Jest taki człowiek…

Któremu jestem cholernie wdzięczna. Doskonale wiecie, że jestem zadowolona ze swojego życia. Wiem, że jestem w odpowiednim miejscu i czasie. Jednocześnie mam pełne przekonanie, że to, co najlepsze dopiero przede mną. Wszystko, co mam jest wypadkową wielu czynników – mojej osobowości, ludzi napotykanych na mojej drodze, mojego partnera, czasów w których żyjemy, ale też (a raczej przede wszystkim) tego, jak zostałam wychowana.

Jestem wdzięczna…

moniki_mama

Za to, że nie narzucała własnego zdania, a zawsze przedstawiała różne opcje, dając mi możliwość własnego wyboru. To nauczyło mnie odpowiedzialności za swoje czyny – już od najmłodszych lat wiedziałam, że wszystko, co zrobię przyniesie konsekwencje. Były sytuacje, w których wspomniane konsekwencje dawały mi się we znaki. I bardzo, cholerka, dobrze! Drugi raz nie popełniałam tych samych błędów.

Za bezwarunkową miłość, która nie okazała się przekleństwem. Moja mama (bo jak już się pewnie domyśleliście to o niej mowa) nie próbowała zagłaskać mnie na śmierć, ani postępować w myśl zasad bezstresowego wychowania. Bezwarunkowość jej uczuć polegała na tym, że nawet jeśli wiedziałam, że coś ją strasznie wkurzy czy rozczaruje to i tak nie zmieni jej uczuć do mnie. Dzięki temu dziś mogę o niej powiedzieć najlepsza przyjaciółka  – potrafi skrytykować, kiedy trzeba, ale też wesprzeć w decyzji, którą podjęłam. Nawet jeśli wydaje się jej totalnie abstrakcyjna.

Za to, że często rezygnowała dla mnie z siebie. Mimo, że nie uważam, żeby było to dobre dla niej, to bardzo za takie poświęcenie dziękuję. I podziwiam też.

Za to, że nauczyła mnie dążenia do perfekcjonizmu i wyłącznie najwyższych celów. Mimo, że często miałam jej za złe, że wraca z pracy o 21 tylko po to, żeby zakopać się w nowym stosie papierów – teraz doceniam to, że miałam taki, a nie inny wzorzec. Dzięki niej nie boję się żadnego wyzwania i wierzę, że ogranicza mnie tylko moja wyobraźnia. Musielibyście zobaczyć co zrobiła z małą wiejską szkołą, żeby wiedzieć o jakiej skali sukcesów mówię 🙂

Za to, że wspierała w każdej nawet najbardziej absurdalnej decyzji. Wiedząc, że wychowała paskudną indywidualistkę nie próbowała odwodzić mnie od realizacji zadania, a wręcz przeciwnie – dodawała siły i odwagi by sięgać po jeszcze więcej niż do tej pory.

Za to, że w razie niepowodzeń zawsze służyła życzliwym słowem lub po prostu rękawem. Nigdy nie traciła wiary we mnie i w moje możliwości. Dzięki temu przy każdym niepowodzeniu zamiast chować głowę w piasek, mówię po prostu nie drzwiami to oknem.

Za to, że nauczyła mnie jak postępować w relacjach damsko-męskich. Jak nie postępować też. Radziła, sugerowała, odradzała, doradzała. Zawsze pozostawiając mi wolność wyboru. Dzięki tym lekcjom tworzę teraz normalny (choć jeśli definiować słowo normalny jako najpopularniejszy to mój normalnym nie jest) związek, który jest dla mnie niekończącym się źródłem radości.

Za to, że zawsze byłam z niej dumna. Uwielbiałam się nią chwalić – kiedy moi znajomi przychodzili w odwiedziny do naszego rodzinnego domu cieszyłam się, że będą mogli ją poznać.

Za to, że nigdy nie próbowała zmuszać mnie do spełniania jej marzeń czy ambicji. Nie miała wobec mnie oczekiwań (w powszechnym znaczeniu tego słowa), a jedynym, co wobec mnie kierowała to nadzieja, że będę szczęśliwa.

No to jestem.

 A jeśli będę mamą, to chcę być tylko taką.

PS. Maderko moja kochana przeukochana, Twój prezent jeszcze do Ciebie jedzie. Czekasz na coś, co kojarzy mi się z Tobą sprzed kilkunastu lat najbardziej na świecie. Czas, żeby Marta skojarzyła Cię z tym samym 🙂