe albo już się nie chcę. Zawsze do konca na najwyższych obrotach 😉
    Początkującym nie polecam na początek typowo choreograficznych zajęć, jak tańce czy step. Ciężko sie skupić na choreografii, gdy ledwo jest siła na wykonywanie ćwiczeń.
    Myślę że dobrym rozwiązaniem jest np circut training. Ja osobiście uwielbiam Body Pump (Power Pump) ze sztangą oraz jako cardio zajęcia Spinning.

  2. małpka

    Ostatnio kupiłam sobie miesięczny karnet na siłownię, bo koleżanki zachwalały zajęcia fitness itd., z początku byłam trochę przerażona, ale generalnie to pełna satysfakcja: w ostatnim tygodniu spędziłam 5 godzin na m.in. XCO, Pilatesie, Brzuchomanii, ABT. Zupełnie nie mam poczucia rytmu, gubię kroki, skaczę w lewo gdy trzeba w prawo, ale patrzę na siebie w lustrze – całą spoconą w starym T-shircie (niestety nie mam specjalistycznych treningowych koszulek) i wiem, że jeszcze parę godzin i przestanę reagować z opóźnionym zapłonem, a jeśli nie triceps, to przynajmniej moja samoocena trochę wzrośnie.

  3. Świnka

    Ja zaczęłam biegać w samotności i strasznie brakuje mi zajęć grupowych w mojej Akademii Fitnessu, brakuje mi tych motywujących spojrzeń, zumbowego szaleństwa, takiej magicznej więzi, że wszystkie przyszłyśmy tu w tym samym celu :)) Ehhh 🙂

  4. Kasia

    Zajecia z Agnieszką to pikus! 🙂 Ale za pierwszym razem też miałam takie samo zdanie “no jak to możliwe?!”
    Spróbuj pójść np na rowery do Doroti tam jest dopiero wycisk! 😀

    1. Monika Gabas

      Totalnie nie czuję tych rowerów – przy pierwszym podejściu jeszcze w Sporterze jakiś rok temu się skutecznie zniechęciłam. Ale skoro polecasz… :D.

      1. Kasia

        Ja, jak poszłam pierwszy raz mowie, no co tu może być fajnego pedałujesz i co?
        Akurat trafiłam na zajecia z Dorotą po 15 min miałam dosyć i mówie, no nie wychodze…
        Potem stwierdziłam że dam im kolejną szanse i tak sie uzależniłam 😀
        Doroti sie napierw nienawidzi, potem zaczynasz ją lubić a na końcu kochasz! 😀
        I wgl chyba wczoraj Cię widziałam w fit fabric 2 😉

        1. Monika Gabas

          Jeśli byłam upoconą blondynką z cebulą na czubku głowy i bylam w szalonym pędzie na bieżni lub w żółwim tempie na rowerku to tak. Widziałaś mnie :D. Zaczep mnie proszę następnym razem! 🙂

  5. ilo

    Szkoda, że przeczytałam ten post już po powrocie z siłowni – przeżycie porównywalne do pierwszego dnia w nowej szkole 😀