Życzenia, które już się spełniły

Dziś po raz dwudziesty trzeci usłyszę urodzinowe życzenia. To ten dzień, w którym wszyscy życzą Ci spełnienia marzeń. Zdrowia. Szczęścia. Wszelkiej pomyślności. To dzień, w którym wierzysz, że mają szansę się spełnić. Z uwagi na wyjątkową datę – dzień, w którym Marty McFly powróci do przyszłości – postanowiłam opowiedzieć Wam o życzeniach, które już się spełniły. Nie zrozumcie mnie źle. Nie zamierzam urządzać tutaj festiwalu próżności i przechwałek. Chcę po prostu napisać tekst, który zrównoważy wczorajszą, mrożącą krew w żyłach historię ostatniego półrocza. Bo musicie wiedzieć, że doceniam to, co mam i czuję ogromną wdzięczność za to, ile dobra mi się przytrafia.

Podróże

20150929-_MG_5068

Kiedy rok temu tworzyłam listę marzeń, wyraziłam w niej chęć podróżowania dwa razy do roku – raz na urlop wypoczynkowy, raz na intensywne zwiedzanie. Jestem przeszczęśliwa, mogąc wyjeżdżać znacznie częściej! Zdaję sobie sprawę, że teraz trwa najlepszy okres na takie „nierozsądne” wydatki, spontaniczne kupowanie biletów i jedzenie bułki z serem na Polach Elizejskich zamiast ravioli w sosie truflowym w L’Epicure. Nie mam dzieci, pracuję zdalnie, a narzeczony nie widzi nic dziwnego w tym, że robimy sobie kilkudniowe wypady z przyjaciółkami.

Praca dająca satysfakcję

red-hands-woman-creative

Kiedy stoję w miejscu, czuję, że się cofam. Cieszę się, że zajmuję się rzeczami stymulującymi mój rozwój. Nie raz i nie dwa rwałam sobie włosy z głowy, bo nie umiałam czegoś zrobić czy załatwić. Często się denerwuje, bo wiele rzeczy idzie nie po mojej myśli,  efekty wydają się nie współmierne do włożonej w proces przygotowań pracy. Ale lubię ją, bo każdego tygodnia uczę się w niej czegoś nowego. Wiem, że nie będzie tylko pustym polem w CV, a znaczącym etapem rozwoju zawodowego.

Hobby

dziewczynki

Zastanawiałam się czy blogowania nie uwzględnić w akapicie o pracy. Zdecydowałam się na oddzielny, szerszy podpunkt. Blogowanie nie jest moją pracą, choć bywa źródłem dochodu. To moje hobby, które jest świetnym motywatorem do podnoszenia kompetencji i poprawiania jakości życia. Mogę na żywym organizmie uczyć się zasad marketingu internetowego, SEO, prowadzenia współprac z dużymi, szanowanymi markami. Blog pozwala mi poznawać ludzi, których nie miałabym okazji polubić, gdybym go nie prowadziła. Mam Was – wspaniałych czytelników, którzy są największym motorem napędowym dla bycia coraz lepszą blogerką. Mam miejsce, które w przyszłości stanie się moim najlepszym portfolio. Blog jest w 100% moim miejscem, a wszystkie prezentowane na nim treści są generowane przez moje aktualne zainteresowania. Za bloga są też wdzięczni moi znajomi, bo blog zaspokaja moje ekshibicjonistyczne potrzeby. Nie muszą godzinami rozmawiać ze mną przez telefon, gdy chcę opowiadać o tym, jak ogromne wrażenie zrobił na mnie nowy film, książka, albo torebka, którą planuję kupić ;).

Miłość

_MG_4513

Nie wierzyłam, że coś takiego może istnieć. Jasne – jest przywiązanie, wzajemne zrozumienie, pełna akceptacja, planowanie wspólnej przyszłości. Ale uczucie, które po kilku latach wspólnego mieszkania nie wygasa i nadal potrafi przyprawić o motyle w brzuchu? Nie uwierzyłabym, jeśli bym tego nie doświadczyła. Kocham, jestem kochana. Czy może być coś lepszego? Ano może. Wspólne cele, podobne oczekiwania od życia, zbieżne marzenia. Partner, który zawsze ciągnie w górę, wierzy we mnie bardziej niż wszyscy inni ludzie razem wzięci i akceptuje nawet najbardziej paskudne wady. Z którym mogę chodzić do eleganckich restauracji i jeść pod budką z kebabem. Dla którego stroję się w niewygodne obcasy, gorsety i pończochy, i dla którego równie ładnie wyglądam w dresie (albo dobrze kłamie). Taki, który potrafi rozbawić. Który moje emocje potrafi odczytać z wyglądu brody i ułożenia brwi. Który o mnie mówiłby (przynajmniej) tak samo dobrze. Jestem szczęśliwa i dumna z bycia jego narzeczoną. Przejdę do kolejnego punktu, bo zaczynam się rozklejać ;).

Szczęście

_MG_4395

Przeglądając wyniki blogowej ankiety, zauważyłam kilka wypowiedzi, sugerujących, że moje zachwyty nad produktami/usługami/blogerami/wstaw dowolne, które opisuję na blogu, nie są autentyczne. Zapamiętałam dokładnie jedno zdanie „to niemożliwe, żeby ktoś naprawdę tak się podniecał dzbankiem„. Taka właśnie jestem. Kiedy dzieje się coś złego, potrafię płakać przez kilka godzin non stop, nie dopuszczając do siebie żadnych racjonalnych argumentów. Kiedy widzę wyjatkowo ładną palmę w Barcelonie, zaczynam piszczeć i podekscytowana wołam Łukasza, który akurat robi Kolejne Bardzo Ważne Zdjęcie, bo chcę, żeby on też zobaczył jaka ta palma jest piękna. Widzę w tym więcej złego, niż dobrego. Potrafię rozpłynąć się nad Figą, która przybierze śmieszną pozycję, nad kolorowym zachodem słońca, którego światło odbija się w kałuży, nad tym, że wyjątkowo dobrze ułożą mi się włosy. Umiem się cieszyć z małych rzeczy, a to naprawdę pomaga wieść szczęśliwe życie!

Może to ja mam dzisiaj urodziny, ale dla odmiany chciałabym złożyć życzenia Wam wszystkim: miejcie odwagę, by marzyć i siłę, by te wszystkie marzenia spełniać. Pamiętajcie, że szczęściu trzeba pomóc!