Nie pasują mi do lifestyle’u, ale dałabym się za nie pokroić.

malinowy chruśniak wedel

Kiedy w świąteczną niedzielę w końcu przestała boleć mnie głowa (dobry neurolog nadal poszukiwany) powiedziałam Łukaszowi, że bez dwóch zdań musimy coś z tym zrobić, bo to… Nie pasuje mi do lifestyle’u 😉 Denerwuję się kiedy jestem bezsilna, bezbronna i nie mam wpływu na to, co się ze mną dzieje. Denerwuje mnie to, że nie mogę zrobić wszystkiego na co miałabym ochotę. Kiedy Łukasz stwierdził, że tekst „Sorry, to nie pasuje mi do lifestyle’u” powinien widnieć jako mój ulubiony cytat na Facebooku, uznałam, że najczęściej powtarzam to zdanie w odniesieniu do jedzenia. Jedzenia, które uwielbiam i jednocześnie jedzenia, którego powinnam się wystrzegać jak ognia. Tak ze względu na moją skłonność do tycia, jak i wątpliwe wartości odżywcze.

Rafaello

Schłodzone. Najpierw dobieram się do wiórkowej otoczki, później delikatnie rozchylam wafelek, żeby posmakować nadzienia. Jako zwieńczenie cudu pyszny migdał. Tak! Oto ono! Rafaello – idylliczna symfonia kokosowej otoczki i migdałowego wnętrza. Zjem wszystko w każdej ilości. Legenda głosi, że ktoś, kiedyś zjadł tylko jedną kulkę, a resztę opakowania odłożył na później. Znacie to?

Hamburger

burger to prawdziwy lifestyle

Jestem dziewczęca, zwiewna, delikatna i romantyczna. Lubię wpieprzyć od czasu do czasu burgera. Z podwójnym mięsem. Średniowysmażonym.

Chipsy

Ze smutkiem stwierdzam, że nie mam na myśli pokrojonych w słupki marchewek, ani buraków. Mówię o klasycznych, najlepiej bardzo ostrych i karbowanych chipsach. Takich, po których zostają tłuste paluchy oblepione przyprawami. Taka jestem słodka i delikatna. Do tej samej grupy dodam słone orzeszki.

Piwo

piwo biały kot na blogu lifestyle

Pssssst. Moment otwierania butelki, zapach grejpfruta (nie próbujcie mi wmawiać, że Cornelius to nie piwo!), ręka z butelką zbliżają się do ust, a ja przygotowuję się na przyjemne łaskotanie bąbelków, które zwiastują nadejście delikatnej goryczki przełamanej smakiem grejpfruta. Do chipsów, najchętniej.

Bita śmietana

malinowy chruśniak wedel

Z sorbetem malinowym, bo przecież jestem na diecie! Najlepsza zdecydowanie wedlowska, ale grycanową też nie pogardzę. Dobra, nie pogardzę nawet zwykłą z supermarketu.

I wiecie co? To w ogóle nie ułatwia mi życia, bo na co dzień ważniejsze niż zaspokajanie złudnych potrzeb jest dla mnie zadowolenie z tego, co oglądam w lustrze. Ta świadomość trzyma mnie z dala od tego wszystkiego, co wymieniłam powyżej – mimo, że i tak pozwalam sobie na to częściej niż powinnam to robić jako (przyszły) dietetyk, który ma świecić przykładem. Fakt, łatwiej byłoby mi żyć, gdybym po prostu ich nie lubiła. Ale być może dzięki temu, będę umiała lepiej zrozumieć swoich pacjentów w przyszłości – nie będę nawiedzoną fanatyczką, która próbuje wmówić fanowi schabowego, że to kiełki są super i jego życie się zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo zostawił stówkę w moim gabinecie. Będę uczyła tego, jak zachować umiar.

Uznajmy, że poświąteczne obżarstwo się skończyło, a my ćwiczymy silną wolę pisząc tutaj o wszystkich naszych słabościach – macie swoje przysmaki, z których nie chcecie całkowicie rezygnować?