Jaki lajf, taki stajl #27

Jest facet, przez którego wylałam więcej łez, niż przez całą resztę razem wziętą. Ma na imię Andrzej, a na nazwisko Szczeklik, a fakt, że nie żyje od 3 lat nie przeszkodził mu w zatruciu mi ostatnich 3 miesięcy życia. 2500 stron A4 w jakości godnej książki telefonicznej. W czwartek zobaczyłam najbardziej wymarzone 12,5 punkta – całe pół ponad minimalny próg zdawalności. Ta informacja jest dla Was nie bez znaczenia – wracam do żywych! Wracam na siłownię, na bloga, na Instgram, do gotowania, do czytania i całej reszty przyjemnych rzeczy. W przyszłym tygodniu odbędzie się BioForum, co będzie równoznaczne z zakończeniem ponad półrocznego stażu. W związku z konferencją od wtorku będę we Wrocławiu, by przyglądać się naszemu dziełu ;). W związku z powyższym odpadnie mi kolejne angażujące zobowiązanie. Przez najbliższe dwa miesiące skoncentruję się na bieżących zaliczeniach i egzaminach, pisaniu pracy licencjackiej i przygotowaniach do egzaminu dyplomowego – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem od połowy lipca będę szczęśliwą posiadaczką dyplomu ukończenia studiów.

Wszystko zaczyna się układać,  a ja wyciągnęłam wiele wartościowych i pouczających wniosków z wydarzeń ostatnich miesięcy. Spodziewajcie się oddzielnego tekstu na ten temat.

Jak minął mi ostatni tydzień? Totalna sinsuoida, emocjonalny rollercoaster – nie mogę uwierzyć, że od poniedziałku minęło niecałe 7 dni. Działo się niesamowicie dużo, ale o pierwszej połowie tygodnia wolałabym zapomnieć. Skupmy się więc na etapie świętowania, oblewania sukcesu i uśmiechu, który, gdyby nie uszy, okrążyłby całą głowę.

post1

Wielkie sukcesy wymagają wielkiej oprawy – przez ostatnie dni w końcu przypominałam sobie jak to jest być studentką!

post2

A ten uroczy ogródek to część manufakturowej La Vende – bardzo smaczne zupy, makarony, mięcho tez pierwsza klasa.

post3

Avengers. Po wyjściu z kina chcę być silna jak Thor, zwinna jak Pietro, opanowana niczym Kapitan Ameryka i kobieca jak Natasha (choć gdybym miała wybrać jednego z Avengersów to byłabym Iron Manem, of course!). Uwielbiam marvelowskie ekranizacje, a mimo to (czy może właśnie z tego powodu) bałam się Avengers: Czas Ultrona. Niepotrzebnie! Nie wpadli w schemat, akcja była wartka i interesująca, humor na poziomie, efekty specjalne genialne. Fanom serii polecam!

post4

Mnóóóóstwo szpinaku (anemia z niedoboru żelaza mi niestraszna), kiwi, pomarańcza, 2 banany i koktajl dla dwóch osób gotowy.

post5

Moja filiżanka podpatrzona u Venilki. Kupiłam ją, kiedy czułam, że sama jestem pozbawiona mózgu (po egzaminie z interny). Jedni się zachwycają, a inni mówią, że „wygląda jak oskalpowana głowa lalki, postawiona na szyi, do której ktoś nalał kawy ;). Ja jestem fanką i będę się delektować popijaniem porannych trunków z tego bezmózga! Próbuję nawet przekonać się do picia kawy, zamiast mocnej herbaty – poszukuję jakichś smakowych cudów, które skutecznie neutralizują kawowy posmak, którego nie znoszę!

Uciekam do pisania pracy licencjackiej i snucia planów na wakacje. Mam nadzieję, że u Was też w porządku! Jak poszły matury? Mocno męczą Was na uczelniach? Szef daje w kość? Chwalcie się i żalcie w komentarzach, pokłady mojego optymizmu zostały uzupełnione i jestem gotowa podnieść na duchu wszystkich czytelników ;)!