Święta a dieta – jak nie przytyć w święta i czy jest czym się przejmować?

Mamy i Babcie przekonują nas „jedzcie, jedzcie, bo się zmarnuje„. Robią zapasy, jakby miało nas spotkać bombardowanie, a nie miłe chwile w rodzinnym gronie. Jestem w stanie je zrozumieć. Kiedyś jedzenie było znacznie trudniej dostępne, droższe, a większość produktów dostępna okresowo (i zależnie od tego czy znałeś Panią Krysię, która chowała dla Ciebie dodatkowe pęto kiełbasy pod ladę).

Możemy tłumaczyć, ze przecież czasy się zmieniły, że teraz mamy więcej pieniędzy, a wymarzone produkty można nabyć w dowolnym sklepie oddalonym od mieszkania o kilkaset metrów. Nie uważam, że powinniśmy to robić. To, jak podchodzą do tematu świąt i jedzenia w święta, wynika z tego, jak wyglądało kilkadziesiąt lat ich życia.

Ich dzisiejsze zachowania i rytuały to często spadek po niedostatkach z przeszłości. Tak, jak radością ze świąt u dziecka są prezenty i możliwość spędzenia czasu z rodzicami, tak dla nich, radością ze świąt jest ulepienie kilkuset pierogów, ugotowanie hektolitrów czerwonego barszczu i zapełnienie każdego wolnego centymetra kwadratowego na stole (pod warunkiem, że nie przygotowują tego wszystkiego z poczucia obowiązku – ale to temat na inną dyskusję).

I naprawdę nie sądzę, by moja nietolerancja laktozy, Twoja dieta lub Cokolwiek Innego Od Czego Nie Zależy Twoje Życie było warte tego, by powiedzieć swojej Babci czy Mamie (które często już od listopada planują świąteczne menu i jedzeniowy rozkład jazdy) – nie chcę/nie mogę/nie mam ochoty/niepotrzebnie tyle tego nie robiłaś/kto to teraz będzie jadł.

-> Przeczytaj: Dobre nawyki, które warto praktykować w święta, by nie przytyć

Nie próbuj zasłaniać się dietą, nie mów, że się odchudzasz. Przecież wiesz, co usłyszysz – dowiesz się, że dobrze wyglądasz z czego Ty się niby odchudzasz, a tak w ogóle to znowu wymyślasz i sobie życie utrudniasz, a przecież święta są!

I wiesz co? Będą mieli rację. A Ty pogódź się z tym, że nie tyjesz w świąteczne dni – tyjesz przez około świąteczne rozluźnienie.

Święta a dieta – czy faktycznie tyjemy w święta?

We wrześniu 2016 roku pojawiło się ciekawe badanie. Ku mojemu zdziwieniu, za pomysłem przebadania zjawiska tyciu po świętach nie wpadli amerykańscy naukowcy. Tematem zajęli się badacze z The New England Journal of Medicine. Wzięli pod uwagę dane dotyczące zmian masy ciała badanych w odniesieniu do całego roku. Okazało się, że tycie pojawia się wtedy, kiedy w danym kraju mają miejsce istotne dla jego mieszkańców święta*. Najbardziej wyraźny pik widzimy na przełomie grudnia i stycznia.

jak nie przytyć w święta a dieta

*ciekawy jest również wzrost masy ciała w Japonii i Niemczech przy jednoczesnym spadku w US. Może Amerykanie postanawiają masowo odchudzać się po wakacyjnym leżingu i plażingu?

Z artykułu dowiadujemy się, że badani (a było ich łącznie prawie 3000) zaczynali tyć już przed świętami (około 10 dni) i przyrost masy ciała trwał kolejne kilka dni po świętach.

nie przytyc w swieta

Wniosek i najlepsza rada? Jeśli nie chcesz przytyć przez święta, nie obżeraj się po świętach. Mechanizmy odpowiadające za tycie (gdziekolwiek mają nos) w nosie mają Twoje skoro tak dużo zjadłam na obiad u Babci, to to dzisiejsze ciasto już i tak nie zrobi różnicy.

Zrobi.

Dla zobrazowania sytuacji posłużę się uproszonym przelicznikiem* zjedzonych kalorii na dodatkowe kilogramy. 7000 nadprogramowych (czyli takich, którymi wykroczymy poza wartość całkowitej przemiany materii) kilokalorii poskutkuje przytyciem około 1 kilograma.

jak nie przytyc w swieta

Załóżmy, że w Polsce celebrujemy 3 świąteczne dni. Każdego z tych dni masz do dyspozycji około 2000 kcal, które możesz zjeść i nie przytyć ani trochę (jeśli nie przekroczysz poziomu swojej całkowitej przemiany materii, która w święta nie jest szalenie wysoka – założyłam 2000 kcal tak, jak przyjmuje się je za punkt odniesienia w tabelach odżywczych na produktach spożywczych).

Przyjmijmy, że 1 dodatkowy kilogram nie będzie dla Ciebie żadną tragedią, łatwo się go pozbędziesz. W tej sytuacji do każdego dnia możemy dodać kolejne 2333 kcal (7000 kcal: 3 świąteczne dni). Dostajesz niemałą pulę 4-5 tys kcal na dzień, które nie spowodują dramatu (bo z pewnością nie jest nim jeden dodatkowy kilogram na wadze), nie zaprzepaszczą Twoich starań podczas treningów i wcześniejszych wyrzeczeń. Taka nadwyżka kaloryczna może również dobrze zrobić spowolnionemu przez długotrwałą dietę redukcyjną metabolizmowi.

*Nie można traktować tego przelicznika jako 1:1. Niektóre źródła podają również przelicznik 1kg=9000 nadprogramowych kcal. Nie bazuj na tym przeliczniku przy planowaniu jadłospisu, nie trzymaj się go kurczowo – to jedynie uproszczona wartość, która może nam przybliżyć wyobrażenie ilości jedzenia, która poskutkuje tyciem.

Spędź nadchodzące święta dokładnie w taki sposób, na jaki masz ochotę. Chcesz sobie pofolgować i poczuć totalny luz i pełną dowolność jeśli chodzi o to, co ląduje na Twoim talerzu – na zdrowie. Nie stanie się żadna tragedia, nie wydarzy się dramat – wystarczy, że po świętach wrócisz do swojej rutyny, a w trakcie celebrowania rodzinnych dni zadbasz o dodatkową aktywność. Strategie, które ułatwią Ci zwiększenie liczby spalanych kalorii i sprawią, że zjesz mniej, opisywałam w zeszłorocznym wpisie o tyciu w święta (gorąco Ci go polecam). Nic nie stoi na przeszkodzie w zastosowaniu złotego środka – ciesz się pysznościami, które pojawią się na rodzinnym stole, ale zamiast trenowania kciuka na pilocie telewizora lub ekranie smartfona, wyjdź z bliskimi na spacer. Pomagaj w kuchni, pobaw się z dzieciakami i bądź aktywny.

Tak, jak sednem tego wyjątkowego okresu nie są prezenty, tak nie są nim pierogi z kapustą i grzybami. Drogie Mamy i Babcie – nie dajcie się zwariować i jeśli nie macie ochoty ich lepić, po prostu kupcie wystarczającą ilość w sklepie. Drogie Córki, Wnuczki i Synowe – nie dajcie się zwariować i jeśli macie ochotę je zjeść (czy domowej roboty, czy sklepowe), to po prostu to zróbcie.

Na co dzień naprawdę wszyscy wymagamy od siebie ciągle zbyt wiele. Może na czas świąt można by po prostu odpuścić? Wziąć głęboki oddech, odpiąć guzik w spodniach i na pohybel bezglutenowym trendom cieszyć się każdym kęsem uszek misternie lepionych przez kochane, babcine dłonie.

Za kilkanaście lat naprawdę nie będziecie pamiętać, że w 2018, 26 grudnia wieczorem ważyłyście pół kilograma więcej, niż 24 grudnia rano. A święta na totalnym luzie, podczas których dacie sobie przyzwolenie na korzystanie z wolnego czasu, celebrowanie wspólnych posiłków i czerpanie najczystszej przyjemności (nieobarczonej poczuciem winy) z jedzenia kolejnego pieroga, mogą się okazać najlepszym prezentem, jaki możecie zrobić w te święta dla siebie samych.

Ja zrobię go sobie na pewno.