Kosmetyczka Idealna – najlepsze rozświetlacze

mary lou manizer rozświetlacz

ALE JA NIE LUBIĘ SIĘ ŚWIECIĆ JAK PSU… Wiadomo co. Nie, jak kula dyskotekowa też nie, więc NIE, nie potrzebuję rozświetlacza. Tak myślisz? Wyprowadzę Cię z błędu, zaoszczędzisz kilka lat w kwestii postępów w makijażu. Mnie zrozumienie, że rozświetlacz jest sprzymierzeńcem, a nie wrogiem zajęło naprawdę dużo czasu. A szkoda, bo ten niepozorny blask na policzku robi dobrą robotę!

Jeśli nie jesteś przekonana do stosowania rozświetlaczy, czytając ten tekst pamiętaj, że rozświetlacze dobrej jakości nie posiadają wyraźnych, brokatowych drobinek a błyszczą jak tafla wody, tworząc iluzję najlepszego oświetlenia twarzy. 

kim kardashian rozświetlacz

A najlepszym argumentem za używaniem rozświetlacza niech będzie twarz Kim.

Rozświetlacze rodzaje

  • w kremie/w sztyfcie – zazwyczaj nakładane bezpośrednio na podkład, przykrywane następnie pudrem
  • w płynie – bardzo dobre dla początkujących, można łatwo stopniować efekt i kontrolować nakladanie produktu
  • w pudrze – nakładać należy ZAWSZE jako ostatni kosmetyk, żeby uniknąć rozniesienia rozświetlacza na miejsca, w których nie jest przez nas pożądany

Jak dobrać kolor rozświetlacza?

Tak. Rozświetlacze mają kolory, a właściwie poświatę koloru. Fioletową, różową, pomarańczową. To te kolory, które radziłabym Wam sobie odpuścić. Są trudne, pasują niewielkiej ilości osób, a łatwo uzyskać nimi cyrkowy efekt. Najlepiej sprawdzą się w makijażu wieczorowym wykonywanym przez doświadczoną osobę. Więc co z tymi kolorami? Blask może być tylko jeden! Żartowałam. Dwa. Złoty (dla ciepłych typów urody) lub srebrny (dla chłodnych typów). A między nimi znajduje się to, co pasuje każdemu typowi, jest najbardziej uniwersalne i to właśnie tego efektu powinnyście szukać: kolor szampański/platynowy. Rozświetlacz połyskujący w tych tonach pięknie stopni się ze skórą i da najładniejszy efekt rozświetlenia – faktycznie można nim uzyskać efekt wręcz studyjnego oświetlenia. Tyle tylko, że bez lamp i blend 🙂

Jak używać rozświetlacza? Jak i czym nakładać rozświetlacz?

h13-double-small

Powtórzę jeszcze raz: kremowy bezpośrednio na podkład, pudrowy jako ostatni kosmetyk. A czym? Można użyć do tego celu małgo pędzla do różu, ale jeśli planujecie kupić coś specjalnie do tego celu to wybierzcie pędzel ze szpiczastą końcówką – ścięty, tak, żeby pozwalał na precyzyjną aplikację kosmetyku. Świetną i niedrogą (około 25 zł) opcją jest pędzel H13 firmy hakuro – to ścięte jajeczko, które pozwala na precyzyjne nałożenie rozświetlacza nie tylko na kości policzkowe, ale  w „trudniejsze” miejsca również. Szczytem pędzla można nałożyć rozświetlacz dokładnie tam, gdzie chcemy, a omiatając dane miejsce całą jego powierzchnią ładnie go rozblendujemy i scalimy z innymi kosmetykami.

Pisałam o trudno dostępnych miejscach nie bez powodu. Rozświetlacza używa się nie tylko na kościach jarzmowych (bo w sumie to właśnie te kości sa popularnie nazywane policzkowymi). Pełne konturowanie składa się z rozświetlenia szczytów kości jarzmowych, łuku brwiowego, skroni, nosa, brody, łuku kupidyna (to to wcięcie na środku górnej  wargi). Co jak i po co widziecie na przetłumaczonym przeze mnie obrazku powyżej.

Jaki rozświetlacz wybrać?

rozświetlacz mary lou manizer

Poniżej trzy klasyki, każdy innego rodzaju w tym jeden, który opiszę zgodnie z własnymi doświadczeniami, bo po pół roku testów właśnie on zasłużył na dołączenie do grona Kosmetyczki Idealnej. Możecie zobaczyć, który róż do niej wybrałam.

  • high beam – przedstawiciel grupy rozświetlaczy w płynie, który jest ulubieńcem moje gościa z kilku akapitów niżej
  • brązująca baza pod podkład Chanel – która na szczęście nie ma ceny, jaką mogłaby mieć, choć nadal pozostaje kosmetykiem drogim 🙂 170 złotych za opakowanie brązującej, bardzo uniwersalnej bazy. Pozwala na uzyskanie bardzo naturalnego efektu i świetnie sprawdza się zarówno do konturowania jak i bezpiecznego opalania twarzy :). Nie trafiłam na negatywną opinię na temat tego produktu!
jak uzywac rozświetlacz
  • The Balm – Mary Lou Manizer. Mój hit. Absolutny! Rozświetlacz mary lou manizer ma piękny, szampański odcień, nie zawiera drobinek. Używam go również jako rozświetlacza kącików. Daje bardzo elegenacki i subtelny efekt.

Oddaję głos innej blogerce. Vel (której bloga bardzo! Wam polecam) opowie Wam o rozświetlaczach, z którymi nie miałam do czynienia, ale znając jej styl i wymagania jestem przekonana, że są warte polecenia. Scrollujcie – tym bardziej, że to naprawdę ciekawe produkty w tym jeden zupełnie kultowy.

Najlepszy rozświetlacz według Vel.

Bardzo miło jest mi gościć na blogu Moniki, a szczególnie miło przy okazji tematu rozświetlaczy!

Pierwszy raz zapałałam miłością do rozświetlaczy kilka lat temu. Nie rozstawałam się wówczas z małą paletką rozświetlającą z Oriflame, która obecnie nie jest już produkowana.

Zachwyciło mnie to, jak wiele dobrego może naszemu wyglądowi dać kilka muśnięć rozświetlaczem. To produkt idealny, bo sprawdzi się świetnie i na wielkie wyjścia i na ‚podrasowanie’ codziennego makijażu.

Obecnie, pewnie nie będę zbyt oryginalna, moimi pewniakami jeśli chodzi o rozświetlacze są dwa produkty marki Benefit.

Kiedy wypróbowałam je po raz pierwszy kilka miesięcy temu już wiedziałam, że przepadłam!

Watt’s up!

Nie posiada żadnych brokatowych drobinek, które odznaczałyby się na twarzy. Po nałożeniu otrzymujemy piękną rozświetloną taflę, która świetnie łączy się z podkładem. Co ciekawe, może być nakładany zarówno pod, jak i na podkład. Przyznam jednak, że sama używam go jedynie w ten tradycyjny sposób.

Tuż po nałożeniu może przerazić blade osoby, jednak nie ma się co obawiać! Po roztarciu tworzy delikatnie złotą warstwę, która nawet u tak bladej osoby jak ja dobrze się prezentuje.

Nie jest to jednak rozświetlacz na każde okazje i dla każdego. Dobrze sprawdzi się w letnich makijażach i na wieczorne wyjścia. Szczególnie dobrze na lekko opalonej twarzy lub przy ciemnych karnacjach.

High beam

Jest zdecydowanie jaśniejszym rozświetlaczem niż Watt’s up!, dla mnie idealnym na co dzień i przez to o wiele częściej przeze mnie używanym.

Również nie posiada w sobie drobinek brokatu. Świetnie rozciera się w jednolicie rozświetloną i prawie transparentną, blado różową warstwę bez żadnego odznaczania. Daje bardzo wyraźny efekt rozświetlenia, cera wygląda świeżo i zdrowo.

Dla niektórych jego minusem może być szybkie wysychanie. Po punktowym nałożeniu trzeba go w miarę szybko rozetrzeć, a raczej wklepywać. Trzeba bowiem uważać, by nie zrobić tego zbyt mocno, bo przy okazji możemy sobie rozetrzeć podkład. Kwestia obeznania się z produktem 🙂

 Wady obu rozświelaczy to ich cena. Każdy z nich kosztuje około 140 złotych. Sama mam oba w wersjach miniaturowych, otrzymałam je w ramach w zestawach Feeling Dandy oraz The Bronze of Champions. Wydajność obu jest rewelacyjna, nie wiem kiedy w końcu będę musiała kupić pełnowymiarowe produkty, bo te miniatury wcale a wcale nie chcą się skończyć!

Polecam Wam poszukanie produktów w miniaturach w jednym z zestawów. Wówczas mamy okazję przetestować kilka kosmetyków Benefit za mniej więcej tą samą cenę!

No dobra. Obalacie mój hit czy darzycie go tym samym uczuciem? A może w ogóle nie używacie tego kosmetyku?