Jaki lajf, taki stajl #26

Mam na to wybiegane

bieganie dr lifestyle

Nie mam czasu na siłownię czy jakiekolwiek inne formy aktywności, które wymagają ode mnie dojazdu lub dostosowania się do harmonogramu zajęć. Inaczej: czasu mam tyle, co zawsze – priorytety trzeba było jednak przewartościować. Więc wyciągnęłam buty do biegania i zaczęłam prowokować katabolizm mięśni, które tak pieczołowicie budowałam zimą. Bieganie daje wolność. Wychodzę kiedy chcę i na ile chcę. Mogę biec tak szybko, by nie nadążać za własnymi myślami, a z drugiej strony na tyle wolno, by móc przemyśleć wszystko. Od paru tygodni nie biegam na czas, ani na dystans – kieruję się liczbą odsłuchanych piosenek i zasadą „gdzie nogi poniosą”. Endomondo nawet nie aktualizowałam, bo coraz częściej zamiast motywować, zabijało przyjemnośc z treningu. Nie muszę się z nikim ścigać, ani wytrwale walczyć o urwanie kilkunastu sekund dla życiówki. To bieganie jest dla mnie, a nie ja dla niego.

Lubię, kiedy podczas biegania, brzęczy mi w uszach powyższa playlista z kiczowatą miniaturką. Zróżnicowane tempo, piosenki, przy których sama zaczynam śpiewać, utwory, które każą mi przyspieszyć niezależnie jak zmęczona bym była. Aktualnie moja ulubiona treningowa playlista.

Szukacie inspiracji i motywacji do uprawiania sportu? Idźcie do parku. Nie zabierajcie telefonu. Usiądźcie na ławeczce i tak sobie siedźcie. Siedźcie i patrzcie. To ile osób biega/jeździ na rowerze/jeździ na rolkach/uprawia nordic walking jest niesamowite. Więcej ruszających się, niż siedzących na ławkach. A wiecie co jest najfajniejsze? Nie zobaczycie wyłącznie tych, którzy są zaprawieni w boju i ich ciało aż krzyczy: jestem sportowcem, jestem pro, mam super ciuchy i ciało! Spotkacie osoby o każdym stopniu zaawansowania – jedni obwieszeni sprzętem, inni w znoszonych trampkach (często kręcący znacznie lepsze wyniki niż Ci poprzedni). Po godzinie wróćcie do domu i wpiszcie do kalendarza najbliższy trening. Nieważne jak pójdzie i czy będą Was wyprzedzać dzieci na swoich trójkołowych rowerkach – będziecie o jeden trening bliżej celu. A ta myśl jest całkiem spoko.

Spółdzielnia (Off Piotrkowska)

Spółdzielnia to kolejne smaczne miejsce na kulinarnej mapie Łodzi, zlokalizowane na moim ulubionym Off Piotrkowska. Wypróbowane wielokrotnie, a testowanie każdorazowo kończyło się pełnym brzuchem i rozpieszczonym podniebieniem. Pyszne burgery, pasty, doskonale przygotowane mięsa, ryby. Bogata oferta śniadaniowa, a jednocześnie w menu znajdziemy też super driny i koktajle na wieczór. Spółdzielnia to miejsce na randkę, rodzinny obiad i drinka ze znajomymi – panuje świetna atmosfera (zarówno wewnątrz jak i na ogródku), a odkąd wprowadzili hmmmm mini plażę z leżakami przy konsoli dj’a i piwie z kija… Kupili mnie totalnie.

20150509-20150509-IMG_8786
20150509-20150509-IMG_8796
20150509-20150509-IMG_8812
20150509-20150509-IMG_8815

A ten Pan powyżej to naczelny fotograf, grafik, programista i ogarniacz bloga. Prywatnie mój obiekt westchnień, nieprzerwanie od niemal 4 lat.

20150509-20150509-IMG_8824
20150509-20150509-IMG_8827

Co w internetach piszczy?

Dorota napisała tekst, którego założenia są mi bardzo bliskie. „Czy warto kurczowo trzymać się celu” pokazuje, że nie zawsze należy stawiać znak równości między słowem rezygnacja a porażka. Ja mam jedno bardzo umowne uczucie, którym kieruje się, podejmując decyzję o powiedzeniu sobie dość. Jeśli coś bardziej mnie unieszczęśliwa, niż uszczęśliwia to znak, że nie ma dla tego zajęcia miejsca w moim życiu. Jednocześnie nigdy nie rezygnuję ze zobowiązań, których się podjęłam – moje widzimisię mogłoby mieć fatalne konsekwencje dla współpracowników czy bezproblemowego przebiegu projektu. Po prostu czekam na moment, w którym można zrobić to maksymalnie bezboleśnie i robię. Bez oglądania się za siebie i zastanawiania się czy nie lepiej byłoby się przemęczyć.

Mogła Wam umknąć moja rozmowa z Martą, w której mówię o moich planach na bliższą i dalszą przyszłość, o studiowaniu, blogowaniu i innych. Czytając miałam wrażenie, że wypadłam na nadmiernie pewnego siebie zarozumialca, ale oceńcie sami.

W ramach cotygodniowego przeglądu promocji w supermarketach doszłam do wniosku, że wiosna sprzyja zakupom ułatwiającym zdrowy styl życia. Niech Was Simplicite broni, kupować wszystko na raz! Jeśli jednak poszukiwaliście, którejś z tych rzeczy, to teraz jest świetna okazja do zakupu w dobrej cenie:

  • genialny blender do smoothie, stylistyka kitchen aid, a cena… 88 złotych :). Gdyby nie to, że mam już blender to kupowałabym, bo ten będzie bardzo łatwo myć (czego nie mogę powiedzieć o moim dzbankowym). 3 lata gwarancji.
  • rolki z kółkami kauczukowymi i 3letnią gwarancją 99,00
  • blender ręczny 3w1 49,99
  • grill elektryczny dwustronny 79,90
  • urządzenie do produkcji domowych lodów 59,90
  • dzbanek 2l, szklany z wkładem chłodzącym – 19,90
  • pulsometr bluetooth – 69,00
  • ubrania sportowe 24,99-34,99
  • naprawdę sensowne buty sportowe Dunlop – 59,99
  • torba sportowa Kappa (różne kolory) – 49,99
  • boskie kolorowe wrotki – 79,00 (szkoda, że rozmiar 41 nie został uwzględniony w zestawieniu :()
  • kolorowe deskorolki  – 59,00
  • komplet ręczników z mikrofibry (duży kąpielowy i mały) – 24,99

A jeśli nie chcecie wydawać kasy to Wasz Dr Lifestyle przychodzi z odsieczą. Prosta sprawa: wysyłacie do mnie na maila ([email protected]) wesołe zdjęcie, z którego kipi pozytywna energia (nie musi być na nim Was, Waszych twarzy, ale musicie być autorami), a ja wybieram spośród nadesłanych zdjęć 5 i obdarowuję zwycięzców: bonem do Decathlonu na 250 zł, bonem na 100 zł i 3 zestawy suplementów. Nie opublikuję zdjęcia bez Waszej zgody! Pamiętajcie, że nie zależy mi na perfekcyjnym zdjęciu, idealnym pod względem technicznym – może być zrobione nawet tosterem, byle było wesołe i wywołujące uśmiech, motywujące do pozytywnych zmian :).

Bardzo się cieszę, że u wielu z Was sprawdził się mój przepis na dietetyczne burgery z kurczaka. Sos a’la BigMac robi furorę. A na deser możecie wypróbować, któryś z koktajli z tekstu o diecie dla dobrego samopoczucia.

porownanie

A tak słowem zakończenia… Zdjęcie niepozowane, efekt niezamierzony. Czerwona szminka, kreska na oku, paski i zaciesz do talerza.

Niektóre rzeczy się nie zmieniają.