Metamorfozy Czytelników – 30 zrzuconych kilogramów Mateusza

Schudnąć 30 kilogramów? Jasne. Wielu osobom się udało.

Z gazet.
Z Internetu.
Z wątpliwie wiarygodnych reklam.

A ja mam dla Was żywego człowieka. Mateusz to czytelnik bloga, aktywny członek naszej grupy wsparcia w odchudzaniu i przede wszystkim świetny chłopak, któremu udało się schudnąć 30 kilogramów w pół roku.

Wcale mu się nie udało, tylko sobie na to zapracował!

30 kilogramów mniej w pół roku

Sierpień 2015 - styczeń 2016
Sierpień 2015 – styczeń 2016

Wiek: 25 lat
Najwyższa masa ciała: 113kg
Aktualna masa ciała: 84-85kg
Kilka słów o Tobie: Na co dzień pracuję jako inżynier oprogramowania – stąd sporo pracy za biurkiem, czasem zdarzają się dłuższe posiadówki w pracy. Od zawsze w moim życiu była obecna w jakiejś formie aktywność fizyczna. Czy to tenis, pływanie, rower.

Mimo to, odkąd pamiętam miałem jakieś dodatkowe kilogramy. Zazwyczaj jednak udawało się to trzymać pod jako-taką kontrolą. Problem pojawił się w momencie, w którym po dwóch latach bardziej intensywnej przygody z kolarstwem inne sprawy wzięły priorytet na prawie dwa lata. W efekcie tak radykalnej zmiany trybu życia – waga poszybowała sobie swobodnie pod 113 kg – i tu zaczyna się cała historia.

Jak wyglądał Twój styl życia przed przełomowym momentem, w którym postanowiłeś schudnąć?

Mateusz: Miewałem różne etapy w życiu, ale chyba najbardziej kontrastowy był ten przed samą decyzją, albo w zasadzie przed momentem, w którym zacząłem coś zmieniać. Wtedy wyglądało to dość typowo: pobudka, zapakować się do samochodu, dojechać do pracy. Potem śniadanie – zazwyczaj coś z marketu, ale bez specjalnego wybierania. W południe obiad – albo jedzenie na wagę, albo kebab, czasami McD, KFC i tego typu atrakcje. Potem, po pracy zazwyczaj dość ciężka kolacja/obiadokolacja, kiedy narzeczona wracała z pracy. Nie miałem w zwyczaju wtedy przejmować się tym, co jadłem, a już tym bardziej kiedy. Pamiętam teraz, że był to też czas, kiedy zacząłem zauważać sporo problemów związanych z wagą, ale żyłem wygodnie w strefie komfortu utrzymując, że jeszcze to kontroluję.

Skoro jesteśmy przy przełomach – pamiętasz ten moment, w którym zdecydowałeś coś zmienić? Udało się od razu czy miałeś wiele podejść?

Sportowo – podchodziłem kilka razy i za każdym kończyło się tak samo. Próbowałem wracać do roweru, ale za każdym podejściem nie wystarczało pary, albo nagle wypadały różne tematy, które odciągały od treningu. Później przyszły pomysły na bieganie, ale początkowy zapał i samozaparcie skończyło się konkretnym bólem mięśni i tyle mnie biegającego widzieli. Jednak parę lat sportu w różnej postaci dało mi sporo wiedzy, o tym, jak funkcjonuje mój organizm, jak reaguje na różne formy wysiłku i co jestem w stanie osiągnąć. Był koniec września 2015. Razem z narzeczoną zastanawialiśmy się nad pracą z dietetykiem, siłownią i innymi cudownymi formami odchudzania. Doszliśmy jednak do wniosku, że spróbujemy ostatni raz sami.

Jak w praktyce wyglądały Twoje starania o utratę kilogramów – jakie zmiany wprowadziłeś do swojej codziennej diety?

30 kilogramów mateusza

Zaczęło się od gotowania. Pięć posiłków dziennie, lekkie śniadania, drugie śniadania, obiady, podwieczorki w pracy i kolacja z której ja często rezygnowałem. Organizm po jakimś tygodniu zaczął łapać nowy rytm. Doszły też treningi, powoli przeorganizowaliśmy też nasze plany dnia tak, żeby zawsze móc wieczorem coś ugotować. Z początku gotowała Marysia, potem trochę się pozmieniało, ale może nie opowiadajmy wszystkiego od razu.

Czy od razu zacząłeś też ćwiczyć? Co i jak często trenowałeś?

Cały czas sercem byłem kolarzem amatorem. Był październik, więc kiedy po dwóch tygodniach porządniejszego jedzenia chciałem dołożyć do diety trochę sportu – możliwa do wykonania objętość treningu oscylowała wokół 1,5-2h. Dołożyłem więc do tego godzinę basenu dziennie. Pomijając frajdę z lepszego samopoczucia – fajnie było znów spotykać codziennie jednego z ulubionych profesorów z ogólniaka, który na tymże basenie uczył pływania. Zawsze motywujące spojrzenie, piątka na przywitanie – to motywowało, zwłaszcza, że na rowerze jeździłem zazwyczaj sam.

Wszedłem powoli w swoje stare kolarskie nawyki wspomagane pływaniem. Zazwyczaj było to 6 dni jazdy + dzień odpoczynku. Starałem się jednak na początku przeplatać to tak, żeby np. dzień bez pływania był mocniejszym dniem w siodełku, a dzień bez jazdy pozwalał na dłuższe pływanie. Regeneracja jest bardzo ważna o czym wiele osób, które spotykam zapomina. Wiem jak wygląda przetrenowanie i bardzo się cieszę, że udało mi się go uniknąć.

Sumarycznie od września do dzisiaj zrzucenie wagi i utrzymywanie jej to pokonane 4500km i prawie 200h treningu na basenie, szosie czy trenażerze kolarskim lub zajęciach spinningu. Nie powiem, że zawsze były to treningi bardzo przemyślane, czasem wygrywała po prostu miłość do roweru – zwłaszcza w wolne, mroźne dni – kiedy tylko mogłem wychodziłem na trening na zewnątrz.   

Co sprawiało Ci największe problemy w odchudzaniu i jak sobie z nimi radziłeś?

Paradoksalnie – ważenie się. Mój telefon od września to konkretna baza danych o mojej wadze. Okrutnie denerwowały mnie skoki wagi, ale mimo wszystko (jak to u inżyniera bywa) sprawdzałem tendencję względem minionego tygodnia/dekady i zazwyczaj mnie to uspokajało. Początkowo miałem też problem z jedzeniem, którego sam nie przygotowywałem. Obiad poza domem, przyjęcie rodzinne – to wszystko nauczyło mnie dwóch rzeczy: przede wszystkim wybierania potraw, które wpisywały się w dietę, ale także jedzenia z umiarem. Nie byłem i nadal nie jestem, a i pewnie – nie będę radykałem, ale nauczyłem się kontrolować ilości pochłanianych ciastek, tortów i cięższych potraw. Święta przeżyłem smacznie, ale utrzymałem wagę i pierwszy raz nie byłem na plusie.

Nadmienię, że jestem typem, który lubi słodycze – odchudzanie nauczyło mnie także czytania etykiet. Fakt, że czasem wychodzi mi to już uszami, ale umiem już wybrać zdrowszą przekąskę, Mam w głowie sporą listę produktów, o których wiem, że są sprawdzone i dobre i to zazwyczaj po nie sięgam.

Problemem z kategorii najgorszych było także gotowanie  po treningach 😉 Zazwyczaj wyglądało to tak, że wpadałem po 16 do domu. Przebierałem się, wskakiwałem na rower bądź trenażer. Godzina jazdy. Przebrać się, zakupy, potem godzina na basenie. Po powrocie prysznic. Koło 21 stawałem w kuchni. Bardzo lubię gotować i zdecydowanie odnajduję się w tym, ale kiedy kończyłem koło 22 – zdecydowanie nie miałem siły na sprzątanie. Z czasem jednak organizm zatrybił i nowy rytm pozwolił spokojnie działać w kuchni i nawet doprowadzić ją do stanu używalności po moim gotowaniu.

Co było Twoją największą motywacją?

30 kilogramów mateusza

Konieczność zakupu garnituru na ślub 😉 Ale to był chyba w dużej mierze ten pierwszy kamień, który rozpoczął lawinę.

Sporego kopa dało mi w tym całym zamieszaniu odnowienie kontaktów z ludźmi, którzy również trenują kolarstwo. Przypadkowo spotkani w Bochni ludzie pokazali mi na treningu, że po utracie około 20kg jestem w stanie utrzymać koło i w dobrym tempie przejechać z nimi trening. To był kopniak, który pomógł mi zrzucać dalej. Zobaczyłem, że jestem w stanie znów spędzać czas z ludźmi, a moje życie nabrało kolorów, rower coraz częściej pojawia się w naszych planach a przy okazji potrafimy też sprytnie wpasowywać go w rozkład weekendu lub tygodnia.

Nabrałem przy okazji też zdrowszego podejścia – nie panikuję już kiedy nie uda się wyskoczyć na rower – wiem, że jestem w stanie kontrolować wiele rzeczy dietą. Jako człowieka, który operuje na co dzień wiedzą z różnych dziedzin – bardzo cieszyło mnie to, że mogę je łączyć i coś z tego udaje się poskładać.

 Jakie efekty przyniosły Twoje starania?

W tej chwili ważę prawie 30 kg mniej niż na starcie. Znowu staję przed szafą i mówię, że nie mam co na siebie założyć – tym razem większość koszul jest zwyczajnie zbyt duża. Powiem Ci szczerze – naprawdę fajne uczucie. O niebo lepsze niż kiedy były za małe. W litanii korzyści na pewno znajdą się też wyniki sportowe – jak na razie to głównie pobite własne rekordy, ale coraz bardziej dorastam do pościgania się gdzieś w tym sezonie. Nie dla miejsca, bo wciąż pozostaję słabym amatorem – dla satysfakcji, atmosfery, zabawy.

Z mniej spektakularnych efektów – uzbierała mi się jakimś cudem cała szafka przeróżnych pojemników – polubiłem te lunchboxowe gadżety.

Jak wygląda Twój aktualny styl życia?

30 kilogramów mateusza

Heh, chyba opowiedziałem Ci już wszystko o nim, ale podsumujmy: jadę do pracy, jem fajne śniadanie i obiad, po pracy wskakuję w obcisłe ciuchy i jadę na 2-3 godziny pokręcić. Wracam do domu i gotuję do pudełek. Później z narzeczoną robimy coś razem, wychodzimy gdzieś albo organizujemy wesele. Zdecydowanie prowadzę teraz fajne, aktywne życie z mnóstwem ludzi, którzy również widzą sens w aktywności fizycznej.

Jaką radę dałbyś osobom, które próbują schudnąć?

Korzystajcie z wiedzy. Swojej lub innych. Mnie pomogły blogi, strony z przepisami i to, czego dowiedziałem się o własnym organizmie i treningu przez wszystkie poprzednie lata. Efektywne odchudzanie to nie tylko dieta, ale to przede wszystkim stawianie sobie konkretnych celów, a potem wykorzystanie nauki do ich osiągania. Często warto skonfrontować swoje odczucia z fachową wiedzą – zapytać, doczytać – na sukces składają się dziesiątki małych rzeczy, które budują całość.

Drugą radą, która wydaje mi się ważna jest poszukiwanie osób do wspólnych treningów. W sportach wytrzymałościowych bywa to trudne, zdarza się, że zostajemy sami na trasie, ale daje o niebo większą motywację i pozwala przełamywać granice, a to jest podstawą sukcesu. Przyjaciel kiedyś powiedział mi, że nie zmienię nic dopóki nie opuszczę swojej strefy komfortu – po długim czasie i ostatnich kilku miesiącach zrozumiałem jak to działa.

Gratuluję, dziękuję za inspirację i życzę powodzenia w przyszłości! 

Zachęcam Was do obserwowania Mateusza na Instagramie (@matrejekm). Publikuje zdjęcia z treningów, ale też mnóstwo zdjęć inspirujących, zdrowych posiłków. Nic tylko brać z niego przykład :).

Chcesz zostać bohaterem kolejnej części cyklu? Daj znać na [email protected]!