Dietetyk na diecie – moje postępy w odchudzaniu i nowe plany

blog o odchudzaniu

Minęło 2,5 roku odkąd założyłam blog o odchudzaniu. Początkowo był to lifestyle w pełnej krasie, ale z każdym kolejnym miesiącem blog zawężał tematykę. Taki jest kierunek rozwoju bloga. Posty podróżnicze, Jaki lajf taki stajl i wszelkie inne dotyczące stylu życia będą stanowić na nim mniejszość.

Do rzeczy: jesteśmy na blogu o odchudzaniu. Obserwujecie moje metamorfozy, postępy (a czasem stagnację) wzloty i upadki. Ale nie mieliście jeszcze okazji zobaczyć tekstu, w którym piszę, że cel został zrealizowany w 100 %. A przecież już najwyższy czas, by blog o odchudzaniu stał się blogiem dziewczyny, która osiągnęła swój cel.

Łatwo udało mi się schudnąć 5 kilogramów (w podlinkowanym wpisie opisałam dokładnie co jadłam i co robiłam, by osiągnąć ten rezultat). Spotkało mnie coś bardzo typowego. Nie jest ciężko zrzucić  kilka kilogramów, gdy styl życia w ostatnich miesiącach (a w latach tym bardziej) nie był idealny. Gdy jadło się przypadkowe ilości przypadkowych produktach o przypadkowych porach. W takiej sytuacji wprowadzenie regularnych treningów, odrzucenie ciężkich potraw, słodyczy, zwiększenie ilości spożywanej wody, wprowadzenie stałych pór posiłków i zmniejszenie porcji wystarczy, by szybko zobaczyć efekty. Nie powinnam tego mówić jako przyszły dietetyk, ale w takiej sytuacji schudnąć pięć kilogramów to żadna filozofia.

Ale gdy pierwsze kilogramy zostały zrzucone, a ciało nadal nie spełnia oczekiwań, zaczynają się schody. Jesz zdrowo i ćwiczysz, a postępów nie widać. Moja domowa waga z analizatorem masy ciała chyba się zawiesiła, bo cały czas wskazuje tą samą masę ciała. Spodnie też nie chcą się rozciągnąć – jak cisnęły, tak cisną.

Co zrobić gdy przestaje się chudnąć?

Jeśli wcześniejsza dieta miała określoną kaloryczność, wówczas bardzo często pomaga okresowe zwiększenie kaloryczności (do poziomu pokrywającego całkowite zapotrzebowanie energetyczne z uwzględnieniem treningu) i ponowne powrócenie do deficytu kalorycznego (stworzonego poprzez dodatkową aktywność fizyczną, bądź zmniejszenie ilości spożywanego jedzenia). Ten sposób działa w większości przypadków, a z kolei większość osób boi się przekonać o jego skuteczności. Zwiększenie kaloryczności na tym etapie na okres 1-4 tygodni. Długość zależy od planu treningowego, celu w odchudzaniu/kształtowaniu sylwetki, od wielu indywidualnych uwarunkowań i parametrów. 10 dni jest bezpiecznym, w miarę uniwersalnym okresem.

Ale co jeśli jest tak, jak we wstępie? Gdy najprostsze metody (dodatkowa aktywność fizyczna + zmniejszone porcje i jedzenie lepszej jakości) przestają wystarczać? Najczęściej pora wytoczyć większe działa.

I na takie przyszła pora u mnie.

Aktualne treningi

20150501-IMG_8453
  • bieganie – stopniowo wydłużam czas treningów i dystanse; najdłuższy bieg to 14 km w 1 h 25 min. Bieg sam w sobie nie stanowi dla mnie dużego wyzwania, każdorazowo czuję zapas w nogach i płucach. Największą przeszkodę stanowi jednak czas konieczny na realizację treningu. Jeszcze niedawno myślałam, że będę chciała startować w maratonie, a dziś czuję, że na długi czas dystans półmaratonu pozostanie tym najdłuższym. Długie wybiegania są po prostu długie :). Ponadto, treningami biegowymi nie zrealizuję swojego celu sylwetkowego.
  • pływanie – trening to nawet za duże słowo, bo jest to raczej unoszenie się na powierzchni wody dzięki nieskoordynowanym ruchom rąk i nóg. Pływam fatalnie, najbardziej lubię na plecach, a ta aktywność przynosi ulgę moim problematycznym plecom. To dla mnie wyłącznie rekreacyjny, relaksacyjny sport czy raczej aktywny wypoczynek
  • treningi grupowe – trampoliny i spinning należą aktualnie dla ulubionych
  • poranne cokolwiek – to najlepsze określenie dla moich porannych dziesięciominutówek; czasami jest to tabata, czasami parajoga ;), a innego razu trening pośladków. Takie mikro treningi mają się przysłużyć rozpoczynaniu dnia z lepszą energią i humorem. O dziwo odbywają się niemal codziennie.

Co łączy powyższe treningi?

  • żaden z nich nie wymaga ode mnie zaangażowania intelektualnego, a wręcz przeciwnie – biegając, pływając i powtarzając proste ćwiczenia na zajęciach grupowych jestem całkowicie zwolniona z obowiązku myślenia; nie chcę tego zmieniać, bo to dla mnie ogromny komfort, gdyż przy pozostałych punktach dnia myślenie jest czynnością wysoce pożądaną
  • sprawiają mi przyjemność – dobrze się bawię w trakcie, a po mam znacznie lepszy humor
  • dodają energii
  • nie umiem (?) realizować ich regularnie – nie umiem lub nie chcę, sama nie wiem. Wiem za to, że zbyt łatwo przychodzi mi rezygnacja z treningu. Bo za krótko spałam, bo moja praca zdalna coraz częściej polega na bywaniu w firmie kilka razy w tygodniu, bo w tym semestrze jest więcej zajęć, niż w poprzednim i tak dalej, i tak dalej. Fakt – są to rzeczy ode mnie niezależne, ale w obecnym momencie nie potrafię uczynić treningów równorzędnym dla pracy czy studiów obowiązkiem
  • nie pozwolą mi zrealizować celu treningowego – szczupła sylwetka nie jest moim celem. Znacznie bardziej podobają mi się wysportowane, atletyczne sylwetki, po których widać, że ciało zna wysiłek fizyczny

W związku z powyższym postanowiłam zmienić podejście. Podjęłam decyzję, z którą bardzo długo zwlekałam. Od przyszłego tygodnia rozpoczynam regularne treningi personalne. Nie czuję się na siłach, by samej ułożyć sobie trening. Dotychczas oszukiwałam się, że jest inaczej. Bo przecież wiem jak wykonywać podstawowe ćwiczenia w ilu seriach i ilu powtórzeniach, więc co za problem? Ano problem. Nie wiem czy to przez brak koordynacji ruchowej, zbyt małą pewność siebie na siłowni, czy z innego (mniej lub bardziej sensownego) powodu, ale fakt pozostaje faktem.

Jeśli działając tak, jak dotychczas nie udało mi się osiągnąć celu, sięgnę po pomoc specjalisty. Skoro ja chciałabym, by w przyszłości zgłaszały się do mnie osoby potrzebujące pomocy w trwałej zmianie nawyków żywieniowych, tak teraz ja oddam się w ręce profesjonalisty. Możliwe, że po kilku tygodniach zmniejszę częstotliwość treningów, a po paru miesiącach z nich zrezygnuję lub zmniejszę częstotliwość do minimum – trudno powiedzieć.

Jest to duże wyzwanie finansowe, ale postanowiłam potraktować je jako inwestycję. Tak, jak blog jest moją wizytówką, tak powinna być nią moja sylwetka. No to będzie.

Oprócz modyfikacji treningów, wprowadzę też zmiany w diecie. Od najbliższego poniedziałku startuję z treningami i autorskimi jadłospisami.

Co to wszystko znaczy dla Was?

  • mniej więcej raz w miesiącu będę publikować wpisy o tematyce treningowej – uwaga, uwaga! nie będą to poradniki, a po prostu wpisy, w których będę dzielić się relacjami z moich treningów i rzeczami, których się nauczyłam, co mi się podoba, a co nie; moja trenerka też jest obecna w mediach społecznościowych, więc zrozumie potrzebę robienia zdjęć 😉
  • będę publikować (na początku w dwutygodniowych odstępach) moje jadłospisy do pobrania; będą uwzględniać moją insulinooporność i małe ilości wolnego czasu, więc powinny być inspirujące dla wielu z Was. Dajcie znać czy jesteście zainteresowani, by w ramach tych jadłospisów pojawiała się też wersja dla faceta, bazująca na tych samych (lub lekko zmodyfikowanych) posiłkach. Jest zapotrzebowanie na coś takiego?
  • odżyje treningowo – żywieniowy Instagram

Dajcie znać, co u Was. Jak wyglądają Wasze najbliższe treningowe plany i jakie stawiacie sobie cele? Jeśli nie stawiacie żadnych, to niech to pytanie zmotywuje Was do próby sformułowania sylwetkowych (a może zdrowotnych?) oczekiwań.