5 minut przy herbacie – whishlista

buty chiara ferragni

Dziewczęce pantofelki od ikony światowej blogosfery – Chiary Ferragni. Chiara jest ogromną inspiracją i przykładem na to, że przekucie pasji w pracę jest jak najbardziej możliwe. No i przy okazji robi świetne buty. Lubię kiedy strój puszcza oczko do odbiorców, a tutaj robiłby to w sposób dosłowny. Cena zaporowa (klik), ale te buty byłyby świetną nagrodą za spięcie tyłka i skończenie studiów (ciii, jeszcze nie zdałam Tamtego Egzaminu O Którym Nie Można Rozmawiać, ale staram się pozytywnie programować). Moje jedyne niesportowe buty nadające się na cieplejsze dni to czarne loafersy, a już w poprzednim sezonie doskwierał mi brak czegoś w typowo letniej kolorystyce i mniej zobowiązującej formie. Te wydają się idealnie spełniać moje oczekiwania. Mojej opinii nie podziela Łukasz, który twierdzi, że balerinki to (zaraz po emu) najbrzydsze damskie buty. Niech pośmiga przez kilka godzin na obcasach to zacznie inaczej śpiewać!

Rower miejski. Śliczniutki, nowoczesny, wygląda na cholernie wygodny. Pasowałby mi do lajfstajlu i ułatwiał przetrwanie w okresie Im Cieplej Na Dworze, Tym Bardziej Śmierdząco W Tramwaju. Sknerą nie jestem, ale fakt, że kosztuje niecałe pół tysiąca (klik), każe mi się ponownie zastanowić nad zakupem. Boję się tylko, że w okresie okołokomunijnym więcej osób wpadnie na ten sam pomysł i będzie jak z Lidlem i Crocsami. Myślicie, że koła 26” są wystarczające dla (dość wysokiej) mnie? Podobne modele widziałam w cenach 1500-2000 zł, więc to bardzo dobra okazja. Chyba wybiorę czarny. Albo granatowy. Albo grafitowy :).

20141227-2014-12-27_foto22397_15-35

Paleta Urban Decay Naked 3 (marka dostępna wyłącznie w sieci Sephora) Jestem już szczęśliwą posiadaczką paletki Basics 2 tej samej marki – jakość jest absolutnie świetna (nawet najciemniejszy kolor nie osypuje się). Jakiś czas temu Tatko sprezentował Maminie własnie Naked 3 i bardzo mi się spodobała – moje kolory! Beże, róże, brązy łamane fioletami, matowe, połyskujące. Raczej w chłodnych odcieniach. Nie dość, że pasują mi chłodną tonacją to jeszcze te wszystkie róże i fiolety super podbijają zieloną tęczówkę. Muszę tylko przemyśleć czy aby na pewno potrzebuję takiej paletki i w pełni wykorzystam jej możliwości. Podoba mi się też Chocolate Bar z Too Faced – kolorystyka wydaje się chyba nawet bardziej praktyczna niż ta w Naked, na plus są także powiększone powierzchnie jasnych kolorów. Choć sama nie wiem. Może ktoś z Was ma porównanie, albo chociaż zna tą drugą paletkę? Przy okazji znalazłam kod rabatowy na 20% do Sephory – przy Naked 3 to już oszczędność 40 zł. Kod brzmi „alma2015” i obowiązuje na wszystkie nieprzecenione produkty w sklepie internetowym Sephora.

spodnice

Elegancka, ołówkowa spódnica. Granatowa lub biała (te ze zdjęć są z Mohito, ale wszelkie rekomendacje mile widziane). Potrzebuję czegoś na oficjalne okazje o szerokopojętej przyzwoitej długości. Zastanawiam się tylko nad jednym. Skoro te spódnice są tak dopasowane, a sięgają talii to jak nosić do tego koszule? No przecież nie wyciągniętą na zewnątrz, a włożona do środka będzie się chyba brzydko układać? Czy może do spódnicy powinnam dokupić jakąś bluzkę o długości, która zakryje górę spódnicy, ale jednocześnie nie zaburzy sylwetki. Nie mogłabym być blogerką modową.

original

Ogródek ziołowy. Bazylia, oregano, mięta, trawa cytrynowa – życie byłoby piękniejsze z zielenizną na parapecie. Nie wiem tylko na ile posiadaczka wege kota (patrz: zdjęcie powyżej, na którym Figa pożera trawę cytrynową) i jednocześnie morderczyni kaktusów da sobie radę z utrzymaniem takiego zakątka przy życiu. A jeśli ktoś z Was jest szczęściarzem posiadającym balkon lub ogród to może znaleźć coś dla siebie tutaj. Przepiękne rzeczy (nie, nie mówię o kosiarce!).

Akupunktura. Dość intrygująca pozycja, zdaję sobie z tego sprawę. Ci z Was, którzy czytają mnie co najmniej rok, wiedzą, że borykam się z migreną. Od maja ubiegłego roku do pierwszych tygodni kwietnia leczenie wdrożone przez moją neurolog radziło sobie świetnie z chorobą. Tak, chorobą. Nie bójmy się używać tego słowa – każdy, kto ma zdiagnozowaną migrenę zgodzi się ze mną, że nie można tego porównać z powszechnymi bólami głowy. Przez 10 miesięcy nie dawała o sobie znać, a teraz wróciła. Wstrętna małpa. Eliminuje mnie z życia w 100% na 3 h – do tego stopnia, że z bólu nie da się nawet spać. Później jest godzina zjazdu, podczas którego udaje się przysnąć. Po obudzeniu uczucie zbliżone do kaca. Łącznie zabiera mi jakieś 6-7 h doby. Ostatnio robi to kilka razy w tygodniu, co jest ostatnią rzeczą jakiej potrzebuję przy moim napiętym jak nigdy harmonogramie. Maj z maturami (podstawa + 2 rozszerzenia) to był pikuś przy obowiązkach, którymi zajmuję się teraz. Pubmed twierdzi, że akupunktura może pomóc na  migrenę, podobnie jak testy na wszelkie nietolerancje (pokarmowe i inne składniki obecne w powietrzu). A raczej nie tyle same testy, co wyeliminowanie z codziennego życia substancji, które okazały się szkodliwe. Obie te przyjemności kosztują po około 2000 zł. Jeśli jest wśród czytelników ktoś, kto poradził sobie z migreną, bardzo (bardzo bardzo) proszę o wszelkie rady. Spróbuję wszystkiego od kąpieli nago przy świetle księżyca, przez szamana na pustelni w Ameryce Południowej, po leczenie tradycyjne. Nie nadużywajcie mojej naiwności i nie zalecajcie relacji na żywo ze wspomnianej kąpieli! Tak czy siak połączenie migreny z aktualnym grafikiem owocuje permanentnym brakiem czasu. Mam nadzieję, że w lipcu do Was wrócę!

PS. Niektóre z linków to linki afiliacyjne (jeśli zakupicie coś po kliknięciu w link, dostanę kilka %, jeśli sobie tego nie życzycie, to przed ewentualnym zakupem możecie oczywiście wejść na stronę jeszcze raz, bez mojego pośrednictwa :)).