Dlaczego nie myślisz o sobie dobrze?

Polskie nastolatki (badane roczniki to 11, 13 i 15 lat) są liderkami w grupie nastolatek z 42 krajów w ocenianiu samych siebie jako zbyt grube. W tym samym artykule czytam również, że jedynie polskie 11-latki charakteryzują się wyższą masą ciała niż w pozostałych krajach (13 i 15-to latki mają niższą masę ciała niż średnia europejska). Nie trzeba być matematykiem, by dojść do wniosku, że coś tu jest nie tak skoro ocenianie siebie mianem zbyt grubego nie idzie w parze z faktyczną nadwagą czy otyłością.

Co się z nami stało, że nie umiemy myśleć o sobie dobrze?

Okazuje się, że nie można zrzucić tego na poczet polskiej mentalności i narzekania na wszystko przy każdej możliwej okazji. Ten sam raport wykazał, że 80 % nastolatków jest zadowolona z życia. Zapytam więc ponownie: dlaczego myślimy o sobie źle?

Na zajęciach z psychologii mieliśmy wykonać bardzo popularne ćwiczenie sprowadzające się do wypisania wad i zalet naszych ciał. Z wadami nie było problemu. Za długie nosy występowały obok odstających uszu, zbyt grubych ud, spiczastych podbródków, zbyt małych lub zbyt dużych(czy zbyt blisko osadzonych) oczu. I tak dalej, i tak dalej. Daleeeeeko dalej. A gdy przyszło do zalet? Nieśmiało wymruczane „kolor oczu, kolor włosów”. Większość odpowiadała milczeniem.

Bardzo często, gdy ktoś w towarzystwie otwarcie mówi o swoich zaletach, zostaje odebrany jako zarozumialec. No bo jak to to tak to? Mieć czelność chwalić się tym, co w nas najlepsze? Być zadowolonym z samego siebie? Tak sprawiać przykrość tym, którzy słuchają, a którzy być może sami tego nie mają, a przecież na pewno by chcieli?

Więc nie mówisz o sobie dobrze. W pewnym momencie przestajesz przyznawać się przed samym sobą do posiadania jakichkolwiek dobrych cech. Później przestajesz je zauważać.

Obraz ciała

Obraz ciała – wyobrażenie własnego ciała, jakie tworzymy w naszym umyśle

Na nic zdają się tu racjonalne argumenty partnera, partnerki czy kolegów z pracy. Wszyscy jak jeden mąż będą mówić „Jesteś szczupła”, albo „Masz świetny brzuch”, podczas gdy ona i tak będzie widziała w sobie tłustą świnkę, a on zapuszczonego czterdziestolatka z puszką piwa w ręku.

Wiesz dlaczego, prawda?

1

Bo inni wyglądają lepiej.
Bo mimo, że ćwiczysz i starasz się trzymać dietę, nie wyglądasz jak z okładki.
Bo rodzice nie mówili Ci, że jesteś piękna.
Bo ojciec mówił, żeś baba i mazgaj.
Bo w podstawówce mówili na Ciebie pulpet.
Bo ważysz więcej, niż była dziewczyna Twojego faceta.
Bo były facet Twojej dziewczyny był sportowcem.
Bo ubrania z popularnych sieciówek nie pasują na Ciebie.
Bo na lekcjach w-fu zawsze byłeś wybierany do drużyny jako ostatni.
Bo ważyłaś więcej, niż koleżanka z trzeciej klasy na badaniu u szkolnej pielęgniarki.

Złe myślenie o sobie samym zamiast motywować do działania z niesamowitą siłą wbija w fotel. Bo przecież wstyd iść na siłownię, jak TAK SIĘ WYGLĄDA. Pobiegać? Żeby sąsiedzi widzieli? Dobrze się odżywiać? A na cholerę mam być dla siebie dobry, skoro i tak jest fatalnie?

Mniej więcej w tym momencie zaczynasz tyć. Mimo, że wcześniej byłeś szczupły, ale byłeś wobec siebie zbyt krytyczny, by móc to zauważyć. Myślałeś o sobie źle, więc zaczęło dziać się źle.

Teraz nie tylko nie chce Ci się ćwiczyć. Nie chce się również iść na zakupy (bo lustra). Do znajomych (bo obgadają). Do klubu (bo on/ona i tak znów podejdzie do innej/innego). Do rodzinnego domu (bo kiedy w końcu się za siebie weźmiesz). Do pracy (bo wszyscy tam są szczuplejsi).

Widzisz sens w tym, co piszę?

polub siebie żeby schudnąć

Nie, bo to głupie. Prawda? Głupie!

Głupie. Smutne. I cholernie popularne.

Jeśli miałbyś zapamiętać z tego tekstu tylko jedno zdanie, niech będzie to:

dopóki nie zaczniesz myśleć o sobie dobrze, nie zacznie być dobrze

Czy życzysz dobrze komuś, kogo nie lubisz? Nie sugeruję, że życzysz mu źle – na pewno nie. Ale czy z całego serducha chcesz, by miał w życiu jak najlepiej i życzysz mu wszelkiej pomyślności? Nie.

A najbliższej osobie na świecie? Z pewnością. Sobie byś odebrał, byle tylko ten Najważniejszy Człowiek Na Świecie miał odrobinę łatwiej. Choć troszeńkę lepiej.

Dlaczego nie chcesz być sam dla siebie najważniejszym człowiekiem na świecie? No dobra, dlaczego nie chcesz być chociaż w swojej top trójce? Może lepiej by się żyło, gdybyś stał się swoim sprzymierzeńcem, a nie najbardziej surowym krytykiem i wrogiem?

Okej, może spieprzyłeś sprawę. Może faktycznie masz nie 5, a 10, 20 czy 50 kilogramów nadwagi. Nie przez chorobę. Przez falę błędnych decyzji (od poważnych życiowych po błahe wybory przy sklepowej półce). I co z tego? Nie przytyłeś w dzień i nie schudniesz w dzień. Nie ma takiej siły na świecie, która w kilka dni cofnęłaby to, na co pracowałeś przez ostatnie miesiące (a często nawet lata).

Odchudzanie trwa długo. Nie tydzień. Nie miesiąc. Jest to długi proces, który wymaga trwałej = wiecznej = dożywotniej = nieodwołalnej zmiany dotychczasowych nawyków (czy to dotyczących żywienia, czy sportu, czy dbałości o zdrowie). Nie brzmi zachęcająco, wiem.

Spójrz na to w ten sposób: znacznie łatwiej będzie Ci przejść przez ten proces, jeśli będziesz myśleć o sobie dobrze. Jeśli przestaniesz się obwiniać za stan, do którego się doprowadziłeś. Jeśli ćwiczenia i dieta przestaną być karą za błędy przeszłości, a zaczną być wyrazem troski o przyszłość.

Co robić, doktór lajfstajl, co robić?

2

Biegiem do lustra, przeprosić się z samym sobą, przybić sobie pionę i nie żywić urazy za przeszłość. Nieważne jak było, ważne jak będzie. Kilka błędów z przeszłości nie wyrokuje o tym, gdzie będziesz i jaki będziesz za kilka, kilkanaście miesięcy. Jesteś super, pogódź się z tym! Teraz zmienisz dietę i zaczniesz ćwiczyć, bo lubisz tego gościa, którego widzisz w lustrze i chcesz dla niego dobrze. Ciało odwdzięczy się za zmianę podejścia za jakiś czas. Szybciej, niż się spodziewasz.

Nie odchudzaj się, bo nienawidzisz swojego ciała. Zadbaj o siebie, bo je kochasz. Bo chcesz mieć jak najlepszą kondycję, dużo siły i zdrowia, by czerpać z życia to, co najlepsze. Dlatego nie zdecydujesz się na głodówkę, kolejną dietę cud. Chcesz dla siebie jak najlepiej, więc nie zrobisz sobie krzywdy. Racjonalne podejście do odchudzania zaprocentuje trwałą utratę wagi.

A może w ogóle nie chcesz chudnąć? Może to tylko presja społeczeństwa, oczekiwania partnera, a nie Twoja wola? W nosie z nimi. Nie chcesz, nie chudnij. Ale też nie marudź, żeś gruby :).

Chcesz w końcu schudnąć? Polub siebie, zaakceptuj swoje wady, pogódź się z błędami z przeszłości. Czeka Cię długa droga pełna wyrzeczeń, energii i motywacji. Znacznie łatwiej poświęcać się dla kogoś, kogo się lubi i szanuje. Obiecuję!