Jaki lajf, taki stajl #13

Skąd wzięło się dodatkowe 20 000 na moim koncie, co dla mojej siostry znaczy „w miarę OK średnia”, kiedy stwierdziłam, że jestem sławna i czemu opłaca się suszyć banany? Zapraszam Was na pełen emocji wpis z serii Jaki lajf, taki stajl, w którym pokazuję, że wcale nie jestem tak świetnie zorganizowana jak myślicie, moje życie jest znacznie nudniejsze niż staram się to kreować w wirtualnej przestrzeni, a zamiast uczyć się całymi nocami, robię zdjęcia kota. W tym tygodniu dam dojść do głosu właśnie zdjęciom, bo jedną ręką piszę posta, a drugą odpalam materiały na jutrzejszy egzamin (i wtorkowy, i piątkowy, i sobotnie też). Do roboty!

2015-02-01_foto003_20-28

Pro tip dla nielubiących owsianki i oszczędnych: możecie podbić jej smak nie tracąc kasy na borówki, nasiona chia czy inne płatki migdałów. Pokrójcie banana w plastry, wrzućcie do suszarki (takiej jak np. do grzybów) i dodawajcie po kilka plastrów. Smak jest bardziej intensywny niż w przypadku świeżego banana, nie jesteśmy narażeni na szalone ceny (można wyłapać promocję, przy większej ilości opłaca się zwrócić na to uwagę), a codziennie możemy dorzucić coś słodkiego do owsianki. Moja maminka ususzyła dla mnie 4 kg i wygląda na to, że są to zapasy na całą zimę.

DSC_1366
DSC_1359
DSC_1377
Cieszę się, że placuszki wszystkim wychodzą, a tym bardziej, że wszystkim Wam smakują!

Do niedawna (do piątku) moimi idolkami były Jen Selter i Yanita Yancheva. Bardzo szybko zmieniłam zdanie i od dziś podziwiam Annę Mikołajczyk, i każdego z Was, komu udaje się jeść zgodnie z postanowieniami w domu rodzinnym. W barze ze znajomymi było łatwiej! Po krótkim weekendzie spędzonym w domu spokojnie mogłabym założyć konkurencyjne wydarzenie dla #30dnifit np. #spalamypoświątecznegrzechy. Mój brzucho przeżył wigilię i oba święta w kilka godzin. Tęskniłam za drożdżowcem!

DSC_1392
W trochę innym wydaniu niż na co dzień. Wiem, wiem, że wolicie cebulę!

A skoro już jesteśmy w tematach rodzinno-domowych. Pobyt na moim zadupiu zawsze wyzwala we mnie pozytywne emocje. Na co dzień tęsknię za rodzicami, siostrą, chrześniakami, babciami, wujkami i ciociami (których wszystkich mam w promieniu 50 metrów od domu), więc nawet taki jeden weekend wyrwany ze szponów sesji to dla mnie super sprawa. Od dzisiaj na mapie punktów koniecznych do odwiedzenia podczas nawet najkrótszego pobytu będzie też sklep. Sklep, w którym Pani ekspedientka pozwoliła mi być winną 40 groszy, kiedy zabrakło mi do chleba (i to pszennego!). Ha! I to jest miara sławy, a nie jakieś tam dodatkowe 20 000 na moim koncie GA.

Żartuję. Tak naprawdę nadal nie mogę wyjść z podziwu dla WAS, moich czytelników, że tak skutecznie polecacie bloga znajomym. Styczeń był dla mnie miesiącem przełomowym i z 35 tysięcy osób, które wpadły na bloga w grudniu, zrobiło się 57 tysięcy w styczniu. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej liczby i kiedy wyobrażam sobie, że miałabym przemówić do Was wszystkich na jakiejś imprezie plenerowej to czuję ogromny respekt. Starałam się o treści najwyższej jakości nawet wtedy, gdy czytał mnie tylko Łukasz, mój tato i moja siostra? O właśnie, a co do Marty! Zapytana jak poszedł jej semestr zimowy w szóstej klasie odpowiedziała „nie najgorzej”, a kiedy poprosiłam ją o doprecyzowanie, okazało się, że ma na myśli średnią 5.8. Faktycznie nie najgorzej, no nie? Ale już kończę, nie chcę zadzierać z tą szaloną kobietą, która w zeszłym tygodniu zdała egzamin na żółty pas w karate kyokushin (gratuluję misia!).

Wracając do bloga:  teraz, kiedy piszę dla tak wielu odbiorców, mam ochotę dawać z siebie jeszcze więcej. Mam nadzieję, że sesje na obu kierunkach będą dla mnie łaskawe i już na przełomie lutego i marca wdrożymy wszystkie pomysły na rozwój bloga w życie. Mogę Wam podszepnąć, że ten weekend przyniósł jeszcze jedną cudowną perspektywę dotyczącą moich studiów. Jestem bardzo podekscytowana i mam nadzieję, że już za kilka tygodni wszystko się potwierdzi. Trzymajcie kciuki!

russian blue cat

Skoro rozpływałam się nad czytelnikami to nie mogę ominąć jednego, który sprawił mi chyba najwięcej radości w minionym tygodniu. Jestem jakąś dziewczyną z Internetu. Trochę niepoważnym klaunem, trochę zarozumiałą złośnicą, której wydaje się, że pozjadała wszystkie rozumy (białko!). Nadal trochę nie wierzę, że te cyferki ze statystyk to ludzie, z których każdy ma swoje życie, pasje, problemy, radości i trochę czasu, by spędzić te 9 minut na moim blogu (statystycznie tyle czasu czytelnik spędza na moim blożku). Wsród tych osób, są takie, które bezinteresownie chcą mi pomóc. Marta jest przyszłym dr Szczytem polskiej kosmetologii i przesłała mi magiczne mikstury, które mają uratować moją cerę trądzikową. Nie zdziwcie się, jeśli za kilka tygodni pojawi się post z aktualizacją stanu mojej cery, bo efekty już teraz są super. Marta okazała się być super dziewczyną, która przy okazji prowadzi bloga. Wiem, jak ważne jest wsparcie innych blogerów w promowaniu innych miejsc w sieci (namacalnym dowodem są wyniki ankiety u One Little Smile), więc z największą przyjemnością polecam Wam bloga Kosmetologa Noga.

Wpisy do nadrobienia:

  • Moja aktualna dieta – co dokładnie jem na każdy z posiłków, jakie są ogólne założenia
  • Wyposażenie mojej kosmetyczki na siłownię + ogłoszenie zwycięzców konkursu Bosch (bardzo proszę uczestników konkursu o sprawdzenie wyników!)
  • Jak zdrowo przytyć? (na komentarze odpowiem jutro lub we wtorek, nie zostawię nikogo bez odpowiedzi 🙂 – będzie kontynuacja tego wpisu, zamierzam wytłumaczyć na czym polega między proponowanym przeze mnie jadłospisem dla osoby, która chce przytyć, a która chce schudnąć, stworzę dla Was dziesięciodniowy jadłospis i spełnię inne życzenia, które sobie wymyślicie – dajcie znać, na pewno je uwzględnię!

Teraz nastąpi seria zdjęć Figi, którym nie mogłam się oprzeć. Wszystkich antykociarzy uprasza się o zamknięcie oczu i przytrzymanie strzałki w dół przez 15 sekund!

2015-01-29_foto121_13-06

Uwielbiam ten inteligentny wyraz twarzy!

2015-01-29_foto123_13-06
2015-01-29_foto129_13-11

Małe Rude! Czy nie uważasz, że powyższe zdjęcie czyni mnie już trochę Moniką Gabas Photography?

2015-01-29_foto134_13-12

Taka jestem śliczna <3

2015-01-29_foto135_13-12
2015-01-29_foto138_13-14
2015-01-30_foto150_00-27
2015-01-30_foto158_00-29
2015-01-30_foto162_00-30

Przyjaciółki.

2015-01-30_foto163_00-59

Powyższe zdjęcie jest dowodem na to, że zwierzęta upodabniają się do swoich właścicieli. Łukasz przed komputerem wygląda tak samo <3.

2015-01-30_foto166_02-24

Czy Wy też widzicie w tym zdjęciu kulturystę dumnie prężącego swojego bicka? (Polecam zwrócić uwagę na bezradne nóżki).

2015-01-30_foto170_02-26
2015-01-30_foto174_18-18
2015-01-29_foto140_22-44

Ostatni egzamin na biotechnologii mam 10 lutego (co znaczy, że moja sesja trwać będzie ponad miesiąc), a na dietetyce nieco później. Jestem tym już nieco znużona, ale wieści z tego weekendu dają mi mega motywacyjnego kopa, więc zagryzam zęby i nie poddaję się bez walki! Jak u Was z sesją? Kiedyś napisałam post „Jak przetrwać sesję” – możecie do niego zajrzeć, jeśli nadal jesteście na placu boju.

Zaraz przychodzi Ania, rozsiądziemy się przy stole, który momentami okazuje się za mały na nasze ilości makulatury i zaczynamy się uczyć.

Tzn. robić wszystko, żeby tylko się nie uczyć.