“Chciałabym, ale się boję” – moje najlepsze decyzje podjęte mimo lęku

nerwica lekowa

Z tym całym strachem, ryzykiem, odpowiedzialnością i rozważnością to trochę śmieszna sprawa. Dla mnie przejawem życia na krawędzi byłoby zdecydowanie się na skok z helikoptera ze spadochronem, a dla Felixa Baumgartnera będzie nim skok ze stratosfery.

Może to dlatego, że bałam się wszystkiego przez większość życia. Że zakonnica z horroru zapuka w moje okno, że źle wybiorę dla siebie zawód, że rodzice umrą, że mnie źli ludzie zabiją (ale wcześniej oczywiście zgwałcą), że zostanę odrzucona, że się wygłupię, że będę jakaś za bardzo, a jakaś za mało. Teraz na przykład boję się jak zostanie odebrany wpis o baniu się. A jak nie ma o co się bać, to boję się o to, że wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. I olaboga co wtedy?!

Owszem – strach bywa potrzebny. Ale gdy pojawia się dużo wcześniej, niż pojawia się zagrożenie, staje się ważącą 47 ton kulą u nogi. Wielkim, parszywym, ropiejącym wrzodem na duszy, który skutecznie powstrzymuje przed działaniem.

Kiedy się boisz, Twój organizm zachowuje się tak, jakby zagrożenie faktycznie istniało. Przyspiesza bicie serca, zmienia wydzielanie hormonów i robi inne rzeczy, które wynikają z pobudzenia układu współczulnego. Tak nie da się żyć. Ja już nie chcę tak żyć. Próbując się zabezpieczyć na wszystkie możliwe ewentualności, zabierałam sobie radość z przeżywania dobrych, spokojnych chwil.

Dziś nie mam wątpliwości, że życie w lęku niesamowicie obciąża. Zżera zasoby, zabiera czas, wysysa energię, kradnie radość. A przecież lubię się cieszyć, mieć dużo energii, a z czasu i pozostałych zasobów korzystać świadomie.

W związku z powyższym dostałam na terapii zadanie – przypomnieć sobie sytuacje, w których postanowiłam podjąć decyzję mimo ogromnego strachu, a konsekwencje tych decyzji okazały się dobre. Opowiem Wam o nich.

Trzecia randka w Egipcie

dr lifestyle w egipcie

Początki mojej historii miłosnej brzmią jak idealny przepis na zaprzepaszczenie głębszej relacji z potencjalnie zainteresowanym Tobą facetem. Wszystko działo się bardzo szybko. Byłam na etapie szalonej imprezowiczki, która chwilę temu zakończyła kilkuletni związek i miała w planach po prostu dobrze się bawić. A tu masz Ci los! Tak dobrze mi się bawiło z Łukaszem, że się bawimy (i kłócimy, i godzimy) już ponad 7 lat.

Mieszkaliśmy daleko od siebie, nie mieliśmy okazji do częstych spotkań. Mieliśmy za sobą dwie randki. Zakończyłam wakacyjną, ciężką robotę – po maturze pracowałam przez 3 miesiące jako recepcjonistka i kelnerka, wyrabiając 250-300 h/miesięcznie. Chcieliśmy wyjechać gdzieś ze znajomymi. To miały być moje pierwsze wakacje za granicą! A tu klops. Znajomi zrezygnowali. Mimo wszystko szukałam kolejnych ofert, trafiłam na egipskie all inclusive w nowym hotelu za 1200 zł/tydzień. Tyle tylko, że było po 18:00, a wylot miał się odbyć tej samej nocy w Katowicach (oddalonych od nas o ponad 200 km).

Dzwonić czy nie dzwonić? Mówić Łukaszowi czy nie? A co jeśli się nie dogadamy? A co jeśli mnie skrzywdzi? A co jeśli będę chciała wcześniej wrócić do domu?

Zadzwoniłam.

Powiedział: no to jedźmy! I pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy 12 h po tym jak wykonałam telefon. A ja do dziś nie wierzę, że mój Tato na to pozwolił. Ba! Jeszcze na lotnisko nas zawiózł. Ma facet nosa do ludzi :).

Rzucenie pracy dla bloga

Lubię procedury. Lubię wiedzieć, że jeśli zrobię określony zestaw rzeczy, mam większe szanse na osiągnięcie konkretnych rezultatów. W trakcie liceum czy studiów sprawa była prosta. Wystarczy ciut mocniej zaangażować się w rozwój zawodowy wcześniej, niż rówieśnicy, by wyraźnie zwiększyć szanse na zdobycie ciekawej pracy. Robiłam bardzo różne rzeczy, startowałam w sensownych konkursach, realizowałam praktyki i staże. Byłam o krok od wejścia na korpościeżkę rozwoju kariery, ale właśnie wtedy podjęłam decyzję, że spróbuję czegoś innego.

Czegoś, czego cholernie się bałam. W moim sposobie postrzegania świata dobrą pracą była przede wszystkim praca stała. Wypłata określonego dnia miesiąca, relatywnie przewidywalna ścieżka awansu, możliwość pozyskiwania dodatkowych zleceń, płatny urlop, chorobowe, macierzyński. W dzisiejszych czasach trudno mówić o “bezpiecznych posadach”, ale jeśli miałabym szukać namiastki poczucia bezpieczeństwa związanego z wykonywaną pracą, zdecydowanie byłby to etat w dużej firmie, rządzącej się konkretnymi procedurami.

Od mojego ostatniego szefa na odchodne usłyszałam, że “Ludzie w Polsce nie mają pieniędzy na chleb, a co dopiero na to, żeby płacić Tobie za wiedzę, jaki chleb powinni jeść”.  Pewnie jeszcze wtedy nie wiedział, że zafundował mi największy motywator do działania, który napędzał mnie długie miesiące po zakończeniu współpracy z tamtą firmą.

Na początku musiałam brać bardzo dużo zleceń, nie miałam ciągłości finansowej, pracowałam kilkanaście godzin dziennie (codziennie). Co tu dużo mówić – to była tyrka pełną gębą (równocześnie nadal studiowałam). Dokładnie wczoraj minął rok odkąd z freelance’u przeszłam na własną działalnośc. Zarabiam przyzwoicie, zajmuję się tym, na czym naprawdę się znam, a moja robota daje pożytek innym ludziom.

Cieszę się, że miałam odwagę zrezygnować z opcji, która jawiła mi się jako ta bezpieczniejsza, na rzecz tej, która była bardziej pociągająca. Dzięki temu mam możliwość zajmować się tym, w co naprawdę wierzę. Prowadzenie własnego biznesu jest dla mnie czymś zupełnie nieznanym i bardzo trudnym*, ale daje ogrom satysfakcji, która wynagradza całą resztę.

*Przeczytaj wpis, w którym piszę o tym więcej -> Czy przypadkiem w życiu nie miało być łatwiej?

Miesiąc miodowy

wschod slonca na dominikanie

Wybór był prosty: albo przeznaczamy oszczędności na wkład własny do zakupu mieszkania, albo jedziemy w świat je przehulać.

ALEJAKTO?! Jak można być tak nierozważnym? Jak można postąpić tak nieodpowiedzialnie? A co z poczuciem bezpieczeństwa finansowego, a co z dorosłymi decyzjami i dojrzałymi wyborami? Oj, buntował się przeciwko tej decyzji mój wewnętrzny paranoik, ta Dorosła, Odpowiedzialna i Rozważna Ja. I całe szczęście, że nie przekrzyczała “Drugiego Ja”, które mówiło: zrób to, co czujesz.

Pojechaliśmy. Spędziliśmy kilkanaście dni na Islandii, następnie dwa tygodnie na Dominikanie, a podróż zakończyliśmy pobytem w Rzymie, gdzie zabraliśmy ze sobą rodziców.

Nigdy nie żałowałam tej decyzji. Wspomnienia są warte każdusieńkiej złotówki. A rok później staliśmy się właścicielami… Obietnicy mieszkania ;). Mimo obaw kupiliśmy dziurę w ziemi, która ma stać się naszym domem w ciągu 2 lat.

Mogę się bać, ale nie chcę podejmować decyzji w oparciu o lęk.

Choć teoretycznie wiem, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, to jednak kiedy sama ryzykuję… Po prostu ryzykuję. Zakładam, że może się nie udać, że mogę wtopić, że żadnych szampanów nie będzie, a jeśli będzie, to raczej Dorato niż Don Perignon.

Więc zazwyczaj boję się jak cholera. Jestem w stanie bać się absolutnie o wszystko. Logika i fakty niewiele tu mają do powiedzenia, zawsze znajdzie się jakiś powód do paniki (mam nadzieję, że sarkazm zawarty w ostatnim zdaniu wyraźnie wylewa się z Waszych ekranów.). Jednak obiektywna ocena procesów decyzyjnych z całego życia, pokazuje jasno:

Boję się, ale działam.

Koniec końców, jeśli bardzo chcę coś zrobić, po prostu to robię. Mimo, że boję się jak cholera. Czasem boję się słusznie,  ale najczęściej okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie.

Szczególnie bezużyteczny jest strach przed podjęciem nowych działań. Załóżmy, że boisz się niepowodzenia przy kolejnej próbie odchudzania. Boisz się, że znowu się nie uda. Boisz się iść na nowe zajęcia, bo możesz nie dać rady. Boisz się, że będziesz najgorsza w grupie.

Ale jeśli jednocześnie naprawdę czujesz potrzebę zmiany stylu życia, wiesz, że to byłoby dla Ciebie dobre i chciałabyś wreszcie się z tym uporać, to… tracisz najwięcej. Nie masz ani spokoju ducha (który potencjalnie możesz mieć świadomie decydując się na NIEODCHUDZANIE), ani efektów. W praktyce okazuje się, że myśli o odchudzaniu psują humor, martwią, wprawiają w zły nastrój.

Skoro i tak boisz się na zapas, to może po prostu zacznij. Zacznij i bój się rzeczy, które naprawdę mają miejsce i wpływ na Twoją codzienność (a nie tylko “mogą mieć”). Może przy okazji uda się zrobić dla siebie coś dobrego?

Życie w lęku się nie opłaca

Po półtorarocznej terapii nerwicy lękowej jedno wiem na pewno: życie w strachu jest totalnie nieefektywne. Nadwyręża, psuje humor, osłabia motywację. W teorii, dzięki temu przygotowuję się na różne ewentualności. W praktyce okazuje się, że scenariuszy pisanych przez życie nie udaje mi się przewidzieć. A jednak jakoś to wszystko się kręci.

Chcę Wam przekazać tym wpisem, a sobie wbić do tej upartej, oślej głowy fakt, że… strach nie przynosi wystarczająco dużo dobrego, by warto było go karmić i trzymać przy życiu. Spróbuję dziada zagłodzić, a zaoszczędzoną energię zainwestować w działanie. Im więcej praktycznych umiejętności zdobędę, tym większą zyskam elastyczność – umiejętność dostosowywania się do nowych okoliczności.

Czuję, że taka inwestycja przyniesie więcej korzyści.


Wiem, że ten wpis nie jest związany z dietetyką. Ale nie chcę dłużej bać się pisać na własnym blogu o tym, co aktualnie siedzi mi w głowie i sercu. Moje myśli krążą w temacie dietetyki przez kilkanaście godzin dziennie – pracuję w przychodni Doktorzy przy Proletariackiej w Łodzi, prowadzę poradnię online, układam jadłospisy dla firm cateringowych, piszę eksperckie artykuły, prowadzę szkolenia. Aktualizuję wiedzę, uczę się, doszkalam. A przecież nie samą pracą człowiek żyje. Ponoć. Tak mówią ;).

Jaką ważną decyzję podjąłeś mimo lęku i jakie były jej długofalowe skutki? Serio pytam, chcę z Wami pogadać. Dla siebie mogę pisać w pamiętniku :).

Zostaw komentarz

  1. Gabrysia

    Bałam się okropnie, ale kupiłam bilet do Porto. Poleciałam sama na pięciodniowy urlop. Sama!
    Pół roku później, znów na urlopie, znów sama, siedzę właśnie na plaży w Barcelonie i czytam Twój wpis.
    W międzyczasie był wyjazd na kilka dni ze znajomymi i jakoś to nie było to.
    Jest jeszcze milion rzeczy, których się boję. Ale wierzę, że z czasem i praktyką ‘laska, po prostu to zrób’ – będzie ich coraz mniej! 🙂

    Pozdrawiam i dużo słońca przesyłam!

    1. Monika Ciesielska

      Samotny wyjazd to jest ten rodzaj odwagi, na który jeszcze się nie zdobyłam. Ale spróbuję! Może najpierw gdzieś w Polsce, to wydaje mi się dużo łatwiejsze do realizacji.

      1. Klaudia Wojnarowicz

        Polecam ! Ja w tym roku poleciałam sama na Majorkę, a której byłam 10 lat temu, ale w pracy. Ba! Przed Majorką 10 lat temu – SAMA – leciałam na Fuerteventurę ! Też do pracy. Na studiach sama jeździłam po Polsce na imprezy. Dalej to robię, tylko taneczne zamieniłam na konwenty 😉 Ale za to boję się wielu innych rzeczy, niestety.

      2. Gabriela

        O dziwo, łatwiej samej podróżuje mi się za granicą niż po Polsce. 😉 Spróbuj, polecam!

  2. Joanna

    Bardzo Ci dziękuję za ten tekst, właśnie pod jego zadzwoniłam do pośredniczki od nieruchomości pomimo tego, że miałam to odłożyć na po wolnym (wiesz, teraz nie jest dobry moment – po raz kolejny…), bo kieruje mną ciągle strach.
    Przypomniałam sobie moment, w którym na studiach mając parę stów w kieszeni, zero neta w telefonie i mapę, na której zaznaczone były jedynie duże miasta i główne drogi pojechałam z przyjaciółką na stopa do Walencji (do dzisiaj nie wiem, jak nam się udało dojechać i wrócić 😀 ) – wydygana byłam jak diabli, ale pojechałam. The best trip. Ever.

    Dzięki jeszcze raz! Jak będę robić parapetówę to Cię zaproszę 😀

    1. Monika Ciesielska

      Nie szastaj tymi zaproszeniami, bo jeszcze skorzystam! 🙂

      PS. A dzwonienie “w poważnych sprawach”, to już w ogóle jak przystawienie odblokowanego pistoletu do głowy 😉

  3. Agata

    Hej. Cieszę się, że napisałaś o czymś poza dietetyką. Blog to blog, a Ty nie musisz na nim istnieć tylko zawodowo. 🙂

  4. Magda

    Jak zwykle tekst świetny. Szczerze mówiąc czekałam na wpis tego typu. Utożsamia sie z Tobą, mam podobne problemy z ciągłym zamartwianiem sie obsesyjnym o wszystko. Byciem rozwazna, do bólu. Brak we mnie młodzieńcZej radości, spontaniczności i tym ze że czasem nie warto martwić sie o jutro tylko trzeba się cieszyć tym co teraz bo druga taka okazja nie się nie przytrafić.

  5. Elka

    Również cierpię na nerwicę lękową, boję się wielu rzeczy. Różne lęki przezwyciężałam.. ale największym lękiem był lęk przed rezygnacją z pracy, ponieważ okazało się, że mój 2 letni syn potrzebuje ciągłej opieki. W mojej głowie działy się dziwne rzeczy: że nie dam rady, że nie będę umiała się opiekować własnym niepełnosprawnym synkiem (chociaż cały czas poza pracą to robiłam! ). Od 1.5 roku jestem z nim 24h.. zrobił ogromny progres! Chociaż bywa ciężko wiem, że nie ma się czego bać nowych sytuacji. Podobno otrzymujemy tyle ile jesteśmy w stanie unieść <3

  6. Marta

    Piękny wpis 🙂 Brawo Ty! Życzę sukcesów i życia bez lęku – i dalszego spełniania marzeń 🙂 Ja, mimo strachu, wyjechałam na dwumiesięczne praktyki na Węgry. W trakcie znalazłam tam pracę i choć na 24h przed odlotem chciałam wszystko odwołać, to wyemigrowałam. Rozciągnęłam sobie strefe komfortu niemożliwie, znalazłam miłość, nauczyłam się żyć trochę bardziej po swojemu, a nie po cudzemu… I planuje(my) kolejną zmianę kraju. Boję się, ale wiem, że ten strach ma wielkie oczy.
    Powodzenia, trzymam za Ciebie kciuki!

  7. A.

    Trochę też tak mam – boję się całe życie, wszystkiego. Boję się, że wyjdę na idiotkę, co pomyślą inni, że się nie uda, że nie zdam egzaminów, że nie dostanę pracy. Bałam się, jak cholera jak okazało się, że mój wieloletni chłopak mnie zdradzał, bo co teraz? Jak to tak? Zostanę sama, taka całkiem sama? Może mu jednak wybaczyć, co? Bałam się jak cholera, ale zdecydowałam, że nie ma powrotu. I choć czasem nadal się boję, choćby pójść sama do kina to wiem, że była to najlepsza rzecz, jaką dla siebie zrobiłam.

    1. Monika Ciesielska

      “była to najlepsza rzecz, jaką dla siebie zrobiłam” i o tym trzeba pamiętać – pamiętać, wspominać, przypominać sobie i korzystać z tego faktu przy podejmowaniu kolejnych trudnych decyzji <3

  8. Ania

    Oj też wielu rzeczy się boję: pająków, terrorystów, komentowania na blogach. Horrorów po prostu nie oglądam.
    Kiedy się bałam gdzieś iść, coś zrobić – bo przecież może mnie ktoś ochrzani, albo się wygłupię, albo, albo…. To wtedy mój tato zawsze mówił mi: to się bój i idź. I to dla mnie działa. Największy sukces?
    Okropnie boję się pająków, zwłaszcza tych wielkich. Mimo to Marzenie, żeby zobaczyć na żywo papugi Ary wygrało. Spędziłam 2 noce w dżungli (pająków nie widziałam, inni widzieli), wrażenia na całe życie, papugi też były.

    1. Monika Ciesielska

      Brawo! I za Ary i za napisanie tego komentarza :). Rób to częściej, u mnie jest miło i bezpiecznie, wszelkie przejawy złośliwości i hejtu wyrywam z korzeniami, zanim zdążą się rozsiać 😉

  9. Karolina

    Dziekuje Ci za ten wpis, również mam nerwice lekowa. Dobrze wiedzieć, ze ze swoim problemem nie jestem sama. Aktualnie ja jestem na etapie poszukiwania nowej pracy, ale boje się cholernie jej podjąć, a stara mnie dobija…

    1. Monika Ciesielska

      -> Stara dobija, czyli jest (i będzie) przez nią niemiło
      -> Nowa może dobijać. Ale może też dobijać mniej, albo wręcz może nie dobijać wcale

      Spróbuj i zobacz, co się stanie 🙂

  10. Kasia

    Ostatnio bałam się na swoim miesiącu miodowym, w Grecji a dokładnie podczas 6 godz przejścia (16km)Wąwozu Samaria. Lęk zaczął się tuż na starcie podczas zejścia z pierwszego etapu, później było ok, ale w połowie drogi myślałam, ze umrę od skwaru lejącego się z nieba (mimo ze miałam czapkę, filtry, wodę i wodopoje co kilka km). Kiedy wyszłam i musiałam przejsc jeszcze kilka km do celu-morza, stres, piekota odeszły jak za sprawa czarodziejskiej różdżki. Czułam satysfakcję, ze górski wąwóz mnie nie pokonał, tylko ja to zrobiłam 😉 na chwile obecna mam przesyt górskich historii, ale kto wie może znowu kiedyś się skuszę 😀

  11. Agnieszka

    A ja się teraz boję, że przytyję i zmarnuje pół roku ;). Wyjechaliśmy z mężem do USA na dłuższy czas i wiążę się to z wieloma lękami, ale stwierdziłam – dokładnie tak jak napisąłaś- kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana i pojechałam. Zobaczymy jak to wyjdzie.

  12. Agata

    A ja właśnie kilka dni temu zrezygnowałam z toksycznej pracy 😉 kolejnej pracy/zajęcia dopiero szukam. I co najlepsze – nie żałuję, czuję się tylko lepiej 😉

  13. iwona

    Dzięki! Ja właśnie jestem na etapie zmiany miejsca zamieszkania- wielkie miasto i mieszkanie w bloku zamieniam na dom na wsi, boje się prze-cholernie, ale czuję, że to jest właśnie to. Potrzebuje przestrzeni i zwolnienia tempa.
    Przesyłam moc pozytywnej energii!

  14. Kinga

    Fantastyczny, motywujący wpis. Moniko, pisz o czym tylko Ci się podoba, bo zawsze przyjemnie się to czyta 🙂
    Powodzenia w “niebaniu” 🙂

  15. Sara

    Moniko, cieszę się że otwarcie mówisz o terapii, o zdrowiu psychicznym i swoich doświadczeniach. Dzisiaj, dosłownie za dwie godziny idę na pierwszą wizytę do psychiatry. Wieloletnie problemy z odżywianiem, które skrzętnie ukrywam przed najbliższymi, lęk, stres i cały wachlarz negatywnych emocji powstrzymują mnie przed działaniem każdego dnia. Tym bardziej cieszę się, że dzisiaj trafiłam na ten wpis, bo jeszcze chwilę temu po mojej głowie krążyły myśli aby spotkanie ze specjalistą odwołać. Jak dobrze pójdzie, za 2 godziny pomimo lęku zrobię krok w kierunki walki o samą siebie. Dziękuję!

  16. Kornik

    Czesc dziewczyny. Moniko, napisalas bardzo madry i motywujacy wpis. Bardzo za niego dziekuje. Ludzie nie zdaja sobie sprawy jak wazne jest zdrowie psychiczne i jak bardzo wplywa ono na jakosc zycia. Pracuja w miejscach, ktore przynosza im ”prestiz” (bankach, korporacjach, urzedach) i boja sie podazac za marzeniami z obawy, ze spoleczenstwo ich wysmieje i skrytykuje – bo malo ambitni, bo slabo zarabiaja… Naszym obowiazkiem jest dbanie o siebie i swoja glowe, w przeciwym wypadku wczesniej czy pozniej wszyscy powariujemy od nadmiaru bodzcow, stresow, oczekiwan i strachu.

    1. Monika Ciesielska

      Ano niestety. W szkole nikt nas nie uczy “jak być szczęśliwym człowiekiem” tylko “wydajnym pracownikiem”. Mimo, że miałam w życiu szczęście do wielu fantastycznych pedagogów, to sam system edukacji uważam za beznadziejny, archaiczny, niedostosowany do obecnych realiów.

  17. Anka

    Ja właśnie kończę się pakować i przeprowadzam się z kolorowego Wrocławia do… Na razie jak dla mnie szarej Łodzi byłam w Łodzi jeden raz przez kilka godzin. Boje się okropnie jak tam się odnajdę. Nie znam tam ani jednej osoby. Boje się jak moja 2letnia córeczka zniesie zmianę otoczenia. Rok temu przeszłam operację, która uratowała mi życie i otworzyła oczy, że trzeba żyć tu i teraz bo jutro już może nas nie być. Dlatego pomimo, że okropnie się boje zmiany, powtarzam sobie, że wszystko jest zmianą i będzie jak będzie. Ściskam mocno

  18. nefre

    Myślę, że nie tylko ja wchodzę tu bo.. Cię lubię. Chętnie się dowiaduje od Ciebie czegoś nowego z zakresu dietetyki, chętnie czytam wpisy motywacyjne.. ale takie te po prostu o Tobie.. po prostu sprawiają, że lubię Cię coraz bardziej. Nie tylko bloga, ale właśnie Ciebie;)
    Tak trzymaj 🙂

  19. Betka

    Bardzo fajny wpis! Myślę, że jest wiele takich osób a ja jestem jedną z nich. Boje się podejmować jakiekolwiek decyzję i strasznie liczę się ze zdaniem innych, czekam na ich aprobatę, najlepiej tych najbliższych bo myślę, że sama nie potrafię podjąć trafnych decyzji… A teraz myślę o macierzyństwie i strasznie się boję. Wiem, że to wywróci całe życie do góry nogami, nie tylko moje i jest to poważna decyzja, więc strach potęguje… Ale chyba decyzja już zapadła tylko trzeba ją przyswoić i włączyć pozytywniejsze myślenie 🙂

    1. Monika Ciesielska

      Oj tak, ja też bardzo (bardzo) długo potrzebowałam aprobaty do podejmowania waznych decyzji. Teraz wiem, że był to mechanizm obronny przed wzięciem na siebie odpowiedzialności za ich potencjalne konsekwencje.

  20. W.

    Wow! Podobnie jak Ty, pojechałam z chłopakiem last-minute do Włoch na…siódmą randkę 😀 A jestem spokojna i nieśmiała i myślałam, że w życiu bym czegoś takiego nie zrobiła 😛 I jesteśmy razem, oby jak najdłużej! <3

  21. Patrycja

    Dzięki za ten wpis, chyba go potrzebowałam. Jestem na etapie strachu przez największe życiowe decyzje. Ten rok był cholernie ciężki – wyszłam za mężczyznę mojego życia, dostałam awans, kupiliśmy mieszkanie, wzięliśmy kredyt, a teraz walczymy z remontem mieszkania, które ma przeogromny potencjał. Pomimo, że kocham swoją pracę to ciągle martwię się, że z jakiegoś powodu ją stracę. To wielka modowa korporacja, a rotacja w zespołach to codzienność. Boję się, że remont pochłonie więcej funduszy niż zakładamy, że wprowadzimy się tam za sto lat i dalej będziemy mieszkać w opcji tymczasowej. Chciałabym mieć dodatkowe źródło dochodu, być tylko w części zależna od korpo. Moim docelowym marzeniem jest przeprowadzka do małej wiochy z okolic, z których pochodzimy i otworzenie kawiarni, której brakuje w takim miejscu. Nie wiem totalnie jak to zrobić i czy się uda. Może jest to plan na “dorosłe życie”, a nie na przed 30-stką. Dlatego tymczasem myślę o otwarciu własnej działalności, która byłaby związana na pewno z modą, ale boję się, że się nie uda, że nie wiem jak to zacząć, ile mojego czasu pochłoną wtedy media społecznościowe i czy nie będzie to kolejnym źródłem stresu, czy znajdę grupę docelową? Czy ktoś będzie zainteresowany kupnem na przykład t-shirta czy torby z nieznanej firmy? I fakt, że ruszam ciągle, jak się może wydawać, do przodu, jednak boję się podjąć pewne decyzje, a to powoduje blokadę i jak na razie stoję w miejscu i zastanawiam się jak ruszyć – kiedy będzie dobry moment, jak zacząć, czy założyć insta i po prostu wrzucać zdjęcia, czy najpierw stworzyć produkt, jaki styl to powinno mieć, czy nie ma teraz przesytu tego typu mini odzieżowych marek…a własna kawiarnia to plan zarezerwowany tylko na popołudniowe marzenia, o tym jak piekę tam swoje ciasta, które podobno wychodzą ponadprzeciętnie. Chyba jestem lamusem i tyle.

    1. Monika Ciesielska

      A tam od razu lamusem, zostaw sobie takie obelgi na bardziej uzasadnione okazje 😉 !

      Jako że mówimy o marce, która miałaby działać w Internecie, podpowiem coś ze swojej działki: z Twojego opisu wynika, że aktualnie trwa życiowy armagedon 😉 bo tak można nazwać kumulację tych wszystkich dużych, powaznych spraw. Ja nie zaczynałabym działań nad własną marką w takiej sytuacji, jednocześnie pracując na etacie, bo… Praca w Internecie to też praca. I czasu to zeżre od cholery.

      Ale jak już się przeprowadzicie, to czemu by nie spróbować – nie musisz wypuszczać od razu całej kolekcji, możesz się skupić na wprowadzeniu jednego produktu, który stanie się wyróżnikiem marki. Prześledź historię marki theoddserside – zaczynali od jednego, flagowego tshirtu, dziś mają kolekcje sprzedawane w stacjonarnych salonach w dobrych lokalizacjach. 🙂

      1. Patrycja

        Szczerze, że to zaczęłam się zastanawiać czy nie zacząć od prowadzenia insta, a potem o otwarciu czegoś a’la vintage shopu. Jestem fanką wyszukiwania perełek z second handów, siedzę w tym temacie nie tylko zawodowo, ale też hobbystycznie. Pomyślałam nad połączeniem tego wszystkiego – najpierw rozkręcić konto na instagramie, potem wrzucać znalezione fanty i sprzedawać je osobom, którego tego szukają, ale nie mają smykałki do poszukiwań na własną rękę , a finalnie zrobić coś swojego. Nie wiem czy to co piszę ma sens?

  22. P.

    Jaki mądry wpis! Dziękuję za niego 🙂 Sama wielu rzeczy się boję i ciągle się zamartwiam, ale… Parę decyzji podjętych mimo lęku się zdarzyło 🙂 Mimo strachu zdecydowałam się na spotkanie na żywo z facetem, którego swatała mi przyjaciółka i z którym kłóciłam się przez sieć od dobrych dwóch tygodni… Na tym spotkaniu wpakowałam się z nim w związek po godzinie znajomości i właśnie leci nam jedenasty rok razem 😀 A ponadto rzuciłam zawód (w którym się wypaliłam totalnie) i pracę w korpo po to, by zacząć studia na wymarzonym kierunku studiów 🙂 Boję się nadal, co będzie dalej (czy znajdę pracę w nowym zawodzie, fajne staże – czeka mnie teraz dużo zmian…), ale… Działam! Wierzę, że będzie tylko lepiej 🙂 Przesyłam pozytywną energię!

    1. Monika Ciesielska

      Dziękuję za Twoją wypowiedź! <3 zmiana zawodu to duża sprawa. Jak będziesz się... bała 😀 w przyszłości, pamiętaj, że jeden z najtrudniejszych kroków już zrobiłaś, więc z resztą też sobie poradzisz.

  23. Innaasia.pl

    Hej, ja też wielu rzeczy się boję i czasem zastanawiam się na ile ten lęk mnie ogranicza. Jak często wybieram opcję bezpieczna. Dość często. Nie powiem, dałaś mi do myślenia. Moje wybory muszą być bardziej świadome.

  24. Ed

    Mam ogromny szacunek do ludzi odważnych bo sama nigdy taka nie byłam. Bałam się wielu rzeczy – odejścia ze złego związku, samotności, hipoteki itp. Teraz wiem że działanie jest najlepszym lekarstwem na strach, a jeśli boisz się zrobić duży krok to rób małe ale nie cofaj się.

    1. Monika Ciesielska

      O tak, małe kroki nie są przereklamowaną metodą. Mój mąż powtarza, że nawet słonia dałoby się zjeść po kawałku. I tak sobie kroję te wszystkie żaby do połknięcia i inne cele do zrealizowania :). Wiadomo – bywa ciężko. Ba! Bywa nawet bardzo ciężko. Ale koniec końców jakoś się to wszystko przecież kręci 🙂

  25. Angie

    Dziękuje Ci za ten wpis! Dałaś mi mega motywacje!!!:) Jestem w podobnej sytuacji jak ty kiedyś. Pracuje w firmie na etacie, ale już od dłuższego czasu chce założyć właśnie poradnie dietetyczną. Strasznie się boje, że mi to nie wyjdzie, że zostane z niczym. Choć mam wsparcie u męża, rodziny, przyjaciół. I wszystko pokazuje mi, że taką drogą mam podążać. Czas zrobić krok do przodu!

  26. Ania

    Ahhh, coś dla mnie 🙂 Ja przeżywam właśnie największe na świecie stresy przedślubne. I walczę sama ze sobą bo mózg wie, że nie warto się tak wszystkim przejmować…

  27. Weronika

    Od jakiegoś czasu chętnie zaglądam na twojego bloga – piszesz lekko, nie dajesz zwariować na punkcie zdrowego odżywiania i jesteś w sieci taką “wisienką normalności”. Strach towarzyszy mi codziennie – boję się, że przytyję jak zjem jedno ciastko za dużo, boję się wsiąść do samolotu i zwiedzić kawałek świata, boję się wykonywać telefonów w ważnych sprawach, boję się popełniać błędy… Mam nadzieję że kiedyś uda mi się z tego wszystkiego wyleczyć i będę w końcu szczęśliwą, młodą kobietą 🙂

  28. Kama

    Hej Monia, super wpis! Dokładnie, nie potrzebujesz niczyjej aprobaty żeby pisać o tym co cie aktualnie zajmuje. Ja czytałam Twój wpis o trądziku (walczę z paskudną ropną odmianą) gdy zobaczyłam w propozycjach ten. Jest kochany i pełen wiary w ludzi i własną wewnętrzną siłę, że co by się nie działo dasz sobie radę. Poszłaś za głosem serca zamiast oglądać się na innych. Zainspirowałaś mnie! W ogóle super wyszłaś na w czapce <3 Czy to było w Islandii? Pozdrawiam gorąco i obiecuję zaglądać^^

  29. Stefa

    Właśnie w tym siedzę. Długa i dramatyczna historia i doświadczenia, które, mimo wszystko, chyba mnie wzmocniły. I oto jestem o krok od założenia własnej działalności. Jestem na etapie projektowania logo (hm.) i… idę przed siebie. Startuję niemal od zera, boję się ryzyka, ale wierzę w sukces. Lęk przeradza się w adrenalinę i, choćby nie wiem co, zrobię to.
    Bo jak nie teraz, to kiedy?…
    Ściskam.

  30. Patrycja

    Cieszę się, że tutaj trafiłam! Akurat szukałam odświeżenia informacji jak ułożyć dietę, bo jestem po dietetyce, ale właśnie… boję się, że kogoś skrzywdzę, że coś źle obliczę… Miałam przerwę i wiele muszę się nauczyć i sobie przypomnieć. Chcę pracować online, ale się boję.
    Nerwica miała swój debiut rok temu w październiku, a przed tym 2 lata wstecz jeden atak. Codziennie się czegoś boję i ja wiem, że to niszczy, że tak nie da się żyć i z atakami wygrałam, bo rozumiem, że nic się nie dzieje… ale miewam gorsze dni. Sama w dużym stopniu wygrałam z nerwicą, ale tak jak Pani pisze, można się bać o wszystko. Tak to niestety działa.
    Tyle koleżanek zakłada gabinety i ze smutkiem na to patrzę… bo skąd pieniądze, wiedza i odwaga? Od strony praktycznej nie mam pojęcia jak to działa. Paraliżuje mnie tez kontakt z innymi, ale wiem, że jestem dokładna i zwracam uwagę na szczegóły i że chcę. Tylko co dalej? Da się samemu to wszystko ogarnąć? Czy jednak potrzeba kilku ludzi, by założyć stronę, pisać teksty, układać jadłospisy itd.?
    Co do sytuacji, w których postanowiłam podjąć decyzję mimo ogromnego strachu, a konsekwencje tych decyzji okazały się dobre to zastanawiałam się nad tym już wcześniej i sama nie wierzę, że miałam odwagę. Miałam odwagę wyjechać do obcego kraju na staż z obcą grupą ludzi, dwukrotnie na praktyki na promie i na pewno jest jeszcze kilka takich. A teraz trudne stają się codzienne sprawy.
    Pozdrawiam serdecznie ;).