Ulubieńcy roku 2014

Nie spodziewajcie się peanów na cześć kosmetyków. No, ewentualnie jednego podkładu. Zapraszam do zapoznania się z ulubieńcami minionego roku.

Figa

IMG_3165_1

Pozycja Figi w moim Osobistym Rankingu Najfajniejszych Rzeczy 2014 Roku jest na tyle mocna, że nie zachwiało jej nawet dwukrotne omdlenie choinki, w którym kot bez wątpienia maczał swoje puchate łapy. Figa to mały rosyjczyk, który od kilku tygodni pochłania takie ilości karmy, że pewnego dnia obudzi się jako kot brytyjski. Jest szarą kulką, której główną funkcją jest mruczenie, grzanie, tulenie i budzenie smyrającymi wąsami. Figa pozwoliła mi też odkryć najprawdziwsze i jedyne słuszne przeznaczenie pudełek. Otóż główną funkcjonalnością pudeł jest wypełnienie się kotem! Figa jest typowym kotem z Internetu, który broi, bawi i rozczula. Jednocześnie, jest zaprzeczeniem wszystkich teorii na temat kociego upodobania samotności. Zając jest do nas przywiązany, śpi z nami, wstaje równo z budzikiem tylko po to, żeby położyć łapę na twarzy, jakby chciała powiedzieć „przykro mi, to już czas na Ciebie”, doskonale wie, o której Łukasz wraca z pracy i kiedy nadchodzi czas zabawy przeplatanej z tuleniem. Ten pieszczoch to zdecydowanie najpiękniejszy prezent jaki dostałam w życiu, niekwestionowany zwycięzca tego rankingu.

Trening personalny

przed

Przed jakimkolwiek doświadczeniem z treningiem siłowym.

po

Po włączeniu do treningu wolnych ciężarów.

W listopadzie postanowiłam wskoczyć na wyższy poziom siłowniowej świadomości. Były aerobiki, zumby i inne hulańce, były bieżnie, orbitreki i maszyny, a długo nie było wolnych ciężarów i samodzielnego treningu. A wiecie czemu? Bo głupia jestem. Głupia, bo się wstydzę – tego, że mój trening nie wyglądałby jak rodem z filmu motywacyjnego na YT. A czemu głupia? Bo skoro nie próbuję, to sama zabieram sobie szansę na progres i przełamanie bariery. Trudno, samej mi się nie udało, ale na szczęście w moim klubie fitness (fit fabric w Łodzi) pracuje Marta Okuniewska.

marta

Najpierw znalazłam ją w onlinie, później trafiłyśmy na siebie w offlinie :). Odbyłam 5 spotkań na treningu personalnym i to był przełom. Podczas treningów nauczyłam się techniki podstawowych ćwiczeń, planowania treningu, kreatywnego wykorzystywania sprzętu na siłowni (nigdy bym nie pomyślała ile zastosowań może mieć ławeczka czy zwykła guma!). Z Martą współpracowało mi się świetnie, a dzięki temu, że pierwsze kroki na „męskiej” części siłowni stawiałam w jej towarzystwie nie było to dla mnie stresujące. Teraz z przyjemnością sięgam po sztangę, a następnie z przyjemnością patrzę w lustrze na to, co dzieje się z pośladkami ;). Trening siłowy to z pewnością najefektywniejsza forma treningu z jaką miałam do czynienia i bardzo żałuję, że w Grudniu tak bardzo dałam ciała z treningami. Mogłabym teraz wypisać listę kilkunastu wymówek i usprawiedliwień, ale to nie spala kalorii, nie rzeźbi sylwetki. Co najwyżej pogłębia przekonanie, że nie stało się nic złego. Na szczęście z okazji Nowego Roku mam nowy plan treningowy i nowe cele, o wszystkim będę informować Was na bieżąco. Trening personalny polecam każdemu, a szczególnie każdej z Was, która ma wątpliwości co do chwycenia za ciężary. Jeśli jesteście z Łodzi naturalnie polecam Wam MartęFit Fabric – obu wymienionych jestem psychofanką ;).

Sony xperia Z3 comapct

2014-11-20_foto217_14-42
Zdjęcie wykonane telefonem Sony Xperia Z3 comapct
2014-11-20_foto207_14-15
Zdjęcie wykonane telefonem Sony Xperia Z3 Compact
2014-10-30 09.20.08
Zdjęcie wykonane telefonem Sony Xperia Z3 compact

Długo zastanawiałam się jaki telefon wybrać. Najpierw biłam się z myślami czy w ogóle warto wydawać na telefon większą sumę gotówki. Szybko doszłam do wniosku, że za dobre samopoczucie jestem w stanie zapłacić, a wyeliminowanie wiecznie zacinającego się telefonu zdecydowanie przybliżało do spokoju ducha ;). Zdefiniowałam oczekiwania: ma robić bardzo ładne zdjęcia, bateria przy bardzo intensywnym użytkowaniu musi wytrzymywać 18 h (od rana do nocy), a sam telefon musi być ładny i poręczny. Zastanawiałam się między Iphone 5s, LG G3, Samungiem Galaxy SV i Sony Xperia Z3 compact. Słowo compact okazało się tu słowem klucz – zarówno LG jak i Samsung odpadły w przedbiegach, bo są dla mnie zdecydowanie za duże. Nieporęczne, nie za ładne – odpadły. Iphone 5s jest absolutnie prześliczny, ale bateria pozostawia wiele do życzenia, a i sam aparat nie należy do najlepszych. Czego nie mogę powiedzieć o mojej małej, białej, pięknej, funkcjonalnej technologicznej miłostce <3. Sony Xperia Z3 compact towarzyszy mi od niemal trzech miesięcy i z każdym dniem utwierdza mnie w przekonaniu, że były to dobrze wydane pieniądze. Bateria (z włączonym WIFI, trybem sieci danych, lokalizacją, jasnym ekranem) spokojnie wytrzymuje od rana do nocy (po nocnym ładowaniu), a przy mniej intensywnym użytkowaniu (np w święta) wytrzymała 4 dni :). Zdjęcia? Pierwsza klasa! Kiedy zapomniałam baterii do lustrzanki na wyjazd do Londynu byłam załamana, ale okazało się, że telefon w zupełności wystarczył – jeśli macie ochotę zobaczyć jakie zdjęcia robi Sony Xperia Z3 compact obczajcie post z Londynu. Wszystkie fotki zostały wykonane telefonem. Absolutnie go uwielbiam i nie zamieniłabym na żaden innym – to pierwszy telefon, którego używam z radością i chętnie wykorzystuję wszystkie jego funkcjonalności.

Bluza Balonowa, Roshe i torebka Sabriny Pilewicz

a2
IMG_0892

Minimalistyczna garderoba. Eleganckie, budzące zaufanie błętkitne koszule. Marynarki. Buty na obcasie. Neutralne kolory, przyjemne dzianiny. To sprawdza się chyba tylko na Tumblr! Bluza Balonowa to zdecydowanie moje ulubione ubranie. Ciepła, miła, infantylna, mięsista, zabawna. To prawdopodbnie jedyne z ubrań, które nie przegapiło żadnego prania i było stale eksploatowane. Mam nadzieję, że niedługo w Pan Tu Nie Stał pojawi się jakiś nowy wzór w tym modelu!

IMG_1164
ss14nike146300635-dkblue-450x308

Cichobiegi. Łukasz jest niepocieszony, że zamieniłam szpilki na adidasy, ale za to na jakie! Nike Roshe Run są przewygodne, a te, które mam (w wersji Liberty) podobają mi się niezmiennie od pół roku. To moje ulubione buty na ciepłe miesiące roku, a zimą z powodzeniem wykorzystuję je na siłowni (oczywiście nie do biegania! mają zerową amortyzację, niech słowo „run” w nazwie Was nie zmyli!). Bardzo, bardzo je lubię i planuję kupić kolejny wzór w tym modelu – tym razem bardziej neutralny, by pasował do większej ilości ubrań. Choć z Anią (różowe kropkowane Roshe) nosiłyśmy je nawet do eleganckiego stroju, kiedy pracowałyśmy 10 h stojąc. Uznajmy, że był to przejaw trendsetterstwa.

kot w torebce

Nosidełko dla kota, bądź jak kto woli: Modena Sabriny Pilewicz. Czarna, skórzana, zaskakująco pojemna. Elegancka, ale jednocześnie nie zbyt zobowiązująca, by nosić ją na co dzień. Wyparła wszystkie inne torebki (niemieszczące A4) z mojej szafy. Daje radość za każdym razem, kiedy do niej sięgam, nadal podoba mi się tak samo bardzo jak w dniu zakupu. Nie traktuję jej w żaden specjalny sposób – wyznaję zasadę, że rzeczy są dla nas, a nie my dla rzeczy. Używam jej intensywnie, bo takie jest jej przeznaczenie – nie została stworzona, by zdobić półki w garderobie tylko by służyć właścicielce. I w tym zadaniu sprawdza się znakomicie.

Angielski z lektorem online

Jak dotąd jest to najskuteczniejsza forma nauki. Oszczędzam czas na dojazdach czy choćby ogarnięciu siebie/mieszkania przed wizytą korepetytora. Zadowolenie potręguje na pewno fakt, że metody mojej lektorki bardzo mi odpowiadają i kładziemy nacisk dokładnie na to, czego potrzebuje nie zważając na wymogi narzucone przez np. szkołę językową. To zajęcia skrojone na miarę moich potrzeb, a te są całkiem spore. Już choćby praca przy organizowaniu konferencji BioForum 2015 wymaga ode mnie znajomości angielskiego, a sama konferencja będzie zwieńczeniem nie tylko miesięcy pracy, ale i nauki – szkoda byłoby zmarnować ewentualne okazje tylko przez barierę językową.

(Blog Forum) Gdańsk

niebalaganka

Ten akapit pojawia się w zestawieniu z trzech względów: pokochałam polskie morze i samotność na plaży jesienią, pierwszy raz w życiu wyjechałam gdzieś sama, poznałam super ludzi i wysłuchałam bardzo inspirujących prelekcji na Blog Forum Gdańsk. Świetnie było poznać autorki, które doskonale znam z offline’u w onlinie :). Było to tym bardziej miłe doświadczenie, że okazały się jeszcze fajniejsze w rzeczywistości – Alina np. wcale nie obraziła się za telefon w środku nocy, gdy powitałam ją romantyczną wiązanką, myśląc, że ostatnim wybieranym numerem był telefon Łukasza ;). Mało brakowało, a nie przekonałabym się o tym jak świetną imprezą jest Blog Forum Gdańsk, bo kilka pierwszych samotnych godzin w Gdańsku sprawiło, że chciałam uciekać do domu. Nie nadaję się do samotnych eskapad, radość z poznawania nowych miejsc jest dla mnie znacznie mniejsza, gdy nie można podzielić się nią z kimś bliskim. Może to kwestia pewnej niedojrzałości, może tchórzostwa, ale bardzo się cieszę, że stres został pokonany i w Gdańsku jednak zostałam! Nawet nocowanie w wieloosobowym pokoju w hostelu okazało się bardziej zabawnym niż przerażającym doświadczeniem :).

Nasze mieszkanie

2014-10-18_foto018_01-16

Bez wątpienia największy ulubieniec 2014 roku, choć do największych przedstawicieli swojego gatunku nie należy. To 35 metrów kwadratowych urządzonych zgodnie z naszym gustem, oczekiwaniami i potrzebami. Powstało przytulne, proste wnętrze, w którym lubię spędzać czas i świetnie się czuję. Czasem przesiadam się z kanapy na krzesło przy stole tylko po to, żeby poprzyglądać się innemu kącikowi :). Cieszę się z efektu końcowego, cieszę się z decyzji moich rodziców o wzięciu kredytu na zakup mieszkania. Dobrze mi tu, po prostu.

Blog Halo Ziemia

Skutek uboczny czy raczej wartość dodana uczestnictwa w Blog Forum Gdańsk. Konrad Kruczkowski, autor bloga Halo Ziemia skłonił mnie do myślenia swoją prelekcją, zainspirował do pewnych zmian – nie tylko w blogowaniu, ale życiu jako takim. Jego blog okazał się skarbnicą wiedzy i ostoją spokoju. Większość wpisów porusza, skłania do refleksji i sprawia, że myśli się o nich dłużej niż tylko w trakcie czytania. Na szczególną uwagę zasługuje ostatni wpis, którego tytuł był myślą przewodnią wspomnianego przeze mnie wystąpienia „Sky is not the limit”. Parafrazując klasyka – na brzegu tego posta, usiadłam i płakałam.

Doskwierają nam nasze własne braki, a dodatkowo dotykają sukcesy osób, które uznaliśmy za ważne. I nie jest to kwestia ani taniej zazdrości, ani małostkowej oceny innych. Rzecz w tym, że kiedy pragniemy określonego statusu (materialnego, społecznego), inni stają się punktem odniesienia. Nie musimy życzyć im źle, nie musimy żywić niechęci. Ich posiadanie obnaża naszą własną pulę deficytów ? to doskwiera i boli.

Czytanie tego wpisu co rano jest moim postanowieniem noworcznym. Tak długo, aż nie przestanę porównywać się z innymi, co zaczęło mi cholernie doskwierać. Kiedy pod ostatnim wpisem gratulowaliście mi sukcesów, ja zastanawiałam się co w tym tekście było wyjątkowego, wartego gratulacji czy jakiejś formy podziwu. Bo pisząc go, nie byłam zadowolona. Porównywanie się z innymi – które do niedawna wrzucałam do worka inspirowania się i motywowania –  i ciągłe wymaganie od siebie więcej jest destrukcyjne i zabija we mnie przyjemność z rzeczy, które kiedyś bardzo lubiłam. Cieszę się, że w porę się zorientowałam i teraz próbuję wyjść na prostą w czym realny udział ma blog Konrada.

Podkład Bourjois Healthy Mix

Odkąd moja cera stała się cerą trądzikową i generalnie problematyczną, musiałam zmienić fluid. Potrzebowałam czegoś kryjącego, ale lekkiego i koniecznie o żółtawym odcieniu (te wpadające w róż totalnie mi nie odpowiadają). Ten podkład spełnia moje oczekiwania, a dodatkowo jest łatwo dostępny i często objęty promocją. Nie planuję zmian podkładu na co dzień, ale chciałabym kupić coś o jeszcze większym kryciu, co sprawdzi się na zdjęciach i przy… nagrywaniu filmów :).

Rzeczy czy wydarzeń, które sprawiły mi przyjemność w ubiegłym roku było znacznie więcej, ale postarałam się wybrać tylko te najważniejsze. I tak powstał post długosz :). Gdybym miała wybrać jedną, jedniutką rzecz i oddać za nią wszystkie inne – postawiłabym na naszą Figę. A Wy co wybieracie z całego 2014 roku?

PS. Zastanawiam się nad wznowieniem cyklu Jaki lajf, taki stajl wzbogaconego o relacje z treningów i cząstkowo moje jadłospisy. Jesteście zainteresowani czy czujecie przesyt tego typu postami na innych blogach?