Mój tygodniowy jadłospis i trening #2

Całe szczęście, że nie muszę wciskać Wam łzawych wymówek usprawiedliwiających to, że olałam trening i dietę. NIE! Nie olałam! Jedynie mocno ograniczony dostęp do Internetu utrudnił mi bieżące notowanie posiłków, ale to będzie dobra okazja na sprawdzenie, która forma wpisów bardziej Wam się podoba.

Mój tygodniowy trening

czerwiec

Było dobrze! Nawet bardzo. Przekraczam swoje kolejne granice, daje z siebie jeszcze więcej, a cały czas z takim samym zapałem i motywacją. A może nawet z nieco większą – jestem rzeczową osobą i liczby są jednym z moich ulubionych środków przekazu, więc te 2178 spalonych kalorii robi na mnie wrażenie. I chcę więcej, cały czas, ciągle! Nieważne, że sesja, nieważne, że obowiązki… Może nawet tym lepiej, że jest trening – to dobra okazja, żeby oderwać się od tego wszystkiego i oglądać drugi sezon najbardziej żałosnego serialu świata (ciii, nikt nie może wiedzieć, że coś takiego mi się podoba)… „Plotkara”. Tak. Wstyd mi, że to oglądam, ale z serialami jest jak z chipsami… Wiecie o co chodzi 🙂

Wskazówka od początkującej dla początkujących: jeśli biegacie na bieżni i macie tablet to połączcie ze sobą te dwie rzeczy. Wrzućcie na tablet ulubiony serial (albo jakikolwiek, z serialami tak już jest, że jeśli już zaczniecie oglądać…) i po prostu biegnijcie. Albo idźcie, obojętnie, ale nie zejdźcie z bieżni do końca odcinka. Ani się obejrzycie, a będziecie chcieli włączać drugi 🙂

Tygodniowy jadłospis

shake

Śniadania

Bazę stanowiły płatki owsiane (35 g), mleko UHT 0,5% (250 ml), łyżka wiórków kokosowych. Zależnie od tego, co miałam w kuchni wrzucałam do nich – truskawki, maliny, brzoskwinie z puszki, winogronona. Trzeba korzystać z sezonu na tanie i przepyszne owoce, które w końcu zaczynają smakować tak, jak powinny, a nie jak ich papierowe odpowiedniki.  Co do śniadań zdarzyło się jedno pominięcie i jedna zamiana owsianki na drożdżowca (to nazwa zawyczajowa najlepszego ciasta drożdżowego produkcji mojej babci). Tylko mały kawałeczek. Bo skoro nie zjadłam całej blachy to musiał być mały!

II Śniadania

To nie jest moja najmocniejsza strona. Tylko 2 razy przygotowałam sobie konkretny posiłek – sałatka z jajkiem i warzywnymi bajerami. Zazwyczaj były to różne owoce w bardzo różnych ilościach. Na szczęście jestem bardzo daleko od słodkich bułek, kanapek z bufetu i tortilli 🙂

Obiad

Brązowy ryż/brązowy makaron, różne warzywa, zawsze kurczak. Całe szczęście, że to moje ulubione mięso, wieprzowina byłaby bardziej problematyczna. A że przygotowanie obiadu nie może trwać dłużej niż pół godziny – tym lepiej. W tym tygodniu królowały szparagi, brokuły i kalafior 🙂

Podwieczorek

Koktajl owocowy/warzywny. Kolejny sposób, w który udaje mi się przemycić dzienną dawkę owoców i warzyw. W jednym posiłku 😀 Kilogram truskawek, pół kilograma czereśni? Pół arbuza? Oczywiście nie mówię tu o kilogramach… 😀 Jestem owocożercą i nie zamierzam się wyrzekać własnej tożsamości! Skoro kilogram truskawek to 300 kalorii to zdecydowanie wolę je od woreczka ryżu :). Staram się unikać owocowych bomb przed treningiem – wtedy sięgam po węglowodany złożone. Węglowodany proste, których jest bardzo dużo w owocach są zdecydowanie lepszą opcją na pierwszy posiłek potreningowy.

Kolacja

Nabiał. Mam problem z tą grupą produktów spożywczych. Nie przepadam za serkiem wiejskim, twarogiem, jogurtem naturalnym. Ale te produkty robią się zdecydowanie bardziej znośne kiedy dodam do nich… Tak! Dla odmiany warzywa i owoce :D. Na noc sięgam po wersje wytrawne – rezygnuję z kolejnych porcji owoców na rzecz rzodkiewki, ogórka, pomidora, szczypiorku. Spróbujcie koniecznie twarogu ze startym ogórkiem i dużą ilością czosnku – prawie jak Tzatziki 🙂

Występki

cheese

Weekend spędzałam w moim domu rodzinnym, w między czasie brałam udział w super-ważnej uroczystości – chrzcinach mojego kolejnego chrześniaka :). Babci ciasta nie odmówiłam, a po uroczystości w Kościele nie żałowałam sobie pysznej kuchni mojej cioci czy kilku lampek wina. Jeśli chcecie, możecie napisać, że tak nie wolno, że jako osoba próbująca kreować się na autorytet w dziedzinie żywienia nie powinnam. I co? Lepiej odrzucić wszystkie owoce, warzywa bo za dużo węgli? Kręcić nosem na rodzinnej imprezie i spowodować, że osoby, które tak bardzo starały się ugościć nas jak najlepiej pomyślą, że zwyczajnie nie smakuje nam rpzygotowane przez nie jedzenie? A może udawać, że podgryzałam jedynie szparagi? 🙂 Wierzę, że nie! I będę to podkreślać na każdym kroku tak, żebyście wiedzieli, że „bycie na diecie” nie ma nic wspólnego z jedzeniem zgodnie z tabelką i wiecznym niezadowoleniem. I tak wybiegam… 🙂

I jak? Wolicie taką opisową wersję treningowo-dietetycznych podsumowań tygodnia z drobnymi wskazówkami czy może bardziej rzeczową opcję z dokładną rozpiską posiłków z poprzedniego tygodnia?