Jaki lajf taki stajl #30 – dzieje się!

Muszę Wam się do czegoś przyznać. Po sytuacji z wtorku powinnam usunąć wszystkie teksty o organizacji czasu. Skoro budzę się o 6:20, a o 6:35 mam pociąg z dworca oddalonego o 1,5 kilometra od hotelu, w którym nocuję to jestem średnio wiarygodna jako Naczelny Strażnik Organizacji Czasu? Na szczęście zdążyłam – powinnam odtworzyć te 15 minut, podczas których spakowałam się, umyłam zęby, zrobiłam check-out, złapałam taksówkę, jechałam pod prąd, pomyliłam perony, a do pociągu wbiegłam równo z gwizdkiem konduktora.

Gdybym się nie wyrobiła, mogłabym pluć sobie w brodę, po sam pas. Ominęłyby mnie jedne z najfajniejszych kilkudziesięciu godzin w tym roku!

7

Wiecie jakie są losy informacji prasowych? Lądują w spamie. No, czasem zasługują na 30 sekund uwagi tylko po to, by nadawca został dodany do czarnej listy. Są długie, nudne, a autor nie rzadko oczekuje całego tekstu na temat jakiegoś produktu. Na przykład materaca (i uwierzcie mi, nie wybrałam najdziwniejszego przykładu). Więc jak pisze do Ciebie Acer (czy raczej przesympatyczna Miriam z WĘC PR), że zabiera Cię nad morze, że Sopot, że plaża, że słońce, że sporty wodne, dobre jedzenie i inni blogerzy… To nagle z większą uwagą zaczynasz przyglądać się pozostałym informacjom prasowym.

6
8
9
5
10
acer1
acer2
acer5
acer
acer lot

Lot był znacznie ciekawszy niż ten sprzed czterech miesięcy (podczas wakacji w Egipicie). Startowało się z plaży, a lądowało… W morzu. To zdecydowanie najskuteczniejszy sposób integracji grupy ;).

acert4

A z tą trójką powyżej integrowaliśmy się zawodowo <3.

Powtarzam to do znudzenia, ale możliwość poznawania nowych osób jest jedną z największych wartości blogowania. Ba! Nie chodzi o samo poznawanie osób. Chodzi o poznawanie absolutnie rewelacyjnych osób, z którymi masz ochotę spędzić resztę życia (w czym nie przeszkadza Ci fakt, że znacie się dobę). Mimo, ze z Magdą oczywiście bardzo się nie lubimy to czysto PR’owo napiszę teraz, że jestem zachwycona – jedna z moich ulubionych blogerek okazała się być jeszcze fajniejsza niż w internetach. Na początku myślałam, że łączy nas jedynie ta sama kosmetyczka, ale po kilku godzinach wiedziałam, że jesteśmy sobie pisane jak yin i yang, jak dwie połówki pomarańczy, jak Mrozu i miliony monet…

Mimo, że tamtego dnia w Sopocie było największe zagęszczenie egocentryków na kilometr kwadratowy to jednocześnie mieliśmy do czynienia ze zlepkiem totalnie różnych osób, które łączyło jedno – życie z pasją. To było bardzo inspirujące, prześmieszne i motywujące spotkanie. Na #aceratsea było świetnie, a to cudo zaczęło mnie bardzo niebezpiecznie kusić.  Kończę wątek, bo mam ochotę wstawić tu mnóstwo serduszek, buziaków, narysować tęczę, dziękować za rozmowy każdemu z osobna, a przecież chcę Wam opowiedzieć o czymś jeszcze!

Roztyłam się

Ulałam, rozlazłam, spasłam. Doszło kilka kilogramów i sporo nierówności na udach i pośladkach, za którymi wcale nie tęskniłam. Jak to się stało, że taki lajfstajl się zapuścił? Wiecie, że za mną cholernie ciężkie trzy miesiące. Musiałam zrezygnować z hobby, treningów, świadomego gotowania na rzecz nauki i ogarniania rzeczy związanych ze stażem. Na szczęście efekty wynagradzają tamte trudy – koniec końców zdałam egzamin, a po zakończonym stażu dostałam propozycję pracy (z której skorzystałam). Niestety, dopadły mnie konsekwecje bylejakości, która towarzyszyła mi w innych sferach życia – dotyczyło to w szczególności diety i trenigów. Dzięki temu, że wcześniej trenowałam siłowo i miałam w swoim ciele dużo mięśni, moje ciało nie zmieniło się w kulkę – nie tak, jak mogłoby ;). Nie bez znaczenia jest też fakt, że od kilku miesięcy (a moze to już pół roku?) nie mogę stosować dotychczasowej terapii łagodzącej objawy PCOS. Kiedy mam do wyboru migrenę lub zaburzenia hormonalne, bez zająknięcia wybieram to drugie. Z migreną i tak nie cieszyłabym się resztą ;).

Efektem moich zaniedbań są oklapnięte pośladki, delikatnie – ale jednak – widoczny cellulit i wzdęty brzuch. Na szczęście jakiś czas temu wróciłam do treningów, a i zawartość lodówki zaczęła się poprawiać. Jestem przekonana, że na przełomie czerwca i lipca wszystko wróci do normy – skoro zdecydowałam się reaktywować Wakacyjną Akcję Motywacyjną, sama muszę świecić przykładem!

20150611-IMG_9798
20150611-IMG_9799

Moja czytelniczka – Nina z Dobrych Genów zaproponowała mi, że zaprzyjaźniony łódzki salon zajmujący się kosmetologią na levelu pro (depilacja laserowa, mezoterapia, karboksyterapia) przeprowadzi operację na otwartym lajfstajlu ;). W czwartek byłam na pierwszej wizycie w łódzkim oddziale salonu. Po konsultacji ustaliłyśmy, że z moimi potrądzikowymi bliznami poradzi sobie mikrodermabrazja diamentowa, z workami pod oczami mezoterapia, a z cellulitem – karboksyterapia.  Jeśli interesują Was szczegóły oferowanych zabiegów i informacje o nich to zajrzyjcie na stronę gabinetu Laser DeLux. Będę informować na bieżąco o postępach . Choć wierzcie mi, wolałabym po cichutku wrócić do dawnego stanu rzeczy i nie przyznawać się przed Wami do chwili słabości.

Mam nadzieję, że nie godzi to w moją wiarygodność, wybaczacie mi chwilowe zboczenie z naszej ścieżki i będziecie mnie dopingować w powrocie do formy równie mocno, jak ja Was!

Korzystając z okazji, że tak sobie szczerze gadamy to przyznam się do jeszcze jednej rzeczy. Paskudna ze mnie bałaganiara! Płynnie przejdę nad tym wyzwaniem do sfery, która jest w związku z tym szczególnie problematyczna: moja szafa. Nie dość, że nie umiem znaleźć konkretnych rzeczy to jeszcze wszystkie są wiecznie wygniecione. A prasowanie to zło ostateczne! Mimo to, żyłam sobie w gąszczu ubrań, a nawet jeśli przygotowałam kartony na ubrania do sprzedania, to ciuchy przeleżały w nich dobrych kilka miesięcy. Dopiero Slow fashion – Modowa Rewolucja, Asi z bloga StyleDigger zmotywowała mnie na tyle, by wystawić swoje ubrania na sprzedaż (tu nadal możecie je kupić). To pokazuje, jak skuteczną książkę napisała Asia. To tylko jedna z jej licznych zalet – książka jest zabawna, merytoryczna, motywująca i pełna konkretnych wskazówek i narzędzi, które pomogą raz, a dobrze uporać się z gąszczem ubrań w naszych szafach. Jeśli jesteście zainteresowani, napiszę krótką recenzję.

Zanim rzucicie się na książkę, nadróbcie teksty publikowane w tym tygodniu na blogu:

Jestem w epicentrum sesji na obu kierunkach, jutro rano mam kolejny egzamin, więc uciekam.

Choć wierzcie, wolałabym zostać z Wami! Jako pilna studentka obiecuję odpowiadać na Wasze komentarze jeszcze dziś – trzeba zachować równowagę!