Jaki lajf, taki stajl #101 – webinary będą drogie, przeciąg i szczęście do kobiet

drlifestyle webinar

Marudzenie. Narzekanie. Jesienna depresja. Spadek formy. Problemy ze zdrowiem. Problemy z problematycznymi problemami.

Wszystko jest dla ludzi, ale ileż można! Wiem, że ostatnio przeginałam i najczęściej motywowałam Was pewnie do przespania całej zimy w ciepłym śpiworku. Jeśli tęskniliście za starym, dobrym, wesołym doktorkiem – oto jestem!

Spotkanie na żywo z Czytelnikami bloga

drlifestyle webinar

Zapraszając Was na Webinar w ubiegłym tygodniu, byłam spokojna. Lubię wystąpienia publiczne, dobrze czuję się podczas prezentacji, a zaplanowany temat znam od podszewki. Nie przeszkodziło mi to jednak w tym, by na kilka godzin przed planowanym spotkaniem błagać Łukasza, by zdradził mi sposób na sabotaż łódzkiego dostawcy Internetu. Odłączenie go w naszym mieszkaniu nie wchodziło w grę, chciałam mieć mocniejsze alibi.

Niestety, mój bezduszny, pozbawiony empatii Narzeczony okazał się niewzruszony. Nie zgodził się na napisanie mi usprawiedliwienia, odmówił wejścia w rolę dublera, nie pozwolił mi również odwołać spotkania.

Na szczęście, mój wspierający, najlepszy na świecie Narzeczony po raz kolejny miał rację.

drlifestyle webinar o odchudzaniu

-> Obejrzyj Webinar o podstawach planowania jadłospisu, który pomoże schudnąć.

Trema i stres szybko minęły, a później tak się rozkręciłam, że po 40 minutach zorientowałam się, że jeśli nie zrobię kilkunastu sekund przerwy na wzięcia łyczka wody, to nie wypowiem ani jednego słowa więcej. Było genialnie! Bardzo spodobała mi się taka forma kontaktu z Czytelnikami. Odnoszę wrażenie, że to zupełnie inna jakość – ktoś postanowił spędzić ze mną 1,5 h swojego wolnego czasu, wieczorem w ciągu tygodnia. Takich ktosiów było prawie dwustu! Każdemu z obecnych jeszcze raz dziękuję.

Mam ochotę na więcej. W głowie pojawiły się kolejne tematy do realizacji i ulepszenie formy. Ja w to wchodzę i jestem gotowa realizować kolejne webinary. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jestem gotowa zrobić to dużo lepiej, niż podczas debiutu.

Będę wdzięczna za każdą opinię wyrażoną w komentarzu. Dostałam kilkadziesiąt wiadomości (takich, że co chwilę grawitacja się psuła, a ja unosiłam się kilka centymetrów nad ziemią!), ale zależy mi, by wypowiedziało się jak najwięcej osób. Uczestników proszę również o wskazanie pól do poprawy – chętnie dopracuję to przy potencjalnym kolejnym spotkaniu.

Minus, który ja zauważyłam podczas przewijania* webinaru to rzeczy, które działy się z moją twarzą przez te 90 minut. W dalekiej przyszłości spotkania online będą musiały być na tyle drogie, by pokryć koszt moich operacji plastycznych i zabiegów, o które wręcz się proszę z tak wartką mimiką :D!

4 teksty warte przeczytania

  • Jak mieć więcej pieniędzy – szczególnie jeśli wydaje Ci się, że zapewnienie godnej emerytury leży w interesie Państwa i/lub jesteś młodym dorosłym, którego głównym celem finansowym jest po prostu mieć coraz więcej pieniędzy, by poprawiać komfort życia tu i teraz
  • Miracle morning, czyli sposób na udany poranek (i produktywność w pakiecie z lepszym samopoczuciem w ciągu dnia) – gdybym nie znała Kasi osobiście, nie wierzyłabym, że ktoś oprócz amerykańskich jutuberek może w ten sposób spędzać dwie godziny od razu po obudzeniu. A Kasia nie tylko może, ale też bardzo sobie ten sposób chwali. A ja Kasi wierzę! System dwugodzinny jest dla mnie przy aktualnym natężeniu pracy zbyt angażujący, dlatego postanowiłam zacząć od wzmiankowanych w jej wpisie 6 minut
  • Minimalistyczne święta – autorką tekstu jest już druga Kasia w zestawieniu (równie inspirująca i wiarygodna, co pierwsza). Mimo, że należę do grupy, która ceni sobie wszelkie tradycje, jestem bardzo rodzinna i nie wyobrażam sobie świąt bez grzybowej (każda okazja jest dobra do jedzenia grzybowej Mirona!), to równie mocno cenię sobie możliwość wyboru. I właśnie dlatego polecam ten tekst!
  • Czy stać Cię na brak zmiany? – to jest jeden z tych wpisów, które niebezpiecznie ocierają się o głębię rodem z dzieł Paulo Coehlo, są podszyte banałem, niby czytasz wszystko, co dobrze wiesz, ale jednak przez kolejne tygodnie co jakiś czas wracasz do nich myślami.

Zapamiętaj ten sklep: www.naszezoo.pl

fundacja bo ja kocham psy

Pomoc zwierzętom i mówienie o tym głośno w Internecie spotyka się z przeróżnym odbiorem. Często odnoszę wrażenie, że wielu internautów uważa mnie za hipokrytkę, bo przecież mam rasowego kota, a co jakiś czas uczestniczę w akcjach promujących pomaganie potrzebującym zwierzętom. Trudno – w takim celu mogę chodzić z łatką hipokrytki przypiętą nawet na środku czoła. Nie przeszkadza mi to w częstych wizytach w łódzkiej, małej fundacji Bo Ja Kocham Psy. Może nikt nie udzieliłby mi licencji na pomaganie, ale Gizmo i Sonia nie mają nic przeciwko :).

Zachęciłam do tego samego ekipę sklepu www.naszezoo.pl. Nie trzeba było długo ich przekonywać – to super ludzie, którzy udzielają się w różnych akcjach mających na celu pomoc zwierzętom. Doceniam wysyłkę paczki tym bardziej, że mówimy o kameralnej, lokalnej fundacji, a nie popularnych schroniskach z setkami tysięcy polubień na fejsie. Gizmo i Sonia zostali wyznaczeni na testerów przesłanego jedzonka i artykułów pielęgnacyjnych (sklep jest bardzo dobrze zaopatrzony, można w nim znaleźć wszystko, czego pies, kot czy inne zwierzę domowe potrzebuje). Sonia (pieszczotliwie nazywana przez nas Słonią) ucieszyła się najbardziej z dobrej karmy, a Gizmo (jak to Gizmo) ucieszył się dokładnie ze wszystkiego.

Ja ucieszyłabym się najbardziej, gdyby któryś z psów w końcu trafił do domu, na który zasługuję, dlatego nieśmiało dodam, że oba psy są do adopcji. Sonia to prawdziwy pieszczoch, a Gizmo żywe srebro. Zainteresowanym opowiem więcej odpowiadając na maile czy komentarze. A o sklepie Nasze Zoo będę pamiętać przy kolejnym zaopatrzeniu dla Figi :).

Mam szczęście do kobiet!

Zlepek zdjęć nie wygląda jak relacja ze spotkania poczytnych blogerin w stolicy. A przecież jest! Bo tylko tyle przywiozłam z naszego weekendu. A nawet trochę Was oszukuję, bo urocze zdjęcie inspirowane Hanibalem Lecterem i toast wznoszony nad paczką chipsów i żelków o godzinie 4:00, wykonała Alina.

Wsiadając do pociągu miałam wrażenie, że jadę na długo wyczekiwane kolonie. To wrażenie utrzymywało się przez kolejne 48 godzin ;). Mam po prostu szczęście do wspaniałych kobiet! Przegadałyśmy kilkanaście godzin, jadłyśmy same pyszności, planowałyśmy strategie podbijania świata, wzajemnie się inspirowałyśmy i chłonęłyśmy pozytywną energię. Cieszę się, że w blogosferze można nazwiązać tak wartościowe i szczere znajomości. Niech potwierdzi to brak zdjęć, o których jak zwykle zapomniałyśmy, gadając jak nakręcone. Ludzie poznani dzięki blogowaniu są dla mnie jedną z największych wartości wynikających z założenia bloga.

Linki do blogów dziewczyn: Aliny | Kasi O Nazwisku Którego Nie Umiem Wymawiać | Kasi | Natalii

Spotkanie z dziewczynami, możliwość wymiany doświadczeń i podzielenia się (mniej lub bardziej poważnymi) problemami, sprawiły, że odżyłam. Mam sporo rzeczy do przemyślenia, jeszcze więcej do zrobienia, ale jedno jest pewne – potrzebowałam takiego weekendu i takich rozmów. Czuję się trochę tak, jakbym wiele tygodni spędziła w małym pomieszczeniu na poddaszu (ale nie takim z pinteresta, tylko takim z małymi oknami, kurzem i zapachem stęchlizny w pakiecie), a nagle ktoś otworzył okno.

I może nawet zrobił przeciąg.

drlifestyle figa

Wyjazdy są fajne. Koleżanki są cudowne. Webinar był ekstra. Ale jednak najfajniej jest wtedy, kiedy po tych wszystkich szaleństwach, wracam do domu. Do domu, czyli do nich :).