Podsumowanie 30 dni wyzwania, wnioski i nowe plany

fit wyzwanie

Pokochałam bieganie. Po kilku miesiącach 2016 roku miałam w nogach więcej kilometrów, niż w całym poprzednim roku. Zapisałam się na treningi personalne i zrobiłam bardzo duży progres. Poprawiłam świadomość swojego ciała, ale też możliwości sprawnościowe i siłowe.

Wypracowałam sprawnie działający system przygotowywania zdrowych posiłków. Słoiki z sosami domowej roboty, mixy suchych produktów (połączenie różnych rodzajów kasz, soczewicy itp.),  domowe kostki rosołowe, zdrowe pasty kanapkowe przygotowywane w ilościach hurtowych i wiele innych małych, praktykowanych na co dzień rozwiązań, które pozwoliły mi odżywiać się zdrowo.

A później wymyśliłam sobie (i Wam) trzydziestodniowe wyzwanie.

Im bardziej nie mogę, tym mocniej chcę

Od momentu rozpoczęcia wyzwania mój mózg wszedł w tryb chcętozjeśćchcętozjeśćchcętozjeść. Czekolady, lody, cukierki i inne produkty, które już dawno wypadły z kręgu moich najbliższych zainteresowań, nagle stały się centrum wszechświata.

Wytrwałam, nie rzuciłam się na dużą milkę Oreo, Lays’y ostre chilli i lody czekoladowe Grycan. Ale gdyby wyzwania nie było, nie tylko bym tego nie zrobiła, ale nie czułabym żalu, że nie mogę tego zrobić.

Mamy problem z alkoholem

  1. Ktoś ma problem z alkoholem, którego ja nie chcę wypić – nie spodziewałam się, że decyzja o rezygnacji z picia alkoholu, może budzić w innych aż takie emocje. Na niemal każdą moją odmowę przypadała seria lamentów i namawianie do zmiany decyzji.Fakt, wyzwanie przypadało na okres euro, sesji, wesel i rodzinnych spotkań – okazji do napicia się było mnóstwo. No właśnie.Czy tych okazji nie mamy zbyt dużo? Czy niepokoić powinny moje odmowy, czy może mnogość okazji?
  2. Ja mam problem z alkoholem, którego nie mogę wypić – gdyby przed rozpoczęciem wyzwania ktoś zadał mi pytanie jak często piję alkohol, odpowiedziałabym, że maksymalnie dwa razy w miesiącu.Kłamczucha.Tyle razy piłam alkohol w trakcie trwania wyzwania.

    Gdyby wyzwania nie było, takich sytuacji byłoby więcej. Cieszę się, że mogłam to sobie uświadomić i wyciągnąć lekcję na przyszłość.

Nie jestem idealna. Nie chcę być idealna.

Nie aspiruję do miana #fitfreak. Nie chcę być perfekcyjna, najlepsza, idealna. I pewnie dlatego tak strasznie wkurzały mnie nakazy i zakazy (które sama na siebie narzuciłam).

Efekty, do których można dojść, idąc tą drogą są imponujące. Ale (z mojej perspektywy, zgodnie z moją hierarchią wartości) absolutnie niewarte poświęceń, których trzeba by dokonać.

Dla mnie nie.

Wolność w dokonywaniu wyborów, słuchanie intuicji i własnego ciała są dla mnie ważniejsze niż kaloryfer na brzuchu.

30 dni wyzwania – efekty

drlifestyle metamorfoza

  • efekty sylwetkowe są zaskakujące nawet dla mnie samej – w ciągu 30 dni straciłam prawie 2 kilogramy tłuszczu – ruszył się nawet ten na brzuchu, który ciężko wypalić przy zespole policystycznych jajników i niskiej wrażliwości na insulinę, wynik cieszy tym bardziej, że w trakcie wyzwania doznałam kontuzji, przez którą nie mogłam ćwiczyć 10 dni
  • kluczem do zdrowego żywienia 7 dni w tygodniu 24h/dobę jest przygotowywanie posiłków z wyprzedzeniem i noszenie przy sobie zdrowych przekąsek – jeśli do restrykcyjnej diety dołączy głód, to fatalny humor murowany
  • gdyby nie fakt, że dysponuję wiedzą na temat żywienia, po takim wyzwaniu przytyłabym więcej, niż schudłam – po rzucecniu się na te wszystkie Milki, których odmawiałam sobie przez ostatnie 4 tygodnie; oczywiście nic takiego się nie stało, ale tak mógłby wyglądać scenariusz większości osób po miesiącu wyrzeczeń

Co sobie uświadomiłam, na co postawię?

  • grupowe wsparcie – nasza blogowa grupa wsparcia na Facebooku (Pozytywne odchudzanie z www.drlifestyle.pl) była jedyną rzeczą, która trzymała mnie do realizowania założeń wyzwania i wytrwania w nim do ostatniego dnia; cieszę się, że udało nam się stworzyć miejsce, w którym chętnie dzielicie się swoimi sukcesami, porażkami, wątpliwościami, pomysłami na przepisy. Miejsce, w którym dostajecie motywację, a później dajecie ją innym. Dziękuję wszystkim członkom grupy, wspierającym mnie w wyzwaniu!
  • restrykcyjne założenia mogą być bardzo skuteczne – nawet jeśli plan nie zostanie zrealizowany w 100%, to spełnienie większości założeń i tak przyniesie rewelacyjne efekty, ale! Takie rozwiązanie ma bardzo dużą wadę – niemożność realizacji wszystkich założeń, może doprowadzać do frustracji i zniechęcenia. Efektem jest porzucenie diety, niechęć do prowadzenia zdrowego stylu życia i niezadowolenie z siebie
  • utwierdziłam się w przekonaniu, że racjonalne podejście, to podejście najskuteczniejsze – jest jedynym, które można praktykować przez całe życie, bez poczucia, że z czegoś rezygnujemy. Jestem bardzo szczęśliwa, że mam tę świadomość. Będę robić wszystko, żeby budować ją w moich przyszłych pacjentach.
  • lubię sport – gdy dotknęła mnie kontuzja, całe moje ciało odczuwało brak aktywności fizycznej. Co gorsza, odczuwała je też głowa. Bywają dni, kiedy spędzam 16 godzin przed komputerem, wykonując zadania, które wymagają trzeźwego umysłu.Mogłoby się wydawać, że treningi zabierają czas i męczą, ale korzyści z nich płynące są znacznie większe. Nie doskwiera mi ból pleców, mam więcej energii w ciągu dnia, łatwiej zmotywować mi się do wykonywania kolejnych zadań

Dalsze plany? Nie być narwaną i robić swoje.

Jem to, bo muszę schudnąć zamienić na jem to, bo to dobry wybór dla mojego zdrowia i samopoczucia.

Trenuję, bo tak każe rozpiska zamienić na trenuję, bo chcę być z siebie zadowolona i mieć więcej siły na co dzień.

Ładniejsza sylwetka będzie pożądanym skutkiem ubocznym. O postępach będę informować Was na bieżąco!