#Jaki lajf, taki stajl #25

Własne myśli zagłusza mi miauczenie kota. Figa ewidentnie próbuje nam zakomunikować, że samochodowe podróże nie należą do jej ulubionych form spędzania czasu. Ja nie przepadam za takimi jak ta dzisiejsza. Wracam do rzeczywistości, za którą wcale nie tęskniłam, którą wolałabym przespać, ani razu nie wychylając nosa spod kołdry. Dorosłość ma to do siebie, że niektórym rzeczom trzeba stawić czoła, więc stawiam. Choć po cichu liczę na to, że zza rogu wyłoni się tęcza, po której zjadą troskliwe misie i ogarną to wszystko za mnie.

Które wszystko mam na myśli? Przygotowania do BioForum są już na finiszu. Nadal prowadzimy rejestrację dla studentów kierunków biomedycznych, wszystkie szczegóły podane są w wydarzeniu. Szanowny studencie biotechnologii, farmacji, medycyny, chemii, biologii, mikrobiologii, analityki i podobnych, zwracam się teraz do Ciebie. Kiedy zaczynałeś studia, wyobrażałeś sobie, że właśnie dołączasz do elitarnego grona ludzi, którzy zarażeni wspólną pasją, będą uczestniczyć w wielkich rzeczach. Tworzyć świat na nowo, uczyć się pasjonujących treści i odnajdywać sposoby na poprawienie jakości życia tych, którzy tego potrzebują?

A później się obudziłeś. Na pierwszym roku okazało się, że zamiast klonowania będziesz musiał uczyć się obliczania macierzy (choć słowo matrix wydaje się bardziej oddawać sedno sprawy), fizyki na mikrobiologii, chorób wewnętrznych na biotechnologii, a podstaw chirurgii na dietetyce. Wykładowcy mają w sobie tyle entuzjazmu, że nikt nie byłby zdziwiony, gdyby zasnęli na własnych zajęciach, a system oceniania przypomina zwolnienie blokady maszyny losującej.

Jeśli chcesz zrobić krok milowy dla swojej kariery, skorzystaj z możliwości czekają na Ciebie podczas tegorocznej edycji BioForum. Studenci będą mieli niepowtarzalną okazję, spotkać się ramię w ramię z potencjalnymi pracodawcami. Z ust liderów najbardziej wpływowych firm biotechnologicznych w Polsce będą mogli uzyskać odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Korzystając ze strefy Job Hunting, studenci będą mogli zapoznać się z ofertami pracy z sektora life science. Ten, kto za kilka lat widzi siebie w roli pracodawcy, a nie pracownika, niewątpliwie zainspiruje się spotkaniem ze studenckimi startupami. Zarówno tymi początkującymi ? Spiruu oraz Face Controller oraz InnoGene, który startupem już dawno nie jest, bo przekształcił się w sprawnie funkcjonujące przedsiębiorstwo. Inspirację przekuć w działanie pomoże ekspert, który doradzi gdzie pozyskiwać fundusze na realizację naukowo-biznesowych marzeń. Unikalna, targowa formuła konferencji pozwoli na bezpośredni kontakt z przedstawicielami przemysłu (kilkadziesiąt wystawców z branży life science). Studenci są również uprawnieni do udziału w wykładach otwartych oraz interesującej wycieczki do Wrocławskiego Parku Technologicznego. No i wiecie, lepszej okazji do pogaduch ze mną i przybicia piątki niż na after party dłuuuugo nie będzie!

20150501-IMG_8530
20150501-IMG_8348
20150501-IMG_8362
20150501-IMG_8412

Majówka upłynęła mi pod znakiem błogiej paplaniny z siostrami Łukasza, nauką chorób wewnętrznych (mam wrażenie, że mogłabym zdiagnozować u siebie przynajmniej połowę), bieganiem po lesie (w przypadku Łukasza bieganiem za mną z aparatem), tuleniem Figi i pracą. Zrobiłam też ramowy plan postów na bloga, bo nie chciałabym powtórzyć sytuacji z kwietnia: 7 tekstów w miesiącu to liczba zdecydowanie poniżej moich oczekiwań.

20150501-IMG_8610
20150501-IMG_8608

A ta sałatka jest pyszna! Paczka makaronu penne (tutaj w promocji Lubella 3zł/paczka i przy okazji chleb żytni na zakwasie za 1,79 zł), paczka rukoli, słoiczek suszonych pomidorów, 100 g słonecznika, 100 g dyni, opakowanie sera feta i gotowe –  mało krojenia, a smak przedni. Prawa autorskie posiada mama Łukasza :).

20150501-IMG_8667

Moje przyszłe szwagierki stwierdziły, że w końcu musicie poznać prawdę o mnie – rzekomo to zdjęcie spełnia warunki.

Podrzucam link do tekstu, z którego jestem bardzo zadowolona i uważam za arcyważny. Choć chyba jeszcze ważniejsze niż sam post, są komentarze – przeczytajcie je ku przestrodze. Mówię o wpisie „Jakim cudem daliśmy sobie wmówić, że dieta 1200 kalorii ma sens„.

Żeby nie być paskudnym samolubem, podrzucę rewelacyjny tekst Krystyny Jandy:

Najpierw są szczupli, smukli, gibcy, mają marzenia i są pewni że będą wyjątkowi. Inni niż ich rodzice i lepsi niż rówieśnicy. Potem ich marzenia weryfikuje rzeczywistość i orientują się, że samo się nie staje nic, a ich wybory przynoszą określone skutki. Łączą się w pary z miłości, przypadku lub konieczności i zaczynają iść razem przez kolejne dni. Następują wielkie wydarzenia, narodziny dzieci, mieszkanie, lodówka, samochód, telewizor. Praca wciąż nielubiana i traktowana jak zła konieczność. Życie oszczędne i bez pasji. Dzieci dorastają pogardzając nimi, bo myślą, że są i będą inne, że będą lepsi, wartościowsi, szczęśliwsi. Dzieci odchodzą. Oni idą na emeryturę. Są urządzeni, w domu nic nie zmieniają, nie lubią też zmian. Co rano z wielkimi brzuchami, małymi krokami obrażeni na siebie od dawna , nie wiadomo za co, ale za to stale, idą na zakupy i po gazetę. Przed weekendami i świętami na zakupy większe. Jedzenie jest stosunkowo tanie, więc ich głównym zajęciem jest gotowanie i jedzenie. Wracają do domu, ona sprząta, trochę pierze, on ogląda telewizję, czyta gazetę, wyczytuje z niej że wszyscy kradną , kłamią, chcą dla nich źle, lub mają gorzej od niego i spotykają ich same nieszczęścia. Dzieli się z nią gazetowymi frustracjami i dogląda gotujących się potraw. Gotowanie po latach pracy staje się i dla niego atrakcją. Obiad gotuje 4, 5 nawet 6 godzin. Potem jedzą. Siadają potem przed telewizorem i jedzą dalej, tylko co innego niż na obiad. Potem jedzą kolację produkując w kółko cholesterol. Wieczorem mierzą razem ciśnienie i to jest ich wkład w zdrowie. Potem mają wylew, zator, atak serca lub raka i orientują się że mieli żyć inaczej.

Czy naprawdę jesteśmy tak beznadziejnie krótkowzroczni, że potrzebujemy terapii szokowej, by mieć odwagę sięgać po własne marzenia? „Zacznę biegać, jak zdam maturę”. „Wrócę do regularnego blogowania, gdy zdam egzamin” (tak, to o mnie). „Pojadę na wakacje, jak schudnę”. „Przeczytam książkę, jak skończę projekt”. Zapominamy, że w miejsce aktualnych wymówek wskoczą następne, że jak uporamy się z jednym przeciwieństwem losu, pojawi się kolejne. Zamiast dbać o piękną codzienność żyjemy od wakacji, do wyjścia do kina, od grilla u znajomych, do majówki, od kupna mieszkania, do wesela, od narodzin dziecka, do jego osiemnastki. Zamiast dbać o zadowolenie z codzienności, harujemy tygodniami, by zapracować na kilka dni namiastki życia, jakie chcielibyśmy wieść. Moją idolką, która celebruje codzienność jest Aga (Life Managerka), a kwintesencję jej podejścia do życia przedstawia ten tekst.

Są pewne zobowiązania, których nie można rzucić z dnia na dzień – choćby ze względu na współpracowników czy już poświęcony na dany projekt czas. Można jednak w porę zdać sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy przynoszą efekty niewspółmierne do pracy, której wymagają. Wówczas trzeba zrobić wszystko, by jak najszybciej (ale z klasą i bez obciążania swoją decyzją innych ludzi) z nich zrezygnować.

Cieszę się, że nie musiałam czekać na „wylew, zator, atak serca lub raka”, by dojść do tych wniosków. Tymczasem – wracam do nauki. Mam nadzieję, że w wolnych chwilach będę miała okazję poczytać w komentarzach jak Wam minął weekend i jak idzie Wam zachowywanie równowagi między życiem pełnią życia, a realizacją zawodowych czy szkolnych ambicji.

Maturzyści (jeśli tu jesteście!) – trzymam za Was kciuki i życzę powodzenia. Może i matura to bzdura, ale czasem jest niezbędnym środkiem do osiągnięcia celu, więc doza stresu jest uzasadniona. Jednak teraz proszę już zamykać książki, nie powtarzać materiału, zjeść pycha kolację, włączyć ulubiony serial i uciekać do spania – Ciocia Lajfstajl pozwala :).