Dzień spełnionego marzenia

marzenia realizacja

Marzenia, którego nawet nie sprecyzowałam w tym kierunku. Marzenia, które mnie zaskoczyło. Marzenia, które dla większości z Was będzie powodem do litościwego uśmiechu. Nawet nie oczekuję, że ktokolwiek zrozumie jego rangę 🙂

kenia marzenia

Jedni marzą o nowym Iphonie. Inni (a raczej inne) dałyby się pokroić za czerwoną podeszwę od Louboutina. Odkąd pamiętam ulubioną bajką był Król Lew, zabawką – maskotka stylizowana na Mufasę. Ulubione filmy to te przyrodnicze z Discovery, a absolutny hit – pełnometrażowy „Okiem Lamparta„. Moim marzeniem było obcowanie z dzikim kotem, czego namiastki doświadczyłam podczas safari w Kenii.

To miał być dzień jak każdy inny. Chłopak (nie wiadomo czemu) poprosił, żebym towarzyszyła mu w drodze na pocztę. Nie żebym potraktowała to jako super atrakcję, ale zgodziłam się. Ubrałam się jak zawsze (no wiecie, koszulka z tygrysem, okulary w cętki, bransoletka z panterą). Weszliśmy do oddziału, załatwiliśmy co trzeba. W drodze powrotnej zamiast na parking skierowaliśmy się ku dużemu namiotowi, który okazał się cyrkiem. Łukasz ani myślał puścić pary z ust a ja, zniecierpliwiona zastanawiałam się w jakich warunkach żyją cyrkowe zwierzęta i czy ich opiekunowie interesują się czymś więcej niż nauką nowych trików do wieczornego show. Podeszliśmy do przyczepy Pana bez koszulki, przez co jedyne na co zwróciłam uwagę to jego brzuch (bynajmniej nie dlatego, że był młodym greckim bogiem). Łukasz zamienił z nim parę słów… I stało się.

lwica shakira

Otworzył drzwi przyczepy. Wytoczyła się z nich mała, rudawa kula na krótkich łapach. Podbiegła do wyżej wspomnianego Pana i niezdarnie wgramoliła mu się na kolana. Wyciągnął butelkę z mlekiem, zakończoną mocno zdezelowanym smoczkiem i powiedział „I tak miałem ją na karmić, spróbuje Pani”? Stałam jak wryta, do oczu napłynęły łzy. Usiadłam na brzegu przyczepy, opiekun zabrał niespełna 3-miesięcznej Shakirce butelkę, podał mi ją i nie było trzeba niczego więcej, żeby mała kula władowała się na moje kolana 🙂

dziewczyna i lew

Śmiejcie się do woli! Dla mnie moment, w którym polizała policzek szorstkim jak papier ścierny językiem czy dotknęła cieplutką, miękką, brązową od spodu łapką był chwilą, którą mam w pamięci po dziś dzień. Mam nadzieję, że choćby dzięki temu wpisowi (w razie gdyby pamięć zawiodła) wspomnienie będzie wieczne żywe. Tak, żeby w dowolnym momencie móc przypomnieć i pamiętać. Wziąć tę chwilę do ręki i obracać między palcami, cieszyć się nią tak, jakby zaistniała  po raz pierwszy.

IMG_9149_2

Cały czas świadomie rezygnowałam ze słowa cel. Tak trudno było mi określić realizację przedsięwzięcia w czasie i tak bardzo wydawało mi się nierealne… Że zostało zaszufladkowane w kategorii marzenia. Z odsieczą przyszedł mój prywatny spełniacz marzeń – Panowie, niech będzie dla Was inspiracją (niekoniecznie szukajcie małych lewków, po prostu otwórzcie szerzej oczy i uszy). Nigdy bym go o to nie podejrzewała, miałam wręcz wrażenie, że w uchu ma zainstalowaną błonę półprzepuszczalną, która sortuje moje potoki słów tak, aby docierały tylko informacje o jedzeniu 😉 Zdecydowanie, udało mu się mnie zaskoczyć. Ba! Udało się zaprzeć dech w piersiach… A w pamięci zapisałam ten dzień jako najlepszą randkę!

Uśmiecham się do wspomnień!