A Ty kiedy miałeś swoje pierwsze wagary?

wagary pierwszy raz

Trwa wyjątkowy dzień. Piątek spotkał się z pierwszym dniem wiosny, a na ich posiadówę wpadła możliwie najlepsza pogoda. Słońce grzało, ptaszki śpiewały, biedronki ciągnęły do czerwonych włosów jednej z nas. Ten dzień bynajmniej nie jest wyjątkowy ze względu na wypadkową wszystkich wymienionych rzeczy.

Dzień pierwszych razów

pierwsze wagary

Po raz pierwszy wypiłam piwo Fortuna. No wiecie, to taki nowoczesny napój bogów, który bardzo dobrze smakuje. Z racji, że jeszcze pewnie długo nie będę reklamować pewnego piwa jeżynowego (czy jak wolę – jarzynowego) pozwoliłam sobie na dobrowolne lokowanie produktu. Przypadkowego produktu. Nie uwzględniłam go w bilansie makro, pewnie nawet nie pamiętałabym jego nazwy gdyby nie to, że towarzyszyło mi podczas… Moich pierwszy w życiu wagarów!

W podstawówce ten proceder mnie ominął, ale to żadna dziwota tym bardziej, że w gabinecie dyrektora urzędowała mama. To byłby kiepski deal. Do dziś pamiętam pierwszą jedynkę, o której dowiedziała się w pokoju nauczycielskim. Wrrr nie cierpiałam tego! Podobnie jak gadania, że wszelkie sukcesy zawdzięczam nazwisku. Na szczęście kolejne etapy nauki zweryfikowały to same. Później było gimnazjum. Tam trzęsłam portkami, bo znowu wzorowa uczennica, kółko takie, kółko śmakie, stypendium. Nawet aparat błyszczał na zębach, jedynie okularów brakowało 😉 Stworzyłam właśnie idealną wersję kujona siedzącego z nosem w książkach, spowijmy zasłoną milczenia wersję rozszerzoną tej historii. W liceum zajęcia opuszczałam po to, żeby uczyć się do matury na co miałam przyzwolenie rodziców. Moje liceum było co najmniej nie najwyższych lotów. I tym sposobem do 21. roku życia z małym hakiem nie byłam na wagarach.

20140321_114831

Aż do dziś. Tak jeszcze nie celebrowałam dnia wagarowicza 🙂 Wiecie co było najśmieszniejsze? Że mimo braku konsekwencji (po prostu przepada dozwolona nieobecność) ja czułam przyspieszone bicie serca i wyrzut adrenaliny 😀 Tym intymnym wyznaniem żegnam się z Wami. W momencie publikacji posta najprawdopodbniej jestem na kolejnych zajęciach – dietetyka do wieczora.

Często w porze szkolnej widywałam w galeriach gimnajzalistów. Wówczas wcale im nie zazdrościłam, ani nie czułam cienia żalu – siedzenie na ławeczce w galerii, między MC a KFC z popalaniem e-papierosa z miną Ojca Chrzestnego to nie był widok, który miałabym ochotę przetestować na sobie.  Zdecydowanie wolę oldschool w postaci zimnego piwa, wypietego siedząc na (zimnej jeszcze) trawie. Jak wrócę to chętnie przeczytam jak to było (a może jest) z wagarami u moich czytelników – macie jakieś najfajniejsze wspomnienie z tym związane?:)