Kocham moje zadupie.

dziewczyna z psem

Kocham słońce przebijające się przez korony brzózek samosiejek. Kocham najbardziej rozgwieżdżone niebo. Kocham śpiew ptaków nawet wtedy, kiedy mnie budzi. W środku nocy.

Trawa jest tu jakby bardziej zielona, skoszona pachnie wyjątkowo intensywnie. Drzewa szybciej wypuszczają pąki. Pierwszy motyl w roku pokazuje się zawsze właśnie tutaj. Znam dźwięki tej okolicy i wiem, które szczeknięcie Tekili jest tym szczeknięciem, które nakazuje podnieść tyłek do okna i zobaczyć o co chodzi.

Są tu ludzie, których kocham. Są cudowne wspomnienia. Są sentymenty, były pierwsze smutki, radości. Mniej i bardziej poważne uczucia. Jest taka cisza, która pozwala usłyszeć nawet najbardziej niechciane myśli.

Kocham tu wracać, ale chyba nie chciałabym wrócić raz, a dobrze. Wtedy znów wszystko stałoby się jakby bardziej zwyczajne. Bardziej zielona trawa przypominałaby o konieczności spędzenia dnia na pchaniu kosiarki, rozgwieżdżone niebo dawałoby znać o słabo oświetlonych ulicach, a ptaki miałabym ochotę potraktować procą, bo przecież rano powinnam wypoczęta zaczynać cykl obowiązków od początku. Szczekanie Tekili byłoby sygnałem do rozpoczęcia szalonego pędu po zbyt wąskich schodach, by uchronić kuriera przed byciem zjedzonym (mimo, że od psa dzieli go betonowy płot).

A może to wcale nie byłoby takie złe? Perspektywa kolejnej przeprowadzki do kolejnych 27 metrów kwadratowych skłania do refleksji – niech to będzie usprawiedliwienie tych kilku słów napisanych kapryśną ręką.