10 rzeczy, które zamierzam zrobić na wakacjach

Dziś w nocy spałam w legginsach i koszulce. Strój podobny do tego, w którym chodzę na trening. Nie byłaby to dla Was istotna informacja, gdyby nie to, że dziś rano, przeciągając się (jeszcze w łóżku) usłyszałam od Łukasza, że wyglądam jak z reklamy. Przed oczami miałam te wszystkie seksowne joginki promujące Nike, już prawie, prawie czułam się jak mieszanka Adriany Limy, Jen Selter i Sylwii Szostak, a Łukasz jednak postanowił rozwinąć myśl. Wyglądam jak z reklamy przez (tu cytat): czerwona spuchnięta kichawa, z której ciągle się leje. Miarka się przebrała!

Spadł śnieg, zapracowałam na kolejne poprawki do kolekcji, przeziębiłam się. Uciekamy! Do takiego trochę cieplejszego Mielna, o którym wielu powiedziałoby „nie ma czym się podniecać”, a dla mnie będzie idealną lokalizacją do zrobienia kilku rzeczy z poniższej listy:

Przeczytać

Bridget Jones w pogoni za facetem – chyba nie ma drugiej serii, która tak bardzo by mnie śmieszyła i wciągała jak przygody uroczej Bridget na wiecznej diecie. Przy czytaniu poprzednich części płakałam ze śmiechu, tak często utożsamiając się z nieporadną blondynką o słabej woli 😉

Cukier, sól, tłuszcz – książka autorstwa, która jest wynikiem przeprowadzonego przez niego śledztwa dziennikarskiego. Opowiada o tym, jak największe koncerny spożywcze sterują rynkiem, manipulują klientem i przyczyniają się do rozwoju epidemii otyłości. Zaczęłam czytać ją w święta i aż smutno się robi, że do tej pory nie miałam wolnych kilku wieczorów, które pozwoliłyby na dokończenie lektury.

Nurkować

DSC_0212_

Przy hotelu będzie czekać na nas (ponoć) piękna rafa, a dodatkowo od rodziców Łukasza pożyczyliśmy taki sprzęt, że nie dość, że nurkowanie będzie przyjemniejsze niż na wypożyczonym ABC to może nawet uda nam się zrobić jakąś fajną relację video. Istnieje ryzyko, że widoczność w masce będą ograniczały mi nieustannie kapiące z nosa płyny ustrojowe, ale mam nadzieję, że po takiej dawce inhalacji i pseudoefedryny mój katar zniknie do jutra.

O! I jeszcze skoczę do wody, a co! (Tak, dotychczas nie zrobiłam tego ani razu w całym swoim niespełna 23 letnim życiu).

Randkować

Tak, mieszkam z Łukaszem. Tak, spędzamy ze sobą dużo czasu. Zamiast biurka w sypialni, wybieram stół w salonie, więc codziennie widzę jego plecy i odpalonego Photoshopa. Czasem nawet rozmawiamy na tematy inne niż praca, szkoła, dodatkowe zlecenie, zakupy czy trening. Mamy przed sobą kilkaset godzin, w których oboje będziemy wyłącznie do swojej dyspozycji. Z tej okazji mogę chyba nawet obchodzić Walentynki :). O związek trzeba dbać. Koniec i kropka.

Trenować

Siłownia przy hotelu jest, basen też, dostęp do morza jak najbardziej. Planujemy też trochę wspinaczki, dużo spacerów i generalnie aktywny wypoczynek. Przede mną jeszcze 2 dni do końca wyzwania #30DNIFIT, zamierzam zakończyć je z klasą!

Dać zrobić sobie dobrze

325740_309585202391004_1076662074_o

Jakiś masaż, jakieś spa. Wyobrażam sobie, że wszystko dzieje się przy dźwięku fal, ale na dobrą sprawę zadowolę się The XX w słuchawkach.

Jeść pyszności

Dużo i smacznie. Bez przesadnego zastanawiania się nad konsekwencjami – może i nie powinnam cheat meala zamieniać na cheat week, ale… Sprawy mają się tak: dzięki temu, że na co dzień nie odmawiam sobie wszystkiego i nie jestem więźniem własnej decyzji o prowadzenia takiego, a nie innego stylu życia, nie fantazjuje o ciastku z kremem, zagryzionym hamburgerem, popitym piwem ze spaghetti na dokładkę. Nauczyłam się słuchać swojego organizmu i wiem, które wołanie o czekoladę jest tym, którego ignorować nie można ;). Dziś rano ważyłam dokładnie 65,5 kg (nie zdązyłam się zmierzyć) – zobaczymy co pokaże wyświetlacz wagi po powrocie.

Planować

Bardzo duże kroki poczyniłam ku temu już przy okazji Nowego Roku. Wyznaczyłam wiele celów, sprecyzowałam plany i oczekiwania. Przewartościowałam dużo spraw. Ale robiąc to wszystko w atmosferze wakacji, kilka tysięcy kilometrów od domu mam szansę wpaść na jeszcze lepsze pomysły. Mam nadzieję, że uda mi się uwolnić głowę od bieżących trosk i będę mogła zająć się planem podbicia wszechświata.

Rozmawiać

Jak najwięcej po angielsku i jak najwięcej z tubylcami. Odkąd uczę się angielskiego (tutaj wpis na temat mojej nauki w domu) w sposób, który sprawia mi przyjemność, znacząco zmieniło się moje podejście do sprawy. Kiedyś byłabym przerażona, że będę musiała otworzyć usta w celu wydukania kilku słów po anielsku, teraz traktuję to jako świetną okazję do sprawdzenia teorii w praktyce.

Być dla siebie dobra

Nie zadręczać się ostatnimi porażkami, nie martwić się na zapas. Chcę się zrelaksować i wyłączyć myślenie. To ostatnie może być szczególnie trudne, bo należę do tych nieszczęśliwców, których neurony są narażone na stale wytężoną pracę. Przetwarzam, planuję, rozdrapuję rany. Powoli udaje mi się leczyć z perfekcjonizmu, więc wierzę, że z tym też się uda!

Nie stosować się do żadnych list

2015-01-29_foto117_10-42

Możecie wyrzucić z pamięci wszystkie poprzednie punkty. Z siódmym na czele? 🙂 Zamierzam przede wszystkim odpocząć, zresetować się i nie myśleć o tym, co muszę czy powinnam. Słuchać siebie i robić to, na co mam ochotę. Bo może to, że dzisiaj mam ochotę na masaż w spa, okaże się zupełnie nieważne tam na miejscu?

Obiecuję wrócić z nową energią, optymizmem, do którego przywykliście i świetną relacją z lata w środku zimy. Mam nadzieję, że Wy też niedługo będzie już po sesji, a Ci z Was, którzy pracują znajdą trochę czasu dla siebie. Dbajcie o siebie, o bliskich i bawcie się dobrze!

Obiecuję, że ja będę :).