Inaczej o spełnianiu marzeń

Jest 5:28, na peronie rozbrzmiewa komunikat, że za 2 minuty jabshjaNDSAKSNDKAsnd. OK, to na pewno mój pociąg. O 5:28, by dotrzeć na czas do Poznania, spędzić całą sobotę na (płatnym) szkoleniu z dietetyki sportowej. Wrócę o 23:00 i choć będę miała siłę paść na twarz, zrobię trening. Żadne tam cuda – tabata z Gacką i pośladki z Mel B. Wezmę szybki prysznic i już będę miała iść spać, ale chęć zerknięcia w notatki ze spotkania będzie silniejsza, niż takie pierdoły jak sen. Coś wzbudzi moje podejrzenia, czegoś nie zrozumiem, więc zacznę szukać.

I szukać.

I szukać.

I szukać.

O, już 3:00, wypadałoby iść spać.

12038655_10204784100594117_3659462259352128028_o

Gdyby reguły rzeczywistości ustalał tumblr, marzenia spełniałyby się od głębokiej wiary, wielkich chęci, zapisania celu w pudrowo – różowym notatniku przy użycia ołówka w geometryczne wzorki. Wszystkie z wymienionych są tak samo pomocne w realizacji celów, jak i zbędne – jeśli nie będą poparte sumiennym, regularnym działaniem na rzecz spełnionego marzenia.

Na tumblr nie przeczytamy również, że wiele naszych marzeń może się nie spełnić. Bo nie mamy predyspozycji, bo w gruncie rzeczy to nie nasze marzenie, a presja otoczenia, bo urodziliśmy się w złym miejscu i czasie. I mimo wszelkich teorii programowania umysłu, uważam, że posiadanie tej świadomości znacznie ułatwia życie. Są marzenia, których nie uda nam się spełnić nie-z-naszej-winy. I nie będzie to kwestia wymówek czy słabego charakteru. Pod warunkiem, że każdy sam przed sobą mógłby przyznać, że zrobił wszystko (a nawet więcej), by dany cel zrealizować.

people-feet-train-travelling-large

Więc siedzę w tym pociągu, oczy się kleją – miałam pójść spać wcześniej, ale wciągnęła mnie Superżywność, piszę do Was o spełnianiu marzeń i, cholera! Jestem w miejscu, w którym tak bardzo chciałam być. I nie, nie mówię tu o wagonie intercity.

Mieszkam we własnym (no dobra – banku) mieszkaniu z facetem, którego kocham do szaleństwa, kotem (najskuteczniejszym znanym mi poprawiaczem humoru), studiuję coś, co na maksa mnie interesuje, a przebywanie na zajęciach przestało być karą. Spełniam się zawodowo, sporo podróżuję. Mam piękne plany na przyszłość i odwagę, by sukcesywnie je realizować.

Wiem, że będą wymagały ode mnie wielu poświęceń, że nic nie przyjdzie łatwo. Spoko. Żadna z rzeczy, którą mogę się cieszyć dziś, nie przyszła łatwo. Dużo pracy, dużo wysiłku, dużo nauki. Nie ma problemu. Choć nie zawsze tak było. Krokiem milowym, który polecam każdemu, była zmiana studiów na te, które totalnie mnie interesują. Może dla Ciebie będzie to zmiana pracy, rozstanie z aktualnym partnerem, zerwanie wieloletniej (lecz toksycznej znajomości)? Mało jeszcze wiem o życiu, ale tego, że nie warto marnować go na bylejakich ludzi, bylejaką pracę i bylejakie wszystko – wiem na pewno. Bo całe życie składa się z okresów przejściowych. Można czekać od pierwszej randki do zaręczyn, od zaręczyn do ślubu, od ślubu do pierwszego, drugiego, a potem trzeciego dziecka. Później żyć jego sukcesami i porażkami (te mogą boleć przeraźliwie), pracować stale za dużo, a w dniu 60-tych urodzin spojrzeć w lustro i zapytać samego siebie: co ja do cholery zrobiłem ze swoim życiem. 

Będę czekać na te wszystkie ważne momenty, będę ciężko pracować, by spełnić wszystkie cele i najbardziej skryte marzenia. Ale czekając, będę przede wszystkim żyć.

I będzie pięknie. Już jest.