#ChciałabymChciała, czyli Jesienna Wishlista

drlifestyle wishlista

Jak przystało na optymistkę, powinnam kurczowo trzymać się myśli o zapowiadanych 30 stopniach Celsjusza, które czekają nas jeszcze we wrześniu. Niestety (UWAGA: WRAŻLIWYCH PROSZĘ O ZAMKNIĘCIE OCZU NA 3 SEKUNDY I OMINIĘCIE 5 KOLEJNYCH SŁÓW) gile lecące z mojego nosa, brązowe liście na drzewach i Figa zwinięta w niewyobrażalnie małą kulkę sprowadzają mnie na ziemię. Stało się. Przyszła jesień.

A wraz z nią mniejsze i większe plany zakupowe.

Buty

buty

Jedni nie chcieliby ich za darmo, a inni płacą kilkaset złotych, by dumnie przedzierać się w nich przez jesienną chlapę (i zimowe zaspy). Timberland 6in Premium Boots to flagowy model, z którym kojarzona jest firma. To porządne, nieprzemakalne, masywne buty do zadań specjalnych. Moje wiecznie przemoczone skarpetki byłyby wdzięczne za takie towarzystwo tej jesieni. Od kilku lat żal mi wydać tak dużo kasy na buty, a co roku kupuję substytut, który nie zdaje egzaminu (mimo, że są to skórzane buty polskich marek – nie dają rady mojemu lajfstajlowi). Łukasz namawia mnie, by w tym roku pojawiły się nie tylko w jesiennej wishliście, ale i na moich stopach. Obawiam się, że nie będę stawiać oporów, tym bardziej, że znalazłam kod rabatowy 15% do Sarenza. Kwota nadal pozostaje zawrotna, ale wyrosłam już (a raczej zostałam oduczona przez Simplicite i Styledigger) z potrzeby kupowania kilku par butów na sezon, więc powinno obejść się bez bankructwa i kredytu ;).

Który kolor najbardziej Wam się podoba?

Kosmetyki

wishlista kosmetyki

Nie doszukujcie się związku między porą roku, a kosmetykami, które się tu znalazły. Poszukuję godnych następców dla zdenkowanych produktów.

1 – róż do policzków TheBalm Argyle petal pink. Bardzo lubię kosmetyki TheBalm, a już bronzer Bahama Mama to hit hitów. Używam (tego samego opakowania) od blisko dwóch lat i bardzo lubię ten produkt ze względu na odcień, trwałość i wygodne, bardzo mobilne opakowanie. Mój róż z Inglota zobaczył już dno, więc chętnie zastąpię go kolejnym kartonikiem z mazidłem TheBalm.

2 – odżywka do rzęs (tu akurat Realash). Zastanawiałam się nad przedłużeniem rzęs metodą 1:1, ale obawiam się, że mogłoby to nie zdać egzaminu przy moim stylu życia. Pocę się na treningach, pod prysznicem lubię myć całą buzię żelem i generalnie nie jestem osobą, która mogłaby pilnować tego czy przypadkiem nie zaszkodzi swoim rzęsom. Odżywka wydaje się być idealnym rozwiązaniem, ale kurczę… 200 zł za opakowanie? Dajcie znać czy używałyście i czy było widać efekty. Bo jeśli widać to nawet wydatek 200 zł na 3 miesiące jest OK – doczepione rzęsy wcale nie wyszłyby taniej.

3 – pomadka do ust w kredce, czyli kolejny rewelacyjny produkt do ust od Golden Rose. Mam już kredkę w kolorze nr 10 i jestem bardzo zadowolona. Jest matowa, kremowa, precyzyjna, równomiernie schodzi z ust (a schodzi po około 5 h od nałożenia). Zaopatrzę się w przynajmniej dwa kolory – chłodny róż i jasną czerwień. No i ta cena (około 11 złotych)… 🙂

4 – Ziaja Liście zielonej oliwki woda tonizująca z witaminą C – ma doskonałe recenzje na YouTube i KWC, a u mnie bardzo dobrze sprawdził się krem nawilżający na dzień z tej samej serii.

5 – Ziaja Liście manuka, pasta głęboko oczyszczająca – sprawdzany produkt, kolejna tubka będzie moim czwartym opakowaniem. Jak w nazwie – pasta oczyszcza bardzo głęboko, jest stałym elementem mojej codziennej pielęgnacji.

6 – MAC, Look in a box face kit, wersja: sophisticate, to ukłon w stronę (co cieszy mnie niezmiernie) coraz częstszych wyjazdów. To małe pudełeczko skrywa w sobie dwie pomadki (czerwoną i neutralną), 6 cieni (z powodzeniem można też podkreślić nimi brwi) i dwa róże. Super sprawa, bo wystarczy jeszcze tylko podkład i mascara i kompletny make-up gotowy. Dodatkowym argumentem przemawiającym na korzyść tej paletki jest jej cena – wyjątkowo niska jak na MACa. Nie ukrywam, że zachwyt, który wywołała u mnie pomadka Russian Red sprawił, że nabrałam ochoty na kolejne kosmetyki tej marki.

Torebki

torby

Gdy ponad rok temu kupiłam Modenę od Sabriny Pilewicz, powiedziałam sobie jasno, że nie kupuję torebki do oglądania, a do noszenia. Argument „szanowania, bo droga” jest dla mnie niedorzeczny – uważam, że im droższą rzecz kupujemy, tym częściej powinniśmy jej używać, żeby zdążyła na siebie zarobić. Nie widziałabym sensu w zakupie luksusowej torebki tylko po to, by zdobiła półkę. Rzeczy są dla nas – nigdy odwrotnie. Idąc tym tokiem myślenia rozglądam się za kolejnym modelem. Sabrina Pilewicz ponownie trafiła w mój gust, tym razem modelem Palermo. Moja Modena po roku (bardzo intensywnego) użytkowania spisuje się doskonale i nie widać po niej wszystkich przygód, w których miała przyjemność brać udział. Dzięki temu mam zaufanie do projektantki i mogłabym kupić kolejny model.

Drugą marką, której ufam w kwestii torebek jest nasze polskie Wittchen. Skoro ich torebki spełniają dyrektorskie wymagania (czy raczej znoszą dyrektorskie obładowania teczkami, segragtorami i Bardzo Ważnymi Pismami) mojej mamy, to u mnie też się spiszą. Bardzo spodobały mi się dwa casualowe modele, a już nerkawydaje się być idealnym towarzyszem na wyjazdach. Nie wątpię, że torebki są warte swojej ceny, ale skoro znam kupon rabatowy 10% do Wittchen to dzielę się z Wami.

Książki

ksiazki

Żeby nie było, że ja tylko o ciuszkach, kremikach i bucikach, dla równowagi serwuję książki. Większość z nich to te, które polecaliście mi pod jednym z wpisów. Dodatkowo dorzuciłam Bridget Jones, która chodzi za mną od zdecydowanie zbyt dawna! Zachęcona ostatnią lekturą Tajemniczego ogrodu w oryginale, zamierzam zrobić podejście do Bridget również w wersji anglojęzycznej.

Doradźcie mi kolor Timberlandów (a jeśli jesteście posiadaczami to dajcie znać czy warto wyrzucić tyle kasy), a jeśli sami planujecie w najbliższym czasie jakieś zakupy to się pochwalcie – sama nie mam ostatnio czasu na przeglądanie sklepowych ofert, więc chętnie zainspiruję się Waszymi planami.