Dzień z życia blogerki

Od przekroczenia mojego progu czujecie zapach Yankee Candle mieszający się z moimi ulubionymi perfumami. Albo tymi, których sponsor wykupił posta, tylko (jakoś tak, nieumyślnie przecież…) zapomniało mi się o tym wspomnieć. Możesz się potknąć o pastelowy kubek wypełniony kawą latte z laską wanilii (robiłam zdjęcie, a na podłodze było najlepsze światło, no i na jednolitym tle nawet zbożowa Inka jakby wiarygodniej udaje latte).

śniadanie wg blogerki
instagram.com/jemerced

Kawa rozleje się na bielony parkiet (tzn. panele, które mają go odwzorowywać) i może nieco pobrudzić jasną sofę z Ikea. Kiedy już (nie)wygodnie się rozsiądziesz na mojej sofie i poprosisz o kubek herbaty, podam Ci ją w porcelanowej filiżance mojej babci, która przypadkowo idealnie pasuje do chusteczek na stole. Mimo, że jest rano zastaniesz mnie w pełnym makijażu, ułożonych włosach i w przypadkowej porannej stylizacji, którą planowałam cały wczorajszy wieczór. Przez kolejny kwadrans będziemy pozować do zdjęcia, żebym później mogła pokazać fanom jaka jestem wyluzowana i spontaniczna.

przypadkowa aranżacja wg blogerki
instagram.com/charlizemystery

Kiedy już zjemy truskawki z bitą śmietaną i popijemy je lemoniadą wyjdziemy na miasto w szpilkach, które przecież jedynie wyglądają na niewygodne. Nieważne, że po powrocie będzie trzeba przekłuć odciski, to wszystko nieważne. Pójdziemy do jedynej słusznej kawiarni – w końcu tylko w Starbacks podpiszą mi kubeczek nazwą bloga tak, bym mogła wrzucić kolejną fotkę na insta. Nikt nie może mieć wątpliwości: ja, blogerka pokazuję się tylko w najmodniejszych miejscach! Po powrocie ugotuję obiad dla mojego księcia z bajki, który po powrocie do domu oznajmi “Słońce, niepotrzebnie się męczyłaś, porywam Cię na kolację”.

Idealne życie słodko pierdzących blogerek
instagram.com/makelifeeasier_pl

I wtedy ucieszę się, że zamiast gotowania wybrałam najnowszy odcinek Plotkary. Po powrocie zacznę pisanie posta – to jest najgorsze z tego całego blogowania. Na kolację zjem 2 liście sałaty (do serialu zjadłam największą paczkę chipsów, ale nikomu nie mówcie), a później pójdę do łazienki urządzić swój mały rytuał spa. Może powinnam pomyśleć o podzieleniu się na blogu moimi sposobami na regulację wąsika, chyba jeszcze nikt tego nie zrobił – post by się klikał a i wejścia z google by doszły! Zmywam makijaż, przemykam do miętowej sypialni skryć się pod satynową pościelą i oddać się w objęcia Morfeusza. Oby udało mi się nie puścić bąka przez sen.

Blogerki, Wy tak serio?

Sądząc po Waszych wpisach na blogach i postach w mediach społecznościowych to właśnie tak wygląda Wasze życie. Wszystko od linijki, czas spędzany w najmodniejszych miejscach, a po powrocie do domu odpoczynek w katalogowych wnętrzach. Tak, jakbyście żyły po to, żeby można było wrzucić kolejne zdjęcie na instagram. Nakarmić fanów kolejną dawką Waszego życia, które sobie wymyśliłyście. Takiego, które dobrze się klika. Dać nowych złudzeń, wykreować w czytelnikach kolejne potrzeby. “Jeśli kupię sobie te perfumy, których używa ONA, moje życie też stanie się TAKIE”. Przypomnijcie sobie teraz jak wyglądały Wasze blogi na początku. Jak mało oryginalne sesje na nich publikowałyście, jak pokazywałyście się kilka razy w tej samej spódnicy, jak cieszyłyście się z wakacji w Dąbkach, jak dwa razy musiałyście się zastanowić czy aby na pewno kolejne szpilki nude są mi potrzebne. Ups, sorry wtedy na tapecie był kolor camelowy.

PS. Zdjęcie tytułowe pochodzi ze bloga Niemodne Polki, który zainspirował mnie do napisania tego posta.

Wiecie co jest Waszą największą siłą? Autentyczność. Autentyczność, którą w sobie zabijacie każdym kolejnym słodko-pierdzącym postem. Stajecie się tym samym, czym są kolorowe magazyny i bzdury tłuczone nam do głów przez telewizję. Bezużyteczną papką, po którą sięga się tylko po to, żeby odpocząć od intelektualnego wysiłku. Prawdziwą twarz pokazujecie coraz częściej już tylko w dyskusjach toczonych za pośrednictwem komentarzy kiedy puszczają Wam nerwy. Chociaż z tego zdają sobie sprawę nieliczni, bo zazwyczaj takie dyskusje są ukrywane poprzez kasowanie zdjęcia, pod którym się toczyły.

Jeśli kiedyś będę próbowała Wam sprzedać bajkę o moim życiu rodem z pinteresta to dajcie mi mocnego kopa w tyłek. Też Was wkurza ta komercyjna wydmuszka, którą sprzedają nam topowe blogerki?

Zostaw komentarz

  1. Mama Ka

    Nikt mi nie wmówi, że blogowanie zmierza teraz ku lepszemu… Zbyt wiele w tym plastiku, sztuczności i koloru miętowego 😛

  2. Anna Tabak

    Wydaje mi się, że niektóre blogerki lubią kreować, a niektórzy ludzie czytać o takim idealnym życiu właśnie dlatego, że jest takie inne od naszego – nieidealnego. Ale to tylko taka teoria, bo ja osobiście najbardziej lubię zaglądać na blogi pisane przez ludzi “z krwi i kości” 🙂 lubię, gdy bloger robiąc zdjęcie trochę się postara żeby było estetyczne, lubię gdy pokazując np. swoje dobre nawyki motywuje innych, ale tak jak piszesz, trzeba wiedzieć gdzie jest granica. Bo to jest różnica – naprawdę dobrze wyglądać, naprawdę prowadzić zdrowy tryb życia, a tylko udawać na chwilkę, do zdjęcia. Fajny temat poruszyłaś 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Ja zastanawiam się czy dziewczynom nie jest głupio przed ich najbliższymi znajomymi. Moi nie daliby mi żyć, gdybym na blogu zatajała np. moją miłość do burgerów, bo niby tematyka bloga nie pozwala na publikację takich informacji… 🙂

  3. Gocha

    Pierwszą część czytałam patetycznym głosem w głowie – tak na ludzi działa Twoje pisanie. Takie normalnie pisanie, bez tego słodko-pierdzącego mydlenia oczu.
    Osobiście bardziej mnie drażnią zdjęcia, na których wszystko jest “niby przypadkiem”, a ułożenie idealnej kompozycji do idealnej fotki zajęło im zapewne pół dnia (patrz pierwsze zdjęcie ;))

  4. Emilka

    Jednym z takich blogów o których tu piszesz jest blog Kasi T 😀 Czasem jak go przeglądam to mnie śmieszą te perfekcyjne zdjęcia. Nawet jedzenie musi być tam odpowiednio ułożone w otoczeniu designerskich gadżetów.
    I tak się zastanawiam gdzie w tym wszystkim jest radość życia, spontaniczność.
    Skoro u tych blogerek wszystko jest tak perfekcyjne i idealne to ja im współczuje, bo chyba muszą mieć mega nudne życie.
    O wiele bardziej wolę czytać blogi dziewczyn, które piszą o swojej codzienności, takiej normalnej, które poruszają ciekawe tematy, dzielą się swoją opinią.
    A w Twoim blogu podoba mi się to, że jesteś blogerką a potrafisz skrytykować świat blogerek (tym wpisem czy np wpisem o markowych torebkach) 😀

    1. Monika Ciesielska

      Zaśmiałam się czytając ostatni akapit, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że niektóre zdania w powyższym tekście pasują do tego, co sama uprawiam na blogu 🙂 Ale na szczęście moi czytelnicy już chyba przywykli do tego, że mam skłonność do wyolbrzymiania i lubię sobie podkolorozywać 😉 Na szczęście mam duży dystans do tego wszystkiego – mam nadzieję, że widać to w postach, w których wspominam o tym jak piję z koleżankami, zjadam w ciągu dnia tyle kalorii, że wystarczyłoby na zaspokojenie potrzeb lwa (10 tys.) i o tym, że oprócz pisania postów/robienia zdjęć na bloga/ogarniania maili mam normalne życie, studiuję, mam przyjaciół, angażuję się w różne projekty. A blog to i tak tylko mała część tego, co dzieje się w życiu 🙂

    2. WhitePointeShoes

      Co do Kasi T, to jestem po wrażeniem że ona potrafi tak ustawić kota! Mój by mnie wyśmiał…

      1. Julia Ż-t

        Kot kotu nierówny, jeden z moich chyba specjalnie czeka aż wyjmę aparat, a to się ułoży na ciuchach do sprzedania na all, a to włazi w doniczkę z kwiatami

        1. WhitePointeShoes

          O nie! Muszę to mojemu pokazać. Może uda mi się go namówić na pozowanie 😀

  5. Mama Ka

    Nikt mi nie wmówi, że blogowanie zmierza teraz ku lepszemu… Zbyt wiele w tym plastiku, sztuczności i koloru miętowego 😛

  6. Anna Tabak

    Wydaje mi się, że niektóre blogerki lubią kreować, a niektórzy ludzie czytać o takim idealnym życiu właśnie dlatego, że jest takie inne od naszego – nieidealnego. Ale to tylko taka teoria, bo ja osobiście najbardziej lubię zaglądać na blogi pisane przez ludzi “z krwi i kości” 🙂 lubię, gdy bloger robiąc zdjęcie trochę się postara żeby było estetyczne, lubię gdy pokazując np. swoje dobre nawyki motywuje innych, ale tak jak piszesz, trzeba wiedzieć gdzie jest granica. Bo to jest różnica – naprawdę dobrze wyglądać, naprawdę prowadzić zdrowy tryb życia, a tylko udawać na chwilkę, do zdjęcia. Fajny temat poruszyłaś 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Ja zastanawiam się czy dziewczynom nie jest głupio przed ich najbliższymi znajomymi. Moi nie daliby mi żyć, gdybym na blogu zatajała np. moją miłość do burgerów, bo niby tematyka bloga nie pozwala na publikację takich informacji… 🙂

  7. taktoja

    wspomniałabym jeszcze o idealnie równej półeczce utworzonej z magazynów Vouge’a 🙂

  8. Gocha

    Pierwszą część czytałam patetycznym głosem w głowie – tak na ludzi działa Twoje pisanie. Takie normalnie pisanie, bez tego słodko-pierdzącego mydlenia oczu.
    Osobiście bardziej mnie drażnią zdjęcia, na których wszystko jest “niby przypadkiem”, a ułożenie idealnej kompozycji do idealnej fotki zajęło im zapewne pół dnia (patrz pierwsze zdjęcie ;))

  9. Emilka

    Jednym z takich blogów o których tu piszesz jest blog Kasi T 😀 Czasem jak go przeglądam to mnie śmieszą te perfekcyjne zdjęcia. Nawet jedzenie musi być tam odpowiednio ułożone w otoczeniu designerskich gadżetów.
    I tak się zastanawiam gdzie w tym wszystkim jest radość życia, spontaniczność.
    Skoro u tych blogerek wszystko jest tak perfekcyjne i idealne to ja im współczuje, bo chyba muszą mieć mega nudne życie.
    O wiele bardziej wolę czytać blogi dziewczyn, które piszą o swojej codzienności, takiej normalnej, które poruszają ciekawe tematy, dzielą się swoją opinią.
    A w Twoim blogu podoba mi się to, że jesteś blogerką a potrafisz skrytykować świat blogerek (tym wpisem czy np wpisem o markowych torebkach) 😀

    1. Monika Ciesielska

      Zaśmiałam się czytając ostatni akapit, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że niektóre zdania w powyższym tekście pasują do tego, co sama uprawiam na blogu 🙂 Ale na szczęście moi czytelnicy już chyba przywykli do tego, że mam skłonność do wyolbrzymiania i lubię sobie podkolorozywać 😉 Na szczęście mam duży dystans do tego wszystkiego – mam nadzieję, że widać to w postach, w których wspominam o tym jak piję z koleżankami, zjadam w ciągu dnia tyle kalorii, że wystarczyłoby na zaspokojenie potrzeb lwa (10 tys.) i o tym, że oprócz pisania postów/robienia zdjęć na bloga/ogarniania maili mam normalne życie, studiuję, mam przyjaciół, angażuję się w różne projekty. A blog to i tak tylko mała część tego, co dzieje się w życiu 🙂

    2. WhitePointeShoes

      Co do Kasi T, to jestem po wrażeniem że ona potrafi tak ustawić kota! Mój by mnie wyśmiał…

        1. WhitePointeShoes

          O nie! Muszę to mojemu pokazać. Może uda mi się go namówić na pozowanie 😀

      1. Julia Ż-t

        Kot kotu nierówny, jeden z moich chyba specjalnie czeka aż wyjmę aparat, a to się ułoży na ciuchach do sprzedania na all, a to włazi w doniczkę z kwiatami

  10. Julia Ż-t

    A mnie to zupełnie nie przeszkadza, nie wszystkie blogi traktuje jak osobiste pamiętniki. Niektóre- jak sama piszesz, są jak kolorowe magazyny do których się zagląda żeby obejrzeć ładne obrazki. Nie mam nic do autorek, ale niebezpieczne wydaje mi się że tworzą wokół siebie taką otoczkę ‘celebryctwa’. Może im to pasuje bo chcą się odgrodzić od swoich czytelników, z tym że do Ciebie pewnie bym podeszła na ulicy, a do nich z całą pewnością nie.

  11. Julka

    A ja mam pytanie z innej beczki. Wydajesz się być mega pozytywnie zakręconą dietetyczką-in-making, a wspomniałaś, że studiujesz na prywatnej uczelni (wiadomo, masz jeszcze biotechnologię). Ja za to jestem tegoroczną maturzystką, w umyśle jawi mi się wizja zarabiania milionów monet, i dorabiania niespożytej ilości słegu jako właśnie dietetyczka 😀 zdawałam rozszerzoną biologię i chemię, chciałam się wybrać do Wrocławia (po rocznych ustalaniach miasta z Menem mym), ale głupia nie sprawdziłam warunków rekrutacji. Okazuje się, że nie stosują przelicznika i podstawa=rozszerzenie. Wiadome, że w takim razie mam hiper małe szanse, bo rozszerzenia są trudne, a podstawy banalne. Ale! We Wrocławiu jest właśnie niepubliczna szkoła medyczna, która oferuje licencjat z dietetyki. Co prawda musiałabym sprzedać pół mojej całkiem sprawnej nerki, ale to już nieistotne. Ostateczne pytanie: da się uczyć ma takiej uczelni? Nie jest tak, że liczą się tylko pieniądze? Fajnie się studiuje? Jasne, że wolałabym się dostać na uniwersytet, ale mam nóż na gardle przez własne niedoczytanie.
    Doktor Lajfstajl – jak mam lajfić? 🙁

    1. Monika Ciesielska

      Na medycznym zasypią Cię anatomią, histologią, fizjologią, patofizjologią, pierwszą pomocą i tak będzie wyglądał Twój pierwszy rok. Na prywatnej też, ale w mniejszym stopniu, a dodatkowo od początku będziesz mieć przedmiot o żywieniu. Moim zdaniem NIE NAUCZYSZ się praktycznych rzeczy do wykorzystania w zawodzie ani na uczelni prywatnej, ani w publicznej 🙂 Na swojej uczelni (dietetyka) mam zajęcia praktyczne, ale strasznie tego mało. Jeśli masz dużo samodyscypliny to zdecydowanie wybierz szkołę prywatną – będą mniej cisnąć, mniej wymagać (co szczególnie jest korzystne w przypadku przedmiotów, które naprawdę nie uczynią CIę konkurencyjną na rynku pracy jak na przykład bezpieczeństwo i ergonomia pracy), a Ty będziesz mieć więcej czasu na to, żeby rozwijać się we własnym zakresie. Ja tak właśnie robię – uczę się sama. Kupiłam sporo książek, czytam publikacje naukowe, śledzę trendy w Internecie. Układam jadłospisy znajomym i rodzinie, cały czas eksperymentuje na sobie. Teraz zastanawiam się czy warto iść na praktyki do gabinetu dietetycznego – bo zamiast wypełniania papierków chyba wolę spędzić ten miesiąc wakacji we własnym pokoju, nad własnymi książkami i liznąć trochę żywienia w stanach chorobowych.

      Podsumowując – jeśli potrzebujesz nad sobą bata, idź na medyczny. Tylko pamiętaj, że ten bat może uczynić Cię ekspertem nie w tej dziedzinie, na której Ci zależy. Jeśli dietetyka to jest naprawdę TO, czego chcesz, czego pragniesz najbardziej na świecie i choćby skały srały zamierzasz być najlepsza (jeśli tak to będziemy się kłócić!) – idź do szkoły prywatnej, ale cały czas pamiętaj o tym, że to Ty musisz zadbać o to, żeby coś po tych studiach umieć. Ja zamierzam zrobić dopiero II stopień na Uniwersytecie Medycznym i na pewno zaocznie – na studiach drugiego stopnia są już zdecydowanie bardziej kierunkowe przedmioty, ale w tym czasie zamierzam już pracować w zawodzie 🙂

      Mam koleżankę na wrocławskiej prywatnej dietetyce – ma opinię podobną do tej, którą opisywałam w pierwszym akapicie bazując na swojej szkole.

      1. Julka

        Dzięki! Bata nad sobą…zwykle tak, ale ja zamierzam być najlepsza ;> jedyne, co mnie skłania do medycznego po Twojej wypowiedzi, to brak opłat za studia, na licencjackich nie chciałabym zaocznych, dopiero na mgr.

        1. Monika Ciesielska

          Dzienne studia licencjackie to całkiem dobry wybór – fakt, że trakci się 3 lata w CV i zamiast na poszerzaniu doświadczenia skupia się na nauce, ale na pewno cieszę się, że realizuję biotechnologię w trybie dziennym. Nie robi mi różnicy czy byłaby to dietetyka – już tłumaczę 🙂 Chodzi po prostu o to, że nauki biomedyczne (a do takich zaliczam zarówno dietetykę jak i biotechnologię) są trudne z natury. Bazuje się tutaj na anglojęzycznych artykułach naukowych, a i te po polsku są pisane w taki sposób, że laik miałby problem z ich interpretacją. Studia dzienne pozwalą na obycie z tym tematem 🙂 I to jest na pewno ich wielki plus – na zaocznych nie ma szans na przerabianie takiej ilości artykułów, tryb weekendowy ma swoje ograniczenia. Na biotechnologii mam zajęcia, które często gęsto przeklinam, bo są trudne i nudne – 4 h analizy artykułów anglojęzycznych, ale to niesamowicie pomaga mi w samodzielnej nauce ze źródeł, które sama sobie wybiorę – a nie tylko tych, do których muszę się ograniczyć choćby ze względu na jezyk.

  12. Agnieszka

    Blogi o których piszesz nie są do czytania, tylko do oglądania ;). Ja akurat nie mam nic przeciwko takim zdjęciom, bo lubię patrzeć na takie ładne kompozycje. Zdaję sobie sprawę, że są one stylizowane, tak samo jak ja staram się stylizować swoje zdjęcia kulinarne aby zwyczajnie były przyjemniejsze dla oka. Nie uważam też, aby to było tak całkiem sztuczne, bo są ludzie, którzy naprawdę aż tak zwracają uwagę na detale i dzięki temu są szczęśliwsi 😉

    Jedyne co mnie czasem bawi, to właśnie takie śmieszne kompozycje, jak na przykład talerz z obiadem a obok markowy puder albo lakier do paznokci, bo pasuje kolorystycznie do talerza (nooo, albo ja taka zacofana jestem, że jedzenie obiadu i robienie makijażu lub manicure jakoś nie idzie mi w parze ;)). Widziałam kiedyś zdjęcie vlogerki, która na jednej fotce zmieściła zegarek Korsa, jakieś kosmetyki Chanel, do tego kubek z paryskiego Starbunia i coś z elektroniki, chyba tablet. Wszystko totalnie z innej parafii, ale ułożone w ścisłym kadrze tak, jakby przypadkiem było akurat w tym miejscu. Zapadło mi to w pamięć bo ciut żenujące to było 😉

    1. Monika Ciesielska

      Bo ten puder to pewnie cukier puder! 😀

      Jasne – w tekście jest dużo przesady i sama patrzę na te (często bardzo ładne) obrazki kilka razy w tygodniu. To jest przyjemne dla oka, miłe, sympatyczne, ale tym tekstem próbuję zwrócić uwagę na inny problem: że za tym wszystkim zazwyczaj nie idzie żadna konkretna treść i przesłanie 🙂

  13. WhitePointeShoes

    To o czym napisałaś to są głownie blogi nastawione na komercje – kiedyś produkty sprzedawały nam idealne modelki, teraz – idealne blogerki. Te pierwsze miały łatwiej – nikt im nie sprawdzał czy mają posprzątane w domu!:D

    1. Monika Ciesielska

      I czy oprócz wyglądać, potrafią też się wysłowić :D. Tak, jak narzekam na jakość treści na TOPOWYCH blogach, tak czasami wolałabym, żeby wszystkie dziewczyny poszły w stronę Maffashion i po prostu ograniczyły się do tego w czym są dobre. Bo Maff w każdym poście serwuje dawkę rewelacyjnych zdjęć, bez wygłupiania się i pisania, że biel jest nową czernią, a styl marynarski ponownie zaskoczył nas na wiosnę.

      1. WhitePointeShoes

        O tak! Mnie też wzruszają piękne monologi przy stylizacjach! “Na dzisiejszy wyjście do parku wybrałam …. “

  14. Julia Ż-t

    A mnie to zupełnie nie przeszkadza, nie wszystkie blogi traktuje jak osobiste pamiętniki. Niektóre- jak sama piszesz, są jak kolorowe magazyny do których się zagląda żeby obejrzeć ładne obrazki. Nie mam nic do autorek, ale niebezpieczne wydaje mi się że tworzą wokół siebie taką otoczkę ‘celebryctwa’. Może im to pasuje bo chcą się odgrodzić od swoich czytelników, z tym że do Ciebie pewnie bym podeszła na ulicy, a do nich z całą pewnością nie.

  15. Julka

    A ja mam pytanie z innej beczki. Wydajesz się być mega pozytywnie zakręconą dietetyczką-in-making, a wspomniałaś, że studiujesz na prywatnej uczelni (wiadomo, masz jeszcze biotechnologię). Ja za to jestem tegoroczną maturzystką, w umyśle jawi mi się wizja zarabiania milionów monet, i dorabiania niespożytej ilości słegu jako właśnie dietetyczka 😀 zdawałam rozszerzoną biologię i chemię, chciałam się wybrać do Wrocławia (po rocznych ustalaniach miasta z Menem mym), ale głupia nie sprawdziłam warunków rekrutacji. Okazuje się, że nie stosują przelicznika i podstawa=rozszerzenie. Wiadome, że w takim razie mam hiper małe szanse, bo rozszerzenia są trudne, a podstawy banalne. Ale! We Wrocławiu jest właśnie niepubliczna szkoła medyczna, która oferuje licencjat z dietetyki. Co prawda musiałabym sprzedać pół mojej całkiem sprawnej nerki, ale to już nieistotne. Ostateczne pytanie: da się uczyć ma takiej uczelni? Nie jest tak, że liczą się tylko pieniądze? Fajnie się studiuje? Jasne, że wolałabym się dostać na uniwersytet, ale mam nóż na gardle przez własne niedoczytanie.
    Doktor Lajfstajl – jak mam lajfić? 🙁

    1. Monika Ciesielska

      Na medycznym zasypią Cię anatomią, histologią, fizjologią, patofizjologią, pierwszą pomocą i tak będzie wyglądał Twój pierwszy rok. Na prywatnej też, ale w mniejszym stopniu, a dodatkowo od początku będziesz mieć przedmiot o żywieniu. Moim zdaniem NIE NAUCZYSZ się praktycznych rzeczy do wykorzystania w zawodzie ani na uczelni prywatnej, ani w publicznej 🙂 Na swojej uczelni (dietetyka) mam zajęcia praktyczne, ale strasznie tego mało. Jeśli masz dużo samodyscypliny to zdecydowanie wybierz szkołę prywatną – będą mniej cisnąć, mniej wymagać (co szczególnie jest korzystne w przypadku przedmiotów, które naprawdę nie uczynią CIę konkurencyjną na rynku pracy jak na przykład bezpieczeństwo i ergonomia pracy), a Ty będziesz mieć więcej czasu na to, żeby rozwijać się we własnym zakresie. Ja tak właśnie robię – uczę się sama. Kupiłam sporo książek, czytam publikacje naukowe, śledzę trendy w Internecie. Układam jadłospisy znajomym i rodzinie, cały czas eksperymentuje na sobie. Teraz zastanawiam się czy warto iść na praktyki do gabinetu dietetycznego – bo zamiast wypełniania papierków chyba wolę spędzić ten miesiąc wakacji we własnym pokoju, nad własnymi książkami i liznąć trochę żywienia w stanach chorobowych.

      Podsumowując – jeśli potrzebujesz nad sobą bata, idź na medyczny. Tylko pamiętaj, że ten bat może uczynić Cię ekspertem nie w tej dziedzinie, na której Ci zależy. Jeśli dietetyka to jest naprawdę TO, czego chcesz, czego pragniesz najbardziej na świecie i choćby skały srały zamierzasz być najlepsza (jeśli tak to będziemy się kłócić!) – idź do szkoły prywatnej, ale cały czas pamiętaj o tym, że to Ty musisz zadbać o to, żeby coś po tych studiach umieć. Ja zamierzam zrobić dopiero II stopień na Uniwersytecie Medycznym i na pewno zaocznie – na studiach drugiego stopnia są już zdecydowanie bardziej kierunkowe przedmioty, ale w tym czasie zamierzam już pracować w zawodzie 🙂

      Mam koleżankę na wrocławskiej prywatnej dietetyce – ma opinię podobną do tej, którą opisywałam w pierwszym akapicie bazując na swojej szkole.

      1. Julka

        Dzięki! Bata nad sobą…zwykle tak, ale ja zamierzam być najlepsza ;> jedyne, co mnie skłania do medycznego po Twojej wypowiedzi, to brak opłat za studia, na licencjackich nie chciałabym zaocznych, dopiero na mgr.

        1. Monika Ciesielska

          Dzienne studia licencjackie to całkiem dobry wybór – fakt, że trakci się 3 lata w CV i zamiast na poszerzaniu doświadczenia skupia się na nauce, ale na pewno cieszę się, że realizuję biotechnologię w trybie dziennym. Nie robi mi różnicy czy byłaby to dietetyka – już tłumaczę 🙂 Chodzi po prostu o to, że nauki biomedyczne (a do takich zaliczam zarówno dietetykę jak i biotechnologię) są trudne z natury. Bazuje się tutaj na anglojęzycznych artykułach naukowych, a i te po polsku są pisane w taki sposób, że laik miałby problem z ich interpretacją. Studia dzienne pozwalą na obycie z tym tematem 🙂 I to jest na pewno ich wielki plus – na zaocznych nie ma szans na przerabianie takiej ilości artykułów, tryb weekendowy ma swoje ograniczenia. Na biotechnologii mam zajęcia, które często gęsto przeklinam, bo są trudne i nudne – 4 h analizy artykułów anglojęzycznych, ale to niesamowicie pomaga mi w samodzielnej nauce ze źródeł, które sama sobie wybiorę – a nie tylko tych, do których muszę się ograniczyć choćby ze względu na jezyk.

  16. Agnieszka

    Blogi o których piszesz nie są do czytania, tylko do oglądania ;). Ja akurat nie mam nic przeciwko takim zdjęciom, bo lubię patrzeć na takie ładne kompozycje. Zdaję sobie sprawę, że są one stylizowane, tak samo jak ja staram się stylizować swoje zdjęcia kulinarne aby zwyczajnie były przyjemniejsze dla oka. Nie uważam też, aby to było tak całkiem sztuczne, bo są ludzie, którzy naprawdę aż tak zwracają uwagę na detale i dzięki temu są szczęśliwsi 😉

    Jedyne co mnie czasem bawi, to właśnie takie śmieszne kompozycje, jak na przykład talerz z obiadem a obok markowy puder albo lakier do paznokci, bo pasuje kolorystycznie do talerza (nooo, albo ja taka zacofana jestem, że jedzenie obiadu i robienie makijażu lub manicure jakoś nie idzie mi w parze ;)). Widziałam kiedyś zdjęcie vlogerki, która na jednej fotce zmieściła zegarek Korsa, jakieś kosmetyki Chanel, do tego kubek z paryskiego Starbunia i coś z elektroniki, chyba tablet. Wszystko totalnie z innej parafii, ale ułożone w ścisłym kadrze tak, jakby przypadkiem było akurat w tym miejscu. Zapadło mi to w pamięć bo ciut żenujące to było 😉

    1. Monika Ciesielska

      Bo ten puder to pewnie cukier puder! 😀

      Jasne – w tekście jest dużo przesady i sama patrzę na te (często bardzo ładne) obrazki kilka razy w tygodniu. To jest przyjemne dla oka, miłe, sympatyczne, ale tym tekstem próbuję zwrócić uwagę na inny problem: że za tym wszystkim zazwyczaj nie idzie żadna konkretna treść i przesłanie 🙂

  17. WhitePointeShoes

    To o czym napisałaś to są głownie blogi nastawione na komercje – kiedyś produkty sprzedawały nam idealne modelki, teraz – idealne blogerki. Te pierwsze miały łatwiej – nikt im nie sprawdzał czy mają posprzątane w domu!:D

    1. Monika Ciesielska

      I czy oprócz wyglądać, potrafią też się wysłowić :D. Tak, jak narzekam na jakość treści na TOPOWYCH blogach, tak czasami wolałabym, żeby wszystkie dziewczyny poszły w stronę Maffashion i po prostu ograniczyły się do tego w czym są dobre. Bo Maff w każdym poście serwuje dawkę rewelacyjnych zdjęć, bez wygłupiania się i pisania, że biel jest nową czernią, a styl marynarski ponownie zaskoczył nas na wiosnę.

      1. WhitePointeShoes

        O tak! Mnie też wzruszają piękne monologi przy stylizacjach! “Na dzisiejszy wyjście do parku wybrałam …. “

  18. Nadia

    Bardzo, bardzo dobry wpis. Dzięki niemu uwielbiam Ciebie i Twoje miejsce w sieci jeszcze bardziej.
    Szczerze mdli mnie już od tych wszystkich dodatków na blogach innych dziewczyn, wszystko idealnie, słodko pierdząco, te same kubki z Ikei, sofy, kawy, Vouge, Elle, biała pościel, od poniedziałku do niedzieli #chillout, #relaks, #lenistwo, #odpoczynek…. Po dziurki w nosie już tego! 🙂

    Za to bardzo się cieszę, że jest taka osoba jak Ty, młoda, pracowita, inteligentna, dążąca do samorealizacji się w wielu kierunkach, nie tylko blogowym… Namnożyło się tych komplementów, ale wszystko to bardzo szczere! 🙂

    Pozdrawiam, Nadia 🙂

  19. czmiel

    No weź. Moje życie jest idealne. Codziennie jem śniadanie w łóżku, bo mam na to czas, codziennie moja cera wygląda promiennie a moje paznokcie są idealnie pomalowane. I wszystko idzie po mojej myśli. Nawet panie w dziekanacie są miłe i uśmiechnięte. A tak serio, jest zupełnie odwrotnie. Trochę smuteczek. Ale tylko trochę, bo byłoby nudno.

  20. Martyna

    A może powinniśmy docenić pracę włożoną w te zdjęcia, w których zrobienie została włożona ogromna praca, a które niestety uważam, że zostały trochę przez Ciebie wyszydzone. Każdy ma prawo mieć własny sposób na życie, czy jak w tym przypadku na prowadzenie bloga. Ocena powinna przede wszystkim należeć do czytelniczek, a nie do innych blogerek, bo to troszeczkę może trącać zazdrością. Każda z Was ma swoje czytelniczki, które w waszych postach znajdują to co im odpowiada, w końcu nie da się zadowolić każdego. Ja na przykład bardzo lubię odwiedzać opisane przez Ciebie blogi, bo nie widzę tam żalu do świata, wywnętrzania się na temat własnych problemów, tego mam wystarczająco dookoła siebie, a ponieważ staram się cieszyć życiem i każdą daną mi chwilą w domu (z mężem, z dziećmi), w pracy, z przyjaciółmi, uważam, że życie może być IDEALNE. Nie kupuje Twojej wypowiedzi o słodko-pierdzących postach, ponieważ, pomimo Twojego lekceważącego tonu, jestem pewna, że też wkładasz ogromną pracę w prowadzenie tej strony i starasz się przynajmniej w pewnym stopniu zaspokoić oczekiwania swoich (jak to nazwałaś) FANEK. Ja osobiście chciałabym posiadać każdą parę szpilek, która zwróci moją uwagę i uwielbiam usiąść z mężem i przyjaciółmi w modnej kawiarni i napić się pysznej kawy zajadając bardzo czekoladowy kawałek tortu, a Vogue jest całkiem przyjemną lekturą, dzięki której mogę sobie powtórzyć angielski. Cieszmy się własnym życiem i nie oceniajmy innych publicznie, zostawmy to plotkarskim “mediom”, które tak bardzo cieszą się wolnością słowa.

    1. Monika Ciesielska

      Wydawało mi się, że satyryczny charakter tego tekstu jest wyczuwalny już od nagłówkowego zdjęcia – pamiętaj, że nabijam się ze świata, którego jestem częścią :), a co do prawa opinii wyłącznie dla czytelniczek – bycie blogerką nie wyklucza bycia czytelniczką. Znów włożyłam kij w mrowisko, ale uważam, że choćby zatajanie współprac jest przejawem robienia idiotów z fanów/czytelników.

      1. Martyna

        Nie chciałabym, żebyś odebrała mój komentarz jako atak, absolutnie. Uważam, że Twój blog ma swój urok i chętnie do niego zaglądam. Nie za bardzo rozumiem Twój zarzut o zatajeniu współpracy, przecież jeśli na blogu ukazują się reklamy, to wydaje mi się być oczywistym, że blog jest sponsorowany. Bardzo irytują mnie zarzuty w komentarzach, szczególnie recenzji książek, że jeśli autorka dostała jakąś pozycję od wydawnictwa, to na pewno jej opinia jest kłamstwem. Przecież czytając komentarz np. popularnego i cenionego przez nas dziennikarza na obwolucie, jest on dla nas cennym źródłem informacji, to dlaczego recenzja blogerki, która nawiązała współpracę z wydawnictwem ma być niewiarygodna. Nabijasz się ze świata, którego jesteś częścią, ale w tym tekście wyraźnie stawiasz się ponad tymi, które tworzą “słodko-pierdzące posty” i w moim odczuciu, dość głośno krzyczysz: zobaczcie, ja jestem wiarygodna, rzeczywista, taka jak Wy, a one nie. Kończąc ten wątek, oczywiście masz prawo do własnego zdania, tak jak zresztą ja, czego potwierdzeniem są powyższe komentarze. Dyskusje są potrzebne, a prowadzone w tonie, który można zaobserwować na Twoim blogu myślę, że nawet bardzo wskazane.

  21. swiat-malgosi.blogspot.com

    świetny post!
    Bardzo spodobał mi się twój blog:)
    Będę wpadać częściej! 🙂

  22. agata

    jakbyś naprawdę była taka ‘ponad to’, to nie przyszłoby ci do głowy napisanie tego posta.

  23. Dotee

    Widać czytelnicy chcą takich idealnych cukiereczków dla oka, skoro te blogi są tak popularne. Każdy buduje sobie wizerunek jaki chce, a później ludzie sami wybierają, co ich pociąga. Jak w życiu. Ja tam też stawiam na autentyczność i to nie tylko na blogu, ale w każdej dziedzinie. Niech stracę. Pozdrawiam:)

  24. taktoja

    wspomniałabym jeszcze o idealnie równej półeczce utworzonej z magazynów Vouge’a 🙂

  25. Martyna

    A może powinniśmy docenić pracę włożoną w te zdjęcia, w których zrobienie została włożona ogromna praca, a które niestety uważam, że zostały trochę przez Ciebie wyszydzone. Każdy ma prawo mieć własny sposób na życie, czy jak w tym przypadku na prowadzenie bloga. Ocena powinna przede wszystkim należeć do czytelniczek, a nie do innych blogerek, bo to troszeczkę może trącać zazdrością. Każda z Was ma swoje czytelniczki, które w waszych postach znajdują to co im odpowiada, w końcu nie da się zadowolić każdego. Ja na przykład bardzo lubię odwiedzać opisane przez Ciebie blogi, bo nie widzę tam żalu do świata, wywnętrzania się na temat własnych problemów, tego mam wystarczająco dookoła siebie, a ponieważ staram się cieszyć życiem i każdą daną mi chwilą w domu (z mężem, z dziećmi), w pracy, z przyjaciółmi, uważam, że życie może być IDEALNE. Nie kupuje Twojej wypowiedzi o słodko-pierdzących postach, ponieważ, pomimo Twojego lekceważącego tonu, jestem pewna, że też wkładasz ogromną pracę w prowadzenie tej strony i starasz się przynajmniej w pewnym stopniu zaspokoić oczekiwania swoich (jak to nazwałaś) FANEK. Ja osobiście chciałabym posiadać każdą parę szpilek, która zwróci moją uwagę i uwielbiam usiąść z mężem i przyjaciółmi w modnej kawiarni i napić się pysznej kawy zajadając bardzo czekoladowy kawałek tortu, a Vogue jest całkiem przyjemną lekturą, dzięki której mogę sobie powtórzyć angielski. Cieszmy się własnym życiem i nie oceniajmy innych publicznie, zostawmy to plotkarskim “mediom”, które tak bardzo cieszą się wolnością słowa.

    1. Monika Ciesielska

      Wydawało mi się, że satyryczny charakter tego tekstu jest wyczuwalny już od nagłówkowego zdjęcia – pamiętaj, że nabijam się ze świata, którego jestem częścią :), a co do prawa opinii wyłącznie dla czytelniczek – bycie blogerką nie wyklucza bycia czytelniczką. Znów włożyłam kij w mrowisko, ale uważam, że choćby zatajanie współprac jest przejawem robienia idiotów z fanów/czytelników.

      1. Martyna

        Nie chciałabym, żebyś odebrała mój komentarz jako atak, absolutnie. Uważam, że Twój blog ma swój urok i chętnie do niego zaglądam. Nie za bardzo rozumiem Twój zarzut o zatajeniu współpracy, przecież jeśli na blogu ukazują się reklamy, to wydaje mi się być oczywistym, że blog jest sponsorowany. Bardzo irytują mnie zarzuty w komentarzach, szczególnie recenzji książek, że jeśli autorka dostała jakąś pozycję od wydawnictwa, to na pewno jej opinia jest kłamstwem. Przecież czytając komentarz np. popularnego i cenionego przez nas dziennikarza na obwolucie, jest on dla nas cennym źródłem informacji, to dlaczego recenzja blogerki, która nawiązała współpracę z wydawnictwem ma być niewiarygodna. Nabijasz się ze świata, którego jesteś częścią, ale w tym tekście wyraźnie stawiasz się ponad tymi, które tworzą “słodko-pierdzące posty” i w moim odczuciu, dość głośno krzyczysz: zobaczcie, ja jestem wiarygodna, rzeczywista, taka jak Wy, a one nie. Kończąc ten wątek, oczywiście masz prawo do własnego zdania, tak jak zresztą ja, czego potwierdzeniem są powyższe komentarze. Dyskusje są potrzebne, a prowadzone w tonie, który można zaobserwować na Twoim blogu myślę, że nawet bardzo wskazane.

  26. Nadia

    Bardzo, bardzo dobry wpis. Dzięki niemu uwielbiam Ciebie i Twoje miejsce w sieci jeszcze bardziej.
    Szczerze mdli mnie już od tych wszystkich dodatków na blogach innych dziewczyn, wszystko idealnie, słodko pierdząco, te same kubki z Ikei, sofy, kawy, Vouge, Elle, biała pościel, od poniedziałku do niedzieli #chillout, #relaks, #lenistwo, #odpoczynek…. Po dziurki w nosie już tego! 🙂

    Za to bardzo się cieszę, że jest taka osoba jak Ty, młoda, pracowita, inteligentna, dążąca do samorealizacji się w wielu kierunkach, nie tylko blogowym… Namnożyło się tych komplementów, ale wszystko to bardzo szczere! 🙂

    Pozdrawiam, Nadia 🙂

  27. czmiel

    No weź. Moje życie jest idealne. Codziennie jem śniadanie w łóżku, bo mam na to czas, codziennie moja cera wygląda promiennie a moje paznokcie są idealnie pomalowane. I wszystko idzie po mojej myśli. Nawet panie w dziekanacie są miłe i uśmiechnięte. A tak serio, jest zupełnie odwrotnie. Trochę smuteczek. Ale tylko trochę, bo byłoby nudno.

  28. agata

    jakbyś naprawdę była taka ‘ponad to’, to nie przyszłoby ci do głowy napisanie tego posta.

  29. swiat-malgosi.blogspot.com

    świetny post!
    Bardzo spodobał mi się twój blog:)
    Będę wpadać częściej! 🙂

  30. Dotee

    Widać czytelnicy chcą takich idealnych cukiereczków dla oka, skoro te blogi są tak popularne. Każdy buduje sobie wizerunek jaki chce, a później ludzie sami wybierają, co ich pociąga. Jak w życiu. Ja tam też stawiam na autentyczność i to nie tylko na blogu, ale w każdej dziedzinie. Niech stracę. Pozdrawiam:)