Typy ludzi, którzy wyprowadzają mnie z równowagi

Jestem ostoją spokoju. Gdyby Słownik Języka Polskiego zawierał wizualne definicje słów to pod hasłem cierpliwość byłoby moje zdjęcie.

Hehe. Nie.

Jestem niecierpliwa, łatwo wyprowadzić mnie z równowagi i podnieść mi ciśnienie. Dlatego pewnych ludzi unikam w swoim życiu jak ognia – ot, forma prewencji nadciśnienia.

Znawcy życia – to może być każdy. Wujek stolarz, mówiący, że rynek biotechnologii w Polsce jest 30 lat za zachodem. Znajomy, który przeczytał jedną książkę o bieganiu i neguje Twój styl przygotowań do pierwszego półmaratonu. Koleżanka dziwiąca się temu, jak mogłaś odstawić dziecko od piersi by teraz KARMIĆ JE TĄ SZTUCZNĄ TRUCIZNĄ, KTÓRĄ NAZYWASZ MLEKIEM. „No ale zrób jak chcesz to w końcu Twoje życie”. Są złośliwi jak wrzód na tyłku, ale nieszkodliwi. A nie wszyscy z nich są tacy. To może być rodzic, który nie pozwala swojemu dziecku żyć według jego własnych zasad, który liczy na to, że dzieciak zrealizuje jego niespełnione ambicje. W takich przypadkach nie chodzi już tylko o wyprowadzenie z równowagi na kilka minut.

Malkontenci – przebrzydłe marudy. Nieważne co zaproponujesz – będzie źle. Kupisz bukiet tulipanów? Łeeee, lepsze byłyby róże. Zaproponujesz spędzenie wakacji na Teneryfie? Łeeeee, tam jest za gorąco. W takim razie góry? Nie… nie chce mi się chodzić. I tak ciągle. Tak źle i tak nie dobrze. A kiedy zapytasz „to co proponujesz”? Odopowie „nie wiem” wywracając przy tym oczami. WRRRR.

Pozoranci – w ostatnich czasach ta grupa najbardziej dała mi się we znaki. Ludzie kameleony, chorągiewki na wietrze, przebrzydli oportuniści. Trzymają się blisko tych, którzy są aktualnie na topie, lubią tych, których wypada, bądź którzy organizują najbliższą imprezę. Otaczają się tym, co zaimponuje innym bądź da fałszywy obraz ich rzekomej przynależności do pewnej grupy społecznej. Wszystko, co robią, robią z myślą o osiągnięciu innego celu. Często są lokalnymi celebrytami, grupowymi przywódcami, duszami towarzystwa. A po powrocie do domu płaczą w poduszce nad swoimi kompleksami, brakiem planów na przyszłość i totalną beznadzieją, w której tak naprawdę tkwią. To oni stanowią największe zagrożenie, bo potrafią Cię rozczarować i zranić jak nikt inny.

Fałszywie skromne laski – wysportowane, wysokie, szczupłe gazele narzekające na SWOJE WIELKIE TŁUSTE TYŁKI. Właścicielki długich i podkręconych rzęs mówiące w towarzystwie o tym, że NAJWYŻSZY CZAS WYBRAĆ SIĘ NA PRZEDŁUŻANIE, BO Z TAKIM CZYMŚ NIE DA SIĘ FUNKCJONOWAĆ! Kokietki, oczekujące zanegowania wszystkiego, co mówią. Sorry, tym razem też nie spełniam oczekiwań – zazwyczaj kiwam potakująco głową, a czasem nawet proponuję ułożenie jadłospisu.

 Uff. Cieszę się z komfortu, który daje mi świadomość, że wychodząc ze znajomymi nie natknę się na przedstawiciela którejkolwiek z tych grup.