Jaki lajf, taki stajl #91 – po co starucha jeździ z rodzicami na wakacje?

drlifestyle chorwacja

Czego dwudziestoczteroletnia kobieta może szukać na wakacjach z rodzicami i młodszą o dziesięć lat siostrą? Ano własnie tej trójki. Na co dzień nie mamy dla siebie wiele czasu, mieszkamy dość daleko od siebie i choć rozmawiamy ze sobą prawie codziennie przez telefon, to nie można porównać tego do wspólnego spędzania czasu.

A tutaj? Tutaj możemy napić się wina na tarasie, zajadać arbuza o północy, rozmawiać o wszystkim (i o niczym) i po prostu cieszyć się sobą. A już wspólne cieszenie się takimi widokami, to nasza ulubiona forma spędzania wolnego czasu!

Odkąd pamiętam dużo podróżowaliśmy. Zaczynaliśmy od pielęgnowania lokalnego patriotyzmu – dzięki rodzicom jako dzieciak zobaczyłam większość z najpiękniejszych miejsc w kraju. Nie zawsze były to luksusowe podróże, ale to właśnie te wspominam najlepiej. Na przykład podróż do Zakopanego, gdzie ostatnie 100 km pokonywaliśmy na sznurówce od moich bielusieńkich, nowiusieńkich adidasów marki Szlazinger (zamiast na zerwanym chwilę wcześniej pasku klinowym) ;).

Po co jeżdżę na wakacje z rodzicami i siostrą? Po nowe wspomnienia. To truizm, to banał, to myśl rodem z książek Paulo Coehlo, ale przecież my naprawdę nie wiemy co wydarzy się za parę lat, jakie możliwości powstaną, a jakie zostaną nam zabrane. Nie dostaliśmy od nikogo pisemnej gwarancji, że przez kolejnych 50 lat będziemy mogli wyjeżdżać gdziekolwiek w tym samym gronie.

Skoro teraz są możliwości, jest czas i jesteśmy my, to nie pozostaje nic innego, jak szukać razem kolejnych pięknych zakątków świata. No, może po drodze poszukam jeszcze urlopu dla Łukasza, by mógł do nas dołączyć następnym razem ;).

Podróż zaczęliśmy w Wiedniu.

20160812-IMG_3388

Czytaj i oglądaj więcej zdjęć: Spacer po Wiedniu.

20160812-IMG_3550

20160812-IMG_3727

20160812-IMG_3731

20160812-IMG_3764

20160812-IMG_3578

20160812-IMG_3474

20160812-IMG_3789

Z uporządkowanego, grzecznego i klasycznego Wiednia przenieśliśmy się w zakątki znacznie bliższe mojemu sercu.

20160814-IMG_4094

Kręte, wąskie uliczki prowadzące nie wiadomo dokąd, dużo roślinności, bezchmurne niebo, słońce – to wszystko sprawiało, że po centrum Splitu mogłabym się gubić przez długie godziny.

20160814-IMG_4136

20160814-IMG_4070

Widok na Split z wieży, która o mały włos przyprawiła mnie o zawał serca.

Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, a wczoraj przekonałam się o tym boleśnie – mam lęk przed otwartymi przestrzeniami na wysokości. O ile nie przeraża mnie wysokość sama w sobie (wysoko położone punkty widokowe, klify, czy latawiec ciągnięty przez motorówką w Egipcie), tak wysokość (nawet niewielka) przy otwartej przestrzeni, jak tutaj:

boidupa

Wątpliwej jakości, wąskie stopnie, poręcz na wysokości bioder, prześwity między stopniami i żadnego zabezpieczenia na „półpiętrach” (otwarta przestrzeń do samego dołu, bez żadnych zabezpieczeń) sprawiły, że całe moje ciało zaczęło się sprzeciwiać stawianiu kolejnych kroków ;). Pierwszy raz w życiu spotkałam się z tak silną reakcją organizmu, nad którą nie umiałam zapanować. Choć wstydziłam się straszliwie, podjęłam decyzję o zawróceniu strasu. Stwierdziłam, że mniejszy problem robię schodząc o własnych siłach, niż mdlejąc na górze ;).

20160814-IMG_4029

20160814-IMG_3985

Zaraz będziemy robić kolejną rundkę na plażę. Te kręte uliczki otoczone białymi domami z kolorowymi, drewnianymi okiennicami podobają mi się tak bardzo, że momentami żałuję, że nie mieszkamy dalej od plaży.

20160813-IMG_3900

Zanim zanurzę się na kilka godzin w wodzie, poruszę jeszcze jedną kwestię…

Treningi, dieta na wakacjach?

20160813-IMG_3903

Pisałam już o tym na Facebooku (przy okazji zdjęcia z siostrzanego treningu), ale napiszę i tutaj: nie czuję się pokrzywdzona, trenując na wakacjach. Nie zmuszam się do tego, nie realizuję planu treningowego. Mam po prostu ochotę się ruszać. Zrobić trening na tarasie (który w takim słońcu powinien liczyć się potrójnie), biegać wzdłuż wybrzeża, pływać i snurkować w przejrzystym morzu. Poprzez aktywność fizyczną, doświadczam tego miejsca na innej płaszczyźnie. Trudno mi to wytłumaczyć, bym nie brzmiała jak nawiedzony coach – filozof, więc napiszę to, do czego rwą mi się paluchy.

To będzie dla mnie inna jakość wspomnień. Wiem, że biegając po (miejscami) szarej Łodzi, przy kropiącym deszczu i pochmurnym niebie, będę przypominać sobie te widoki, krajobrazy widziane spod spoconego czoła ;).

Nigdy wcześniej nie doświadczałam takiej radości z uprawiania sportu, jak teraz. Wydaje mi się, że wpływ na to miały dwa czynniki:

  • mentalny – zmieniłam podejście do uprawiania sportu (nie patrzę na niego wyłącznie przez pryzmat odchudzania)
  • fizyczny – mam znacznie lepszą kondycję, wydolność, jestem silniejsza, więc trening nie jest dla mnie już tak bardzo wyczerpujący, męczący, a po treningu nie muszę odpoczywać, leczyć zakwasów czy mikrourazów przez kilka kolejnych dni

O trenowaniu i diecie na wakacjach będę jeszcze pisać, bo wydaje mi się, że jest to temat warty oddzielnego tekstu. Wam również?