Jaki lajf, taki stajl #33

Jestem przekonana, że jajko sadzone można dziś przyrządzić na pierwszym lepszym parapecie. Ktoś chyba zbyt dosłownie potraktował błagania o wyższą temperaturę latem. Oj, macie rację. Czepiam się, bo ten upalny weekend musiałam spędzić w szkole. Dietetyka (w odróżnieniu od biotechnologii) nie wiąże się ze zbyt wieloma problematycznymi egzaminami, szkoda tylko, że niemal każdy weekend lipca mam urozmaicony kolejnymi zaliczeniami. Na innych uczelniach na studiach zaocznych sesja też trwa do końca lipca?

O, zapomniałabym. Kliknijcie sobie. To piosenka skutecznie umilająca czytanie. I wszystko inne.

papu

Powyżej widzicie pyszność wyczarowaną właśnie na zajęciach. Jakim cudem makaron może nadawać się do diety bezglutenowej? Wtedy, gdy jest cukinią ;). Cukinię traktujemy obieraczką (mocno dociskając, by powstałe „tagliatelle” nie było zbyt cienkie). Pestki słonecznika (około 2 garści) prażymy, a następnie dodajemy je do pęczka pietruszki. Całość blendujemy, dodajemy 3 łyżki oliwy, pół łyżeczki pieprzu, kilka ząbków czosnku, odrobinę soli. Powstałe pesto mieszamy z pomidorkami koktajlowymi (około 250g) przekrojonymi na pół. Dodajemy mieszankę do cukiniowego makaronu. 10-15 minut i obiad gotowy. Dla leniuszków (i chcących unikać grzania czegokolwiek przy panujących za oknem temperaturach) równie dobrze sprawdzi się opcja z surowymi pestkami dyni.

lod

A jeśli jesteśmy przy sposobach na schłodzenie sobie życia to muszę wspomnieć o kolejnym bardzo prostym i efektownym pomyśle. Do tradycyjnej foremki na kostki lodu wkładamy różne owoce i/lub liście mięty. Zalewamy wodą, mrozimy, przypominamy sobie o tym, gdy na dworze jest gorąco, dodajemy do wody, robimy fotkę i zgarniamy lajki na insta. Na żywo: tytuł Perfekcyjnej Gosposi. Co do insta: pamiętajcie, że zmieniłam nazwę profilu na @wakacyjnaakcjamotywacyjna – to będzie główne medium dla WAM.

wakacyjna akcja motywacyjna

Wszystkich, którzy potrafili podjąć męską decyzję i zamierzają dołączyć do Wakacyjnej Akcji Motywacyjnej zachęcam do poinfrowania o tym na swoich profilach na Instagramie. Pobierzcie powyższe zdjęcie, wstawcie je, oznaczcie @wakacyjnaakcjamotywacyjna i czekajcie na pierwsze kopy w tyłek ode mnie :). Sprawa jest o tyle fajna, że przy poprzednich akcjach (#30dnifit) wzajemnie wspierali się wszyscy uczestnicy. Żeby łatwiej było nam się odnajdywać na insta, używajmy skróconego #wam. Jutro pojawi się pierwszy post, w którym przedstawię trzy osoby, które wybrałam do indywidualnej współpracy. W tekście możecie spodziewać się również wskazówek i zaleceń na pierwszy, przygotowawczy tydzień. Osoby, które nie mają Instagrama (te, które mają, a chcą dostawać jeszcze więcej motywacji również) zapraszam do zamkniętej grupy na Facebooku.

Pierwsze zadanie związane z WAM wykonacie już jutro rano. Po przebudzeniu zmierzcie się (klatka piersiowa, pępek, biodra, obwód uda), zważcie i zróbcie sobie zdjęcia całej sylwetki (z przodu, z boku i tyłem). Nie musicie nikomu pokazywać tych ostatnich. Wierzcie mi, ze jeśli ich nie zrobicie to będziecie żałować, bo porównanie z sylwetką za 10 tygodni będzie powalające :).

Zmieńmy temat. Pomyślelibyście, że doprawienie komuś rogów może być dowodem miłości?

Otóż tak. Od dobrego roku wzdychałam do pewnego jelenia. Nie jest to związane z zamiłowaniem do łowiectwa, ale z promowanego na pintereście stylu skandynawskiego. Jelenie patrzyły na mnie tęsknym wzrokiem ze ścian, poszewek na poduszki czy zastawy. Zapragnęłam mieć własnego. Upolowałam na Pakamerze (artysta foldit). Jeleń okazał się być kartonem z zaznaczonymi miejscami do powyginania. No to zaczęłam wyginać. Moja cierpliwość i zdolności manualne, a raczej brak obu z wymienionych rzeczy, nie podołały zadaniu. Bardzo chciałam udowodnić Łukaszowi, że jednak dam radę po tym, jak bezczelnie odmówił współpracy, ale niestety. Ukleiłam jelenia po same (źle zamontowane uszy). W tym miejscu podkreślę, że jeśli ktoś z Was nabierze ochoty na własnego jelonka, to niech zastanowi się czy ma w sobie podstawowe umiejętności rękodzielnicze. Ja nie mam, a jeleń nadawał się do wyrzucenia.

Ale przecież ten rogacz miał być dowodem miłości, więc muszę dodać, że Łukasz zamówił kolejnego i już za chwilę sklejony przez niego, elegancki jelonek zawiśnie nad telewizorem. Szczyt romantyzmu, prawda?

komiks-o-fiszce

Przyznajcie, Fiszka jako jeleń prezentuje się całkiem dostojnie. 

W minionym tygodniu byłam też ratować swoje oczy. A raczej to, co pod nimi. Stwierdziłam, że na zwiększenie czasu snu nie ma póki co szans, a żadne kremy wybielające cienie pod oczami, więc zdecyduję się na mezoterapię igłową. Zabieg wykonywałam w tym samym salonie co karboksyterapię (łódzki laser delux), a przed nim bałam się straszliwie! Powiem tak: czuję się nieswojo, gdy ktoś narusza ciągłość moich tkanek. Zastrzyki i pobrania krwi to mała trauma, w grę wchodzą jedynie na leżąco ;). Okazało się, że obawy przed mezo były niepotrzebne, bo znieczulenie skutecznie zredukowało ból (którego bałam się ze względu na szczególnie wrażliwą okolicę pod oczami). Cała twarz też była delikatnie nakłuwana, by nakarmić ją witaminkami, krzemionkami i innymi pysznościami, które ze zwykłym kremem nie dostają się tak głęboko. O mezoterapii fajnie napisała KosmetologaNoga, jeśli kogoś ten temat interesuje to odsyłam do niej. Niech na poważne tematy wypowiadają się Ci, którzy się na nich znają.

dziewczynki

Po zabiegu miałam delikatne zaczerwienienia pod oczami i mikrobąbelki, które zniknęły kolejnego dnia rano. I dobrze, przynajmniej nie straszyłam tych dwóch cudnych Pań ze zdjęcia powyżej. KasiaNatalia to jedne z najbardziej wartościowych zdobyczy blogowych ;). Bez blogów pewnie nie wiedziałybyśmy o swoim istnieniu, a teraz wiem jak duża byłaby to strata. Choć oczywiście blogerzy się nie lubią i rzucają sobie kłody pod nogi, pamiętajcie!

Posty z poprzedniego tygodnia:

Podrzucałam Wam już kiedyś film Włodka Markowicza, ale nic nie poradzę na to, że każda jego produkcja jest lepsza od poprzedniej! Pokazał Gruzję w sposób lepszy, niż zrobiło to do tej pory jakiekolwiek biuro podróży. Z pozornych wad, zrobił zalety. A montaż, opowiedziana historia, muzyka grają ze sobą tak, jak nie grałyby w niejednym materiale telewizyjnym.

Ostatnio przechodzę fascynację YouTubem, bo zamierzam zacząć do Was gadać za pośrednictwem kanału. No właśnie! Czekam na Wasze sugestie – czego oczekujecie od YouTube’a, jakie cechy cenicie sobie u twórców, które kanały są Waszymi ulubionymi? I co najważniejsze: czego oczekiwalibyście od mojego kanału? A może forma video w ogóle nie jest dla Was atrakcyjna?