Dzień z życia blogerki

Od przekroczenia mojego progu czujecie zapach Yankee Candle mieszający się z moimi ulubionymi perfumami. Albo tymi, których sponsor wykupił posta, tylko (jakoś tak, nieumyślnie przecież…) zapomniało mi się o tym wspomnieć. Możesz się potknąć o pastelowy kubek wypełniony kawą latte z laską wanilii (robiłam zdjęcie, a na podłodze było najlepsze światło, no i na jednolitym tle nawet zbożowa Inka jakby wiarygodniej udaje latte).

śniadanie wg blogerki
instagram.com/jemerced

Kawa rozleje się na bielony parkiet (tzn. panele, które mają go odwzorowywać) i może nieco pobrudzić jasną sofę z Ikea. Kiedy już (nie)wygodnie się rozsiądziesz na mojej sofie i poprosisz o kubek herbaty, podam Ci ją w porcelanowej filiżance mojej babci, która przypadkowo idealnie pasuje do chusteczek na stole. Mimo, że jest rano zastaniesz mnie w pełnym makijażu, ułożonych włosach i w przypadkowej porannej stylizacji, którą planowałam cały wczorajszy wieczór. Przez kolejny kwadrans będziemy pozować do zdjęcia, żebym później mogła pokazać fanom jaka jestem wyluzowana i spontaniczna.

przypadkowa aranżacja wg blogerki
instagram.com/charlizemystery

Kiedy już zjemy truskawki z bitą śmietaną i popijemy je lemoniadą wyjdziemy na miasto w szpilkach, które przecież jedynie wyglądają na niewygodne. Nieważne, że po powrocie będzie trzeba przekłuć odciski, to wszystko nieważne. Pójdziemy do jedynej słusznej kawiarni – w końcu tylko w Starbacks podpiszą mi kubeczek nazwą bloga tak, bym mogła wrzucić kolejną fotkę na insta. Nikt nie może mieć wątpliwości: ja, blogerka pokazuję się tylko w najmodniejszych miejscach! Po powrocie ugotuję obiad dla mojego księcia z bajki, który po powrocie do domu oznajmi „Słońce, niepotrzebnie się męczyłaś, porywam Cię na kolację”.

Idealne życie słodko pierdzących blogerek
instagram.com/makelifeeasier_pl

I wtedy ucieszę się, że zamiast gotowania wybrałam najnowszy odcinek Plotkary. Po powrocie zacznę pisanie posta – to jest najgorsze z tego całego blogowania. Na kolację zjem 2 liście sałaty (do serialu zjadłam największą paczkę chipsów, ale nikomu nie mówcie), a później pójdę do łazienki urządzić swój mały rytuał spa. Może powinnam pomyśleć o podzieleniu się na blogu moimi sposobami na regulację wąsika, chyba jeszcze nikt tego nie zrobił – post by się klikał a i wejścia z google by doszły! Zmywam makijaż, przemykam do miętowej sypialni skryć się pod satynową pościelą i oddać się w objęcia Morfeusza. Oby udało mi się nie puścić bąka przez sen.

Blogerki, Wy tak serio?

Sądząc po Waszych wpisach na blogach i postach w mediach społecznościowych to właśnie tak wygląda Wasze życie. Wszystko od linijki, czas spędzany w najmodniejszych miejscach, a po powrocie do domu odpoczynek w katalogowych wnętrzach. Tak, jakbyście żyły po to, żeby można było wrzucić kolejne zdjęcie na instagram. Nakarmić fanów kolejną dawką Waszego życia, które sobie wymyśliłyście. Takiego, które dobrze się klika. Dać nowych złudzeń, wykreować w czytelnikach kolejne potrzeby. „Jeśli kupię sobie te perfumy, których używa ONA, moje życie też stanie się TAKIE”. Przypomnijcie sobie teraz jak wyglądały Wasze blogi na początku. Jak mało oryginalne sesje na nich publikowałyście, jak pokazywałyście się kilka razy w tej samej spódnicy, jak cieszyłyście się z wakacji w Dąbkach, jak dwa razy musiałyście się zastanowić czy aby na pewno kolejne szpilki nude są mi potrzebne. Ups, sorry wtedy na tapecie był kolor camelowy.

PS. Zdjęcie tytułowe pochodzi ze bloga Niemodne Polki, który zainspirował mnie do napisania tego posta.

Wiecie co jest Waszą największą siłą? Autentyczność. Autentyczność, którą w sobie zabijacie każdym kolejnym słodko-pierdzącym postem. Stajecie się tym samym, czym są kolorowe magazyny i bzdury tłuczone nam do głów przez telewizję. Bezużyteczną papką, po którą sięga się tylko po to, żeby odpocząć od intelektualnego wysiłku. Prawdziwą twarz pokazujecie coraz częściej już tylko w dyskusjach toczonych za pośrednictwem komentarzy kiedy puszczają Wam nerwy. Chociaż z tego zdają sobie sprawę nieliczni, bo zazwyczaj takie dyskusje są ukrywane poprzez kasowanie zdjęcia, pod którym się toczyły.

Jeśli kiedyś będę próbowała Wam sprzedać bajkę o moim życiu rodem z pinteresta to dajcie mi mocnego kopa w tyłek. Też Was wkurza ta komercyjna wydmuszka, którą sprzedają nam topowe blogerki?