Co zjadam, jak spalam #4 – moje treningi i dieta, a jesienna chandra

 

Moja dieta

Jak się zapewne domyślasz, nie będzie szału. Obniżony nastrój nie zachęca do kreatywności w kuchni, więc ratuję się banałami. Jem dużo kasz, makaronów, ryżu. Codziennie na talerzu lądują warzywa mrożone, lubię też mieszanki warzyw z Biedronki, z których można przygotować pyszne zupy krem (np. dyniową). Każda potrawa jest wzbogacana dodatkową porcją chilli i imbiru, żeby bardziej rozgrzewała od środka. Dania jednogarnkowe są na prowadzeniu! Pieczoną ciecierzycą zajadam się kilka razy w tygodniu. Jem 4 posiłki dziennie.

Ratuje mnie robot kuchenny, którego mam do dyspozycji od 6 tygodni. Mycook Kohersena jest po prostu boski i gotuje dla mnie cały obiad w 35 minut. Na przykład takie warzywa meksykańskie z ryżem i kurczakiem (niczego nie trzeba gotować osobno w garnku czy jakimkolwiek innym naczyniu!).

drlifestyle-20161002

Trochę rozpieszczałam się jedzeniem na mieście.

drlifestyle-20161009-7671

Przepyszna zupa na mleku kokosowym z kurczakiem, kolendrą imbirem i pastą curry. Takie cudo za 18 zł Łodzianie mogą dostać w Tajskiej (Hot Spoon, Manufaktura).

drlifestyle-20161009-7668

Idealne czekoladowe brownie, do którego szczerzę się na zdjęciu tytułowym można zjeść w jednej z naszych ulubionych knajp – w Bredni. Jest tam pysznie, klimatycznie i tanio (np. wielkie ciacho z lodami – 10 zł). Niestety, dostałam karę za to odstępstwo od zaleceń, które sama sobie rozpisałam ;). Mimo zastosowania enzymu (ze względu na nietolerancję laktozy) przeżyłam rewolucję brzuchową, a dekolt, szyja i twarz pokryły się paskudnymi plamo-krostami. No cóż, całe ciało mówi mi: nie jedz laktozy! A ja mówię: postaram się. Ale brownie było tego warte ;). Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o bezlaktozowym zamienniku, którym miał być mus czekoladowy z wykorzystaniem wody po ciecierzycy. Jestem dość wymagająca w kwestii zamienników i ciężko przekonać mnie, że coś zdrowego naprawdę smakuje jak niezdrowy pierwowzór ;).

drlifestyle-20161002-7540

W robocie kuchennym przygotowałam też ciasto na pieczywo – tutaj chwalę się grahamkami z mąki razowej i mielonej na mączkę dyni.

Moje treningi

drlifestyle bieganie

Zdanie, które dzisiaj usłyszałam od mojej trenerki nie jest najlepszą reklamą bycia fit. Ale co poradzę, skoro w pełni zgadzam się ze stwierdzeniem, że:

czasami trening jest jak podcieranie tyłka.

No nie ma w tym nic pięknego, fajnego i inspirującego, ale zrobić trzeba. I tak też robiłam w zeszłym tygodniu.

Ja wiem, że znacznie lepiej prezentowałabym się w szerokim uśmiechu, wietrze we włosach i subtelnym rumieńcu na policzku. Ale na początku blogowania założyłam sobie, że nie będę wciskać Czytelnikom kitu. Całkowicie szczerze uważam, że mam farta do fajnych, błyskotliwych, mądrych obserwatorów, więc tym bardziej głupio byłoby mi kręcić i idealizować rzeczywistość. A skoro nie chcę idealizować, to muszę napisać wprost: totalnie nie mam ochoty na treningi.

Tak samo, jak nie mam ochoty pracować, chodzić na uczelnię i w zasadzie tak samo, jak nie mam ochoty na cokolwiek, co nie jest leżeniem pod kołdrą z ciepłą herbatą i ciepłym kotem. No, ewentualnie z książką. Jednak to, że nie mam ochoty wywiązywać się z różnych obowiązków nie znaczy, że tego nie robię. Tak, jak nie rzuciłam pracy i studiów, tak samo nie zaprzestałam treningów.

Jeśli czytasz mnie od dłuższego czasu wiesz zapewne, że odradzam zmuszanie się do treningów w okresie choroby, spadku formy czy innych ważnych DLA CIEBIE powodów (nieistotne czy ktoś inny uznałby je za błahe). Mogłoby się wydawać, że jesienna chandra jest dobrym uzasadnieniem odpuszczenia treningów na kilka dni. Tak też zrobiłam. I wiesz co się stało?

Zamiast poczuć się bardziej wypoczęta i zrelaksowana, czułam się jeszcze bardziej wkurzona, niezadowolona, a frustracja tylko narastała. Spadło poczucie własnej skuteczności, stopniała samoocena. W żadnym wypadku nie miało to nic wspólnego z brakiem efektów przez zaniechanie treningów. Było to spowodowane samą w sobie rezygnacją z treningów.

Zawaliłam coś, co przecież zależy tylko ode mnie. Jasne, może aura nie jest do końca sprzyjająca. Kiedy o 5:30 staję przed blokiem mam wrażenie, że nie ma takiej siły, która sprawi, że zacznę przebierać nogami i posuwać się do przodu. Nie raz po prostu zawracałam. Mimo, że przecież obudziłam się wcześniej, przygotowałam posiłek potreningowy, włożyłam sportowe ciuchy i słuchawki w uszy. A po zderzeniu z falą zimna, wiatru i deszczu, dochodziłam do wniosku, że nie dam rady.

Wracałam do mieszkania i zamiast cieszyć się tym, że jest ciepło, nie wieje i nie pada na łeb, byłam zła. Bo znowu zawaliłam.

drlifestyle-20161001-7335

Wiem, to może stawać się nudne, ale nic nie poradzę na to, że remedium okazał się jak zwykle zdrowy rozsądek.

  • Przecież wcale nie muszę dodać fotki, na której jestem uśmiechnięta i zadowolona z treningu
  • Przecież ten trening wcale nie musi uczynić mnie mistrzem świata
  • Przecież mogę zwolnić, skrócić trasę
  • Przecież nie muszę trenować o 5:30
  • Przecież mogę powiedzieć trenerce, że nie jestem w nastroju, nie chce mi się gadać, a ciężkiego treningu nie wytrzymam
  • Przecież mogę po prostu odpuścić
  • Przecież mogę zmniejszyć częstotliwość treningów
  • Przecież jedyną osobą, która ma wpływ na to jak będzie wyglądać mój trening, jak będzie intensywny, ile będzie trwać i w końcu – czy w ogóle się odbędzie – jestem ja sama, więc nie muszę przejmować się tym, co wypada, co powinnam

I właśnie dlatego pokazuję Ci zdjęcie, na którym nie szczerzę się od ucha do ucha i nie skaczę ze szczęścia z powodu potreningowej satysfakcji i erupcji endorfin. Może teraz zburzę czyjś światopogląd i sama okażę się niegodna prowadzenia bloga o zdrow(sz)ym stylu życia, ale przynajmniej napiszę szczerze. Te treningi wcale nie są fajne. Nadal nie podoba mi się twarz mokra nie od potu, a od deszczu, dzięki któremu po treningi mokre są nawet majtki. Nie jestem zachwycona, że zamiast 60 kilogramów w przysiadzie, ledwo dźwigam 40. Nie skaczę ze szczęścia, gdy zamiast standardowych 90-minut na siłowni, padam po 45 minutach.

Ale jestem całkiem zadowolona, że udaje mi się wykonać najcięższe ćwiczenie w ostatnich tygodniach: po prostu podnoszę tyłek z kanapy. 

Może i podczas treningów sobie odpuszczam, pewnie sporo ułatwiam i raczej nie wykonuję rewolucyjnej pracy nad swoją sylwetką. Ale za to z pewnością utrwalam nawyk regularnego uprawiania sportu, działam na korzyść dla zdrowia i przede wszystkim samopoczucia. Bo nawet jeśli nastrój nie ulega znacznej poprawie po treningu, to przynajmniej nie jest jeszcze gorszy. Jesienna chandra minie, a ja wrócę do dawania z siebie na treningach wszystkiego i ciut ciut. I jeszcze trochę. A gdybym teraz odpuściła, to jesienna chandra zamieniłaby się w przewlekły dołek za sprawą kilku kilogramów nadbagażu.

Zbyt trudno było mi wyrwać każdy kilogram ze szponów mojego układu hormonalnego ;).

Zostaw komentarz

  1. Kasia

    Szczerość to cenię bardzo w drugim człowieku! Dlatego tu jestem, czytam wszystko i podziwiam!

  2. Magda Lena

    Uwielbiam Cię za to, że jesteś taka szczera i prawdziwa. Podziwiam Cię za tą motywację. Może wreszcie zarażę się od Ciebie. U mnie trwa od 2 miesięcy dołek i kompletnie nie mam sił na treningi. Kłopoty ze zdrowiem u bliskiej mi osoby i jeżdżenie po lekarzach, szpitalach itd., stres w pracy z powodu nadmiaru obowiązków i efektem tego pogorszenie mojego tsh. Całe szczęście widzę już prostą ale żeby nie było to wzięło mnie przeziębienie… Jakieś czarne chmury nade mną. Ehh sorry za użalanie się.

  3. Ania Kalemba

    Rozumiem Cię doskonale, bo w weekend przeżywałam to samo! Na szczęście obecnie się wygrzebałam z dołka i jest dobrze :* Duuuużo optymizmu przesyłam ;*

  4. Kasia

    Szczerość to cenię bardzo w drugim człowieku! Dlatego tu jestem, czytam wszystko i podziwiam!

  5. Magda Lena

    Uwielbiam Cię za to, że jesteś taka szczera i prawdziwa. Podziwiam Cię za tą motywację. Może wreszcie zarażę się od Ciebie. U mnie trwa od 2 miesięcy dołek i kompletnie nie mam sił na treningi. Kłopoty ze zdrowiem u bliskiej mi osoby i jeżdżenie po lekarzach, szpitalach itd., stres w pracy z powodu nadmiaru obowiązków i efektem tego pogorszenie mojego tsh. Całe szczęście widzę już prostą ale żeby nie było to wzięło mnie przeziębienie… Jakieś czarne chmury nade mną. Ehh sorry za użalanie się.

  6. Ania Kalemba

    Rozumiem Cię doskonale, bo w weekend przeżywałam to samo! Na szczęście obecnie się wygrzebałam z dołka i jest dobrze :* Duuuużo optymizmu przesyłam ;*

  7. Gosia

    Też myślę, że nie ma co zmuszać się do robienia rzeczy, które w danej chwili nie sprawiają nam przyjemności. Myślę ze odpoczynek, (może jakis weekendowy wyjazd, dobra ksiązka, taplanie się w ciepłym jacuzzi?:) ) jest dobrym rozwiązaniem. Odpocznij troche psychicznie i w żadnym wypadku nie obwiniaj się za odpoczynek! bo łatwo wtedy popaść w sidła “przymusu” treningu a nie jego “przyjemności”.
    Po zrobieniu sobie przerwy a potem po powrocie do treningów znów poczujesz ze to lubisz i sprawia Ci to frajde 😉

    1. Monika Ciesielska

      U mnie ta chwila przestoju podziałała calkowicie na niekorzyśc. Rozsypuję się, tracę porządek dnia, co tylko pogłębia chandrę i niezadowolenie z siebie. Wolę nie ryzykowac i po prostu robić lżejsze treningi 🙂

  8. Renewarte

    Ja cóż zrobiłam ostatnio co mogłam by podnieść dupsko z kanapy i udało się na szczęście 😀

  9. Meg

    Dziękuję za ten wpis o treningu! Też ostatnio to przechodziłam. Nie chciało mi się bardzo. Zamiast relaksu było wkurzenie, bo znów się poddałam. Ale wróciłam na dobrą drogę, mając takie same przemyślenia o treningu jak Ty! Najtrudniejsze ćwiczenia świata wykonuję na nowo. Tyłek z kanapy podnosi się już regularnie 🙂

  10. Gosia

    Też myślę, że nie ma co zmuszać się do robienia rzeczy, które w danej chwili nie sprawiają nam przyjemności. Myślę ze odpoczynek, (może jakis weekendowy wyjazd, dobra ksiązka, taplanie się w ciepłym jacuzzi?:) ) jest dobrym rozwiązaniem. Odpocznij troche psychicznie i w żadnym wypadku nie obwiniaj się za odpoczynek! bo łatwo wtedy popaść w sidła “przymusu” treningu a nie jego “przyjemności”.
    Po zrobieniu sobie przerwy a potem po powrocie do treningów znów poczujesz ze to lubisz i sprawia Ci to frajde 😉

    1. Monika Ciesielska

      U mnie ta chwila przestoju podziałała calkowicie na niekorzyśc. Rozsypuję się, tracę porządek dnia, co tylko pogłębia chandrę i niezadowolenie z siebie. Wolę nie ryzykowac i po prostu robić lżejsze treningi 🙂

  11. Renewarte

    Ja cóż zrobiłam ostatnio co mogłam by podnieść dupsko z kanapy i udało się na szczęście 😀

  12. purin

    Taka zupe z mleka kokosowego i curry mozna zrobic spokojnie w domu, robi sie podobnie jak tajskie curry tylko wiecej wody i mleka a mniej wsadu 🙂

    Wiesz, co do tego chudniecia moze byc tez taka sytuacja, ze taka jestes – biorac pod uwage twoje badania genetyczne. Tj. choroba ma na pewno jakis wplyw ale moze byc tak, ze bez niej tez by ci bylo trudno. U mnie proste nawyki zdrowego odzywiania polaczone z jakims tam ruchem nie przynosza sylwetkowego rezultatu. Raczej dziala to jako bufor bezpieczenstwa, gdy sobie pofolguje. Schudniecie to tylko ciezka, systematyczna praca a badana bylam pod roznym katem i jestem zdrowa, wiec czy z choroba czy bez – nie jestes sama! 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Wiem, wiem, już nie raz taką robiłam, ale tą w tajskiej lubię szczególnie :). Może to kwestia wyjątkowo dobrej pasty curry, a może po prostu zawsze bardziej smakuje, jeśli ktoś podstawi pod nos :).

      Co do drugiego akapitu – nie chwaliłam się tą cudowną zdobyczą nigdzie indziej na blogu, bo sama jeszcze nie do końca przebolałam, ale w trakcie diagnostyki okazało się, że do PCOS dołączyła jeszcze niedoczynność tarczycy. A jeśli zsumujemy to z wynikami badań genetycznych, tooo… To czuję, że i tak mogłoby być dużo gorzej ;).

      1. purin

        Ło matko, strasznie mi przykro 🙁 Domyslam sie, ze to nie jest budujace gdy do jednej choroby dolacza kolejna 🙁 Czy niedobor jodu, to ze ograniczalas sol mial cos z tym wspolnego? Pytam, bo sie zupelnie nie znam a jako niskocisnieniowiec nie staram sie jakos super ograniczac z sola (co nie znaczy, ze jem ja na kilogramy).

        Nie lekcewaze absolutnie czynnikow chorobowych ale w jakis tam sposob chcialam Cie pocieszyc, ze akurat w przypadku sylwetki – genetyczne predyspozycje maja duza role i nawet bez chorob moglabys miec trudno. Tak samo z jedzeniem. Jak patrze jak straczkowe przegryzasz pumperniklem to moj brzuch az boli 😀 i mam wrazenie, ze mimo nietolerancji laktozy masz zoladek ze stali 😀 Ja musze unikac badz mocno ograniczac surowizne, straczki, bardzo ciemne pieczywo, wszystkie ciezkostrawne produkty (z roznych biegunow – od karkowki po szparagi), rowniez takie ktore powoduja wzdecia. A jestem zdrowa, ot wrazliwy zoladek mam. Wiec mimo wszystko glowa do gory 🙂

        1. Monika Ciesielska

          Raczej nie, bo dzienne zapotrzebowanie i na sól i na jod realizuję (na podstawie wyrywkowych dni, które sprawdzam sobie w programie). To raczej kwestia wspomnianych już genów – mama i siostra też chorują.

          Uśmialam się na widok stalowego żołądka :D. Taaak, mogło być sto razy gorzej. Dlatego się nie podłamuję. Chociaż czasami, gdy mam gorszy dzień zwyczajnie się wkurzam, że nie mogę w końcu cyknąć sobie zdjęcia z kaloryferem na brzuchu, jak każda szanująca się pani dietetyk czy trenerka ;). Absolutnie nie spędza mi to snu z powiek, ale wiem też, że w mojej branży to dość istotny parametr, bo niestety wielu potencjalnych klientów ocenia potencjalną skuteczność specjalisty na podstawie jego wyglądu. I pewnie słusznie ;).

          Ale ostatnio zablokowałam newsfeed Facebooka, usunęłam apkę z telefonu i od razu mi lepiej :D.

          1. purin

            Ja w ogole nie mam swoich dupereli branzowych na fb by sie wlasnie nie podniecac tym sztucznym pompowaniem ego. Bo to jest wszedzie.

            Wydaje mi sie co do wygladu, ze po pierwsze – wieksza presja na figure jest w przypadku trenerow fitness niz dietetykow a po drugie – wszystko zalezy od twojego targetu. Jesli chcialabys byc dietetykiem przygotowujacym do zawodow sportowcow czy kulturystow – to moglabys sie przejmowac.
            Jesli jednak twoim pacjentem ma byc statystyczny kowalski, ktos komu dieta i sport maja nie zajmowac pol zycia – to jako osoba po prostu szczupla jestes bardziej wiarygodna i blizsza niz ktos z kaloryferem. Bo ludzie nie maja czasu na kaloryfer i jesiotra w swietle ksiezyca i nie beda sluchac sie kogos kto jest wyzylowany, bo siedzi 8 godzin na silowni. Beda sie frustrowac, ze cwicza i dietuja a nie wygladaja jak z okladki. Dlatego Chodakowska ma tylu hejterow, bo ani jej figura ani treningi ani dieta nie sa dla kazdego (ja akurat hejterem nie jestem ale wole cwiczyc zMel B niz z nia). Jako czlowiek z realnymi problemami i realna figura sprawdzisz sie lepiej. A ktos kto chce zjechac 7% tluszczu w 2 tygodnie zglosi sie do jakiegos wyzylowanego fitfreak personal coach i tyle.

  13. SmartJack

    Doskonale Cię rozumiem, chociaż stale staram się wmawiać sobie, że trening jest super i że czuję się po nim cudownie (to akurat po części prawda!). Szczerość jest bardzo dobra i brawo za nią – bo zarówno wobec czytelników jak i samej siebie, nie warto zgrywać czegoś, co jest nieprawdą. BRAWO TY 🙂

  14. Meg

    Dziękuję za ten wpis o treningu! Też ostatnio to przechodziłam. Nie chciało mi się bardzo. Zamiast relaksu było wkurzenie, bo znów się poddałam. Ale wróciłam na dobrą drogę, mając takie same przemyślenia o treningu jak Ty! Najtrudniejsze ćwiczenia świata wykonuję na nowo. Tyłek z kanapy podnosi się już regularnie 🙂

  15. Cytrus

    Teraz taki okres na nicnieróbstwo 🙂 ale odpuszczanie treningów tylko pogarsza sprawę, w zeszłym roku wyjątkowo łagodnie przeszłam okres jesieni i zimy właśnie dzięki regularnej aktywności. Dzięki temu w tym roku jestem zmotywowana. Wolę zmoknąć, zmarznąć i się spocić niż przechodzić depresję sezonową. Dzisiaj na szczęście już nie pada, więc po powrocie z pracy idę biegać 🙂

  16. purin

    Taka zupe z mleka kokosowego i curry mozna zrobic spokojnie w domu, robi sie podobnie jak tajskie curry tylko wiecej wody i mleka a mniej wsadu 🙂

    Wiesz, co do tego chudniecia moze byc tez taka sytuacja, ze taka jestes – biorac pod uwage twoje badania genetyczne. Tj. choroba ma na pewno jakis wplyw ale moze byc tak, ze bez niej tez by ci bylo trudno. U mnie proste nawyki zdrowego odzywiania polaczone z jakims tam ruchem nie przynosza sylwetkowego rezultatu. Raczej dziala to jako bufor bezpieczenstwa, gdy sobie pofolguje. Schudniecie to tylko ciezka, systematyczna praca a badana bylam pod roznym katem i jestem zdrowa, wiec czy z choroba czy bez – nie jestes sama! 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Wiem, wiem, już nie raz taką robiłam, ale tą w tajskiej lubię szczególnie :). Może to kwestia wyjątkowo dobrej pasty curry, a może po prostu zawsze bardziej smakuje, jeśli ktoś podstawi pod nos :).

      Co do drugiego akapitu – nie chwaliłam się tą cudowną zdobyczą nigdzie indziej na blogu, bo sama jeszcze nie do końca przebolałam, ale w trakcie diagnostyki okazało się, że do PCOS dołączyła jeszcze niedoczynność tarczycy. A jeśli zsumujemy to z wynikami badań genetycznych, tooo… To czuję, że i tak mogłoby być dużo gorzej ;).

      1. purin

        Ło matko, strasznie mi przykro 🙁 Domyslam sie, ze to nie jest budujace gdy do jednej choroby dolacza kolejna 🙁 Czy niedobor jodu, to ze ograniczalas sol mial cos z tym wspolnego? Pytam, bo sie zupelnie nie znam a jako niskocisnieniowiec nie staram sie jakos super ograniczac z sola (co nie znaczy, ze jem ja na kilogramy).

        Nie lekcewaze absolutnie czynnikow chorobowych ale w jakis tam sposob chcialam Cie pocieszyc, ze akurat w przypadku sylwetki – genetyczne predyspozycje maja duza role i nawet bez chorob moglabys miec trudno. Tak samo z jedzeniem. Jak patrze jak straczkowe przegryzasz pumperniklem to moj brzuch az boli 😀 i mam wrazenie, ze mimo nietolerancji laktozy masz zoladek ze stali 😀 Ja musze unikac badz mocno ograniczac surowizne, straczki, bardzo ciemne pieczywo, wszystkie ciezkostrawne produkty (z roznych biegunow – od karkowki po szparagi), rowniez takie ktore powoduja wzdecia. A jestem zdrowa, ot wrazliwy zoladek mam. Wiec mimo wszystko glowa do gory 🙂

        1. Monika Ciesielska

          Raczej nie, bo dzienne zapotrzebowanie i na sól i na jod realizuję (na podstawie wyrywkowych dni, które sprawdzam sobie w programie). To raczej kwestia wspomnianych już genów – mama i siostra też chorują.

          Uśmialam się na widok stalowego żołądka :D. Taaak, mogło być sto razy gorzej. Dlatego się nie podłamuję. Chociaż czasami, gdy mam gorszy dzień zwyczajnie się wkurzam, że nie mogę w końcu cyknąć sobie zdjęcia z kaloryferem na brzuchu, jak każda szanująca się pani dietetyk czy trenerka ;). Absolutnie nie spędza mi to snu z powiek, ale wiem też, że w mojej branży to dość istotny parametr, bo niestety wielu potencjalnych klientów ocenia potencjalną skuteczność specjalisty na podstawie jego wyglądu. I pewnie słusznie ;).

          Ale ostatnio zablokowałam newsfeed Facebooka, usunęłam apkę z telefonu i od razu mi lepiej :D.

          1. purin

            Ja w ogole nie mam swoich dupereli branzowych na fb by sie wlasnie nie podniecac tym sztucznym pompowaniem ego. Bo to jest wszedzie.

            Wydaje mi sie co do wygladu, ze po pierwsze – wieksza presja na figure jest w przypadku trenerow fitness niz dietetykow a po drugie – wszystko zalezy od twojego targetu. Jesli chcialabys byc dietetykiem przygotowujacym do zawodow sportowcow czy kulturystow – to moglabys sie przejmowac.
            Jesli jednak twoim pacjentem ma byc statystyczny kowalski, ktos komu dieta i sport maja nie zajmowac pol zycia – to jako osoba po prostu szczupla jestes bardziej wiarygodna i blizsza niz ktos z kaloryferem. Bo ludzie nie maja czasu na kaloryfer i jesiotra w swietle ksiezyca i nie beda sluchac sie kogos kto jest wyzylowany, bo siedzi 8 godzin na silowni. Beda sie frustrowac, ze cwicza i dietuja a nie wygladaja jak z okladki. Dlatego Chodakowska ma tylu hejterow, bo ani jej figura ani treningi ani dieta nie sa dla kazdego (ja akurat hejterem nie jestem ale wole cwiczyc zMel B niz z nia). Jako czlowiek z realnymi problemami i realna figura sprawdzisz sie lepiej. A ktos kto chce zjechac 7% tluszczu w 2 tygodnie zglosi sie do jakiegos wyzylowanego fitfreak personal coach i tyle.

  17. Cytrus

    Teraz taki okres na nicnieróbstwo 🙂 ale odpuszczanie treningów tylko pogarsza sprawę, w zeszłym roku wyjątkowo łagodnie przeszłam okres jesieni i zimy właśnie dzięki regularnej aktywności. Dzięki temu w tym roku jestem zmotywowana. Wolę zmoknąć, zmarznąć i się spocić niż przechodzić depresję sezonową. Dzisiaj na szczęście już nie pada, więc po powrocie z pracy idę biegać 🙂

  18. wasted

    A ja Ci powiem że wcale nie chcę Cię oglądać uśmiechniętej od ucha do ucha i mega szczęśliwej po treningu – zdecydowanie wolę widzieć że jesteś prawdziwa i że Ciebie też to potrafi zmęczyć. Albo znużyć. A skoro Ty potrafisz pokonać niechęć to hej, ja też mogę 😀 I to jest właśnie najlepsza motywacja. Od dwóch tygodni wstaję o 5 i jadę na uczelnię i mimo że mi się nie chcę, to po powrocie czuję się dużo lepiej niż gdybym cały dzień leżała w łóżku. Bo czuję że robię krok do przodu i ten krok jest fajny 🙂 A Brednie czasem mijam i zastanawiam się czy wejść, czy nie no ale skoro teraz wiem gdzie znajdę brownie na które mam ostatnio ochotę, to następnym razem zajrzę 😀 Uściski!

  19. wasted

    A ja Ci powiem że wcale nie chcę Cię oglądać uśmiechniętej od ucha do ucha i mega szczęśliwej po treningu – zdecydowanie wolę widzieć że jesteś prawdziwa i że Ciebie też to potrafi zmęczyć. Albo znużyć. A skoro Ty potrafisz pokonać niechęć to hej, ja też mogę 😀 I to jest właśnie najlepsza motywacja. Od dwóch tygodni wstaję o 5 i jadę na uczelnię i mimo że mi się nie chcę, to po powrocie czuję się dużo lepiej niż gdybym cały dzień leżała w łóżku. Bo czuję że robię krok do przodu i ten krok jest fajny 🙂 A Brednie czasem mijam i zastanawiam się czy wejść, czy nie no ale skoro teraz wiem gdzie znajdę brownie na które mam ostatnio ochotę, to następnym razem zajrzę 😀 Uściski!

  20. Iri Sunshine

    Haha, trenerka trafiła w 10:)
    Nie wiedziałam, ze w Bredni można zjeść tanio takie ciacho…

  21. Justyna Z

    co do zamiennika musu wegańskiego – popieram, też uważam, że jest okropny 🙂

    1. Natalia Kida | Zielonym Okiem

      Kurczę, a ja z taką nadzieją wypróbowuję różne wegańskie przepisy i też się w 90% przejeżdżam. Miałam ochotę zrobić ten mus, ale już teraz nie zrobię 😛
      Próbowałam kiedyś robić wegańskie ciastka czekoladowe z dodatkiem fasoli. To było po prostu straszne.
      Tylko jedna rzecz się u mnie sprawdziła: czekolada z daktyli, czyli “zdrowsza wersja nutelli” – zblendowane namoknięte daktyle z kilkoma łyżkami mleka roślinnego, kakao i szczyptą soli 🙂 Bardzo dobre, słodkie i mocno czekoladowe, szczegóły u Jadłonomii.

      1. Cytrus

        Pyszna jest też nutella z prażonych migdałów z daktylami – też z Jadłonomii 🙂

        Niestety, ale na dietę wegańską trzeba się przestawić. Takie wegańskie słodycze nie będą smakowały komuś, kto traktuje to jako odskocznie od mięsnej diety i sklepowych ciastek. Smak się zmienia w zależności od naszej diety, dlatego dla prawdziwych wegan taki mus może być rarytasem.

  22. Gosia

    Powitaj mnie w swoim klubie- czuję się tak samo;))) ostatnio .
    Przejdzie!
    Dla zmotywowania się zmieniłam troszkę treningi i poszłam też na zajęcia grupowe, żeby zrobić coś innego.
    Mi się nie chciało wrócić po przerwie wakacyjnej- w sumie prawie 2 miesiące siedzenia na tyłku- tak mi wyszło, jakoś co roku robię sobie taka przerwę. Zawsze sobie obiecuję, że w przyszłym roku tak nie będzie, ale zawsze tak wychodzi jakoś:))) A potem trudno wrócić i do regularnych treningów i do formy.
    Ale może urozmaicenie form treningów coś da.
    pozdr

  23. Paweł Szyszko

    ja na kohersenie robię różne koktajle warzywne i owocowe na śniadanie. dodają energii więcej niż podwójne espresso. szybko się je przyrządza radzę spróbować

  24. Gosia

    Powitaj mnie w swoim klubie- czuję się tak samo;))) ostatnio .
    Przejdzie!
    Dla zmotywowania się zmieniłam troszkę treningi i poszłam też na zajęcia grupowe, żeby zrobić coś innego.
    Mi się nie chciało wrócić po przerwie wakacyjnej- w sumie prawie 2 miesiące siedzenia na tyłku- tak mi wyszło, jakoś co roku robię sobie taka przerwę. Zawsze sobie obiecuję, że w przyszłym roku tak nie będzie, ale zawsze tak wychodzi jakoś:))) A potem trudno wrócić i do regularnych treningów i do formy.
    Ale może urozmaicenie form treningów coś da.
    pozdr

  25. Justyna Z

    co do zamiennika musu wegańskiego – popieram, też uważam, że jest okropny 🙂

    1. Natalia Kida | Zielonym Okiem

      Kurczę, a ja z taką nadzieją wypróbowuję różne wegańskie przepisy i też się w 90% przejeżdżam. Miałam ochotę zrobić ten mus, ale już teraz nie zrobię 😛
      Próbowałam kiedyś robić wegańskie ciastka czekoladowe z dodatkiem fasoli. To było po prostu straszne.
      Tylko jedna rzecz się u mnie sprawdziła: czekolada z daktyli, czyli “zdrowsza wersja nutelli” – zblendowane namoknięte daktyle z kilkoma łyżkami mleka roślinnego, kakao i szczyptą soli 🙂 Bardzo dobre, słodkie i mocno czekoladowe, szczegóły u Jadłonomii.

      1. Cytrus

        Pyszna jest też nutella z prażonych migdałów z daktylami – też z Jadłonomii 🙂

        Niestety, ale na dietę wegańską trzeba się przestawić. Takie wegańskie słodycze nie będą smakowały komuś, kto traktuje to jako odskocznie od mięsnej diety i sklepowych ciastek. Smak się zmienia w zależności od naszej diety, dlatego dla prawdziwych wegan taki mus może być rarytasem.

  26. SmartJack

    Doskonale Cię rozumiem, chociaż stale staram się wmawiać sobie, że trening jest super i że czuję się po nim cudownie (to akurat po części prawda!). Szczerość jest bardzo dobra i brawo za nią – bo zarówno wobec czytelników jak i samej siebie, nie warto zgrywać czegoś, co jest nieprawdą. BRAWO TY 🙂

  27. Iri Sunshine

    Haha, trenerka trafiła w 10:)
    Nie wiedziałam, ze w Bredni można zjeść tanio takie ciacho…

  28. Paweł Szyszko

    ja na kohersenie robię różne koktajle warzywne i owocowe na śniadanie. dodają energii więcej niż podwójne espresso. szybko się je przyrządza radzę spróbować