Czy przypadkiem w życiu nie miało być łatwiej?

Lada dzień moja firma kończy rok. Zakładając działalność nie spodziewałam się jakichś przełomowych zmian – przecież nadal chciałam zajmować się dokładnie tym samym. Jedyne, co miało się zmienić, to forma prawna.

Tymczasem, zmieniło się wiele więcej. I nie ze wszystkich zmian jestem zadowolona. Opowiem Ci dziś o nich. Zanim zdenerwujesz  się na poziom malkontenctwa w tym wpisie, dopowiem trzy istotne rzeczy:

  • dziś mówię o wadach, co nie znaczy, że nie zauważam zalet – wręcz przeciwnie, przewaga korzyści nad stratami sprawia, że nadal zamierzam iść tą drogą
  • większość moich problemów w prowadzeniu biznesu (lub ich skala) wynika z braku doświadczenia – nie twierdzę, że są to rzeczy nie do przeskoczenia, ale przy aktualnym poziomie wiedzy i praktyki stanowią dla mnie trudność. Ze 100 siwych włosów pojawi się przedterminowo tylko dlatego, że wpadłam na szalony pomysł założenia firmy 😉
  • to moje subiektywne odczucia, które nie determinują mojego podejścia do biznesu na co dzień – czasem rzucę brzydkim słowem przy robieniu przelewu na podatki, ale zdecydowanie więcej czasu poświęcam na działanie, niż narzekanie

Zabawa się skończyła

Firmę założyłam bezpośrednio po powrocie z podróży poślubnej. Jesteśmy małżeństwem na dorobku 😉 z wieloma marzeniami nieadekwatnymi do aktualnej zasobności portfela. Sama nie wiem na ile zmiany w moim podejściu wynikają z założenia firmy, a na ile są skutkiem poważniejszego traktowania pracy samej w sobie. Fakty są takie, że wraz z kolejnymi rozliczeniami od księgowej i analizie książki przychodów i rozchodów, zrozumiałam, że to już nie jest zabawa.

Nie jestem już studenciarą, która zajmuje się blogowaniem i pracą z podopiecznymi głównie hobbystycznie, bo przecież mogłaby (całkiem godnie!) wyżyć ze stypendiów na obu kierunkach i dodatkowych zleceń, a wszystkie nadwyżki finansowe lokować w podróże. Przeprowadziłam ze sobą kilkadziesiąt wewnętrznych monologów zakładających skrajne scenariusze. Który wybrałam – wiecie. Postawiłam na rozwój działalności związanej z szeroko rozumianą edukacją żywieniową.

Mam ogromnego farta, bo zajmuję się czymś:

  • na czym dobrze się znam
  • co daje coś dobrego innym ludziom
  • za co jestem godnie wynagradzana

Ale jak mąż świetnie gotuje, to wcale nie znaczy, że rozrzucone po mieszkaniu skarpetki przestają wkurzać ;).

Pierwszy rok firmy

  • Chciałam być dietetykiem, zostałam właścicielem firmy – nie mogę poświęcać na coś, co nazywam “prawdziwą pracą” tyle czasu, co wcześniej; doszło wiele dodatkowych formalności, którymi trzeba się zająć – szczególnie na początku zabierają sporo czasu, który dotychczas mogłam poświęcać na układanie diet czy pisanie artykułów na blog
  • Nie masz jednego szefa. Masz tylu szefów, co klientów. – bardziej doświadczone w prowadzeniu firmy znajome mówią, że to moja wina i “dałam się rozpieścić klientom”. W dużej mierze się z nimi zgadzam, ale wnioski na poziomie logicznym nie zawsze przekładają się na moje działania tu i teraz, pod wpływem emocji. Staram się dawać klientom więcej, niż obiecałam.
  • Wszystko i wszyscy mają w nosie Twój katar – nie mam komu rzucić L4, gdy czuję się źle. Teoretycznie mogę je wziąć (i dostawać z tego tytułu kilkanaście złotych dziennie? :D), a w praktyce wizja dalszych zaległości jest tak przerażająca, że dopóki mogę – pracuję (jasne, że nie dyskutowałabym z zapaleniem płuc, ale osłabienie czy przeziębienie jeszcze nie skłoniło mnie do wzięcia wolnego)
  • Podatki, sratki, kruczki prawne – korzystam ze stałej obsługi księgowej a doraźnie z usług radcy prawnego; wydaję na to sporo gotówki, a i tak wiele kwestii sprowadza się do interpretacji sądu; jestem straszną panikarą i moment odbierania dowolnego pisma z Urzędu Skarbowego przypłacam małym zawałem serca, więc wszelkie niejasności i wątpliwości natury prawnej są dla mnie sporym źródłem stresu na co dzień
  • Urlop? Okej, ale najpierw na niego zapracuj. – w hurraoptymistycznym wpisie o prowadzeniu firmy mogłabym napisać “mogę mieć urlop kiedy chcę!”; jasne. Tyle tylko, że w trakcie urlopu nie zarabiam.
  • Ogromna odpowiedzialność – to dla mnie największy minus prowadzenia firmy, ponieważ nie widzę wielu sposobów na zmniejszenie tej odpowiedzialności. Owszem, mogę korzystać ze stałej opieki prawnika, korzystać z doradców, zasięgać rad u ekspertów, ale koniec końców, to nikt inny, ale właśnie ja odpowiadam za swoje decyzje własnym majątkiem i… własną gębą. Moja firma, to ja. I konsekwencje moich błędów, uderzą bezpośrednio we mnie. Dla Was to zaleta, bo staram się tworzyć jak najlepsze produkty i usługi, by ta gęba za często nie obrywała 😉

Z całego tego narzekania widzę dwa sensowne wyjścia.

  1. Albo zrezygnować z działania, żeby dłużej sobie nie zatruwać życia.
  2. Albo zaakceptować, że życietoniejebajka, a za plusami idą minusy. I działać.  Skupić się na tym, na co mamy wpływ i na czym NAM zależy. Zrobić bilans zysków i strat, a następnie podjąć decyzję czy potencjalne zyski są dla nas warte więcej, niż minusy wynikające z podjętej decyzji.

A jak prowadzenie firmy ma się do odchudzania?

Zdrowego odżywiania też nikt nie nauczył Cię w szkole.
Może nie wyniosłeś dobrych nawyków z domu rodzinnego?
Jest wielu ekspertów, których zalecenia często wykluczają się wzajmnie, a Ty już zupełnie nie wiesz co robić. Poziom mętliku zdaje się być wprost proporcjonalny do liczby przeczytanych książek i zasięgniętych porad.
Wykonanie określonych działań nie jest jeszcze gwarancją uzyskania określonych rezultatów.
Nikt nie rozwinie za Ciebie Twojej firmy i nikt w odchudzaniu nie zrobi nic za Ciebie – owszem, możesz oddelogować mężowi umycie naczyń, ale trening musisz zrobić Ty.

Tylko czy na pewno to powinny być argumenty wystarczające do zaniechania realizacji naszych celów?

Czy fakt, że czasami kilka dni pod rząd nie chce mi się pracować sprawia, że nie pracuje? Nie. Praca pod presją czasu nie jest moim ulubionym elementem prowadzenia firmy, ale to nie zmienia faktu, że czasami jest konieczna, żebym mogła zrealizować swoje cele.

Więc dlaczego brak ochoty na ruszenie tyłka z kanapy miałby sprawić, że ten tyłek zalegnie na niej kolejne kilka dni? Skoro cel jest dla mnie ważny, godzę się na poniesienie związanych z nim kosztów.

Przecież w dorosłym życiu nie da się robić tylko tego, na co mamy ochotę

Moje dzisiejsze ględzenie nie zwalnia mnie z działania. Wręcz przeciwnie. Widziały gały, co brały. Prowadzenie firmy, to nie jest (jakże pyszna i wspaniała <3) bułka z masłem, ale to przecież moja decyzja. Nikt nie wymyślił za mnie wszystkich marzeń i planów, do których realizacji potrzebne są pieniędze (których prawdopodobnie nie zarobiłabym jeszcze długo, pracując na etacie). Nikt nie przyparł mnie do muru i nie nakazał zostać początkującym przedsiębiorcą.

Tak samo, jak nikt do cholery nie każe Ci się odchudzać. To jest Twój wybór. I jeśli takiego dokonasz, weź za to odpowiedzialność. To naprawdę jedna z tych rzeczy, których nikt nie może zrobić za Ciebie.

Na puentę wybiorę jedną pozycję z Prywatnego Zbioru Zasad Kierujących Moim Światem. Brak działania pozbawia prawa do narzekania. Nic nie robisz, żeby coś zmienić? Skończ ględzić. Korzystaj z możliwości, które daje nieodchudzanie i nie zatruwaj życia sobie i innym, marudząc, że jesteś za gruba.

Chcesz schudnąć? Ustal mądry plan działań, który uwzględni czas na odpoczynek i Twoje dotychczasowe nawyki żywieniowe. Skorzystaj z porad na blogu, wyrzuć to, co Ci się nie podoba, zamień to, co można, a gdy będzie Ci strasznie ciężko, przejdź na “plan minimum”. Odchudzanie nie musi być kulą u nogi i w ogólnym rozrachunku może okazać się przyjemniejsze, niż nieodchudzanie – bo wreszcie zaczniesz działać w zgodzie ze swoimi celami, a nie przeciwko nim.

Mimo wszystko, nie oczekuj, że będzie superłatwo. Odchudzanie i związane z nim zmiany w codziennym życiu nie są łatwe. Łatwe (i wspaniałe, i potrzebne od czasu do czasu) to jest zawinięcie się w koc z miską popcornu w ręce i pustym serialem przed nosem.

Ale tak to już zazwyczaj jest, że to co łatwe, daje najwyżej przeciętne rezultaty.

Oczekujesz od życia czegoś więcej?
Daj coś więcej od siebie.

Zostaw komentarz

  1. Iza

    Na pocieszenie: wydaje mi się ze jest jeszcze gorsza opcja. Mieć działalność i zatrudniać pracowników.

    1. Monika Ciesielska

      Masz pełną rację. Ja na razie korzystam z usług podwykonawców I staram się odwlec w czasie związanie z pracownikiem umową o pracę, bo to dla mnie ogromne wyzwanie. Postanowiłam, że nie zatrudnię nikogo, dopóki nie odłóżę 6krotnosci jego wynagrodzenia.

    2. Ewelina

      Jeśli zatrudnienie pracowników umożliwi rozwój firmy i zwiększy jej obroty to wcale nie jest to źle. Trzeba wszystko przekalkulować 😛

      1. Monika Ciesielska

        Ano właśnie. Trzeba przekalkulować iiii…. Oszacować. Gwarancji nikt nie da. No ale, życie toniejebajka ;). Wierzę, że da się tego nauczyć jak wielu innych rzeczy w zyciu 🙂

  2. nefre

    Co nas nie zabije to nas wzmocni 🙂 Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.. 🙂

    My na etatach czasami nie doceniamy tego, że jak ktoś co miesiąc przelewa nam na konto kase, bez względu na chorobę, urlop etc.. to jest luksus 🙂
    Już nie wspominam nawet o przerwie w zawodzie na urlop macierzyński.. Na pewno wiesz,że kobiety prowadzące własną działalność, zwykle wracają do pracy już zaraz po połogu..
    Ale trawa zawsze bardziej zielona u sąsiada.. 🙂

    Wszystko masz jak zwykle racje – nikt nie mówił, że będzie łatwo 🙂 Życie jest pełne trudności 🙂 Ale nic, z czym byś sobie nie poradziła 😀 😀

  3. SolenSkinner

    Nikt nie mówił ani nie obiecywał, że drogę, którą obrałaś, ścielą róże i otoczy Cię beztroski mur 😉
    Czasami trzeba zacisnąć zęby i robić to, na co się zdecydowało. Życzę Ci zatem wytrwania w planach i motywacji do działania każdego dnia 🙂

  4. Dolores

    Oh, jak Cię rozumiem. Od 5 lat na własnej działalności. Ze dwa razy byłam na L4, ale było już grubo. Na etacie zdarzało się bywać częściej. I wakacje… Nie dość, że nie zarabiasz, to przecież wydajesz. Pracodawca MUSI wysłać pracownika na urlop. Ale jak już jesteś na własnej działalności, to ZUSowi nie przeszkadza, że robotasz non stop :] I ciągła potrzeba odłożenia wszelkiej nadwyżki. Niemniej jednak, jak w banku dostałam kredyt mieszkaniowy na podstawie dochodów z własnej firmy jednoosobowej, to pochłam z dumy :>

    1. Monika Ciesielska

      Oj, to prawda. Z ZUSem to jest w ogóle śmieszna historia. Jak Ty się spóżnisz ze złotówką o 1 dzień, to idziesz do piekła. Jak oni nie wywiązą się z deklaracji, nie wypłacą czegoś Tobie/pracownikowi, to nagle nie ma problemu … 😀

  5. Klaudia Wojnarowicz

    A co to jest ‘jebajka’?
    Wybacz, musiałam ;D

    Witaj w moim świecie cosplayowym. Mimo, że to nie moja działalność gospodarcza, to jednak ‘nie chce mi się/chora jestem/zrób to ktoś za mnie/jezusmaria dedlajn’ odczuwam prawdopodobnie tak samo jak Ty. Ale co, my nie damy rady?