Chodźcie po rozgrzeszenie do cioci lifestyle!

Śniadanie: słodka bułka (dieta Scarsdale’ów – bliski zamiennik przepisowej grzanki z żytniego chleba); batonik mars (dieta Scarsdale’ów – bliski zamiennik przepisowej połówki grejfruta).
Przegryzka: dwa banany, dwie gruszki (przerzuciłam się na dietę owocową, bo konałam z głodu, a nie przełknęłabym marchewkowych snacków z diety Scarsdale’ów); kartonik soku pomarańczowego (surowizna – dieta antycellulitisowa).
Lunch: ziemniaki w mundurkach (dieta wegetariańska Scarsdale’ów) i hummus (dieta Haya – ziemniaki pasują, bo to sama skrobia, a śniadanie i przegryzka były bogate w związki zasadowe, z wyjątkiem słodkiej bułki i marsa, drobne odstępstwo).
Kolacja: cztery kieliszki wina, ryba z frytkami (dieta Scarsdale’ów i dieta Haya – dużo białek); tiramisu; miętowa czekolada Aero.
Zdaję sobie sprawę, że łatwo jest dziś znaleźć dietę, która będzie pasowała do tego, na co akurat mamy ochotę, i że diety są nie po to, żeby je mieszać, tylko po to, żeby się ich trzymać, co zamierzam robić, jak tylko skończę tego czekoladowego croissanta.

Ten post publikuje się automatycznie, a ja jestem właśnie z koleżankami w Pikniku. Idąc za przykładem Bridget Jones cytowanej powyżej postanowiłam spisać to, co dzisiaj jadłam – w standardowym dniu z zajęciami na uczelni.

Śniadanie

Banan, pomarańcza, 3 łyżki płatków owsianych, jogurt naturalny z łyżką miodu. Taaak, śniadania zawsze są książkowe!

II Śniadanie

Kanapka „kupna”, więc podejrzewam, że ciemny kolor świadczy jedynie o dodatku karmelu, a nie o pełnoziarnistości. Niech będzie, lepsze to niż pączek!

Ten posiłek nie ma powszechnie przyjętej nazwy

Kiedy po 4 godzinach przestała mnie boleć głowa uznałam, że należy mi się coś od życia. A tym czymś są truskawki. Dokładniej pół kilograma. Można by rzec bliski zamiennik sałatki.

Obiad

Kurczak z warzywami! Mua – trzymam poziom tylko po to, żeby móc poszaleć w kolejnym punkcie.

Romantyczna kolacja z koleżaneczkami

Tu pewnie pojawi się wyjątkowo kaloryczna pozycja z kuchni włoskiej. I kolorowy drink. Ewentualnie trzy.

Po co to?

Nie próbuję Wam wmówić, żebyście brali ze mnie przykład, bo temu jadłospisowi jest cholernie daleko do ideału. Tak, jak mnie samej. To, że prowadzę bloga i studiuję dietetykę nie znaczy, że nie mam ochoty na bułkę pszenną z nutellą, lasagne czy solidny deser. Ale dzięki świadomości, którą mam wiem jak nie dopuścić do sytuacji, w której te moje słabości procentują nowymi kilogramami. Ten post jest przejawem jednej z moich najlepszych i zarazem najgorszych cech.

Ciekawość – jednocześnie zaleta, bo skutkuje ciągłym rozwojem i pragnieniem nowych doznań i wada, bo często wciskam nos w nie do końca swoje sprawy. Dzisiaj delikatnie, bo zamierzam go wcisnąć jedynie w Wasze talerze. No to jak to jest z Wami czytelnicy? Jak wygląda Wasz standardowy jadłospis? Ta wiedza pomoże mi zdiagnozować ewentualne problematyczne kwestie warte poruszenia, a na pewno nie jedno z Was dla odmiany zmotywuje mnie!