Jaki lajf, taki stajl #105 – babski weekend w SoundGarden, nasze Walentynki, wdzięczność

drlifestyle designyourlife

Kiedyś zastanawiałam się nad wynajęciem biura (albo chociaż biurka w coworkingu). W wyobraźni przypisywałam temu działanie magicznej różdżki, przełącznika na tryb: praca i podbijanie świata. Dziś już wiem, że wystarczy bilet na pociąg. Nie do biura, a dokądkolwiek! Wena jest, motywacja obecna, koncentracja też, dostępu do Internetu i rozpraszaczy brak (wiwat na cześć braku zasięgu wśród szczerych pól i lasów!).

A może przeceniam pociągi i aktualny nastrój zawdzięczam świetnemu weekendowi spędzonego z inspirującymi ludźmi w hotelu SoundGarden w Warszawie?

SoundGarden Hotel #soundblogevent

soundgarden hotel

Jeśli piękny hotel, który lubisz od dawna zaprasza Cię do siebie na weekend, jest dobrze. Jeśli organizatorzy zapraszają około 20 świetnych, inspirujących, kreatywnych, sympatycznych ludzi (czyli takich, którzy są podobni do nich samych), jest bardzo dobrze. Jeśli robi to z klasą SoundGarden pod czujnym okiem MiłoszaKasi, którzy zadbali o nas tak dobrze, jak dbają na co dzień o swoich gości – jest bardzo bardzo bardzo dobrze!

15% rabatu dla moich Czytelników z kodem drlifestyle podanym przy rezerwacji na stronie hotelu www.soundgardenhotel.pl (pyszne i urozmaicone śniadanie wliczone w cenę noclegu)

Do SoundGarden przyjechałam w piątek po południu i choć wracałam do domu w niedzielę rano, to miałam wrażenie, że minął dobry tydzień! Działo się bardzo dużo, wszystkie aktywności były genialne, ale organizatorzy zadbali też o czas wolny, który poświęcałyśmy na zachwycanie się każdym kolejnym zakątkiem hotelu i gadanie, gadanie i jeszcze więcej plotkowania.

W sobotę rano przenieśliśmy się na Zimowy Narodowy, by potłuc sobie tyłki (czyt. pojeździć na łyżwach). Ku mojemu zdziwieniu, nie zaliczyłam spektakularnej gleby! Lata jazdy na rolkach nie poszły w las.

Wieczór spędziliśmy w miejscu pachnącym oliwą, suszonymi pomidorami, świeżym pieczywem i dobrym winem, czyli w restauracji Si. Ukłony w stronę Cocktail Baru, gdy postanowili realizować zamówienia na drinki bez głównych składników % i dla obsługi, która cierpliwie rozwiązywała dylematy osoby z nietolerancją pokarmową ;).

O pięknych wnętrzach hotelu nie muszę Was chyba przekonywać, więc dodam tylko, że równie mocno można zachwycić się personelem hotelu, atmosferą panującą w tym miejscu, można się czuć w pełni swobodnie. Poziom zadęcia: zero, poziom całej reszty (znacznie bardziej pożądanej!): pod sufit!

Ze względu na profesję i zamiłowanie do jedzenia, nie mogłabym pominąć tego wątku. W hotelu znajduje się restauracja Good Company. Nie dość, że pysznie, to jeszcze zdrowo!  W restauracyjnym menu są zaznaczone wszystkie alergeny i łatwo można wybrać dania np. niezawierające laktozy, to było dla mnie bardzo duże ułatwienie. Wypytywałam dyrektora hotelu o szczegóły na temat kucharzy, pochodzenia składników z których powstają potrawy, kompozycji menu, podejścia do używania gotowych półproduktów (typu wszechobecne kostki, podejrzane mieszaki czy – o zgrozo – gotowe sosy) i odpowiedzi usatysfakcjonowały mnie na tyle, by polecić to miejsce jako przyjazne dla osób dbających o zdrowy styl życia! Żałuję, że w hotelu nie ma siłowni, ale kilka razy w tygodniu są organizowane treningi (darmowe) dla gości hotelowych. Śniadania są wliczone w cenę noclegu pod warunkiem dokonania rezerwacji przez stronę SoundGarden (lub zamówienie mailowe czy telefonicznie).

Najbardziej doceniam możliwość spotkania z dziewczynami. Podziałało znacznie lepiej niż melisa, techniki mindufulness, joga i bieganie razem wzięte. Cieszę się, że dzięki blogowaniu miałam okazję je poznać (niektóre już 3,5 roku temu!). Zapewniam Was, że to jeszcze bardziej urocze istoty niż na blogach <3.

Walentynki

Mam ambiwalentny stosunek do walentynek. Niby mam je w nosie. Uważam, że to komercyjne, nic niewnoszące do mojego życia święto. Z drugiej strony chętnie wykorzystuję je jako (jeden z licznych) pretekstów do spędzenia czasu we dwoje. Czy romantyczne śniadanie białkowo-tłuszczowe  i wspólny trening kettlbells wieczorem, to wystarczająco wyjątkowy sposób celebrowania walentynek? Jeśli nie, to dodam, że podczas śniadania Łukasz pochylił się nad naszymi jajecznicami i zapytał ściszonym głosem:

– Gdybyś mogła polecić komuś tylko jedną książkę (oprócz Harrego Pottera) to jaką byś wybrała?
– Chyba Inteligencję Emocjonalną. A na Ciebie jaka książką miała największy wpływ?
– Krajobrazy i natura w Photoshopie CS2 – odpowiedział bez wahania mój romantyk.

Ta relacja musiała się skończyć przed ołtarzem

Klasycznie romantyczną kolację przełożyliśmy na 15 lutego – spędziliśmy super czas w Klubie Wino. Po raz kolejny były to dobrze spędzone godziny. Na tyle dobrze, że w przyszłym tygodniu opiszę to w dodatkowym artykule – niech Łodzianie wiedzą, gdzie można napić się dobrego wina w towarzystwie pysznych dań.

Wartościowe i inspirujące linki

Potęga kiedy – ciekawa książka ukazująca nowe podejście do ustalania harmonogramu dnia w zgodzie z zegarem biologicznym. Okazuje się, że tyka trochę inaczej, niż chciałabym, żeby tykał, ale dobrze znać wroga swojej produktywności i uczynić go sprzymierzeńcem :).

  • Jak zarabiać na blogu – Natalia zaprosiła do artykułu czworo blogerów, każdego specjalizującego się w innym sposobie komercjalizacji bloga (czy szerzej: biznesu online). Interesujący artykuł (nie tylko dla blogerów) – szczególnie polecam część Oli Budzyńskiej i fragment o punkcie odniesienia i porównywaniu swojej sytuacji z cudzymi efektami
  • Dlaczego jesteśmy pokoleniem nieszczęśliwych ludzi? – a skoro o porównywaniu się mowa, to nie mogę nie polecić tego artykułu (który poznałam dzięki jednej z komentatorek – Purin, Ty tajemnicza nieznajoma kobieto, pozdrawiam Cię z tego miejsca!). Autor trafnie punktuje potencjalne przeszkody w odczuwaniu satysfkacji z życia i bycia szczęśliwym człowiekiem. Wydrukowałam kilka obrazków, wkleilłam do 5 years diary i wracam za każdym razem, gdy zaczynam zaprzątać sobie głowę tym, że ktoś jest bardziej jakiś lub jakiś mniej, niż ja.
  • Wojna z rakiem – nie da się lekko mówić o tak ciężkich chorobach, jak nowotowory. Ale można to zrobić inaczej, niż wszyscy – pominąć wzruszającą historię i smutny podkład. Udało się to Fundacji Alivia, filmik trwa minutę, warto obejrzeć, a może nawet wykonać gest, o który Fundacji prosi w ostatnich minutach. Wspominałam Wam o tej możliwości rok temu, a właśnie dostałam informację, że zeszłoroczna akcja zasiliła konto fundacji o ponad 2,9 mln zł!

Praktykowanie wdzięczności

Wszelkie niezadowolenie z tego czego nam brak płynie z braku wdzięczności za to, co posiadamy – Daniel Defoe

Dwa tygodnie temu wspominałam o moim 5-years diary, w którym każdego dnia notuję krótką wzmiankę na temat minionego dnia, a jedną linijkę poświęcam na rzeczy, za które jestem wdzięczna. Po kilku tygodniach pojawiły się schody. Zaczęłam zauważać, że mam kilka zestawów rzeczy, które wymieniam co kilka dni. Najwyraźniej sprawia mi trudność zapamiętywanie małych rzeczy, które cieszą mnie na co dzień (a przecież cieszą szczerze!). Albo jestem paskudnym niewdzięcznikiem, albo brakuje mi odpowiednich narzędzi, które ułatwiłyby mi zadanie w okresie gorszego samopoczucia. Wierzę, że to drugie.

W całym życiu najistotniejsze jest to czy przyjmujemy rzeczy za oczywiste czy też z wdzięcznością ? Gilbert Keith Chesterton

Zacznę od nadrobienia wpisów Agnieszki na temat Wyzwania wdzięczności, ale nie ukrywam, że liczę na Waszą pomoc! Zróbmy burzę mózgów i wymieńmy się sposobami na praktykowanie wdzięczności. Robicie to na co dzień? W jaki sposób dbacie o zauważanie i docenianie drobiazgów? Jak radzicie sobie w cięższym okresie, gdy negatywne wydarzenia biorą górę nad samopoczuciem i nie sprzyjają zachwytom nad widokiem jelonka o zachodzie słońca?

Jestem ciekawa Waszego podejścia do tego tematu, liczę na to, że po raz kolejny nauczę się od Was czegoś wartościowego.