Wiarygodne źródła wiedzy i $ dla naukowców od L?Oréal Polska Dla Kobiet i Nauki

monika gabas

Jestem podejrzliwa. Nie ufam, sprawdzam, testuję – zawsze, jeśli chodzi o źródła wiedzy w Internecie, a często również poza nim. To cecha, którą nabyłam podczas studiowania biotechnologii na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Choć zmieniłam kierunek studiów i rozwijam się w kierunku wiedzy o żywieniu, to na co dzień korzystam z jednej umiejętności, którą dały mi tamte studia. Mogłabym określić to dumnie brzmiącym naukowym zacięciem – trzymajmy się tego zwrotu z powodu braku lepszego określenia.

Biotechnologia jest prężnie rozwijającą się, dość młodą dziedziną nauki. Podczas studiów miałam do czynienia z bardzo dużą ilością artykułów naukowych. Moim zadaniem było wyszukiwanie ich, czytanie, interpretowanie, porównywanie i wyłanianie z nich konkretnych faktów, na których poznaniu mi zależało.

Nie znosiłam tego zajęcia. Było trudne, żmudne i momentami nudne. Ale z każdym kolejnym artykułem, przez który musiałam przebrnąć, analiza kolejnych stawała się coraz łatwiejsza. W pewnym momencie stała się przydatnym narzędziem, a nie jak wcześniej, kulą u nogi.

Przygodę z biotechnologią zakończyłam na etapie studiów licencjackich, ale z umiejętności poszukiwania i interpretacji artykułów naukowych korzystam z bardzo dużą częstotliwością. Jestem przekonana, że gdyby nie studiowanie biotechnologii, nie podchodziłabym w tak rzeczowy sposób do tematyki żywienia.

Moją dużą ambicją jest przygotowywanie tekstów z kategorii o roboczej nazwie Evidence Based Blogging – blogowanie oparte na wiedzy. Cieszę się, że wśród Was są osoby, które nie tylko angażują się w czytanie tych dość skomplikowanych wpisów, ale nawet określają je mianem swoich ulubionych!

Na co dzień, nawet przy łatwiejszych, mniej rozbudowanych tekstach, dbam o to, by informacje w nich zawarte były wiarygodne. Porównuję, doczytuję, sprawdzam. Jeśli się waham – nie publikuję. Biorę odpowiedzialność za to, co piszę na blogu. Zdaję sobie sprawę, że pomimo moich starań, wśród ponad 400 wpisów na blogu, mogła się pojawić jakaś nieścisłość, niekonsekwencja czy – oby nie – błędna informacja.

Musicie pamiętać, że nawet sprawdzone źródło może przekazać niesprawdzoną informację. Porozmawiajmy więc o tym, jak nie dać się zrobić w balona. 

Jak szukać dobrych źródeł informacji?

20160504-_MG_9513

  1. Pierwszy punkt i od razu strzał w kolano – blogi nie są wiarygodnym źródłem wiedzy. Dla zachowania równowagi dodam, że nie są nim również książki (a już na pewno nie wszystkie). Pamiętajcie, że autor bloga, profilu w mediach społecznościowych, kanału na YT czy autor książki (za wyjątkiem książek wydawanych w wydawnictwach naukowych, pod szyldem uniwersytetu czy renomowanego towarzystwa o naukowym charakterze) nie ma nad sobą nikogo, kto sprawdziłby jego rzetelność. To, co przekazuje w swoim dziele jest wypadkową jego wiedzy, doświadczenia i przekonań, ale rzadko jest obiektywne i bazujące na twardych faktach.
    2
  2. Do każdej tezy da się dobrać przemawiające za nią, mądrze brzmiące argumenty. Ba! Da się nawet zbudować potężną bibliografię na poparcie swojej tezy. Ale nawet jeśli artykuł jest oparty na badaniach naukowych nie znaczy to jeszcze, że jest wiarygodny. Szczególnie w mojej branży. To, że eksperyment na liniach komórkowych sugeruje, że jakaś zależność ma prawo istnieć, nie znaczy, że istnieje – i da się dowolnie manipulować – w organizmie ssaków, w organizmie ludzkim. Ba! Nawet badania na innych ssakach (najpopularniejsze to myszy, szczury) nie dają gwarancji wiarygodnego przeniesienia wyników badań na model ludzki. Co gorsza: nie każdy artykuł naukowy opisujący badania na ludziach jest wystarczająco złożony, by mógł odnosić się do całej populacji.
  3. Czy dane źródło przedstawia aktualny stan wiedzy na dany temat czy tylko aktualnie znane pozytywne bądź negatywne aspekty tematu? Bardzo ważne jest, by autor przedstawiał również stanowisko kontra postawionej tezie. Ma to szczególnie duże znaczenie przy tematach kontrowersyjnych, choć nawet wiedzę o procesach fizjologicznych i biochemicznych – niepodważalnych – można przedstawić w wybiórczy, prowadzący do nadinterpretacji, sposób.
  4. Data publikacji często decyduje o tym czy źródło wiedzy jest wiarygodne. Najlepiej obrazuje to ten przykład: w 2011 roku Peter Gibson opublikował pracę, w której wykazał, że niekorzystne efekty spożywania glutenu mogą się pojawiać również u osób bez zdiagnozowanej celiakii. To wtedy rozpoczęła się fala masowych diet eliminacyjnych, wykluczania glutenu z diety. Gibson był na tyle przyzwoitym naukowcem, że zamiast założyć bloga, kanał na YT, wydać książki i wprowadzić własną linię bezglutenowych produktów, zastanowił się czy aby na pewno nie popełnił błędu. Powtórzył badania w 2013 r. i obalił samego siebie, twierdząc, że nie ma bezpośrednich dowodów na powiązanie dolegliwości badanych bez zdiagnozowanej celiakii ze spożyciem glutenu.

Jak rozpoznać wiarygodne źródło wiedzy w Internecie?

1

Są na to dwa sposoby:

  • poświęcić kilka lat na zdobycie dogłębnej wiedzy z danego zakresu i tematów z nim związanych. Dlaczego jest to konieczne? Bez szerokiej wiedzy na temat fizjologii, biochemii, chorób wewnętrznych, funkcjonowania układu hormonalnego i immunologicznego nie sposób ocenić wiarygodności danego źródła wiedzy. Jedynie mając wielopłaszczyznową wiedzę i umiejętnie łącząc fakty, można zdecydować czy to, co czytamy ma sens czy może ma kontrowersyjną tezę, która ma pomóc wybić się autorowi. Po kilkuletnim okresie przygotowań pora na stałe, regularne poszerzanie wiedzy z interesującej nas dziedziny. Uczestnictwo w kursach, konferencjach, szkoleniach, czytanie branżowych czasopism, obserwowanie trendów, śledzenie branżowych forów internetowych. Równocześnie należy być otwartym na wiedzę, umieć zaakceptować fakt, że postęp w nauce może zaprzeczać części dotychczasowej wiedzy. Trzeba mieć otwarty umysł, ale nie na tyle, by wypadł z niego rozum. Pierwszy sposób jest na tyle wymagający i angażujący, że sprawdzi się jedynie u osób związanych zawodowo z branżą. Przynajmniej chciałabym, by tak było. Często zdarza się, że osoby bez odpowiedniego przygotowania podejmują się prób stworzenia nowych wizji wszechświata i kończy się promowaniem np. nieistniejącej, lewoskrętnej witaminy C.
    3
  • drugi sposób to znalezienie zaufanego autora książki, bloga, portalu (choć tu sugeruję zwracanie uwagi na konkretne nazwiska), w które rzetelność i uczciwość po prostu wierzycie; nie da się określić czy autor jest godzien zaufania na podstawie jednej publikacji, potrzebne są dłuższe obserwacje. Niestety, istnieje możliwość, że nasz sprawdzony autor się pomyli. Zrobi słabszy, niż zazwyczaj, research, urwie myśl w połowie zdania i pozostawi pole do nadinterpretacji itd.. Ufajcie, ale nie bójcie się pytać, jeśli coś budzi Wasze wątpliwości.

Szukajcie ekspertów w swojej branży. Nie idźcie po dietę do trenera personalnego, a dietetyka nie pytajcie o plan treningowy. Jeden i drugi może udzielić podpowiedzi, sugestii, ukierunkować, ale nie powinien wchodzić w kompetencje eksperta z drugiej dziedziny! Kwestie żywienia i treningów są na tyle skomplikowane, że osoby mające ogromną, stale aktualizowaną wiedzę z obu dziedzin, należą do zdecydowanej mniejszości.

20160504-_MG_9572

Niestety, bez dużej wiedzy ogólnej nawet artykuły publikowane w zaufanych źródłach mogą nie udzielać jednoznacznych odpowiedzi na interesujące nas kwestie. Wszystko sprowadza się do tego, by na dane zagadnienie umieć spojrzeć w wielu wymiarach. Porównać dotychczasowy stan wiedzy z wynikami artykułu, umieć ocenić grupę badawczą, zastosowane metody diagnostyczne czy nawet statystyczne. Jest to trudne, żmudne i wymaga naukowego zacięcia.

Naukowcy – superbohaterowie na miarę naszych czasów

darmowe-zdjecia-bank-zdjec-11

Zaznaczę, że jak w każdej branży, tak i w nauce, znajdą się osoby, które nie najlepiej wykonują swoją pracę. Niektórzy decydują się na karierę naukową z braku lepszego pomysłu na to, co robić po studiach. Inni są po prostu nierzetelni i za bardzo cenią sobie chwilową popularność za sprawą postawienia i rzekomego udowodnienia kontrowersyjnej tezy. Uspokoję Was – żadnej z tej osób nie zawdzięczamy dokonującego się w nauce (i na świecie) postępu, bo bez pasji dokonanie przełomowego odkrycia byłoby niemożliwe.

Jaka postać pojawia Ci się przed oczami, gdy próbujesz wizualizować słowo naukowiec? Rozczochrany Einstein, Galileo w śmiesznym żabocie, Maria Skłodowska-Curie z powściągliwą miną?

Naukowcy, to nie tylko postaci z czarno – białych zdjęć. To ludzie z krwi i kości, którzy w swojej pasji, nauce, odkryli sposób na życie. Próbują odpowiedzieć na pytania, na które nikt nie odpowiedział, rozwikłać nierozwikłane kwestie. Część z nich zdaje się być super ludźmi również prywatnie.

Wyobrażacie sobie poważnego profesora, odkrywcę, naukowca, nagrywającego filmy na YT? Nie? Poznajcie Michio Kaku:

Nauka kojarzy nam się z czymś abstrakcyjnym, nienamacalnym i dostępnym dla wąskiego grona osób. Tymczasem nauka skutkuje powstawaniem wielu rzeczy, które przydają nam się na co dzień. Zamiast wymieniać kolejnych mężczyzn wspomnę o tym, że w Polsce 39 % naukowców to kobiety (dane EFS). Polka dr Maria Władyka – Przybylak stworzyła ognioodporną farbę do drewna, która pod wpływem wysokiej temperatury pęcznieje i opóźnia wybuch pożaru o około 30 minut, dając czas na ewakuację osób przebywających w budynku. Mamy też prof. dr hab. Alfredę Padzik – Graczyk, której fotouczulacze ułatwiające diagnostykę i leczenie nowotworów zostały opatentowane w 22 krajach. Françoise Barré-Sinoussi odkryła, że to wirus HIV jest przyczyną AIDS Przykładów z Polski i świata jest znacznie więcej.

Pracę naukowców należy doceniać i umiejętnie korzystać z jej efektów. Naukowcy, to często superbohaterowie naszych czasów. Odgrywają ogromną rolę w dokonywaniu się wszelkiego postępu. Są bystrzy, błyskotliwi, pracowici i zdeterminowani. W niczym nie przypominają smutnego Pana w rękawiczkach, który niecierpliwie zerka na zegarek, by urwać się wcześniej z pracy (by zdążyć do drugiej pracy, by dorobić do wypłaty).

By docenić kobiety w świecie nauki, zwiększyć ich szanse na rozwój i poprawić komfort życia, L’Oréal Polska w 2000 zorganizowało program stypendialny L’Oréal Dla kobiet i nauki. Jest to unikalne przedsięwzięcie skierowane do kobiet – naukowców. Konkurs jest organizowany wraz z Komitetem ds. UNESCO oraz Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Każdego roku 5 kobiet wyłonionych w konkursie otrzymuje roczne stypendium (20 000 – 35 000 zł). Zwycięzców wybiera niezależne jury złożone z wybitnych przedstawicieli polskiej nauki.

Szczegóły na temat programu znajdziecie na stronie www.lorealdlakobietinauki.pl

Bardzo się cieszę, że oprócz rządowych programów stypendialnych, istnieją również inne sposoby pozyskiwania wsparcia finansowego.

Ucieszyłam się tym bardziej, gdy zobaczyłam, że laureatką poprzedniej edycji jest mgr Justyna Chałubińska – Fendler, badaczka wczesnego wykrywania reakcji popromiennej w radioterapii raka płuca i jednocześnie żona jednego z najlepszych młodych wykładowców (i naukowców), jakiego miałam okazję poznać.

Mam nadzieję, że wraz z moim rosnącym zaangażowaniem w tworzenie bloga, będzie rosło Wasze zaufanie do prezentowanych przeze mnie treści. Jasno określiłam kierunek rozwoju bloga, wiem jakiej jakości treści z tematyki zdrowego odżywiania i odchudzania chcę (i będę publikować). Wiem też, że nadchodzące zmiany bardzo Wam się spodobają. Będę mogła opowiedzieć o nich więcej w czerwcu. Nie mogę się doczekać!

Wpis powstał we współpracy z L’Oréal Polska.