Jak nie wspierać pary z niepłodnością?

tego lepiej nie mówić kobietom w ciąży

Nie stresuj się, najważniejsze to wyluzować, zrelaksować się, cziluj! Ale wiesz Ty co, pizzę jeść? Cukry proste, kwasy tłuszczowe nasycone, nawet trans? CHRYSTE CZY TY WŁAŚNIE SIĘGASZ PO WINO? Mogłabyś trochę poważniej traktować sytuację. Nie no, może faktycznie trzeba wyluzować. O! Odpocząć trzeba! Poluzuj grafik guuuuuurl! Tylko nie zapomnij stawiać się w klinice kilka razy w miesiącu na monitoring cyklu i koniecznie bądź na bieżąco ze wszystkimi newsami leczenia niepłodności, bo jeszcze przegapisz przełomową metodę. A skoro już jesteśmy przy przegapianiu, to wiesz – owulacja owulacją, ale nigdy nie wiadomo, na wszelki wypadek uprawiajcie seks 10 dni z rzędu, profilaktycznie dwa razy dziennie. Tylko się nie zmuszajcie, nic na siłę, bo wtedy nic z tego, to musi być ogień! I wyśpij się koniecznie, sen jest dobry na wszystko! Ej Ty, a badałaś immunologiczne podłoże przyczyn niepłodności? Wiem, wiem, kolejne kilka tysięcy nie Twoje, może weźmiesz nadgodziny? Dla dziecka trzeba się poświęcić, zarwiesz nockę nic się nie stanie. Tylko nie stresuj się za bardzo! Stres wszystko blokuje! Moja koleżanka jak odpuściła, to od razu zaszła w ciążę.  

Oprócz niepłodności można dostać od tego wszystkiego jeszcze kurwicy. 

Zakładam, że większość rad wynika z dobrych intencji. Ale jeśli intencją jest realna poprawa nastroju/rozwiązanie problemu drugiej osoby, zazwyczaj nie tędy droga.  Choć te porady często są sensowne! Udzielone w niewłaściwym momencie (na przykład wtedy, gdy ktoś o nie nie prosił czy jest świeżo rozczarowany kolejną nieskuteczną metodą leczenia) albo przez niewłaściwą osobę (niewtajemniczoną w przebieg leczenia, nieznającą całokształtu sytuacji) mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

Odpuśćcie, a samo przyjdzie

Wiem, że rady o “odpuszczeniu” są zawsze z najlepszymi intencjami i nadmierna spina w niczym nie pomaga. Ale wiecie jak to jest z dobrymi intencjami – to że w liceum myślałam że serek almette jest dobrym źródłem białka, wcale go nim nie czyni. Jeśli przeszkoda niepłodności jest fizyczna, to odpuszczenie psychiczne nigdy nie będzie wystarczające.

Dopiero wchodząc w środek bagienka pt. leczenie niepłodności człowiek dowiaduje się, jak dużo rzeczy wpływa na możliwość zajścia w ciążę.

Gdy kobieta ma niedrożne jajowody, odpuszczenie psychiczne ich nie udrożni, tylko zabieg. 

Gdy mężczyzna ma azoospermię, odpuszczenie psychiczne nie poprawi jakości nasienia, tylko leczenie u androloga. 

Jeśli kobieta nigdy w życiu nie miała owulacji, to nawet najlepsza relacja partnerska, najczęstszy i najgorętszy seks nie doprowadzą do naturalnego zapłodnienia. 

Gdy musisz kilka razy w miesiącu stawiać się u lekarza, poddawać się nieprzyjemnym zabiegom, robić zastrzyki, wydawać morze pieniędzy to naprawdę trudno o “wyluzowanie”. 

I myślę, że mamy prawo do tego, żeby czasami jednak pomartwić się tym co dla nas ważne.

Co brzmiałoby lepiej? 

Zamień “odpuśćcie, wyluzujcie, nie starajcie się na”:

  • Nie zapominaj o swoich potrzebach. 
  • Trzymam kciuki, żebyście znaleźli w tym wszystkim też czas dla siebie. 
  • Jak myślisz, może zanim pójdziesz do kolejnego lekarza, przydałaby Wam się chwila przerwy? 
plotki kobiety z niepłodnością

Wiem, co czujesz

Nie wiesz, przecież nie jesteś mną. Nie masz wglądu w moją historię choroby, bagaż doświadczeń, nie wiesz jak wyglądał mój dzień. Nawet jeśli przeszłaś przez podobne wyzwania, to możesz:

  • przecenić moją odporność psychiczną myśląc, że na pewno nieźle sobie radzę,
  • albo jej nie docenić, zakładając, że co noc płaczę w poduszkę i żyję tylko tematem ciąży. 

Nikt z nas nie wie jak czuje się drugi człowiek w obliczu trudnej dla niego sytuacji. Ba! Ten sam człowiek będzie czuł się przeróżnie w zależności od etapu leczenia, gorszego/lepszego dnia czy nawet zupełnie niezwiązanych z tematem ciąży okoliczności. Dzisiejsza dramaqueen jutro może przerodzić się w podejście mniej dramatu, więcej brokatu, więc nie ma co generalizować. 

Pytajmy o to jak czuje się ważna dla nas osoba, mówmy o swoich uczuciach, ale nie zakładajmy, że potrafimy wejść w buty drugiej osoby. 

Co brzmiałoby lepiej? 

Zamień “Wiem, co czujesz” na

  • Jak się z tym czujesz?
  • Przechodziłam przez coś podobnego, nie jesteś sama. 
  • Domyślam się, że bywa Ci ciężko.
  • Czuję, że to może być dla Ciebie trudne. 

A nasienie badaliście?

Sensowna, pożyteczna, zasadna porada! Wiele par zapomina o sprawdzeniu czynnika męskiego niepłodności. Ale jeśli ktoś wszedł na ścieżkę leczenia i stara się o dziecko kilka lat, to jest niemal pewne, że podstawowe badania ma dawno za sobą. 

Gdy ktoś przedstawia jako “złotą metodę” coś, co borykającej się z problemem niepłodności pary już dawno się nie sprawdziło, to resztki nadziei topnieją z prędkością bitej śmietany na nadmorskim gofrze tak, że nawet nie wiesz kiedy zaczyna spływać po łokciach.

Ponadto nie da się testować wielu metod leczenia jednocześnie. Cykl jest jeden w miesiącu (a zanim je uregulujesz, to nawet raz na 50 dni), każdy lekarz mówi “potrzebujemy czasu” – nie da się w tym samym momencie skorzystać z kolejnego złotego polecenia, nawet jeśli byłoby gwarancją sukcesu. 

No i koszty. W Polsce leczenie niepłodności to przywilej wymagający milionów monet – z własnej kieszeni. Aktualny rząd zrezygnował z dofinansowań najskuteczniejszej metody objawowego leczenia niepłodności (zapłodnienie pozaustrojowe – in vitro), a nawet zrobienie podstawowego monitoringu cyklu jest prawie niemożliwe w publicznych poradniach. 

Ta rada w złym momencie może spotęgować bezsilność i wpędzić w poczucie winy, że starają się wciąż niewystarczająco mocno. 

Zamień (nieproszoną) rekomendację badania/lekarza na:

  • Jeśli chcesz, mogę dać Ci namiary na sprawdzonego lekarza. 
  • Daj znać, gdy będziesz miała ochotę pogadać o tym jak było u nas. 
  • Pewnie robicie wszystko, co się da, ale na wszelki wypadek piszę/dzwonię – słyszałam, że znajoma korzystała z X, jeśli będziesz chciała, mogę podpytać o wiecej szczegółów albo Was skontaktować.

Nie martw się, przestań się smucić 

Mamy prawo czuć dokładnie to, co czujemy. Jeśli coś jest dla nas ważne, wymaga dużych nakładów czasu, pieniędzy, emocji i masy innych zasobów, a od zdecydowanie zbyt dawna idzie nie po naszej myśli, to mamy niezbywalne prawo do przeżycia tej sprawy w dowolny sposób.

Nie ma sensu kisić się w smutku dłużej, niż to konieczne, ale udawanie, że smutku nie ma w niczym nie pomaga. 

Zamiast “nie martw się, będzie dobrze”, lepiej zabrzmiałoby:

  • Masz prawo czuć dokładnie to, co czujesz. 
  • Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz. 
  • Możesz na mnie liczyć. 
  • Jestem obok. 
  • Bardziej potrzebujesz teraz wysmucenia się czy odreagowania? 
  • Na co masz teraz ochotę/czego potrzebujesz?
jak wspierać kobiety z niepłodnością

Jak wspierać parę z niepłodnością? 

Nikt nie lubi rad, o które nie prosił. No dobra, za ostre słowa – nie mam na to podkładki w literaturze, więc umówmy się, że jeśli Ty lubisz nieproszone rady w ważnych dla Ciebie intymnych sprawach, to dasz znać w komentarzu. Zaryzykuję stwierdzenie, że większośc z nas takowych rad nie lubi. 

Wszystkie przytoczone powyżej teksty mogłyby przejść niezauważone czy nawet okazać się pomocne, gdyby padły w naturalnej rozmowie, z ust bliskiej osoby, którą już kiedyś wpuściliśmy w tak delikatny temat jak niepłodność. 

Jednak jeśli słyszymy z zaskoczenia, z ust dalszej osoby albo nawet w kiepskim momencie – mogą przynieść totalnie odwrotny do zamierzonego efekt. 

Wydaje mi się, że najlepiej nie wkręcać się w rozmowy, na które nie mamy aktualnie przestrzeni i grzecznie, ale stanowczo ucinam temat, jeśli nie jest dla mnie komfortowy.  Nie mamy wpływu na to co mówią o nas/do nas inni ludzie, ale możemy wybrać, jak na to zareagujemy. 

Chcesz wesprzeć parę z niepłodnością? Pamiętaj, że tutaj nie ma łatwych rozwiązań – gdyby istniały, nie mówilibyśmy o takiej skali problemu (3 miliony Polaków w wieku rozrodczym boryka się z niepłodnością). Czasami najlepsze, co możemy zrobić, to nieoceniająco wysłuchać i być obok. 

To już gigantyczne wsparcie! Można dodać do tego na przykład: 

  • Jak się z tym czujesz?
  • Chcesz o tym porozmawiać? 
  • Daj znać, jeśli będę mogła coś dla Ciebie zrobić. 
  • Czy mogę Ci w jakiś sposób pomóc? 
  • Nie umiem Ci pomóc w znalezieniu rozwiązania, ale pamiętaj, że jestem obok. 

Dajcie znać w komentarzach jakie rady działały na Was jak płachta na byka albo wręcz przeciwnie: co faktycznie okazało się dla Was wspierające w tematyce okołociążowej? Mimo skali zjawisko wciąż mało mówi się o tym w przestrzeni publicznej, myślę, że możemy się dużo od siebie nauczyć dyskutując w komentarzach.

Zostaw komentarz

  1. Natalia

    Z jednej strony cieszę się, że sama byłam swego czasu klientką kliniki leczenia niepłodności. To doświadczenie uświadomiło mi tak wiele. Jak niewłaściwe mogą być pytania lub uwagi, które serwuje się ot tak. Te, które wszyscy znają, np. ‘Pasuje Ci dzidziuś! A wy kiedy? No ja w tym wieku miałem już troje!’

    Moja mama kiedyś powiedziała: teraz tak dużo niepłodności, bo dziewczyny biorą antykoncepcję. No zajebiście mamo, że to takie proste, ale nigdy nie brałam tabletek. To dlaczego nie mogę zajść?

    O tym, żeby KONIECZNIE wyluzować słyszałam chyba najczęściej. Po prostu MUSISZ wyluzować i wszystko będzie git. Mhm. No tak, nie pomyślałam. Już prawie byłam oazą spokoju, wyciszonym kwiatem lotosu, ale łzy same płynęły po policzkach kiedy czułam, że dostaję okresu. I okazywało się, że tak strasznie chciałam zluzować, że już sobie to prawie wkręciłam, ale to była iluzja.

    Ile kasy poszło, ile trzeba było podporządkować terminom stawienia się w klinice. Ile odarcia z intymności. Mniej więcej w tym czasie, kiedy podchodziliśmy do pierwszej procedury w postaci zastrzyku w brzuch na pęknięcie jajeczka, Kaja Godek wygłosiła swą mądrość: w klinikach leczenia niepłodności stosowane są metody weterynaryjne i powinny być zakazane. Minęło tyle czasu, a ja dalej mam ochotę wyrządzić jej fizyczną krzywdę.

    Wraca to teraz do mnie. Młoda kopie mnie w najlepsze w brzuchu i mam inne zmartwienia, ale nie zapomnę tego, przez co przeszliśmy. Nam się udało. Moją znajomą po kilku latach
    bezowocnych starań mąż zdradził i zostawił, ma dziecko z inną. Kiedyś jej współczułam. A teraz po prostu kręcę z niedowierzaniem głową, jak tylko spróbuję sobie wyobrazić przez co musiała przejść. Bo kiedyś wydawało mi się, że wiem co musiała czuć. A dzisiaj myślę, że gówno wiem. Mi udało się po roku, choć wydawał mi się nieskończonością. Ona walczyła 10 lat. Co ja mogę wiedzieć?

    Takie luźne przemyślenia, napisałam co mi się uruchomiło po przeczytaniu posta. Trzymajcie się tam, dużo sił!

  2. Agnieszka

    O jejku ile razy słyszałam ‘wyluzjcie a na pewno się uda’, kiedy całe życie jest ustawione pod kalendarz i lekarzy, ile razy usłyszałam ‘musicie zawierzyć Bogu bo sami nic nie zdziałacie’,
    a ty wtedy najbardziej wątpisz, i zastanawiasz się czy oprócz medycyny coś jeszcze może pomóc, albo najlepszy tekst ‘a próbowaliście się kochać w miesiączkę?’, po dwóch latach starań naturalnych ale z pomocą medyczną i jednej procedurze in vitro… W każde święta, urodziny, imieniny te same życzenia. Niestety ale tylko para zmagająca się z niepłodnością może w jakimś stopniu zrozumieć drugą parę.
    Czasem nawet wątpię w lekarzy, kiedy po kolejnym poronieniu słyszę ‘tak się zdarza’. Czasem mam wrażenie, że same pacjentki mają większą wiedzę niż ginekolodzy do których przychodzą, cały system jest źle skonstruowany. Żadnej pomocy od rządu, żadnego dofinansowania, leczenie niepłodności to są kwoty liczone w tysiącach nie setkach, a dodatkowo człowiek jest szkalowany i wytykany, bo przecież to leczenie jest niezgodne z kościołem.
    Ciężki temat.

  3. Alicja

    Od ponad 3 lat staramy się o dziecko. Całe leczenie dotyczy mnie, partner zdrowy. Ciągle sprawdzanie cyklu, zabiegi, wizyty u lekarzy doprowadziły mnie do skraju wytrzymałości. Lekarze niestety często komunikują się, jakby nie mieli w sobie grama empatii. Nie raz wychodziłam z płaczem z gabinetu. Nękające wyrzuty sumienia, że partner przeze mnie coś traci i mu zabieram. Na szczęście jest najlepszy i wspiera mnie jak tylko może. W marcu tego roku stwierdziłam, że nie zniosę już więcej tego napięcia. Odpuściłam. Skupiłam się na relacji i poprawie swojego samopoczucia. Powoli dorastam, żeby udać się do nowej kliniki i od nowa zacząć wszystko.
    Nie znoszę rad i haseł “wszystko będzie dobrze”. Nikt nie wie, co przeżywam, jak leczenie na mnie działa, jak obciąża mnie to psychicznie i ile pieniędzy na to przeznaczam. Do szału mnie doprowadzają pseudo pocieszające hasła. Dużo luzu dał mi fakt poinformowania otoczenia o naszym problemie. Uciszyło to zapytania i komentarze, a też otworzyło drzwi do dyskusji i uświadamianie innym, że jest nas więcej. Nauczyłam się, że niepłodność nie może być głównym celem dnia. Staram się doceniać, co mam i cieszyć się z innych rzeczy. We dwójkę jest nam naprawdę super i czy z dzieckiem czy bez, staramy się mieć z życia jak najwięcej. Do lekarzy zacznę od nowa chodzić, po prostu martwię się o swoje zdrowie. Chciałabym wszystko wyleczyć, żebym była zdrowa, żeby poza niepłodnością nie mieć pozostałych ‘skutków ubocznych’ moich schorzeń.
    Par takich jak my jest masa. Mam wrażenie, że większość trzydziestolatków+- zmaga się z tym zagadnieniem.
    Na dobre rady lub komentarze, że już czas na dziecko, stawiam sprawę już jasno. Polecam, dużo bólu to redukuje.

  4. Dzwoniec

    Ach, ciężki temat… U nas najpewniej przypadek (jak na złość potwierdzenie ,,złotych rad cioci kloci”), ale zaszłam w drugą ciążę, kiedy zupełnie przestałam mieć ogromne nadzieje. Bardziej skierowałam myślenie w kierunku adopcji i po 2 latach starań zobaczyłam po raz 2 piękne 2 kreseczki 🙂 Z nikim nie dzieliłam się tym, z jakim problemem się mierzyliśmy. Oczywiście pytania: ,,kiedy następne?”, ,,kiedy rodzeństwo”, ,,staracie się?” były jakby dostać mokrą szmatą prosto w twarz…
    Gdybym tylko mogła, wysłałabym Wam ciężarówkę pełną zdrowia, siły, cierpliwości i cieplutkich przytulasów ❤

  5. Ela

    Wpadłam na bloga trochę przypadkiem. Nie czytałam wcześniejszych wpisów, nie znam autorki. Ciekawi mnie czy autorka miała/ma problemy z płodnością? Czym się kierowała przy pisaniu tego wszystkiego powyżej? Skąd wzięła te wszystkie dobre rady?