Co z tą Chodakowską?

chodakowska mem

Jak z Królowej Fitnessu zrobić z siebie Paulo Coehlo. A dokładniej jak zrobią go z Ciebie media.

Chodakowska się skończyła!!!

ćwiczę z chodakowską

Nie odzywałam się, kiedy EKSPERCI zarzucali jej brak wiedzy, wykształcenia, niemerytoryczną formę prowadzenia treningów. Tłumaczyłam to sobie zasadą najmojszej prawdy, a olewałam myśl z zasadą drugą: oni mają prawo mieć swoje zdanie, a ja mam prawo mieć je w dupie. Kształtnej i jędrnej. Między innymi dzięki temu, że kiedyś kliknęłam mniej więcej 30-tysięcznego lajka na Fanpage jakiejśtam Chodakowskiej. Takiej zgrabnej, miłej babki, która wrzuca fajne zdjęcia, jakieś tam filmiki, czasem szepnie coś o diecie. Przez jakieś 3 miesiące oglądałam kolejne treningi, podziwiałam zdjęcia z greckich wycieczek (a raczej jej pośladki na wycieczce w Grecji) aż nastąpił przełom. Podczas pierwszego skalpela umarłam 37 razy, zakwasy nie pozwalały mi normalnie funkcjonować, ale (z nieznanych mi do dzisiaj przyczyn) chciałam więcej. I zrobiłam. Drugi, kolejny, następny. Nie przeszkadzało mi to, że używa kolokwializmów, nie robiło mi różnicy, że gada jakieś motywacyjne bzdury, które były dla mnie absurdem „Oddychaj miarowo, dasz radę” – kiedy ja jestem na etapie wypluwania sobie płuc i palpitacji serca.

Nie przeszkadzało mi to, a wręcz paradoksalnie było zaletą Chodakowskiej – nie była jedynie manekinem, fantomem czy robotem. Po drugiej stronie monitora był człowiek. Może i pocił się mniej niż ja, miał stale ułożone włosy i perfekcyjny makijaż – ale nadal był bardziej realny niż trenerzy, których znałam do tej pory. Ewa szturmem wtargnęła do polskich komputerów, później mieszkań, i jak twierdzą niektórzy – lodówek. Stała się zjawiskiem, fenomenem – kilka lat temu Polska tańczyła, ostatnio gotowała, a teraz zaczęła ćwiczyć. I to właściwie mogłoby być puentą całego wpisu – to właśnie ona, nikt inny, sprawiła, że ruszyliśmy nasze (bardzo często) tłuste, ciężkie tyłki z kanap i chcieliśmy ćwiczyć razem z nią. Nieważne czy po to, żeby schudnąć, poprawić stan swojego zdrowia czy dodać trening na Endomondo i pochwalić się tym faktem na Facebooku. Świadomość treningowa Polaków się zmieniła. Choćby dlatego, że do niedawna w naszym społeczeństwie w ogóle jej nie było.

Beka z Chodakowskiej

chodakowska

Do stworzenia dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie strona na Facebooku „beka z Chodakowskiej”. Zdecydowanie nie zarzuca się jej merytorycznych błędów. Głównym przedmiotem żartów stała się twarz trenerki i wyrwane z kontekstu wypowiedzi. Tak, mnie też denerwuje mistyczna oprawa treningów jaką tworzy Ewa Chodakowska. Nie lubię serduch, ptaszynek i innych słonek. Nie chcę być jej wojowniczką. Czasem rzuci jakąś dietetyczną poradą niekoniecznie zgodną z powszechnie przyjętymi zasadami zdrowego żywienia. I co z tego? Nie musi być w tej dziedzinie ekspertem, a może dzięki setkom podobnych postów ktoś zapamięta, ze choćby bułka słodka i puszka fanty to nie najlepszy pomysł na drugie śniadanie. Jej ćwiczenia nie są odkrywcze. Ale czy muszą być? Po co silić się na innowację, zmieniać coś, co jest dobre. Cholera czy kogoś oskarża się o kopiowanie pomidorów, bazylii i oregano? Nie, one po prostu są i to od kucharza zależy co z nich stworzy.

Ona nie jest najlepszą trenerką na świecie. Jej ćwiczenia nie wnoszą nic nowego do fitnessowego świata. Dietetyczne porady to nic ponadto, czym karmią nas kolorowe czasopisma. Nie rozumiem wielu jej marketingowych posunięć. Teraz zdecydowanie częściej ćwiczę z Mel B. Ale to właśnie Chodakowska jest jedyną, której udało się uczynić trening elementem modnego stylu życia. To Was wszystkich tak bardzo boli?

Wiecie co? Idźcie zrobić skalpel.