Pielęgnacja cery z trądzikiem hormonalnym, czyli mojej

Czasy gimnazjalne – jeden z moich ulubionych okresów w życiu. Z super znajomościami, zatrważająco dużą ilością czasu na wszystko, z pierwszymi imprezami, nieodpowiedzialnymi zachowaniami, z pierwszymi chłopakami. I z trądzikiem, do którego mam spośród tych rzeczy zdecydowanie najmniejszy sentyment (nawet mniejszy niż do rekcji czasownika w języku niemieckim), a który ostatnio bardzo dopomina się o uwagę. Wrócił (w związku z hormonalnymi zawirowaniami). Nie tęskniłam za nim i nie zamierzam się do niego przyzwyczajać.

Trądzik hormonalny

Absolutnie nie jestem żadnym ekspertem od tych spraw, a poniższe zdania opieram wyłącznie na tym, co wyczytałam na (sprawdzonych) blogach urodowych. Cały wpis potraktujcie raczej jako prośbę o Wasze rady niż jako strateię walki z trądzikiem hormonalnym. Trądzik hormonalny to ten rodzaj paskudztwa na buzi, który pojawia się u osób po okresie dojrzewania. Miewa różne podłoża – zależy zarówno od poziomu androgenów i kortyzolu. Najczęściej przejawia się w postaci ropnych stanów zapalnych (często bolesnych), nadmiernej produkcji sebum i zaskórników. Czyli wszystkiego, czego wolałabym uniknąć na swojej buzi, plecach i dekolcie. Na każdej innej części ciała też. Trądzik hormonalny jest o tyle upierdliwym dziadostwem, że dopóki nie unormuje się wyników badań to można go jedynie wyciszyć – ale raczej nie można go przegonić. Czego próbowałam do tej pory?

Trądzik hormonalny kontra dr Lifestyle

trądzik hormonalny zdjęcie
To zdjęcie publikuję z niemal takim bólem, jak fotki przed metamorfozą.

Po dwóch miesiącach nierównej walki moja cera wygląda tak, jak na zdjęciu powyżej. Jest to jeden z najlepszych momentów ostatnich tygodni, a zdjęcie nie do końca oddaje rangę problemu. Oprócz czerwonych stanów zapalnych mam też mnóstwo zaskórników i czegoś, czego nie umiem zidentyfikować: małych, podskórnych kropeczek, które nie odstają kolorem od skóry, ale wystają ponad jej powierzchnię (jeśli ktoś wie jak to nazwać, niech mnie oświeci). Jeszcze jedno. O ile umiem sobie poradzić z tłuszczem na udach, brzuchu i pośladkach, tak ten na twarzy jest dla mnie nie do pokonania. Lekko nie jest. No dobrze to jaką obrałam taktykę?

Oczyszczanie -> tonizowanie -> zapobieganie -> punktowe zwalczanie

Oczyszczanie

a1_1

Na co dzień: Garnier Skin Naturals Czysta Skóra (Nie Mam Pojęcia Czemu W Nazwie Każde Słowo Pisane Jest Wielką Literą). Za wyborem tego żelu – peelingu nie stoi jakaś super ideologia. Do serii oczyszczającej Garniera jestem po prostu przyzwyczajona, odpowiada mi konsystencja żelu (mam wrażenie, że faktycznie oczyszcza pory dzięki obecności drobinek, ale nie wiem ile w tym placebo, a ile faktycznego efektu).

a1_5

W dzień treningowy (oprócz standardowej, codziennej pielęgnacji):La Roche-Posay Effaclar. Był dorzucony jako gratis do kremu o tej samej nazwie, ma małą pojemność (125 ml), a zaskakującą wydajność (w ciągu ostatnich 3 miesięcy użyłam go co najmniej 50 razy), więc super sprawdza się na siłowni. Ma krótki skład, dobre pH (lekko kwaśne), nie zawiera mydła i alkoholu, co cieszy mnie niezmiernie, bo mimo, że mam cerę tłustą to potrafi czasem wyschnąć na wiór! To chyba czyni ją cerą mieszaną…?

co stosuje na trądzik hormonalny

2 razy w tygodniu: czasem dwa, czasem trzy. A mogłabym jeszcze częściej, bo to mój ulubiony (i mam wrażenie) najskuteczniejszy produkt do oczyszczania cery: Ziaja, pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom, seria liście mannuka. Z Ziają wiąże mnie miłość przeogromna – lubię ich produkty, ale też świadomość, że wchodząc do sklepu jestem w stanie kupić każdy produkt, który mnie zainteresuje ;). Wracając do pasty: ma mega, mega właściwości oczyszczające. Zawiera duże ścierające drobinki, które naprawdę oczyszczają pory i wyciągają z twarzy nawet najobrzydliwsze obrzydlistwa. Po tym ostatnim słowie pewnie dostanę propozycję copywritingu dla jakiejś firmy kosmetycznej. Kosztuje chyba nawet mniej niż dyszkę.

Tonizowanie

a1_3

Na co dzień: Ziaja, liście manuka, tonik zwężający pory na dzień/na noc. Super pachnie i odświeża buzię. Czy zwęża pory? Nie jestem najlepszą do oceniania takich rzeczy – pewnie zauważyłabym różnicę, gdyby z dnia na dzień zniknę
ły. Używa się go bardzo przyjemnie i głęboko wierzę, że robi dobrą robotę.

a1_4

Na najbardziej zaognione miejsca: tonik domowej roboty z kwasami w buteleczce po hydrolacie (półprodukty z Biochemii Urody). Stosuję co wieczór na miejsca szczególnie problematyczne. Na początku używałam go na całej twarzy, ale zrzucałam z siebie za dużo skóry. Dobrze sobie wymyśliłam z kwasami na zmiany trądzikowe?

Zapobieganie

Zapobieganie/leczenie – do tego worka wrzuciłam wszystkie mazidła, które stosuję na całą twarz. Choć ostatnio mam wrażenie, że nakładając produkt punktowy na każde problematyczne miejsce i tak mogłabym rozmazać go po całej facjacie.

a1_9

Rano: La Roche-Posay Effaclar Duo +. Ok. O tym kremie z całą pewnością mogę powiedzieć, że działa. Wygładza cerę, neutralizuje zaczerwienienia i robi jakieś cuda z najsilniejszymi osobnikami – wręcz wciska je z powrotem tam, skąd przyszły. Bardzo się lubimy i kupię kolejną tubkę (no chyba, że polecicie mi coś lepszego/tańszego). Bardzo dobrze sprawdza się jako baza pod makijaż – podkład nie waży się, ani nie roluje.

a1_7

Wieczorem: Vichy Normaderm Night Detox. To krem znacznie delikatniejszy niż Effaclar, ale skutecznie radzi sobie z zaskórnikami. No dobra, w jego przypadku mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że zmniejsza pory.

a1_6

Po treningu: FM Group, serum do twarzy – produkt o rewelacyjnym, prostym składzie, z którego analizą poradził sobie nawet taki laik, jak ja. W pełni ufam całej serii z aktywnym beta-glukanem. Oprócz wyraźnego kojenia tego, co dzieje się na mojej twarzy dobrze nawilża. No a jego kompaktowe opakowanie i obecność pompki super ułatwiają transportowanie go w kosmetyczce i późniejsze używanie na siłowni.

Zmasowany atak

a1_8
maść na trądzik hormonalny tormentiol

Czasem wróg wytacza najmocniejsze działa. Wtedy ja próbuję odpierać atak. Pastą cynkową (około 3 zł w aptekach) lub Tormentiolem (również w aptekach i również za kilka złotych). Oba produkty sprawdzają się tylko po południu/wieczorem lub po prostu wtedy, gdy planujemy spędzić co najmniej 2 godziny w domu. Jest tak ze względu na ich konsystencję – pasta cynkowa zasycha w postaci białej skorupy, a tormentiol jest smarowatą, szarą mazią. Tormentiol stosuję w pierwszej kolejności, bo jeśli będziemy działać szybko intruz ma szansę nie wyjść z bazy. Kiedy już tak się stanie w ruch idzie pasta cynkowa, która dziada zasusza, aż ten odpada. Z gry i z twarzyczki.

Jak pewnie zdążyliście zauważyć wklepuję tego w siebie tony, wcześniej wyskakując ze stanowczo zbyt wielu monet w porównaniu do efektu, jaki udało mi się osiągnąć. Najwidoczniej coś robię nie tak (diagnostyka i ustawianie leczenia w toku), bo wierzę, że nawet z hormonalnymi zawirowaniami kondycja skóry mogłaby być lepsza. Jestem przekonana, że wiele z Was borykało/boryka się z podobnymi problemami – podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami. Może polecicie mi jakieś zabiegi poprawiające kondycję cery? Kolejna sprawa – Rimmel Wake Me Up zdecydowanie nie sprawdza się jako podkład. Cera jest po nim jeszcze bardziej tłusta, a krycie też pozostawia wiele do życzenia – co sprawdziło się u Was? Kamuflaże też możecie polecać 🙂

Bo chyba wzięłam się za to wszystko od dupy strony.