Jak nie przytyć w święta?

Mogłabym podać przepis na odchudzony majonez. Mogłabym doradzić odsuwanie od ust makowca. Mogłabym próbować wmówić Wam, że wcale nie trzeba zjeść bigosu u Babci, bo przecież wystarczy powąchać. A Wy przeczytalibyście, może nawet przytaknęli, a przy świątecznym stole zrobili to, co zwykle. No bo bez przesady, w święta sobie żałować?! 🙂

Umówmy się: najbliższe dni będą dniami uginających się stołów, ciast ociekających lukrem i schabowych w panierce. Wszystkie te pyszności w połączeniu z całodobowym siedzeniem przy stole mogą zaowocować 2-3 kilogramami więcej. Uwaga, uwaga: nawet jeśli tak się stanie, nie będzie to żadna nieodwracalna tragedia. Tydzień po świętach będziesz musiał więcej się ruszać i nieco mniej jeść, a wszystko zapewne wróci do normy.

Największym niebezpieczeństwem związanym ze świątecznym lenistwem i porzuceniem diety i/lub ćwiczeń wbrew pozorom nie jest widmo zyskania kilku kilogramów. Jest nim drastyczny spadek motywacji.

Przez co najmniej dwa dni nie ćwiczysz i objadasz się pysznościami. Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że te działania nie przybliżają Cię do sylwetkowego celu. Ale to wszystko jest takie smaczne i takie dobre. A siedzenie takie wygodne. Przychodzi pierwszy dzień poświąteczny i nadal chciałbyś, żeby było Ci wygodnie. Zostało dużo jedzenia po świętach, więc przecież nie ma co robić zdrowych zakupów, trzeba zjeść to, co jest. A jak diety nie trzymasz, to i na trening nie warto. Mija tydzień. Po 7 dniach widzisz już wyraźne pogorszenie sylwetki. Dopada Cię zniechęcenie i frustracja. Zajadasz je tym ostatnim kawalątkiem ciasta. Ewentualnie połową blachy.

Nie bójcie się, że przytyjecie podczas świąt. Jednak zróbcie wszystko, by od razu po świętach móc wrócić do swoich dotychczasowych przyzwyczajeń!

Co możesz zrobić, by nie przytyć w święta, a po nich wrócić do dotychczasowych przyzwyczajeń?

  • kiedy to możliwe wstawać od stołu – by pomóc mamie/babci/cioci/gospodyni w kuchni, by pobawić się z dzieciakami, wyjść na dwór lub nawet bez celu – byleby nie siedzieć przy nim jak posążek 🙂
  • spacerować – nie musisz uwzględniać treningu w święta, ale Twój tyłek nie musi przez te dwa dni przyklejać się do kanapy; wyciągnij na spacer kogoś z rodziny (pieseły zawsze chętne)
  • pij dużo wody – jeszcze więcej, niż dotychczas; przy suto zastawionym stole łatwo co chwilę sięgać ręką po kolejne pyszności; niech co drugie „sięgnięcie” będzie sięgnięciem po wodę :); nie można zamienić wody sokami, nawet najlepszej jakości, jednodniowymi czy świeżo wyciskanymi! Takie soki są bardzo zdrowe, ale jednak również kaloryczne. Litr soku (a to objętość, którą z pewnością spożyjesz w ciągu dnia) to kolejne 450 kcal do Twojego bilansu – zdecydowanie niepotrzebne, skoro z każdej strony kuszą ulubione dania i desery
  • pij więcej wody, niż wina – alkohol. A L K O H O L. Zapewne pojawi się na wielu stołach w ilościach konkurujących z jedzeniem. Jeśli nie chcesz odmówić sobie toastów – wybieraj czerwone wino i korzystaj z jego prozdrowotnych właściwości ;). Alkohol (szczególnie mocny jak np. wódka czy whiskey) to najpustsze z pustych kalorii. Mały kieliszek (25 g) wódki to 55 kcal. 100 ml soku/napoju, którym go popijesz to około 40 kcal. Przy jednej kolejce 100 kcal, a do tego gratis zakąska. Wszyscy dobrze wiemy, że na jednej kolejce się nie skończy, więc najlepiej po prostu nie zaczynać i zostać przy swojej lampce wina.
  • każdy gryz ma znaczenie! – nie daj sobie wmówić, że „jeden kawałek nie robi różnicy” – robi, bo dostarcza kolejnych kalorii, których w świątecznych dniach i tak będzie niemało; jeśli jesteś w stanie odmówić sobie trzeciego kawałka sernika, zrobisz sobie dużą przysługę (może w tym roku uda się nawet bez odpinania guzika w spodniach?)
  • nie podjadaj – między daniami głównymi na stole będą owoce, ciasta i inne przekąski; postaraj się zachować dwugodzinne odstępy między kolejnymi posiłkami (czy przekąskami)
  • pamiętaj o zasadach zdrowego żywienia – skoro świadomie odżywiasz się już dłuższy czas, na pewno umiesz ocenić kaloryczność potrawy na oko; wiesz, ze rozsądnie byłoby nałożyć więcej surówki, niż klusek z sosem, więc po prostu to zrób!

Najważniejsze to nie wpaść w pułapkę myślenia „skoro zjadłem już 3 kawałki ciasta, to 4 nie zrobi różnicy”. Zrobi. To czy i ile przytyjesz zależy głównie od tego ile zjesz. Fizjologii nie oszukasz wrzucając kawałek po kawałku i licząc na to, że będzie się liczyło jak za jeden ;).

Pamiętaj, by w pierwszy świąteczny dzień przygotować plan na pierwszy dzień po świętach. Ustaw budzik, rozpisz trening i jadłospis. Zrób wszystko, by zrealizować plan i na pełnych obrotach wskoczyć w standardowy rytm treningów i diety. Jeśli jesteś w stanie to zrobić, żadne babki, serniki i bigosy Ci nie straszne!

Której potrawy ze świątecznego stołu nie możecie doczekać się najbardziej?:)